Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Zmiana klimatu? W...

Zmiana klimatu? W Polsce już ją widać

Z Iwoną Pińskwar i Dariuszem Graczykiem z Polskiej Akademii Nauk rozmawia Łukasz Pawłowski

„Ludzie często nawet nie kojarzą wzrostu cen żywności z tym, co się działo z wodą w minionym roku. Jeśli obecny trend się utrzyma, to w przyszłości możemy mieć problemy prawie każdego lata”, ostrzegają pracownicy Polskiej Akademii Nauk.

Łukasz Pawłowski: Przed trzema tygodniami mieliśmy powódź, a teraz w Skierniewicach i wielu innych miastach zabrakło wody. Jak to możliwe?

Dariusz Graczyk: Powódź nie występowała na tym samym obszarze, na którym teraz brakuje wody. Polska jest dużym krajem i zdarza się, że prawie w tym samym czasie mamy do czynienia z różnymi skrajnymi zjawiskami.

Ale w tak krótkim odstępie czasu? Powódź, a trzy tygodnie później susza – to wydaje się niezrozumiałe.

DG: Nie w tym wypadku. Susza to konsekwencja deficytu opadów w ubiegłym roku i bardzo suchej tegorocznej wiosny. Mokry i chłodny maj tylko na krótko poprawił sytuację. Nawet intensywne opady na południowym wschodzie kraju, które spowodowały tam powódź, nie rozwiązują problemu wiosennej suszy w skali całego kraju.

Prezes przedsiębiorstwa wodno-kanalizacyjnego w Skierniewicach, Jacek Pełka, mówił niedawno tak: „Powoli musimy zacząć przyzwyczajać się, że woda to dobro luksusowe. U nas nie ma jeszcze tej świadomości, nie zawsze, gdy odkręcimy kran, będzie tak, że woda nam poleci”. Ma rację?

DG: Częściowo tak. Podczas upałów mogą nałożyć się na siebie niekorzystne zjawiska: mniejsza dostępność wody i zwiększone zużycie. Wysokie zużycie nie wynika jednak z zaspokajania podstawowych potrzeb, jak gotowanie czy higiena osobista, ale dodatkowych aktywności, jak chociażby podlewanie ogródka. Podlanie ogrodu, o powierzchni 300 metrów kwadratowych wymaga około 3 metrów sześciennych wody. To tyle, ile przeciętna osoba zużywa miesięcznie na cele bytowe! Większość osób decyduje się na podlewanie wieczorem, w tym samym czasie ujęcia wody i sieć wodociągowa nie są w stanie dostarczyć takiej ilości wody i woda przestaje docierać na przykład do wyższych kondygnacji budynków. A gdy susza się przedłuża, pojawiają się problemy z ujęciami wód korzystających z płytko położonych zasobów lub z wód powierzchniowych. Musimy zmienić nasz sposób myślenia o wodzie.

Podlanie ogródka, o powierzchni 300 metrów kwadratowych wymaga tyle wody, ile jeden człowiek zużywa w miesiąc?

Tak.

Jednorazowe?

Tak, jednorazowe, około 10 litrów na metr kwadratowy.

Podlanie ogrodu, o powierzchni 300 metrów kwadratowych wymaga około 3 metrów sześciennych wody. To tyle, ile przeciętna osoba zużywa miesięcznie na cele bytowe!

Dariusz Graczyk

Wspomnieliśmy o przygodnych czynnikach jak sucha wiosna i niskie opady. Coraz częściej czytam jednak, że niedobór wody jest trwały, a Polska ma tyle wody w przeliczeniu na mieszkańca co Egipt i jest pod tym względem na szarym końcu w Europie. Jak to jest możliwe?

Iwona Pińskwar: Nasze zasoby wodne są jednymi z najmniejszych w Europie, mniejsze mają tylko Malta i Cypr.

Naprawdę? A Grecja, Włochy, Hiszpania?

IP: Kraje Europy Zachodniej mają większe opady. Polska jest położona dalej od Atlantyku, więc masy powietrza znad Atlantyku docierają do nas rzadziej i są mniej wilgotne, co skutkuje mniejszymi opadami. Ale zasoby wodne to nie tylko opad. Liczy się także retencja, duże rzeki. W Hiszpanii opad jest mniejszy, ale mają dużą liczbę zbiorników retencyjnych, jedną z największych na świecie, zaś Włochy są zasobne w opady na północy kraju.

Ale my mamy przecież wiele rzek i jezior.

IP: Mamy trochę rzek i jezior, ale mała retencja bardzo zanikła. Dlatego należy położyć nacisk przede wszystkim na jej odtworzenie.

Mała retencja, czyli?

IP: Mówimy przede wszystkim o małych śródpolnych i śródleśnych oczkach wodnych. W pogoni za przystosowaniem jak największego obszaru pod uprawę i budownictwo takie zbiorniki były osuszane. A woda powinna jak najdłużej zostać w krajobrazie.

Osuszanie to jedno. Coś jeszcze zrobiliśmy źle?

IP: Problemem jest też nadmierna regulacja rzek. Jeżeli wyprostujemy koryto rzeki, to po pierwsze nie gromadzimy wody na danym obszarze, a po drugie – powodujemy jej bardzo szybki spływ.

To źle?

Jeżeli rzekę wyprostujemy, obwałujemy ją, zabierzemy jej tereny zalewowe, tam gdzie mogła się rozlewać, to siłą rzeczy wody będzie coraz mniej. Owszem, w czasie wielkiej powodzi chcemy wodę jak najszybciej odprowadzić, ale to jedynie przemieszczanie wody z jednego miejsca w drugie – powódź nie wystąpi w jednym miejscu, ale może wystąpić w dolnym biegu rzeki.

Dlatego w skali kraju powinniśmy odbudowywać małą retencję i dać rzekom możliwość rozlewania tam, gdzie to tylko możliwe. W Europie buduje się kanały ulgi, czyli dodatkowe boczne koryto rzeki, rewitalizuje się starorzecza – właśnie po to, by spłaszczać ewentualne fale powodziowe.

Ale przecież właśnie na to wydawaliśmy bardzo dużo pieniędzy. Regulacja rzek miała zapobiec wielkim powodziom, takim jak ta w 1997 roku.

DG: W tym wypadku nie chodzi tyle o regulację, co raczej o budowę zbiorników retencyjnych. Taki zbiornik działa dwukierunkowo – łagodzi skutki suszy i zmniejsza wysokość fali powodziowej. Właśnie takich zbiorników retencyjnych brakuje.

IP: Ale zabieranie rzekom naturalnych obszarów zalewowych też nie jest rozwiązaniem. Gdy woda rozlewa się na tereny niezamieszkałe, to nie ma strat, nie mówimy o powodzi, tylko o rozlewisku. Natomiast gdy powstają wały, ludzie mają poczucie bezpieczeństwa i zbliżają się z zabudowaniami do rzeki. Gdy dochodzi do przerwania wału, straty są ogromne.

Nie jesteśmy jednak ewenementem – w wielu innych państwach system rzek jest uregulowany nawet bardziej. Dlaczego u nas to problem?

DG: Istnieją różne tendencje. Niekiedy częściowo przywraca się rzeki do naturalnego stanu. W Stanach Zjednoczonych w przypadku niektórych rzek stwierdzono, że walki z nimi nie da się wygrać. Zamiast więc budować drogie systemy zabezpieczeń, z terenów zagrożonych zabiera się ludzi. A rzeka swobodnie płynie, nie wywołując szkód materialnych w okresie podwyższonych stanów.

Jeżeli rzekę wyprostujemy, obwałujemy ją, zabierzemy jej tereny zalewowe, tam gdzie mogła się rozlewać, to siłą rzeczy wody będzie coraz mniej. […] Dlatego w skali kraju powinniśmy odbudowywać małą retencję i dać rzekom możliwość rozlewania tam, gdzie to tylko możliwe.

Iwona Pińskwar

A u nas jest w tej chwili tak, że kiedy przychodzą duże opady, a z nimi duża fala wody, to albo trafia ona do dużych zbiorników retencyjnych, albo szybko spływa do Bałtyku, tak?

DG: Dokładnie tak. W roku 2017 na dużym obszarze mieliśmy opady powyżej normy – sytuacja korzystna dla magazynowania wody. Ale niestety, woda spłynęła rzekami do morza i rok później, kiedy było bardzo sucho, wody z poprzedniego roku starczyło właściwie tylko na sam początek wiosny. Później zaczęła się regularna susza i braki wody w dużej części kraju.

Czy na stan wód w Polsce widać wpływ zmian klimatycznych? Mamy mniej opadów?

IP: Jeśli porównamy sobie opady w latach 1961–1990, z latami 1991–2018 okazuje się, że sumy opadów na wielu stacjach są wyższe.

To na czym polega problem?

IP: Na rozkładzie. Opadów jest więcej w styczniu, lutym, marcu, ale nie są to śniegi, które zalegają i stopniowo zasilają wody gruntowe, tylko właśnie opady deszczu, które nie są zatrzymywane przez rośliny i małą retencję. A potem przychodzi kwiecień, który w ostatnich latach jest coraz bardziej suchy.
DG: Do tego dochodzi kolejny czynnik, czyli wzrost temperatury, co z kolei powoduje większe parowanie.

Proszę o jednoznaczną odpowiedź: widać już w Polsce zmianę klimatu?

DG: Jak najbardziej widać.

To kiedy będziemy mogli uprawiać winorośle i smażyć się na słońcu jak mieszkańcy Toskanii, bo niektórzy uważają, że tak właśnie będzie wkrótce wyglądała Polska.

DG: W związku z problemami z wodą nie jestem pewien, czy chcielibyśmy takiego klimatu. Nawet gdyby miały się u nas pojawić rośliny ciepłolubne, to nie będą miały szans przetrwać, właśnie ze względu na problemy z wodą. Musimy także pamiętać, że mimo ocieplenia w miesiącach zimowych nadal będą się pojawiać zimy według dzisiejszych standardów uważane za mroźne.

IP: Warto przy okazji zwrócić uwagę, jak bardzo zmieniła się powierzchnia zasiewów kukurydzy. Jeszcze w latach 80. było jej niewiele, teraz jest znacznie więcej, ale to roślina bardzo wymagająca pod względem wody.

Nie rozumiem – mamy mniej wody, a obsiewamy pola roślinami, które tej wody potrzebują dużo?

DG: Obsiewamy roślinami, które dobrze plonują w cieplejszym klimacie, ale ryzykujemy dużo, bo każda susza może te plony bardzo uszczuplić. W przyszłości bez nawadniania, wiele upraw będzie zagrożonych.
Kolejny czynnik, który niekiedy wymienia się jako mający wpływ na brak wody w Polsce, to przestarzały system energetyczny.

To problem nie tylko Polski. Elektrownie atomowe także potrzebują wody do chłodzenia. Na przykład w 2003 roku, kiedy przez Francję przeszła fala upałów, pojawiły się przerwy w dostawach energii elektrycznej. Zmniejszano moc niektórych elektrowni po to, żeby nie wypuszczać zbyt ciepłej wody w dużych ilościach do rzek. Podobna sytuacja miała miejsce w naszej elektrowni Kozienice w sierpniu 2015 roku.

Czy przejście na odnawialne źródła energii mogłoby pomóc?

DG: Częściowo tak, bo wiatraki i panele słoneczne nie potrzebują wody do chłodzenia. Ale niestety w czasie letnich upałów często mniejsze są też prędkości wiatru, co sprawia, że wiatraki nie mogą działać z pełną mocą. Tak było na przykład w Australii w 2018 roku. Warto jednak dywersyfikować sposoby pozyskiwania energii.

IP: Tym bardziej, że kolejne lata będą coraz cieplejsze i coraz bardziej słoneczne.

Trafiłem na informacje mówiące, że błędna polityka wodna ma też negatywny wpływ na stan Bałtyku. Pewnego dnia może zamienić się on w „Morze Martwe”.

DG: To przede wszystkim kwestia zanieczyszczeń. Oczyszczalnie ścieków powstają w Polsce masowo właściwie dopiero od początku lat 90. Dodatkowym problemem jest spływ nawozów bezpośrednio z terenów rolniczych do rzek, co powodowało, że w Bałtyku pojawiły się duże całkowicie martwe obszary.

IP: W ostatnich latach znacznie nasila się także ilość pestycydów w wodach, co wynika z tego, że wzrasta ich użycie, a wokół pól nie ma pasów buforowych.

To znaczy?

IP: Wokół pól powinny być pasy drzew lub innej roślinności, dzięki którym woda z pól nie spływałaby bezpośrednio do rzek. Zwłaszcza po dużych opadach, których intensywność w Polsce ulega zwiększeniu w związku ze zmianami klimatu.

Świetnie, sadźmy drzewa wokół pól. Ale kto dokładnie ma to zrobić?

IP: To problem w Polsce nieuregulowany.

Rolnik ma sam zalesiać swoją ziemię?

DG: Nie chodzi o zalesianie, ale tworzenie pasów trwałej roślinności. Gdyby sadził drzewa na swoim terenie, to oczywiście zmniejszyłoby jego plony, dlatego zapewne chciałby za to jakichś rekompensat. To skomplikowany problem.

Do kogo w takim razie zwracać się z apelem o interwencję? Sytuację mamy coraz bardziej dramatyczną, ale kto ma się nią zająć?

IP: Wszyscy się zajmują i problem polega na tym, że nie ma jednego ośrodka kontroli.

A czego powinniśmy oczekiwać?

DG: Na przykład programu budowy i odbudowy zbiorników małej retencji. Duże zbiorniki już powstają. Nie wszystkie problemy da się jednak rozwiązać wielkimi inwestycjami, chociaż każda władza je lubi, ponieważ można pojechać na duży obiekt, przeciąć wstęgę i jest się czymś pochwalić, nawet jeśli obiekt lub jego projekt zaczął powstawać za poprzednich rządów.

Nasze zasoby wodne są jednymi z najmniejszych w Europie, mniejsze mają tylko Malta i Cypr.

Iwona Pińskwar

Czy powinniśmy panikować? O smogu mówimy co roku i świadomość problemu coraz bardziej rośnie. A jak jest w przypadku wody? Zdarza się susza, a potem wszyscy o problemie zapominają?

DG: Właśnie tak to wygląda. Ludzie często nawet nie kojarzą wzrostu cen żywności z tym, co się działo z wodą w minionym roku. Jeśli obecny trend się utrzyma, to w przyszłości możemy mieć problemy prawie każdego lata.

Z dostępem do wody, cenami żywności, dostawami energii elektrycznej?

DG: To wszystko jest ze sobą powiązane. I warto ludzi o tym informować.

Zapytam więc jeszcze raz – państwo uważają, że ocieplenie klimatu w Polsce jest faktem, wbrew temu, co mówi część naszej klasy politycznej?

DG: To nie jest nasze przekonanie, to pokazują liczby – widzimy, jakie były temperatury wcześniej i jakie są obecnie.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 545

(24/2019)
18 czerwca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj