Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Piłkarze objaśniają nam...

Piłkarze objaśniają nam świat. Recenzja książki „Lekcje futbolu” Pawła Mościckiego

Artur Madaliński

Futbol jest w książce warszawskiego filozofa punktem wyjścia. Mościcki świetnie czyta grę po to, by wnikliwie czytać świat, w którym żyjemy. Przepis o spalonym jest początkiem eseju o bliskości, wspólne oglądanie meczów daje asumpt do namysłu nad istotą przyjaźni.

To nie był łatwy finał, dlatego gdy – na kilka minut przed końcem dogrywki – Andrés Iniesta uderza z półwoleja i pakuje piłkę do bramki Maartena Stekelenburga, całą Hiszpanię ogarnia ekstaza. Jest późny wieczór 11 lipca 2010 roku, zrozpaczeni Holendrzy patrzą z niedowierzaniem jak rozgrywający La Rojy euforycznie pędzi w stronę trybun. Szarżując, zdejmuje reprezentacyjny trykot i odsłania podkoszulek z napisem „Dani Jarque: siempre con nosotros” – Dani Jarque: zawsze z nami. Tak zdobywca najważniejszego gola w historii hiszpańskiego futbolu (Oranje nie zdołali już wyrównać) uczcił pamięć swojego przyjaciela, piłkarza znienawidzonego przez kibiców FC Barcelony Espanyolu, kapitana tej drużyny, który rok wcześniej zmarł na zawał serca w trakcie rozmowy telefonicznej ze swoją narzeczoną.

Niewiele pamiętam z tamtego meczu: znakomitą okazję Robbena, stuprocentową sytuację Capdevilli i długie okresy brutalnej gry. Ale gest Iniesty mam ciągle przed oczyma, był bowiem czymś w rodzaju wołania świętego męczennika, które wydobywa się z piekielnych czeluści. Oto w świecie piłkarskim, świecie zorganizowanym niemal wyłącznie po to, by zarabiać kolejne niewyobrażalne sumy pieniędzy, świecie bezwzględnego dyktatu kapitału, pojawia się znak z innych zupełnie przestworzy. Skrajnie indywidualistyczny moment w futbolu – zdobycie gola – zostaje przełamany przekazem sformułowanym ponad wszelkimi podziałami i wbrew wszelkim prawidłom. „Zrobiłem to dla ciebie i nie tylko ja będę pamiętany, oddaję ci tę chwilę” – to w gruncie rzeczy mówi nam świadectwo genialnego piłkarza. A więc przyjaźń jest ciągle możliwa? Owszem, nie tylko na boisku. Ale to właśnie piłka nożna bardzo często nam o tym dzisiaj przypomina.

Osiem lat później Barcelona toczy nieustępliwy bój z Realem Madryt. Jest 58 minuta El Clásico, Andres Iniesta, który już wcześniej zapowiedział, że w rozpalającym cały piłkarski świat pojedynku występuje po raz ostatni, schodzi z boiska, przekazując kapitańską opaskę Leo Messiemu. Przytula Argentyńczyka i mówi coś do niego, niedostrzegalnie poruszając wargami. Wszędobylskie kamery rejestrują, oczywiście, jego słowa: „Trzymaj, Leo, kocham cię” – powiedział, jak doniosła później jedna z telewizji. A więc tylko tyle? – myślałem po meczu (remis 2:2). Nic więcej w takiej chwili? Kiedy, jak mawiają komentatorzy, kończy się pewna epoka? „Kocham-cię jest bez niuansów. Likwiduje wyjaśnienia, uzgodnienia, stopnie, skrupuły. Powiedzieć kocham-cię to – zadziwiający paradoks języka – zachować się wręcz tak, jakby nie istniał żaden teatr słowa i słowo to było zawsze prawdziwe […]” – pisał Roland Barthes we „Fragmentach dyskursu miłosnego” [przeł. Marek Bieńczyk]. Słowa pomocnika z Fuentealbilli, tak w istocie banalne, przywracają na moment wiarę w istotność naszych wypowiedzi. Być może były to jedyne prawdziwe słowa, których można było wtedy użyć, jedyne, które mogły się wyłamać z tyranii przytłaczającej swoim sentymentalnym ciężarem chwili, jedyne, które nie tylko miały znaczenie, ale też ustanawiały – w kategoryczny, a zarazem czuły sposób – nowe przywództwo w katalońskiej drużynie. I znowu: słowa, które coś znaczą – to dzisiaj zjawisko niezwykle rzadkie. Ale przecież możliwe.

Obydwa obrazki potwierdzają, że jest w futbolu (ciągle) wielki potencjał kulturowy, nawet jeśli logika późnokapitalistyczna – czytam właśnie, że Real Madryt przeznaczy 500 milionów euro na zakup nowych piłkarzy – każe nam wątpić w jakikolwiek inny niż biznesowy sens istnienia rozgrywek piłkarskich. Z podobnego założenia wychodzi Paweł Mościcki w swojej znakomitej książce „Lekcje futbolu” – składające się na nią dwadzieścia dwa eseje spaja fundamentalne przekonanie, że „piłka nożna umie dziś mówić wielkie prawdy, zwłaszcza o tym, co nie ma z nią bezpośredniego związku”. Dlatego futbol jest w książce warszawskiego filozofa punktem wyjścia – Mościcki świetnie czyta grę po to, by wnikliwie czytać świat, w którym żyjemy. Owszem, jest kibicem (Barcelony; pewnie boli jeszcze to 0:4 z Liverpoolem), ale nie, jak sam podkreśla, ekspertem. Rozwija swoją myśl z pozycji Barthesowskiego amatora, który – oddany co prawda we władanie swojej pasji – potrafi zachować wobec niej odpowiedni dystans. Tytułowe lekcje nie są więc udzielane, lecz pobierane, a ich przebieg jest zawsze taki sam: od futbolu do myślenia, od piłki do filozofii. Przepis o spalonym jest więc początkiem eseju o bliskości, wspólne oglądanie meczów daje asumpt do namysłu nad istotą przyjaźni, od analizy rzutów karnych rozpoczyna się świetna refleksja eschatologiczna, specyficzny slang szkoleniowców i ekspertów futbolowych staje się figurą współczesnej, skazanej na banalność i szczelnie wypełniającej dyskurs postmowy. Paweł Mościcki pokazuje, jak futbol i rozmaite jego rejestry (gole, przepisy, statystyki, podania, sędziowanie) przenikają się z rzeczywistością i jak jedno, dość niespodziewanie, podtrzymuje – lub petryfikuje – drugie. Znajdziemy w jego książce zarówno migawkowe próbki (filozoficzne błyski formy), jak i próby bardziej rozbudowane (z pewnością jedna z najlepszych w zbiorze, „lekcja o aktualności”). We wszystkich tekstach erudycja idzie w parze z subtelnym dyskursem hermeneutycznym, który stawia nam przed oczami niezwykle istotne pytania o bolączki współczesnego świata, a formułowane odpowiedzi każe odbierać jako, w najlepszym razie, słodko-gorzkie.

Z jednej strony bowiem futbol, jak w opisanych wyżej sytuacjach, udowadnia czasami, że w nasze życie może przynosić coś ważnego, że możliwy jest wyłom w globalnym systemie konsumenckim, że jest jeszcze po co z domu (czy z szatni) wychodzić. Widać to nie tylko w (coraz rzadszych) gestach piłkarzy, których stać na przywiązanie do barw klubowych wbrew obezwładniającym ofertom finansowym, ale, bardziej chyba wyraźnie – jak przekonuje autor „Lekcji futbolu” – w zachowaniu trenerów przy linii bocznej boiska. Ich tańce, miny, podskoki, gesty – całe skomplikowane kombinacje gestykulacji – dowodzą, że gra ma ciągle znaczenie, że nasz zanurzony w zmęczonej sobą ponowoczesności byt może mieć jeszcze jakiś ciężar. „I za każdym razem – pisze Paweł Mościcki – próbuję wyobrazić ich sobie jako odległych i nieprawowitych spadkobierców trybunów ludowych, którzy potrafili czasem poderwać tłumy do walki o słuszną sprawę”. Owszem, wyłączeni z właściwego pola gry trenerzy tkwią jakby poza właściwym porządkiem gry, pozostając równocześnie jego znaczącą (najzupełniej dosłownie) częścią: przypominają nam, że jest w futbolu zawsze poważna stawka, że jest w nim – pod tysiącznymi warstwami towarów i powierzchni reklamowych – coś źródłowo doniosłego, „słuszna sprawa”.

Z drugiej jednak strony, piłka nożna jest metaforą aktualnego świata, pojmowanego przede wszystkim jako koszmar nierówności, rozbitej wspólnoty i zmonetyzowannych relacji społecznych. „Dziś, podobnie jak wczoraj, then and now, piłka buduje fałszywe poczucie spotkania tam, gdzie, wcale do niego nie dochodzi, pozoruje wzajemny szacunek dokładnie wtedy, gdy wokół panuje wyzysk, a własną rolę zafałszowuje podwójnie, bo przedstawia samą siebie jako narzędzie pokoju i solidarności, choć rządzące nią reguły opierają się na bezwzględnej maksymalizacji zysku i dobrze ilustrują najbardziej szokujące wymiary współczesnej gospodarki kapitalistycznej” – czytamy w programowym poniekąd eseju „Mecz w obozie”. Wychodząc od przypomnienia meczów rozgrywanych w trakcie działań wojennych – zwłaszcza obozowego starcia w Auschwitz pomiędzy „reprezentacjami” SS i Sonderkommanda – autor „Polityki teatru…” pokazuje, jak futbol stał się częścią trwającej do dzisiaj iluzji. Albo nawet kilku.

Po pierwsze, będzie to więc iluzja emocjonalnej autentyczności, przenikliwie opisana niegdyś przez Günthera Andersa, niemieckiego filozofa pochodzenia żydowskiego, pierwszego męża Hanny Arendt. Według niego, zostaliśmy pozbawieni możliwości emocjonalnego uczestnictwa w najważniejszych niedolach naszego świata i równocześnie zmuszeni do wylewania „fałszywych łez” nad sprawami absolutnie błahymi. Tak właśnie dzieje się, dopowiada Mościcki, w trakcie meczów piłkarskich, uwalniających skrajne emocje, których nie sposób wzbudzić już w sobie, gdy obojętnie przyglądamy się otaczającym nas zewsząd krzywdzie i cierpieniu. Po drugie, pozostajemy w błędnym przekonaniu, że obozowy mecz, w którym ofiary zostały wciągnięte w szeregi oprawców, definitywnie się skończył i przepadł w odmętach historii. Przywoływany przez autora „Lekcji…” Giorgio Agamben powiada, że jest zgoła inaczej: istnieje jakiś ciemny związek pomiędzy tamtym spotkaniem a współczesnymi rozgrywkami – obozowy mecz powtarza się niejako w każdym współczesnym meczu. My zaś w dziwnym stuporze przyglądamy się temu spektaklowi, który za każdym razem stawia nas przed ciągle na nowo odradzającym się dylematem: czy po raz kolejny płakać nad sprawami bez znaczenia, czy naprawdę podjąć próbę rozwiązania kluczowych problemów generowanych przez nieokiełznany kapitalizm i gwałtowny rozwój technologii. Po trzecie wreszcie, mrzonką jest przekonanie, że ekscytujące wydarzenia stadionowe dokonują wyrwy w systemie i służą umacnianiu równości, wspólnoty czy sprawiedliwości. Przeciwnie, „stadiony piłkarskie – konstatuje Mościcki – są miejscami reprodukcji obecnego sytemu, miejscami utwierdzania nas w przekonaniu, że nie ma on żadnej alternatywy i że zapewnia nam stabilność i bezpieczeństwo”.

Dlatego trzeba w końcu opuścić stadion i zmierzyć się z rzeczywistością – to najważniejsza lekcja z „Lekcji futbolu” i w tym sensie książka Pawła Mościckiego byłaby stanowczym wołaniem o porzucenie mrzonek podsuwanych nam przez piłkarskie spektakle. Żyjemy w świecie, w którym wielkie korporacje zarządzają naszymi ciałami, ideami i wyborami, w którym wszystkie nasze potrzeby są nam zewnętrznie narzucane, a społeczeństwo obywatelskie coraz częściej zastępowane jest przez media społecznościowe. Futbol zaś, jako esencja późnego kapitalizmu, jest ważnym elementem stabilizującym przekonanie, że inny – bardziej sprawiedliwy, solidarny, równościowy – świat jest niemożliwy do pomyślenia. Dokładnie tak, jak w opisywanym przez Pierre’a Bourdieu procesie translacji struktury, który, pod pozorem rozbijania systemu, umacnia go i utrwala jego coraz bardziej odporną na zmiany formę.

Bolesne to wszystko i trudne dla każdego, kto kiedykolwiek z wypiekami na twarzy obserwował zmagania piłkarzy. Cóż zatem począć? Przestać oglądać i chodzić na stadiony? W żadnym wypadku – autor „Lekcji futbolu” namawia nas do wytężenia uważnej świadomości (czy świadomej uważności), która pozwoliłaby przebić się przez rozbudowaną scenografię futbolowego przedstawienia i dostrzec w końcu martwy punkt historii, w którym tkwimy. „Może po drodze – pyta z nadzieją Mościcki – uda się jakoś wyprzedzić ten kołowrót atrakcji i niepostrzeżenie zająć po prostu, odpowiedzialnie i bez taryfy ulgowej, otaczającym nas światem”? Tak, futbol nie może być „zamiast” świata, choć, będąca produktem ubocznym każdego dobrego meczu, pokusa eskapizmu jest silna i chętnie jej ulegamy. Futbol – tak, jak go rozumiem i tak, jak ciągle próbuję w niego wierzyć – nie może odwracać uwagi od świata, lecz w jego stronę nas nieustannie kierować. Tylko wtedy możliwe będzie to radykalne cięcie, pozwalające zdemitologizować opowieści o idealnym świecie, w którym żyjemy i futbolu jako wzorcowym mechanizmie produkcji wartości. I tylko wtedy gesty Kyliana Mbappégo, Edena Hazarda czy Luki Modricia będą mogły, choć na chwilę, dawać nadzieję tym, którzy – wykluczeni poza nawias, bezbronni i uciskani – utopijnie marzą o lepszym porządku społecznym. Lektura esejów Pawła Mościckiego i tegoroczne półfinały Ligi Mistrzów utwierdzają mnie w przekonaniu, że – mimo wszystko – jest jeszcze wiele nadziei.

 

Książka:

Paweł Mościcki, „Lekcje futbolu”, Wydawnictwo w Podwórku, Gdańsk 2019.

 

* Fotografia użyta na stronie głównej © Nathan Rupert. Źródło: Flickr (CC BY-NC-ND 2.0).

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 546

(25/2019)
25 czerwca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj