Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Tryumf rewolucji

Tryumf rewolucji

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Mija 230 lat od zburzenia Bastylii. Dzień 14 lipca 1789 roku wyznacza nie tylko symboliczny początek rewolucji francuskiej, ale także w wielu wymiarach początek postfeudalnej kultury zachodniej. Osiągnięcia Francuzów trwale ukształtowały współczesne rozumienie polityki, państwa i roli obywateli, nie tracąc na znaczeniu nawet w dzisiejszej rzeczywistości.

Przede wszystkim, sama rewolucja francuska okazała się archetypem, swoistym wzorem rewolucji. Jako pierwsza objawiła specyficzny schemat, który potem rezonował w niemal każdym poważniejszym przewrocie politycznym. Podłoże w stagnacji ekonomicznej, inspiracje nowymi ideami, spontaniczny bunt obywateli, ustępstwa nieudolnej władzy, przesilenie, zastąpienie jednej elity kolejną, a wreszcie rewolucyjny terror i „pożarcie własnych dzieci” – to kolejne rozdziały, którymi można opisać tak odległe zjawiska, jak rewolucję rosyjską w 1917 roku, kolejne „kolorowe rewolucje” w Europie i na Bliskim Wschodzie, czy nawet po części przewrót „Solidarności” w Polsce. W gruncie rzeczy rewolucja francuska jako pierwsza była rewolucją właściwą, w pełnym tego słowa znaczeniu. Giovanni Sartori w „Teorii demokracji” zauważył, że wcześniejsze rewolty, nawet powszechnie określane rewolucjami (na przykład angielska, amerykańska) były jedynie cząstkowymi buntami, zaś dopiero rewolucja francuska jako pierwsza w całości stanowiła „bardzo przemyślane przekreślenie i odrzucenie przeszłości”.

Wszechogarniający charakter rewolucji francuskiej to jej szczególny czynnik wyróżniający. Prawdopodobnie nigdy wcześniej – przynajmniej w historii Zachodu – nie postawiono sobie za cel zbudowania całości stosunków politycznych, społecznych, ekonomicznych zupełnie od podstaw. Francuscy idealiści w swojej masie nie dążyli wyłącznie do założenia republiki w sensie ustrojowym, ale projektowali na nowo w zasadzie każdy aspekt życia. Wiele z tych pomysłów – jak choćby abstrakcyjny kult Istoty Najwyższej czy kalendarz republikański –wprowadzano w życie, nawet jeśli ostatecznie okazały się nieudane. Przynajmniej początkowy etap rewolucji był przejawem niebywałego fermentu intelektualnego, obfitującego w najbardziej ekstrawaganckie idee, które należało przetestować.

Prawdopodobnie nigdy wcześniej – przynajmniej w historii Zachodu – nie postawiono sobie za cel zbudowania całości stosunków politycznych, społecznych, ekonomicznych zupełnie od podstaw.

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Ideowość Wielkiej Rewolucji czerpała garściami z najnowszych dokonań ówczesnej filozofii. Podczas obrad Zgromadzenia Narodowego z pasją dyskutowano o pismach Rousseau i Voltaire’a, rozkładano na czynniki pierwsze młodą jeszcze wówczas demokrację amerykańską, stawiano fundamenty europejskiego liberalizmu. Sam Maximilien Robespierre w jednej ze swoich płomiennych mów do Konwentu stwierdził, że „rewolucja francuska jest pierwszą, która wspiera się na teorii ludzkich praw i na zasadach sprawiedliwości”. W istocie, teoretyczne koncepcje Oświecenia, rozpalające od kilku dekad głowy intelektualistów w całej Europie, nagle sprzęgły się z okolicznościami politycznymi – i to we Francji właśnie zaczęły być sprawdzane w praktyce. Nie tylko o filozofii mowa, bo etos rewolucji sięgał znacznie głębiej – do prawa republikańskiego Rzymu, do kultury i sztuki antycznej Grecji, do wczesnochrześcijańskiej cnotliwości i ofiary. Zręby tego, co dziś jest interpretowane jako odwieczne korzenie cywilizacji europejskiej, zostało tak naprawdę wybrane przez rewolucję i na jej potrzeby.

Rewolucja, stojąc na barkach antyku i Oświecenia, kształtowała swoją własną mitologię. Motywy spersonifikowanej Światłości i Rozumu, drzewa życia, oczyszczającej wody i krwi realnie oddziaływały na mentalność szerokich mas. Kulturalna inkluzywność, włączanie społeczeństwa w kody symboliczne dostępne wcześniej tylko dla arystokracji, miała szerszy wydźwięk. Nieprzypadkowo dopiero podczas rewolucji otwarto Luwr dla publiczności, a z jego zbiorów uczyniono dziedzictwo narodowe. Demokratyzacja sztuki wysokiej wpłynęła na formowanie postaw i wrażliwości społecznej, zazębiając się z nieprawdopodobnym rozwojem piśmiennictwa. W zasadzie każde liczące się stronnictwo rewolucyjne wydawało swoje gazety, broszury i manifesty przekazywane z rąk do rąk, opowiadane niepiśmiennym i namiętnie dyskutowane. Wybitny historyk dziejów Francji Jan Baszkiewicz konstatował, że „rewolucja rozsiadła się na olbrzymiej górze papieru”, zaś Jürgen Habermas w tym publicystycznym i czytelniczym ożywieniu będzie potem doszukiwał się korzeni nowożytnej opinii publicznej – jednego z najważniejszych fundamentów demokracji obywatelskiej.

Wielka Rewolucja w ogóle popchnęła demokrację w kierunku formy, w jakiej dziś – pomimo kryzysów i zmian – jest znana. Jak wiadomo, ukształtowanie się współczesnych pojęć parlamentarnej prawicy i lewicy wynika w prostej linii z rozkładu miejsc monarchistów i radykałów na posiedzeniach Zgromadzenia Narodowego. Rewolucyjne kluby stały się zalążkami przyszłych uniwersalnych opcji politycznych: liberałów, konserwatystów, socjaldemokratów. Inne efekty procesów politycznych zachodzących spontanicznie podczas rewolucji trwają do dziś, choć często nie są bezpośrednio z nią kojarzone. Norman Davies w „Europie” wylicza wśród nich choćby wyzwoloną świadomość narodową i prakorzenie wszelkich ruchów nacjonalistycznych, a także model scentralizowanej biurokracji poddanej obywatelskiej kontroli. Także w rewolucji doszukiwać się można źródeł idei nowożytnego samorządu terytorialnego. Rewolucyjne rządy bowiem nie tylko spersonifikowały wspólnotę gminną (nadając jej prawa do wolności i własności), ale także znacznie upowszechniły udział obywateli w administracji najniższego szczebla. Rozpisana przez Louisa de Saint-Justa Karta Praw Człowieka i Obywatela do dziś towarzyszy francuskiej konstytucji jako równorzędny akt normatywny – a jej zapisy powtarzają najważniejsze traktaty międzynarodowe, w tym Powszechna Deklaracja Praw Człowieka ONZ czy Karta Praw Podstawowych UE. Wprowadzone przez nią idee – od trójpodziału władzy po zasadę domniemania niewinności – są dziś cezurą demokracji, nawet jeśli odeszły daleko od swojego pierwotnego brzmienia. W ogóle, spadek po utopijnych rewolucyjnych oraz praktycznych napoleońskich kodyfikacjach stanowi nadal trzon kontynentalnej kultury prawnej.

Rewolucja pozostaje po prostu ucieleśnionym ideałem polityki w działaniu – ze zbiorowym entuzjazmem i zbiorową iluzją jednomyślności, z wielkimi sukcesami i wielką tyranią, z marzeniem szlachetnych idei rozbitych o nijakie realia.

Piotr Kantor-Kozdrowicki

Kolejną nieoczywistą spuścizną rewolucji jest jej radykalizm. Zapalczywość jakobinów szerzących terror w imię cnoty jest dalekim przodkiem wszystkich późniejszych politycznych ekstremizmów usprawiedliwiających przemoc dla wyższego celu. Terror na kolejne wieki kładł się długim cieniem na ideach rewolucji. Trwoga kolejnych powstań, samosądy i bunty oraz osławiona paranoja gilotynowania stanowiły pożywkę dla konserwatystów, niechętnych rewolucji. Zwłaszcza konserwatyzm anglosaski reprezentowany przez Edmunda Burke’a uczynił z przelewu krwi ostateczny argument na zdziczenie tych, którzy podnosili rękę na świętość tradycji i monarchii. Cała doktryna nowożytnego konserwatyzmu wyrosła na prostej opozycji wobec idei rewolucyjnych.

Szczególnie szokujące (co bywa nawet teraz argumentowane w prawicowej publicystyce) były ataki na bezbronnych księży, mnichów i zakonnice. Stosunek rewolucjonistów do Kościoła stanowi do dziś oś sporu wokół oceny samej rewolucji. Polski integrystyczny teolog ksiądz Michał Poradowski w wydanym na początku lat 90. ubiegłego wieku „Dziedzictwie rewolucji francuskiej” pisał nie bez przesady, że zarówno przez antyklerykałów, jak i wierzących rewolucja była traktowana jednakowo jako kulminacja historii ludzkości: albo pozytywnie (ostateczne rozprawienie się z przesądem) albo negatywnie (bezbożne zrujnowanie wiary). W gruncie rzeczy obie strony sporu mogą mieć rację, bo Francja do dziś pozostaje jednym z najbardziej laickich krajów świata i wzorem republikańskiego państwa świeckiego. Co do brutalności antyklerykałów w trakcie rewolucji, dopiero w późniejszych badaniach obalono wiele mitów: jak choćby ten, że atakami na duchownych kierował wyłącznie nienawistny ateizm. Realne przyczyny były bardziej prozaiczne: instytucje kościelne pełniły funkcje administracyjne, były między innymi archiwami notarialnymi – ich zniszczenie otwierało drogę do dalszego wzbogacenia i rabunków. Niemniej liczba ofiar rewolucji szła w dziesiątki lub setki tysięcy. Suma nie do ustalenia, bo rewolucji przez cały czas jej trwania towarzyszyły przecież wojny zewnętrzne oraz domowe. Mord wpisał się na stałe w dziedzictwo rewolucji. Nawet jeśli z czasem był z pamięci celowo wymazywany – jak wezwanie „…lub śmierć” z motta „wolność, równość, braterstwo”.

Mord wpisał się na stałe w dziedzictwo rewolucji. Nawet jeśli z czasem był z pamięci celowo wymazywany – jak wezwanie „…lub śmierć” z motta „wolność, równość, braterstwo”.

Piotr Kantor-Kozdrowicki

O ile skutki rewolucji razem z wojnami napoleońskimi i dziewiętnastowiecznym kolonializmem rozprzestrzeniły się daleko poza Francję, to tam nadal są najbardziej dostrzegane. Skłonność Francuzów do nieustannego strajkowania – choć w Europie oceniana nie bez sarkazmu – wywodzi się z głęboko zakorzenionych odruchów, które żywiły także rewolucję. Także władza w Paryżu odwołuje się zresztą do tych doświadczeń całkiem świadomie. Najświeższy przykład to Emmanuel Macron, który w reakcji na ruch „żółtych kamizelek” zarządził ogólnokrajową sieć paneli dyskusyjnych i publikację „zeszytów skarg” [cahiers de doléances] – celowo w pełni analogicznie do zeszytów spisywanych 230 lat wcześniej. Chyba jednak największym odbiciem dziedzictwa rewolucji pozostaje we Francuzach po prostu wiara w politykę – nadal o wiele silniejsza niż w innych krajach europejskich.

Immanuel Kant, oceniając rewolucję z perspektywy późnego Oświecenia, stwierdził, że była „tak decydującym wydarzeniem w historii emancypacji ludzkości, że należałoby ją co jakiś czas powtarzać”. Zaś ponoć premier Chin Zhou Enlai zapytany o bilans rewolucji w latach 60. ubiegłego wieku odparł tylko: „jest za wcześnie, by oceniać”. Nie sposób bowiem wciąż nie traktować jej jako zwierciadła współczesności. Nawet jeśli w późniejszych stuleciach pierwotny sens tamtej rewolucji został zagłuszony, każde następne pokolenie dopisuje swoją treść do wydarzeń we Francji na przełomie XVIII i XIX wieku. Rewolucja pozostaje po prostu ucieleśnionym ideałem polityki w działaniu – ze zbiorowym entuzjazmem i zbiorową iluzją jednomyślności, z wielkimi sukcesami i wielką tyranią, z marzeniem szlachetnych idei rozbitych o nijakie realia. Być może w 1789 roku pierwszy raz w Europie albo i na świecie z taką ufnością powszechnie uwierzono, że polityka może naprawiać rzeczywistość. Kolejni rewolucjoniści, marzyciele, przywódcy, demokraci i autokraci mniej lub bardziej świadomie odwoływali się do tego marzenia. Zresztą tak jak i podczas rewolucji – z bardzo różnymi skutkami. W tym sensie wciąż jakoś – choć pewnie nie tak, jak rozumiałby to Kant – tę Rewolucję powtarzamy, ze wszystkimi jej sukcesami i błędami.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 548

(27/2019)
12 lipca 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj