Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > Zielony Duda to...

Zielony Duda to ściema

Kacper Szulecki

Postulaty w „Eko-Karcie” zawarte są nie tylko kompletnie niewiarygodne, jeśli zestawimy je z wcześniejszymi wypowiedziami i działaniami Andrzeja Dudy. To po części puste hasła i bardzo spóźnione reakcje na problemy, z którymi Polska przyroda i społeczeństwo borykają się od lat.

Przyznam, że sam wątpiłem w moc polskich Zielonych, ale reprezentacja parlamentarna to jednak dla niewielkiej partii ogromny skok w widoczności i zasięgu. O wpływie trudno jednak mówić, podobnie jak w stosunku do całej reszty parlamentarnej opozycji, skutecznie zblokowanej przez PiS-owską większość.

Kampania prezydencka to jednak zupełnie inne okoliczności. O ile Zielonym udało się już wcześniej przejąć wyraźną kontrolę nad środowiskową, klimatyczną i częściowo też energetyczną linią Koalicji Obywatelskiej, to w warunkach kampanii kandydat KO Rafał Trzaskowski musiał zadeklarować przyjęcie 21 postulatów partii, aby uzyskać jej oficjalne poparcie.

Cuda zaczęły się jednak dopiero przed drugą turą, w której liczy się niemal każdy głos. Oto z własną „Eko-Kartą”, czyli próbą zazielenienia choćby odrobinę własnego wizerunku, wyszedł urzędujący prezydent Andrzej Duda.

„Węgiel jest naszym strategicznym surowcem. Jak podają eksperci, mamy jeszcze zapasy węgla na 200 lat i trudno, żebyśmy z naszego surowca całkowicie zrezygnowali” – to słowa Andrzeja Dudy, którymi przywitał delegacje z całego świata na Szczycie Klimatycznym w Katowicach w 2018 roku.

W styczniu 2019 roku prezydent stwierdził publicznie: „Nie wiem, na ile człowiek przyczynia się do zmian klimatu”. Prezydent sprzeciwiał się też poszerzeniu Białowieskiego Parku Narodowego, co – jak mówił – zepchnęłoby okoliczne miejscowości „do roli skansenu”.

Już przed pierwszą turą Duda usiłował zatrzeć w pamięci te słowa i czyny, fotografując się przy sprzątaniu lasu i opowiadając dużo o planowanych rządowych programach. Jednak „Eko-Karta” to chyba pierwszy taki dokument w historii polskiej narodowej prawicy. Narodowo-prawicowy jest oczywiście język „Karty”, mówiący na przykład o tym, że „dziedzictwo przyrodnicze […] świadczy o sile narodu”. Sama treść jest już jednak raczej zbiorem technokratycznych projektów, do których przyzwyczaił nas rząd Mateusza Morawieckiego.

Problem w tym, że postulaty zawarte w „Eko-Karcie” są nie tylko kompletnie niewiarygodne, jeśli zestawimy je z wcześniejszymi wypowiedziami i działaniami Dudy. To po części puste hasła, a po części bardzo spóźnione reakcje na problemy, z którymi Polska przyroda i społeczeństwo borykają się od lat.

Prezydent postuluje na przykład osiągnięcie połowy energii ze źródeł odnawialnych w 2035 roku. Tyle że obserwacja trendów technologicznych i ekonomicznych w Polsce i na całym świecie wyraźnie wskazuje, że 50 procent energii z OZE w 2035 Polska będzie miała bez jakichkolwiek politycznych interwencji – więc to bardzo ostrożny scenariusz business as usual, a nie wizja transformacji energetycznej.

Wiele miejsca w „Eko-Karcie” poświęcone jest smogowi, co nie dziwi, bo to problem nie tyle ekologiczny, co dotyczący zdrowia publicznego, o czym już w „Kulturze Liberalnej” pisałem. Jeszcze nie tak dawno prawicowi publicyści popierający prezydenta kwestionowali w ogóle istnienie smogu i jego szkodliwość, węsząc nie dym z kominów i rur wydechowych, a zagraniczny spisek. „Eko-Karta” zauważa katastrofalny stan powietrza w Polsce, ale dyplomatycznie pomija fakt, że po pięciu latach rządów PiS-u ani jedno polskie miasto nie pokonało problemu smogu. Lista pięćdziesięciu najbardziej zanieczyszczonych miast Europy pozostaje listą wstydu.

Kolejnym konikiem prezydenta jest „narodowy program retencji”, którego elementem ma być zbieranie wody przez gospodarstwa domowe, a także nieokreślone wielkie inwestycje na szczeblu krajowym. Karta pomija to, że poprawa naturalnej retencji kłóci się z „narodowym programem regulowania rzek”, który jest potrzebny do realizacji jednego z PiS-owskich megaprojektów – rozwoju żeglugi śródlądowej.

Najsmutniejszym fragmentem „Karty” jest ten postulujący „narodowy program sadzenia drzew”. To najwyżej plaster na „narodowy program «porąb i spal»”, który od 2016 serwuje Ministerstwo Środowiska i Lasy Państwowe, a którego najnowszą odsłoną jest zmiana ustawy o OZE rozszerzająca definicję biomasy energetycznej na pełnowartościowe drewno z lasu.

To dobrze, że PiS i prezydent Duda przestają kwestionować wiedzę naukową na temat klimatu, smogu i bioróżnorodności. To na pewno pozytywny efekt uboczny kampanii i niespodziewany pośredni wpływ Zielonych. Szkoda tylko, że wiele z tych propozycji to dla mającej pełnię władzy w Polsce partii musztarda po obiedzie. Aby nadrobić opóźnienia i odbudować polską przyrodę po wcześniejszych decyzjach PiS-u, potrzebny będzie ogrom pracy.

 

Fot. Facebook.com

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 600

(30/2020)
7 lipca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj