0000398695
PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Western nadrzędny. O...

Western nadrzędny. O powieści „Na południe od Brazos” Larry’ego McMurtry’ego

Marek Paryż

Wyjątkowość powieści „Na południe od Brazos” (1985), słynnego westernu literackiego pióra Larry’ego McMurtry’ego, można tłumaczyć na różne sposoby, ale co do jej szczególnego miejsca w historii gatunku nie może być wątpliwości.

McMurtry_okladka

Autor połączył w tym dziele dobrze pojętą konwencjonalność z rozmachem i świadomością literatury wysokiej. „Brazos” to rodzaj książki, która uruchamia w czytelniku najsilniej utrwalone nawyki odbiorcze, kształtujące się od najwcześniejszych lektur – bajek. Po zawiązaniu akcji napięcie narracyjne utrzymuje się do końca; nie ma tu epizodów, które zakłócałyby gwarantujący to napięcie rytm zdarzeń. „Brazos” czyta się z ciekawości, dla przyjemności i dla dreszczyku, przy czym – rzecz jasna – efekt, by tak powiedzieć, doznaniowy po stronie odbiorcy jest pochodną złożonego zamysłu autorskiego.

Otóż zamysł ten polega m.in. na stworzeniu kompendium motywów westernowych – u McMurtry’ego znajdziemy nieomal wszystkie najważniejsze: porwanie przez Indian, walkę z Indianami, przeganianie bydła, życie w społeczności, pracę na farmie, konfrontację człowieka z dziką naturą, przyjaźń dojrzałych mężczyzn, inicjację młodego kowboja. Poprzez nawarstwienie reprezentatywnych wątków pisarz symbolicznie wyczerpał gatunek; w pewnym sensie osiągnął postmodernistyczny cel bez wykorzystania, choćby w znikomym stopniu, postmodernistycznych technik literackich.

Model literacki, do którego pisarz odwołuje się w „Brazos”, to realizm historyczny, na co McMurtry wskazał we wstępie do jubileuszowego amerykańskiego wydania książki z 2000 r., skarżąc się, że gros czytelników zrozumiało ją nie całkiem tak, jak sobie wyobrażał: „Myślałem, że napisałem o okrutnym czasie i kilku dość okrutnych osobnikach, ale w mniemaniu publiczności stworzyłem obraz zbliżony do idealizacji; zamiast «Piekła» ubogich, z całą właściwą mu przemocą, zdradliwością i brakiem wiary, dostali do rąk coś w rodzaju «Przeminęło z wiatrem». Długo zastanawiałem się nad takim obrotem spraw” (przeł. M.P.). Wydaje się, iż McMurtry w końcu znalazł odpowiedź na nurtujące go pytanie i doszedł do wniosku, że intuicja czytelników wychowanych na Margaret Mitchell była prawidłowa co do znaczenia melodramatycznego komponentu powieści. W przedmowie do późniejszego wydania jubileuszowego z 2010 r. napisał bowiem, że głównym tematem książki nie jest pędzenie bydła do Montany, tylko nieuznane ojcostwo.

Akcja „Brazos” rozgrywa się w latach 70. XIX wieku, w ważnym okresie historii Zachodu Stanów Zjednoczonych: zbliżało się rozwiązanie „kwestii indiańskiej” i olbrzymie terytoria, niebedące formalnie stanami, miały zostać udostępnione pod osadnictwo. Bohaterowie powieści McMurtry’ego widzą nową szansę w wykorzystaniu możliwości, jakie dla hodowców bydła otworzyły się w Montanie. Augustus McCrea, zwany Gusem, i Woodrow Call, byli kapitanowie oddziału strażników Teksasu i weterani wojen z Komanczami, gdy ich walka dobiegła końca, zajęli się handlem bydłem i końmi. Przy wsparciu dawnych towarzyszy broni, P.E.’ego i czarnoskórego Deetsa, tudzież meksykańskiego kucharza Boliwara i okazjonalnie najmowanych kowbojów, prowadzą interes dumnie nazwany Emporium nad Kapeluszem (od nazwy strumienia). Ich decyzja, by przenieść się do Montany, gdzie warunki hodowli są nieporównywalnie lepsze, nie jest podyktowana obiektywną potrzebą. Chociaż żaden tego nie przyznaje, podejmują wielkie ryzyko po to, żeby raz jeszcze przeżyć trud i podniecenie bycia na szlaku. Powiększywszy stado, ruszają na północ, zabierając ze sobą – oprócz stałych kompanów i zakontraktowanych kowbojów – Lorenę, damę lekkich obyczajów mającą nowy pomysł na życie, nastoletniego chłopca o imieniu Newt, prawdopodobnie syna Calla i nieżyjącej już prostytutki, i pianistę przezywanego Buźka. Trasa prowadzi przez Kansas, Nebraskę i Wyoming. Gus ma ukryty plan w związku z podróżą; chce w Nebrasce odwiedzić Klarę, kobietę, którą niegdyś kochał chyba z wzajemnością, ale ona ostatecznie wybrała mężczyznę, który zagwarantował jej pewniejszy byt. On sam natomiast jest obiektem westchnień Loreny, uwolnionej przezeń z rąk grupy brutalnych Indian.

Fabuła „Brazos” posiada klasyczną konstrukcję, której ramy wyznacza opuszczenie jednego domu i zbudowanie drugiego, co pozwala nam mówić o obecności w książce McMurtry’ego jednego z podstawowych wzorców rozwoju zdarzeń w literaturze narracyjnej – przejścia od jednej ustabilizowanej sytuacji do drugiej, z sekwencjami perypetii „pośrodku”. Na marginesie dodajmy, że pojęcie domu należy rozumieć w sensie stricte funkcjonalnym, bo mowa o domach zamieszkałych – by przywołać tytuł zbioru opowiadań Hemingwaya – przez mężczyzn bez kobiet, mężczyzn, których mogą, choć nie muszą, łączyć więzi lojalnościowe. Wskazuje to na strukturalną rolę domów w powieściowej konfiguracji przestrzeni. Konotacje emocjonalne pojęcia domu wybrzmiewają dopiero w finale fabuły, gdy jeden z głównych bohaterów wraca do Teksasu, by wypełnić ostatnią wolę nieżyjącego przyjaciela i pochować tam jego ciało. Wątek samotnego powrotu do starego miejsca można odczytać jako wzmocnienie melodramatycznego wydźwięku zdarzeń. Niebezpieczeństwa, które przeżywają bohaterowie „Brazos” w drodze do Montany, odzwierciedlają wpływ sił chaosu, uosabianych przez brutalnych bandytów, wrogo nastawionych Indian czy też przekonanych o swojej wszechwładzy żołnierzy. Może nawet potężniejszym źródłem chaosu są czynniki naturalne, zwłaszcza że złoczyńcy zagrażają jednostkom, a żywioły – wszystkim ludziom. W klasycznym westernie filmowym Raoula Walsha „Droga olbrzymów” (1930), opowiadającym o wyprawie ogromnej karawany do Oregonu, w ciągu około dwudziestu minut akcji osadnicy, charakterystycznie ukazani jako bohater zbiorowy, przechodzą przez pustynię, potem walczą z gwałtownym deszczem, wreszcie z burzą śnieżną, w tzw. międzyczasie stoczywszy bitwę z Indianami. W „Brazos” kowboje muszą stawić czoła niemal identycznym wyzwaniom klimatu. Podobnie jak w filmie Walsha, w powieści McMurtry’ego przedstawienie walki ludzi z żywiołami jest kluczowym zabiegiem w kreowaniu narracji epickiej.

Miarą mistrzostwa kompozycyjnego, jakim wykazał się McMurtry w swoim słynnym westernie, jest sposób zespolenia dwóch głównych wątków powieści. Najpierw biegną one równolegle, potem coraz bardziej się zazębiają, na koniec jeden wątek poniekąd wchłania drugi. Pierwszy główny tok fabuły dotyczy oczywiście wyprawy Gusa i Calla, drugi natomiast ogniskuje się na pościgu szeryfa July’ego Johnsona z Arkansas za przypadkowym zabójcą swojego brata, Jakiem Spoonem, towarzyszem kapitanów z czasu ich służby w oddziale strażników. Spoon szuka schronienia u kapeluszników, jak nazywani są wspólnicy prowadzący Emporium. Ów drugi tok fabularny przybiera obrót dość osobliwy w świetle tradycji gatunku: szeryf kończy pościg za zbrodniarzem (ktoś inny wyręczył stróża prawa w wymierzaniu sprawiedliwości) i zaczyna szukać własnej żony. July, nie będąc tego świadomym, poślubił byłą prostytutkę, która mimo że ma syna i jest w ciąży z szeryfem, postanawia uciec i odszukać dawnego kochanka. July odnajdzie Elmirę, bo tak kobieta ma na imię, ale przekona się, iż podjął daremny trud. Oznacza to, że ustały jego zobowiązania uwarunkowane przeszłością, że może zapomnieć o nieżyjącym bracie, natarczywej bratowej, niewdzięcznej żonie i o ludziach, którzy, nie wiedzieć czemu, wybrali go na szeryfa. Z punktu widzenia fabuły, taki stan rzeczy umożliwia mu gładkie przejście do innego wątku. Każdy epizod powieści ma logiczne domknięcie albo bezpośrednio pokazane w fabule, albo zrelacjonowane z drugiej ręki.

O ile w konstruowaniu fabuły McMurtry polega na sprawdzonych środkach, o tyle w portretowaniu najważniejszych bohaterów i bohaterek wychodzi daleko poza uświęconą przez tradycję westernu dychotomię good guys vs. bad guys. Nie interesuje go uproszczona symbolika postaci. Buduje w tekście istną konstelację charakterów, akcentując różne warianty kontrastu i komplementarności. Najlepiej widać to na przykładzie Gusa i Calla; pierwszy lubi spędzić czas z kobietą, zagrać w karty, dobrze zjeść, a nade wszystko lubi gadać, natomiast drugi to introwertyk, samotnik i milczek, z minimalnymi potrzebami osobistymi i ograniczonymi umiejętnościami społecznymi. Pracują i de facto żyją razem, bo wzajemny szacunek dla profesjonalizmu i siły charakteru wspólnika zdecydowanie przewyższa wzajemną irytację odmiennie definiowanymi słabościami. Połączenie ich kontrastujących cech w jakimś stopniu warunkuje ich moc sprawczą. W układzie postaci na biegunie przeciwnym do Gusa i Calla nie sytuuje się – wbrew fabularnym pozorom – okrutny Indianin Siny Kaczor, który porywa Lorenę i oddaje grupie łowców bizonów w łatwym do odgadnięcia celu, tylko July Johnson, zachodnioamerykańska wersja człowieka bez właściwości. W przypadku tej postaci deficyt charakteru wręcz poraża; July ciągle się nad czymś zastanawia, a działa tylko wtedy, gdy ktoś mu coś nakaże. Trudno patrzeć nań inaczej aniżeli ze współczuciem przechodzącym w politowanie.

Wracając na chwilę do postaci Sinego Kaczora, warto zauważyć, że jego wątek znajduje w powieści rozwiązanie konwencjonalne, ale ciekawe ze względów strukturalnych. Po ucieczce z zasadzki zastawionej przez Gusa, którego zna z czasów wojennych, ten przedstawiciel plemienia Komanczów w istocie znika z fabuły. Koniec końców ginie, ale nie w pojedynku z Gusem, tylko w samobójczej akcji przed egzekucją. To wydarzenie nie ma bezpośredniego odzwierciedlenia w fabule, tylko pojawia się w relacji jednej z postaci. Tym samym wątek kluczowy w świetle konwencji schodzi w „Brazos” na dalszy plan. Znamienne jest to, że ponieważ nie znamy motywacji Sinego Kaczora – a może nim wszak powodować pragnienie zemsty – jawi się on jako jedyne uosobienie zła wpisanego w ludzką naturę. Wynaturzenie białych zawsze wynika z ich chciwości, zatem ich zło podlega swoistej racjonalizacji. Ogólne przedstawienie Indian w powieści McMurtry’ego nie jest pochlebne, zamyka się w obrazach pojedynczych okrutników i wynędzniałych wspólnot. Pisarz odrzuca fałszywe wyobrażenia uwznioślające doświadczenie Indian, z mitem szlachetnego dzikusa na czele, ale widać też, że pisząc książkę, nie kłopotał się o wymogi politycznej poprawności.

Zasada budowania postaci we wzajemnych odniesieniach na zasadzie kontrastu i komplementarności uwidacznia się również w portretach kobiet. McMurtry nawiązuje do tradycyjnej opozycji między prostytutką i żoną farmera. Jednak Lorena wychodzi z roli kobiety upadłej, stopniowo odsłania wcześniej ukrywaną emocjonalność i nawet bezpośrednio wyraża miłosne uczucie do mężczyzny. Jeśli była prostytutka posiada rys romantyczny, to Klara, żona hodowcy koni, nie ma takiego rysu wcale, co stanowi miarę przytłaczających skutków trudu życia. Za dużo wycierpiała, patrząc, jak umierają jej synowie i mąż, żeby myśleć o miłości. Liczy się dla niej spokój i stabilizacja. Romantyzm Loreny i pragmatyzm Klary łączą się w coś w rodzaju esencji kobiecości, co podkreśla fakt, że starsza kobieta przyjmuje młodszą pod swój dach. Temu duetowi przeciwstawiona została Elmira, była prostytutka, która wyrzeka się przyzwoitego życia i demonstruje to w sposób drastyczny – wysyłając kilkuletniego syna na wyprawę z mężem-szeryfem i uciekając z domu mimo ciąży. Postępowanie Elmiry można by tłumaczyć naiwnością i zgoła głupotą, gdyby nie to, że jej niechęć do July’ego, którego wszak nie musiała poślubiać, nie okazała się ostatecznie silniejsza od tęsknoty za dawnym kochankiem, którego nie odzyska. Po tym, jak July ją odnalazł, Elmira porzuca dziecko i odchodzi w towarzystwie jeszcze innego mężczyzny, odpychającego trapera, wiecznie śmierdzącego zwierzęcymi skórami. Jej nieracjonalność doprawdy frapuje.

Jeśli „Brazos” niesie podteksty rewizjonistyczne, to są one związane właśnie z wątkiem Elmiry, kobiety-enigmy. W wymiarze ogólnym jednak nie można uznać powieści za dzieło rewizjonistyczne w kontekście historii gatunku westernowego. Realizm utworu McMurtry’ego niweluje subwersywne implikacje, podobnie jak – przy całym melodramatyzmie relacji międzyludzkich – wycisza sensy mitologizujące Zachód na modłę romantyczną, czyli jako przestrzeń ludzkich uniesień. Powieść nasycona jest scenami brutalnej przemocy – począwszy od gwałtu zbiorowego, przez morderstwo dzieci, a skończywszy na znęcaniu się nad trupem – ale ich opisy w duchu obiektywnej relacji odbierają im wymowę metaforyczną, która wzmocniłaby rewizjonistyczne przewartościowania. Styl McMurtry’ego dopuszcza rewizjonizm jako podstawę jednego z wielu wariantów fabularnych, ale nie jako dominantę powieści.

 

Książka:

Larry McMurtry, „Na południe od Brazos”, przeł. Michał Kłobukowski, posłowie Michał Stanek, wyd. Vesper, Czerwonak 2017.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 472

(4/2018)
23 stycznia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj