Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Komiks to –...

Komiks to – czy projekt? O „Żydzie Faginie” Willa Eisnera

Tomasz Pindel

Fagin z komiksu Eisnera – ojca amerykańskiej opowieści graficznej – to znana postać z „Oliwera Twista” Charlesa Dickensa. „Chytry staruch” o „złowrogiej, odrażającej twarzy”, który wciąga bohatera w bagno londyńskiego półświatka. Eisner w przeciwieństwie do Dickensa czyni zeń jednak bohatera wielowymiarowego i niejednoznacznego, przełamując antysemickie wątki z pierwotnej, XIX-wiecznej wersji opowieści.

Will_Eisner_okladka

Wprowadzenie na polski rynek dzieł Willa Eisnera stanowiło bez wątpienia jeden z kamieni milowych w naszym nadrabianiu komiksowych zaległości. Eisner cieszy się – niekwestionowaną chyba przez nikogo – opinią wielkiego ojca powieści graficznej, klasyka, który przełamał konwenanse i wytyczył nowe horyzonty sztuki opowiadania obrazkami. Choć zaczynał jako – po prostu – jeden z wielu zdolnych, z czasem awansował do roli komiksowego geniusza.

I wydane u nas w ostatnich latach albumy pozwoliły nam zrozumieć, skąd ta sława. „Umowa z Bogiem. Trylogia” (zawierająca tom o Dropsie Avenue), „Sprawa rodzinna” czy „Życie w obrazkach” to znakomicie narysowane i z rozmachem napisane historie, pod względem treści przebijające niejedną opasłą powieść. Kreska Eisnera – realistyczna, acz przechylona lekko w stronę niedosłownego humoru, subtelnej karykatury, tradycji żartu rysunkowego – idzie tu w parze z umiejętnością pokazywania historii (jak w albumach nowojorskich) czy międzyludzkich relacji (co szczególnie widać w „Sprawie rodzinnej”), a jednocześnie znajduje się tu miejsce na pogłębione portrety psychologiczne postaci. (Każdego, kto używa przymiotnika „komiksowy” w znaczeniu „płytki, powierzchowny, łatwy”, należałoby odesłać do prac Eisnera). Dostaliśmy też wybór komiksów z wcześniejszego etapu, kiedy to Eisner zajmował się zasadniczo serią przygód niejakiego Spirita.

Wydany kilka miesięcy temu „Żyd Fagin” należy do najpóźniejszych prac rysownika i sprawiać może wrażenie nie tyle po prostu albumu, ile czegoś w rodzaju kulturowego projektu komiksowego. Dość imponująca jest obudowa wydania: zaopatrzone zostało w przedmowę niejakiego B. M. Bendisa, wstęp do pierwszego wydania samego autora, aneks pióra tegoż i jeszcze na koniec posłowie J. Heera, z podręczną bibliografią na dobitkę. Wszystko to służy zasadniczo jednemu celowi (może za wyjątkiem tekstu Bendisa, który wydaje się dość miałki i w zasadzie pozbawiony warstwy informacyjnej), a mianowicie wyjaśnieniu, skąd wziął się pomysł na ten album i jakie cele stawiał sobie Eisner, tworząc go.

Zyd_Fagin_2

Fagin jest bowiem, rzecz jasna, postacią z „Oliwera Twista” Charlesa Dickensa, tym „chytrym staruchem” o „złowrogiej, odrażającej twarzy”, który wciąga bohatera w bagno londyńskiego półświatka. Eisner swój wywód zaczyna od przywołania Ebony’ego, humorystycznej postaci z serii o bohaterskim Spiricie, jeszcze z lat 40. Ebony był czarnoskóry i Eisner rysował go w czysto karykaturalny sposób, każąc mu też wysławiać się w błędny sposób stereotypowo przypisywany Afroamerykanom. Oczywiście w tamtych czasach nie było w tym nic dziwnego, epoka równouprawnienia i poprawności politycznej miała dopiero nadejść, ale jak wyznaje Eisner, ta stereotypowa i – co tu kryć – rasistowska postawa wobec Ebony’ego (a mówimy przecież o komiksie, w Stanach gatunku masowo czytanym, a więc o dużej mocy rażenia) zaczęła uwierać rysownika po zakończeniu służby wojskowej w 1945 r.

Ta potrzeba okłamywania etnicznych i kulturowych stereotypów miała powracać w dalszej twórczości (przede wszystkim w istotnym jej nowojorsko-żydowskim paśmie) i „Żyd Fagin” jest jej ostatnim owocem. Eisner bowiem postanowił opowiedzieć na nowo – ale też po raz pierwszy dokładniej – historię jednej z negatywnych postaci z „Oliwera Twista”, z którą Dickens, zdaniem rysownika, zrobił mniej więcej to samo, co on z Ebonym: wpisał weń stereotypy etniczne typowe i w swojej epoce naturalne, ale dziś nie do przyjęcia. W aneksie i posłowiu mamy całkiem poważną analizę postaci, uzupełnioną materiałami graficznymi (w tym klasycznymi ilustracjami z Dickensa), które pokazują, że Fagin mieści w sobie pełną gamę antysemickich przesądów i wyobrażeń. Dlatego też Eisner postanowił rozwinąć i opowiedzieć jego historię, uczynić zeń bohatera wielowymiarowego, niejednoznacznego, autentycznego, tworząc coś w rodzaju alternatywnej wersji dickensowskiego klasyka.

Zyd_Fagin_1

Brzmi to wszystko bardzo słusznie i ciekawie, ale muszę przyznać, że po lekturze tekstów, w jakie opakowano komiks, miałem spore obawy, czy „Żyd Fagin” nie okaże się nie tyle autonomicznym dziełem, tylko takim właśnie kulturowym projektem, literackim „retellingiem”, gdzie ważna jest reinterpretacja i obalanie stereotypów, a sama historia schodzi na plan dalszy.

Niesłusznie się bałem. „Żyd Fagin” to komiks pełną gębą i uważam, że nawet gdybyśmy darowali sobie otaczające go teksty (acz nie warto, przynajmniej trzech z nich), ba! – nawet gdybyśmy nie mieli pojęcia, kim jest Fagin i kim ów Oliwer Twist (co wcale nie wydaje mi się aż tak nieprawdopodobne), to i tak tom okaże się lekturą satysfakcjonującą. Historia Fagina opowiedziana została od dzieciństwa po śmierć jej bohatera i z jednej strony czyta się ją tak dobrze, jak dickensowskie fabuły (pełno tu dramatycznych zwrotów akcji, zawirowań, afer, podróży), z drugiej zaś sięgnąć można głębiej. To nie tylko obraz sytuacji żydowskich emigrantów z Europy Środkowej do Anglii, w której wcześniej byli przecież Żydzi, ale z której przenieśli się znacznie wcześniej i w XIX wieku zdążyli się już mocno zintegrować, i zajmowali wysoką pozycję w społecznej hierarchii, ale też w ogóle dramatyczna opowieść o próbach wyrwania się ze społecznych nizin, próbach skazanych na porażkę – wciąż, niestety i mimo dziewiętnastowiecznego sztafażu – zupełnie aktualna.

No i do tego ten rysunek: subtelny i zarazem pełen ekspresji, realistyczny i karykaturalny zarazem. Znakomicie, że mamy jeszcze jednego Eisnera!

 

Komiks:

Will Eisner, „Żyd Fagin”, tłum. Jacek Drewnowski, Egmont Polska, Warszawa 2014.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 300

(40/2014)
7 października 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj