Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Z historii mojego...

Z historii mojego powiatu. O działalności Narodowych Sił Zbrojnych w powiecie mińskim w czasie wojny i tuż po niej

Henryk Grynberg

„Nocą, w lutym 1945 roku, Wichura wkroczył do lokalu posterunku MO w Dobrem i wyprowadził obecnego tam Władysława Matusiewicza. Posterunek przylegał do naszego mieszkania i egzekucja odbyła się pod naszym oknem, z którego wystrzelono szyby, więc leżąc pod łóżkiem wszystko słyszałem”.

Cudny to niecodzienne nazwisko, ale mieszkał taki w Dobrem i przypomniała o nim nauczycielka z Dobrego pani C. [patrz H. Grynberg, „Pamiętnik 2”, 18 II 2012]. Z moich stron pochodzi również Hanna Cudna-Martyniuk, której zawdzięczam archiwalne materiały do opowieści dokumentalnej „Dzieci Syjonu” [Karta, 1994, i Wielka Litera, 2012]. W maju 2012 roku kwaterowałem w Sopocie przy ulicy Jagiełły, a na sąsiednich drzwiach widniało nazwisko Cudny. Spytałem mieszkającego tam młodego człowieka, czy jego rodzina pochodzi z okolic Mińska Mazowieckiego. Zaprzeczył, lecz w „Roczniku Mińsko-Mazowieckim 2015” jest artykuł Czesława Kazimierza Cudnego o licznych Cudnych z Ładzynia, Brzózego, Dobrego, Chotomowa, Jadowa i Stanisławowa i jednym, który po wojnie przeniósł się do Sopotu.

W tymże roczniku Damian Sitkiewicz pisze o „Konspiracji zbrojnej ugrupowań narodowych w powiecie mińskim w latach 1939–1949”. Za jej początek uznaje rok 1941, „kiedy w gminie Stanisławów powstała Narodowa Organizacja Wojskowa”, która w 1942 roku podporządkowała się Narodowym Siłom Zbrojnym. Komenda Powiatowa znajdowała się w Mińsku, a placówki w Stanisławowie, Chróścicach, Kuflewie, Latowiczu i wsiach „cieszących się przed drugą wojną światową wysokim odsetkiem zwolenników ruchu narodowego”. I oto dowiaduję się, że w Stanisławowie dowódcą placówki był Marian Cudny, ps. „Kuźnica”, „zam. w Suchowiźnie, później w Sopocie”. Autor dodaje, że „w aktach mińskiego PUBP [Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego] znalazła się szersza charakterystyka żołnierzy NSZ z terenu placówki Stanisławów” i że „według niej Marcin (nie Marian) Cudny ps. «Kuźnicki» (nie «Kuźnica»), syn Hipolita i Janiny z Wocialów, był zastępcą dowódcy plutonu NSZ na terenie gminy Stanisławów”, który liczył „około 30 osób”. „Czołową rolę” w stanisławowskim oddziale odgrywał również Stefan Michalski, rolnik posiadający pięć hektarów ziemi, który ukończył cztery oddziały szkoły podstawowej i „według dokumentacji PUBP należał do AK i NSZ”. Dowódcami drużyn byli Zygmunt Marczak i Tadeusz Cichocki i „podlegało im po 5 osób”. Jak w „Chłopcach z placu Broni”: dużo dowódców, a mało żołnierzy. Marczak „w 1943 roku opuścił NSZ, wstępując do AK, gdzie został zastępcą dowódcy plutonu”. AK „przechwytywała” narodowców – komentuje autor. AK i NSZ różniły się stosunkiem do komunistów: „Podczas gdy AK była bardzo powściągliwa w rozliczaniu ich za akcje przestępcze i zdradę ojczyzny, NSZ okazał się zdecydowanym wrogiem postaw konspiracji spod znaku PPR, GL/AL, wykonującej rozkazy Moskwy i Kominternu”. Poza tym „NSZ oficjalnie głosił politykę dwóch wrogów, Niemiec i Związku Sowieckiego, wyraźnie zaznaczając, że ten ostatni jest groźniejszy” i „na każdy akt terroru GL/AL wobec ludności cywilnej lub Niemców – działania konspiracji komunistycznej sprowadzały na ludność odwet ze strony okupantów – odpowiadano akcją zbrojną przeciw komunistom”. „Wedle powojennego agenta UB o pseudonimie «Nóż», żołnierze NSZ posiadali prawdopodobnie wykazy członków KPP/PPR, których zamierzali zlikwidować lub przekazać policji niemieckiej” – dodaje autor artykułu.

Dowiadujemy się również, że „pomiędzy latem 1944 roku, a jesienią 1945” trzon partyzantki, głównie akowskiej, został w naszym powiecie rozbity. Nastąpiły aresztowania, wywózki na Wschód, sfingowane procesy, a reszty dokonała amnestia w zamian za ujawnienie się, ale „rozpracowanie i rozbicie struktur akowskich zmobilizowało uśpionych narodowców do działania”. W październiku 1944 roku utworzono Rejon NSZ w Mrozach i oddział Akcji Specjalnej NSZ liczący szesnastu ludzi, „rozbudowany wkrótce do 21”. Dowodził Marian Gadomski ps. „Niedźwiadek”, z zawodu fryzjer. W 1946 roku oddział wzrósł do 27 osób. Podzielony był na dwie zasadnicze grupy: dywersyjno-egzekucyjną i wypadową. Wspierało go 35 współpracowników, którzy „pomagali w przechowywaniu broni i towarów zdobytych przez żołnierzy w sklepach spółdzielczych, a także udzielali kwater w swoich zabudowaniach”. Do zadań grupy wypadowej należało „pozyskiwanie pieniędzy na działalność, a także materiałów i artykułów żywnościowych”. Dowódcą grupy egzekucyjnej był Eligiusz Malesa, ps. „Zawierucha”. Rezerwiści oddziału przebywali w miejscach swojego zamieszkania i „wzywano ich w razie potrzeby na większe akcje”. W marcu 1946 roku „żołnierze NSZ pojawili się na terenie gminy Chróścice. Celem ich ataków byli rolnicy, którzy otrzymali ziemię w ramach […] reformy rolnej, a także zwolennicy nowej władzy”. Dwa razy próbowano wykonać wyrok śmierci na Bolesławie K., który „bezinteresownie donosił do UB”. Ponieważ się nie udało, partyzanci pobili jego ojca i brata, przy czym „zdobyli szereg cennych przedmiotów, które znajdowały się w jego mieszkaniu” [s. 113]. W pierwszej połowie 1946 roku oddział Gadomskiego podjął współpracę z poakowskim oddziałem „Pogoń” z powiatu siedleckiego. „W Latowiczu zniszczono dokumentację w miejscowym Urzędzie Gminy, a także rozbrojono milicjantów i wykonano wyrok na Władysławie Bakule, członku PPR”. 19 września połączone oddziały NSZ i „Pogoni” opanowały Latowicz i wzięły broń z „pustego posterunku MO” (milicjanci uciekli i ukryli się). Ponadto „partyzanci zaopatrzyli się w spółdzielni, a także wymierzyli karę chłosty członkom PZPR”. 17 października 1946 roku „we wsi Cegłów odbywało się zebranie sołtysów gminy, którzy stawili się z pieniędzmi podatkowymi zebranymi od gospodarzy. […] Do lokalu wtargnęło trzech żołnierzy NSZ uzbrojonych w broń palną, rozkazując wszystkim padnąć, przy czym każdy sołtys został obrewidowany i znalezione przy nim pieniądze zostały zabrane. Jak ustalono bandyci zabrali około 150 tysięcy złotych” [IPN BU 0206/74, t. 1, k. 106 – wszędzie cytuję za autorem]. „30 stycznia 1947 roku w Kałuszynie oddział NSZ podzielony na grupy dokonał jednocześnie czterech akcji – na Urząd Gminy, pocztę, Magistrat i spółdzielnię – skąd zabrali około 80 tysięcy złotych” [s. 116]. 29 listopada 1947 roku we wsi Choszcze, powiat Węgrów, zaatakowano dwóch milicjantów. Ich ciała zrzucono z mostu kolejowego do rzeki Kostrzeń. 23 marca 1948 roku we wsi Jeruzal „partyzanci rozbroili posterunek MO i zniszczyli akta w urzędzie gminy, ze spółdzielni zaś zabrano różnego rodzaju produkty”. 1 kwietnia 1948 roku „oddział zbrojny pod dowództwem Jezierskiego ps. «Orzeł» dokonał napadu na samochód PUBP w Węgrowie, w którym znajdowało się sześciu żołnierzy KBW i sześciu funkc. UB – wśród nich oficer śledczy ppor. Dobiszewski Roman i kapr. Kamiński Wacław konwojujący czterech zatrzymanych przestępców. Bandyci strzelając z ukrycia, otoczyli samochód, zmuszając funkc. i żołnierzy do opuszczenia wozu. […] «Orzeł» strzałami z pistoletu zabił ppor. Dobiszewskiego, zaś Rześkiewiczowi ps. «Grot» i Braunowi ps. «Dżon» rozkazał zastrzelić kpr. Kamińskiego. Po załadowaniu broni na samochód bandyci odjechali w kierunku powiatu siedleckiego, gdzie obawiając się pościgu, pozostawili samochód…” [AIPN, sygn. 01417/1/j, ki. 11]. Również w kwietniu 1948 roku w sanatorium Rudka „wymierzono sprawiedliwość poprzez wychłostanie kilku osób i zniszczenie mieszkania Józefa Wołkiewicza – członka PPR”, po czym „został on pobity, wyprowadzony na podwórze i tam z polecenia «Orła» zastrzelił go Edward Markosik ps. «Wichura». Podobna akcja miała miejsce 2 czerwca 1948 roku we wsi Kiczki”.

Wcześniej w Dobrem „podczas nocy w lutym 1945 roku Wichura wkroczył do lokalu posterunku MO, wyprowadził obecnego tam Władysława Matusiewicza i pod oknem posterunku MO wydał wyrok na Matusiewicza. Wyrok przez rozstrzelanie wykonał obecny tam kat AK Kuśmierczyk Bronisław, zam. Rudno. W tym miejscu należy nadmienić, że zabity Władysław Matusiewicz przed wstąpieniem do MO również wchodził w skład plutonu egzekucyjnego AK. Wyrok miał być również wykonany na [komendancie posterunku] Malejczyku, ale nie zastano go w lokalu posterunku MO. Obecny na posterunku MO milicjant Stanisław Skuza nie był ruszany przez Wichurę”. To z „Kroniki wydarzeń posterunku MO Dobre za lata 1944–1947” [patrz „Pamiętnik 2”, s. 169]. Nie wiem, czemu Damian Sitkiewicz o tej akcji nie wspomina. Wprawdzie w kronice posterunku mowa jest tylko o AK, ale w lutym 1945 roku AK była już rozwiązana, a „Wichura” działał w tym czasie jako narodowiec. Posterunek przylegał do naszego mieszkania i egzekucja odbyła się pod naszym oknem, z którego wystrzelono szyby, więc leżąc pod łóżkiem wszystko słyszałem [patrz H. Grynberg „Buszujący po drogach”, „Twórczość”, VI/1967 i „Zwycięstwo, Część pierwsza”, Paryż 1969]. Przy okazji zrabowano i mieszkanie Frydów, które się mieściło na piętrze. Oni sami zdołali się ukryć na strychu.

W nocy z 14 na 15 kwietnia 1948 roku formujący się nowy oddział „został przyjęty w kościele parafii Kuflew, gdzie księża Ferlak i Łubiński przeprowadzili spowiedź wielkanocną, w której wzięło udział 12 partyzantów. Ksiądz Ferlak poświęcił ryngrafy i wygłosił kazanie, w którym mówił o istocie walki z komunizmem, podtrzymując żołnierzy na duchu”. Broń – „dwa km, dziewięć automatów PPsza, cztery automaty MP-43, 40 automatów MP-40, jeden sten, pięć karabinów produkcji sowieckiej, dziewięć kbk Mauser, 19 granatów, trzy miny, a także różnego rodzaju amunicja i części zapasowe” – przechowywano w zagajniku koło wsi Kruki, a następnie w Rudniku. Autor podkreśla, że działalność oddziału „nie byłaby właściwie możliwa bez pomocy osób cywilnych, które niosły pomoc partyzantom między innymi przez udzielanie kwater – stałych lub jednorazowych” oraz „przechowywanie różnych przedmiotów”. Ale pomocników miało również UB.

„Likwidacji oddziału i aresztowań żołnierzy dokonali komuniści głównie za sprawą stworzenia sieci agenturalnej […] w oddziale, jak i pośród miejscowej ludności” [s. 121]. 3 czerwca 1948 roku trzynastoosobowy oddział Jezierskiego, kwaterujący w zabudowaniach Feliksa Lipińskiego w Lubominie, został zaskoczony przez grupę operacyjną KBW, UB i MO. Według raportu po dwugodzinnej walce „czterech bandytów zostało zabitych”, a dziewięciu ujętych, w tym Markosik, czyli „Wichura”. Jedynie Jezierski ps. „Orzeł” zdołał zbiec [AIPN, sygn. 01417/1/j, k.15]. 8 czerwca skonfiskowano broń ukrytą w lesie koło wsi Kruki i aresztowano jej magazyniera Władysława Kurowskiego ps. „Zając” oraz księży Fertaka i Łubińskiego w Kuflewie i Mrozach. „Przy pomocy agentów oraz zatrzymanych żołnierzy NSZ funkcjonariusze PUBP […] aresztowali kolejnych członków oddziału i jego współpracowników”. Gadomskiego ujęto w końcu 1948 roku w Wawrze, a Jezierskiego w styczniu 1949 roku w Łodzi i skazano go na śmierć. W lutym 1949 roku odbył się proces NSZ-owców, w którym ksiądz Fertak został skazany na piętnaście lat więzienia, a ksiądz Łubiński na cztery. Ksiądz Łubiński umarł w więzieniu, a ksiądz Fertak wyszedł w kwietniu 1955 r. [s. 147]. Według obliczeń PUBP oddział Gadomskiego i Jezierskiego „dokonał 92 akcji zbrojnych, w tym 29 likwidacji: 5 funkcjonariuszy UB, 4 funkcjonariuszy MO, 1 sołtys, 1 SOK [Służba Ochrony Kolei], 9 członków PPR, 9 osób cywilnych”. Napadnięto na siedem urzędów pocztowych, 19 sklepów Spółdzielni Samopomocy Chłopskiej i 17 osób cywilnych, zagarniając łącznie „mienie państwowe, spółdzielcze i prywatne na ponad 4 miliony zł w gotówce i towarach” [sygn. 201/121, t. 1, k. 35v]. Znów nie licząc napadu na posterunek MO i żydowskie mieszkanie w Dobrem. „Cieniem na działalności oddziału kładła się jedynie działalność agentów, których Urząd Bezpieczeństwa szukał przede wszystkim wśród samych narodowców” – ubolewa autor, dodając, że „niestety, znajdował ich skutecznie, choć na dzisiejszym etapie nie ustalono ich tożsamości” [s. 124]. Jeden z nich (pseudonim „B”) pełnił „funkcję kierownika Młodzieży Wielkiej Polski – organizacji młodzieżowej SN” [s. 123].

Ponieważ Polskie Stronnictwo Ludowe Stanisława Mikołajczyka miało szerokie poparcie w powiecie, więc i „spośród osób należących do partii ludowców zwerbowano informatorów i agentów” – pisze Andrzej Gągol w artykule o naszym Powiatowym Urzędzie UB [s. 128]. „Na dzień dzisiejszy od 63 członków Komisji obwodowych zostały już odebrane zobowiązania współpracy z UB na czas wyborów” – meldował w swoim raporcie szef mińskiego UB 18 listopada 1946 r. [AIPN, sygn. 0206/74, t. 5]. Wkrótce potem „pozyskano 8 wójtów i 42 sołtysów”; „z Okręgowej Komisji Wyborczej przewodniczącego PPS, zastępcę z SL, dwóch członków PPR, jednego członka z SD i jednego członka z SL”; „z Komisji Obwodowych zawerbowano 120 członków […] na uczuciach patriotycznych” oraz „trzech mężów zaufania PSL na materiałach kompromitujących” [AIPN sygn. 0206/74, t. 5]. W styczniu 1947 roku przed wyborami do Sejmu „sieć agenturalna rozrosła się do 211 osób”. Istniał również „kontakt obywatelski, czyli informacje udzielane bez podejmowania współpracy”, a prócz tego „do śledzenia oddziałów leśnych zaangażowano gajowych”. Autor dodaje, że nawet „po rozbiciu zbrojnego podziemia nie zlikwidowano w PUBP sekcji odpowiedzialnych za jego zwalczanie. Wręcz przeciwnie, starano się dalej pozyskiwać informacje o osobach posiadających broń, bądź poszukiwanych, które ukrywając się w innych częściach kraju, odwiedzały rodzinę lub kontaktowały się z nią w inny sposób” [s. 134]. Sieć ta jednak nie zawsze sprawnie działała. W raportach PUBP narzekano, że wielu informatorów przenosiło się w niewiadome strony i kontakt z nimi się urywał.

UB miało pod opieką również organizacje młodzieżowe. „Zarząd Powiatowy ZMW «Wici» przestał pełnić swoje funkcje”, bo „jego członkowie (prezes, sekretarz i skarbnik) zostali zwerbowani przez UB” – stwierdza autor. „Podobne tendencje” przejawiała PPS-owska Organizacja Młodzieżowa TUR [s. 153]. W raporcie miesięcznym PUBP napisano, że na powiatowym Kongresie Zjednoczeniowym (11 lipca 1948 roku) „żadnych utarczek nie było”, tylko „członkowie Koła w Dobrem przeszli do PCK” [AIPN, sygn. 0206/75, t. 1, k. 98]. PCK zamiast ZMP – to był niezły pomysł (jestem dumny ze sprytu moich ziomków z Dobrego), ale „dalsza historia ZMP w powiecie mińskim potoczyła się już gładko. Nowych członków szybko przybywało. Pod koniec sierpnia 1949 roku było ich 3059, a pod koniec stycznia 1950 ponad 4000” [s. 154].

Trudniej przebiegała kolektywizacja. Jeden z przedwojennych ludowców argumentował, że „ten rodzaj spółdzielczości jest krokiem wstecz, powrotem do odrabiania pańszczyzny”. Według jednego z miesięcznych raportów PUBP „większość członków nowo założonej spółdzielni nadal uprawiała wyłącznie własne pola” [s. 158]. W Dobrem i Pogorzeli spółdzielnie zlikwidowano „ze względu na systematyczne kradzieże i marnowanie mienia przez samych spółdzielców” [s. 159]. W styczniu 1953 roku na terenie powiatu były tylko trzy spółdzielnie. Wzmożono akcję i „PUBP wytypował 23 wioski […], spośród których w 18 powołano komitety założycielskie”, lecz mimo to „w końcu 1956 roku na terenie powiatu istniało tylko 13 spółdzielni produkcyjnych” [tamże]. Kontrastowało to z wysokim stopniem upartyjnienia w zakładach pracy. W styczniu 1948 roku w fabryce „K. Rudzki” na 204 pracowników do PPR należało 123, a u „Fogelnesta” 40 na 75 (zatem nie tylko Żydzi wprowadzali komunizm). „W sierpniu 1953 roku wszystkie WUBP i PUBP otrzymały polecenie, aby wyeliminować z sieci [donosicieli] osoby należące do PZPR”, ale PUBP mógł nadal się z nimi kontaktować za zgodą pierwszego sekretarza KW, a poza tym nikt nie zabraniał towarzyszom nieoficjalnie spełniać swój partyjny obowiązek.

Najstarszym miastem powiatu jest Mińsk Mazowiecki (z początku zwany Mensko), który uzyskał prawa miejskie blisko 600 lat temu. Stanisławów – od imienia jednego z książąt mazowieckich, który to miasto założył – uzyskał je w 1523 roku, Dobre w 1530 roku, ale w 1852 roku je straciło. Kałuszyn istniał już pod koniec XIV wieku jako Kałuszyno, ale prawa miejskie uzyskał dopiero w roku 1662. Stanisławów miał w 1910 roku 2391 mieszkańców, lecz wskutek obu wojen światowych jego populacja spadła i nigdy nie wróciła do tamtego poziomu [s. 175]. Dobre, które w końcu 2011 roku liczyło 1693 mieszkańców, starało się odzyskać prawa miejskie, lecz mu odmówiono, bo potrzeba co najmniej dwóch tysięcy, a poza tym wciąż ma za mało infrastruktury komunalnej, a za dużo zabudowy zagrodowej.

Na jednej z gałęzi drzewa genealogicznego Cudnych pojawia się Kazimierz Gayczy z Lubomina. Gayczy to to samo co gajowy tylko właściwiej – jak leśniczy, a nie lasowy. W mazurzącej gwarze naszego regionu gajczego nazywano gajcym. Stąd Tadeusz Gajcy, poeta i narodowiec, też pewno rodem z naszych mazowieckich stron. Ciekawostką językową jest również nazwa majątku Dębe Wielkie Małe [s. 109], którego administrator był zastępcą szefa obwodu NSZ i miał stosowny do tego pseudonim „Sęk”.

W tamtym sopockim mieszkaniu w maju 2012 roku nie miałem telefonu ani budzika, więc w przeddzień odlotu poprosiłem młodego sąsiada Cudnego, który wcześnie wstawał do pracy, żeby zadzwonił do moich drzwi. Nie zadzwonił, ale źle spałem i sam się zbudziłem.

PS Serdecznie dziękuje panu Bogusławowi Gołębiowskiemu za dostarczenie mi „Rocznika”.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 503

(35/2018)
28 sierpnia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj