Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Czujne oko Zachodu....

Czujne oko Zachodu. O filmie „Oko na Julię” Kima Nguyena

Marta Widy-Behiesse

Opowieść o miłostkach młodej dziewczyny staje się historią o tym, jak huntingtonowskie zderzenie cywilizacji tworzy pretekst dla systemu zaawansowanego nadzoru.

Film Kima Nguyena opowiada dwie proste historie, które krzyżują się w przestrzeni wirtualnej. Gordon, pracownik firmy odpowiedzialnej za zdalną ochronę pól naftowych gdzieś w Północnej Afryce, po rozpadzie związku nie może znaleźć dla siebie miejsca. Odtrutką na marazm i zniechęcenie staje się śledzenie potajemnych schadzek pary młodych Maghrebczyków. Poplątana historia Ayushy – dziewczyny z tej pary – oraz interwencje Gordona w jej życie stają się pretekstem do przemyślenia kwestii różnic kulturowych, obyczajowych, cywilizacyjnych oraz relacji między Wschodem a Zachodem. Co ciekawe, różnice te zostaną przedstawione na podstawie kontrastujących ze sobą modeli kobiecości i męskości.

Dwie męskości, dwie kobiecości

Z jednej strony w filmie Nguyena obserwujemy Zachód, który czerpie z bogactw naturalnych Afryki, a zarazem stosuje najnowsze technologie, by – globalnie – zabezpieczyć swoje interesy i – jednostkowo – bez oporów podglądać, podsłuchiwać i wnikać w intymność osób z innych części świata. Narzędziem owej inwigilacji jest wspomniany zrobotyzowany system zabezpieczeń rurociągu naftowego, obsługiwany przez Gordona z Detroit. Punktem odniesienia dla działań bohaterów jest przy tym oczywiście etyka Zachodu – to ona służy do oceny i podejmowania działań ingerujących w życie lokalnej społeczności.

Maghreb w filmie jest na tyle obcy, że traktuje się go jako jeden homogeniczny twór.

Marta Widy-Behiesse

Z drugiej strony, jako ową wschodnią lokalność reżyser przedstawia nam świat „zacofany”, rządzący się zupełnie innymi normami obyczajowymi – chociażby tradycyjnym aranżowaniem małżeństw – nieliczący się szczególnie z jednostką. Jest to Maghreb, na tyle obcy, by traktować go jako jeden homogeniczny twór – możemy się bowiem jedynie domyślać, w którym kraju rozgrywa się akcja.

Film stanowi zatem spotkanie stereotypów – tego, jak na Zachodzie postrzega się świat islamu, i tego, jak w świecie muzułmańskim myśli się o Zachodzie. Zderzeniu tych ogólnikowych sądów towarzyszą równie stereotypowe, skontrastowane wizje kobiet przynależnych do obu kręgów kulturowych.

Najbardziej oczywista w kontekście upostaciowienia stereotypowych właściwości Wschodu wydaje się postać Ayushy – zniewolonej przez rodzinę młodej kobiety, która ma powielić przeznaczenie matki i wielu innych pozbawionych podmiotowości kobiet jednego z krajów Afryki Północnej. Ich sytuacja kontrastuje z kolei postaciami wyzwolonych Amerykanek – jedną z nich Gordon poznaje przez portal randkowy: to kobieta przejmująca inicjatywę w relacjach z mężczyznami, uprawiająca seks bez zobowiązań. Archetyp kobiety Zachodu uzupełnia gotowość do zdrady i porzucenia zakochanego mężczyzny, co staje się źródłem jego cierpienia. Archetyp kobiety muzułmańskiej, który z kolei uosabia główna bohaterka, to osoba skromna, oddana, czuła, kochająca, zachowująca czystość, uległa wobec rodziny i tradycji, gotowa jednak do podjęcia ryzyka w imię miłości.

Materiały dystrybutora

Reżyser rozprawia się też z męskością na Wschodzie i Zachodzie. Gordon, mężczyzna Zachodu w filmie Nguyena, jest rozbity, narkotyzuje się, jest znudzony rutyną i codziennością. To typ depresyjny, ale też skłonny do podjęcia ryzyka w silnej reakcji na uczucia, które zauważa w rzeczywistości Wschodu, a których mu w jego własnej brakuje. Jego antytezą staje się obraz zbiorowy mężczyzny arabsko-muzułmańskiego, którego rys zyskują w filmie trzy postaci. Karim, ukochany Ayushy nieakceptowany przez jej rodziców, jest typem aktywnym, boryka się z podstawowymi trudnościami przetrwania w tamtejszej rzeczywistości jest tym, który zapewnia możliwość przeżycia – dostarcza wodę. Choć jest z gruntu rozsądny i uczciwy, dla ukochanej podejmie każde ryzyko, za co przyjdzie mu zapłacić wysoką cenę. Kolejne męskie oblicze Wschodu to despotyczny ojciec Ayushy – typ stereotypowo rozumiejący bezpieczeństwo i dobro swojej córki, stosujący przemoc zamiast wyjaśnień jako najskuteczniejszy argument. Trzeci z mężczyzn to tkwiący w utrwalonej tradycją rzeczywistości i pogodzony z nią, przyrzeczony małżonek dziewczyny.

Uniwersalna miłość, uniwersalna technologia

Poza ten wyraźny i rysowany stereotypami obraz wychodzi postać epizodyczna, niewidomy starzec, który – chociaż osadzony w sąsiedztwie Ayushy – jest bohaterem wyrastającym ponad podział na Zachód i Wschód. Rady, jakich udziela Gordonowi na temat miłości, można uznać za uniwersalne – pozbawione bagażu określonej cywilizacji i kultury. Przywodzi na myśl takich muzułmańskich myślicieli jak Abu al-Ala al-Marri czy znacznie późniejszy Taha Husajn – pisarzy, ludzi kultury, racjonalnych krytyków otaczającej ich rzeczywistości. Można odnieść wrażenie, że Nguyen właśnie w refleksji na temat miłości dopatruje się uniwersalnej wartości, która przekracza różnice kulturowe reprezentowane przez bohaterów. Uniwersalnie, a przy tym wielopłaszczyznowo odniesiono się w „Oku na Julię” również do zagadnienia technologicznie zapośredniczonej komunikacji. Najlepszym tego wyrazem są roboty patrolujące tereny wokół pola naftowego, które nie tylko przesyłają obraz i dźwięk, ale dzięki nowym technologiom pozwalają na symultaniczne tłumaczenie, a nawet dobranie odpowiedniego do sytuacji tonu głosu robota (neutralny, kojący i inne). Dzięki temu zdajemy sobie sprawę, że choć wiele oba światy różni, to stosowany za pośrednictwem technologii język, zwroty czy ton stanowią skuteczny środek oddziaływania na emocje, które dla ludzi są wspólne. Nguyen zdaje się przeświadczony, że to właśnie komunikacja ułatwiona przez technologiczny postęp umożliwi ucieczkę bohaterów od pułapek, jakie kryją się w ich własnych kulturach.

Bez strachu, poczucia lęku i zagrożenia nie ma naszego świata – budowanie poczucia zagrożenia jest siłą napędową gospodarki, a groźnym jest Inny. Nawet jeśli zdarzenia są neutralne, należy je przedstawić jako niepokojące, potencjalnie niebezpieczne, by w ten sposób usprawiedliwić istnienie systemu kontroli.

Marta Widy-Behiesse

Film Nguyena próbuje uciec od prostej czarno-białej narracji, a zarazem uwypuklić stereotypy, ale czy po to, aby się ich pozbyć? Choć twórcy przedstawiają bohaterów, nie wartościując ich jednoznacznie, to – chyba niezamierzenie – powielają wzorzec saidowskiego orientalizmu: zestawiają obraz nieco zacofanego, rozemocjonowanego i namiętnego Wschodu z racjonalnym Zachodem. Z przymrużeniem oka można by rzec, że miło obejrzeć film, w którym przedstawiciel cywilizacji muzułmańskiej nie jest terrorystą, szkoda tylko, że tradycyjnie musi jednak niewolić kobietę… I tu w zasadzie dochodzimy do najsłabszego elementu, czyli do zakończenia. Film poruszający tak wiele ważnych, aktualnych i trudnych wątków zamyka się daleko idącym uproszczeniem, sugerując, i to mało subtelnie, że udana komunikacja i ogólnikowo rozumiane „człowieczeństwo” mają większą siłę sprawczą niż wszystkie różnice i bariery dzielące bohaterów, a szerzej: także dzielące ich światy.

Materiały dystrybutora

Zdecydowanie trafniej ocenia rzeczywistość i nadaje się na realistyczne podsumowanie całości fragment wypowiedzi postaci zupełnie nieistotnej, epizodycznej, która podsumowuje dynamikę komunikacyjną między Wschodem a Zachodem. To opinia przełożonego Gordona, który w pewnym momencie dyscyplinuje go w pracy. Jego głównym zarzutem jest to, że podwładny w niedostatecznym stopniu relacjonuje – nawet wyobrażone – zagrożenia w patrolowanym regionie, co jest przecież podstawą jego zatrudnienia. Bez strachu, poczucia lęku i zagrożenia nie ma naszego świata – budowanie poczucia zagrożenia jest siłą napędową gospodarki, a groźnym jest Inny. Nawet jeśli zdarzenia są neutralne, należy je przedstawić jako niepokojące, potencjalnie niebezpieczne, by w ten sposób usprawiedliwić istnienie systemu kontroli, nadzoru, na którego stosowanie zdobywa się przyzwolenie pod płaszczykiem dawania ochrony… Właśnie to przekonanie o nieustającym, ukrytym zagrożeniu i prowokowaną przez nie potrzebą „ochrony” wydaje się – bardziej niż miłość czy technologiczna komunikacja – łączyć światy zarówno Wschodu, jak i Zachodu, a huntingtonowskie zderzenie cywilizacji staje się świetnym pretekstem do jego podtrzymywania.

 

Film:
„Oko na Julię”, reż. Kim Nguyen, prod. Francja, Kanada, Maroko 2017.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 499

(31/2018)
31 lipca 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj