Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Kino o smaku...

Kino o smaku umami. Recenzja filmu „Smak pho” w reżyserii Mariko Bobrik

Agnieszka Doberschuetz

Mariko Bobrik wprowadza widza w świat społeczności wietnamskiej w Warszawie. „Smak pho” pozwala nam poznać jej smaki i obyczaje, ale też przyjrzeć się własnym uprzedzeniom – także wobec rodzicielstwa.

Zupa pho jest jednym z najbardziej popularnych dań kuchni wietnamskiej. Każdy kucharz ma na nią swój sekretny sposób, dzięki czemu nie znajdziemy dwóch identycznych. Charakterystyczną cechą pho (oprócz, oczywiście, podstawowych składników) jest jej smak – umami. Czyli ani jednoznacznie słodki, ani gorzki, ani kwaśny, ani słony, ani ostry, ani mdły. A jednocześnie wszystko to razem – w pełnej równowadze.

I taki właśnie jest „Smak pho” – pełnometrażowy debiut Japonki Mariko Bobrik, reżyserski od blisko 20 lat mieszkającej w Polsce, absolwentki Łódzkiej PWSFTviT. Film wieloskładnikowy, o różnych bukietach emocjonalnych, a jednocześnie prosty, skromny, ciepły. I spokojny, choć traktujący także o niepokojach. Akcja toczy się powolnie, tak jak gotuje się pho – niespiesznie, uważnie, w skupieniu. Film już ze względu na produkcję (polsko-niemiecką), reżyserię (polską i japońską zarazem) i obsadę (wielokulturową) jest tak różnorodny, jak składniki wietnamskiej zupy. Pozornie niedopasowane, ale jak czytamy w opisie pho na stronach „Kukbuka”: „W trakcie długiego gotowania zachodzi szereg skomplikowanych reakcji pomiędzy związkami w mięsie, warzywach, przyprawach, co przyczynia się do wytworzenia nowych smaków i aromatów. W trakcie długiego gotowania zupa łagodnieje, nabiera słodyczy, a jednocześnie podkreśla charakter wywaru”.

Fot. Festiwal Pięciu Smaków

Wietnamczyk w Warszawie

Oto poznajemy Longa, wdowca samotnie wychowującego dziesiecioletnią córkę. Jest on wyśmienitym kucharzem, słynącym z mistrzowskiej pho. Pracuje w bistro Hiena, przyjaciela, który w podeszłym wieku decyduje się na powrót do ojczyzny. Ponieważ mężczyźni są ze sobą zżyci niczym bracia, rozstanie jest bolesne, budzi u Longa dylematy – czy jego kraj to Wietnam, skąd pochodzi, czy Polska, gdzie założył rodzinę i od lat żyje według europejskich zasad? No, może nie do końca – mężczyzna zna wprawdzie bardzo dobrze język polski, wie, że zupę pho należy doprawić nieco inaczej niż w Wietnamie, żeby trafić w gusta polskich klientów, ale w głębi serca jest tradycjonalistą. Zmarłej żonie (Polce) poświęcił w domu specjalny ołtarzyk, gdzie ku jej czci i pamięci palone są kadzidła. Córkę wychowuje według wzorców starego kraju: skrupulatnie prasuje jej codziennie szkolny mundurek, gotuje azjatyckie potrawy, a do śniadaniówki pakuje ryż z mięsem i warzywami. Czego Maja się wstydzi. Przed szkołą przebiera się w modne dżinsy, a drugie śniadanie wyrzuca do kosza. Buntuje się, ale po kryjomu, żeby nie wchodzić z ojcem w konflikt – czasami wspomni, że „mieszkamy w Europie, a nie w Wietnamie”, ale generalnie nie uzewnętrznia emocji, nie rozmawia z tatą o uczuciach (między innymi bardzo bolesnej tęsknocie za mamą), w ogóle niewiele mówi.

Taki właśnie jest „Smak pho”, […] film wieloskładnikowy, o różnych bukietach emocjonalnych, a jednocześnie prosty, skromny, ciepły. I spokojny, choć traktujący także o niepokojach.

Agnieszka Doberschuetz

Ten obcy

Wychowywanie dziecka przez samotnego ojca nie jest typowe dla kultury wietnamskiej, w Polsce zresztą też taka konstelacja niepełnej rodziny wciąż uchodzi za wyjątek. Long jest tatą troskliwym i kochającym, ale również wymagającym i powściągliwym. Bardzo chce pielęgnować „pierwiastek wietnamski” u córki, która się tego nieco wstydzi. Poza tym Maja dorasta, co stopniowo zwiększa dystans między nimi. Jest posłuszna aż do momentu, w którym zaczyna podejrzewać ojca o romans z sąsiadką.

Fot. Festiwal Pięciu Smaków

Prawdziwe relacje Longa i sąsiadów, a także interakcje z nowym właścicielem restauracji i współpracownikami, odkrywają jednak zupełnie inny problem: niezrozumienia kulturowego, głęboko zakorzenionych stereotypów i uprzedzeń, a także ignorancji. Pho, sushi – nota bene z serkiem Philadelphia – czy kuchnia tajska, to dla wielu przecież jedno i to samo, najczęściej numerek zestawu z karty dań…. Ale reżyserka nie wytyka ignorancji wyłącznie Polakom, nie przedstawia ich też jako agresywnych ksenofobów. Nieznajomość innych kultur wydaje się problemem uniwersalnym: Long nie rozróżnia swoich kolegów z pracy pochodzących z Indii (są w oczach Wietnamczyka łudząco do siebie podobni), którzy z kolei jego biorą za Japończyka (skoro jest Azjatą i potrafi robić sushi…).

Long jest tatą troskliwym i kochającym, ale również wymagającym i powściągliwym. Bardzo chce pielęgnować „pierwiastek wietnamski” u córki, która się tego nieco wstydzi.

Agnieszka Doberschuetz

Być czy mieć?

„Smak pho” zwraca także uwagę na konsumpcjonizm, charakterystyczny szczególnie dla dużych miast. W szaroburej zimowej Warszawie, w kontraście do skromnego, dość obskurnego (choć schludnego) mieszkania Longa i baru jego przyjaciela, widzimy rodzimych biznesmenów, pracowników szklanych biurowców, właścicieli błyszczących butów i samochodów (o których bohaterowie filmu z serdecznym rozbawieniem mówią: „Dobrze, że nie musimy być jak oni. Ale oni pewnie też cieszą się, że nie muszą być jak my”). Przedmiotowość podkreślają ciekawe ujęcia kamery – na dłonie, stopy, wykonywaną czynność raczej niż twarz wykonującego. Rzeczy stają się bezpańskie, pozbawione głębszego sensu. Bistro po przejęciu przez Polaka zamienia się w modny, ekskluzywny lokal – jeden z wielu, które w ostatnich latach pojawiały się w Warszawie (na wzór światowych metropolii). Dużo w nim pozerstwa i blichtru, mniej duszy. Kucharz Long nie czuje się w takich warunkach komfortowo – trudno się dziwić, jest jedną z nielicznych już dziś osób, które wolą w nieskończoność naprawiać starą pralkę, a gdy już się nie da – prać ręcznie. Rytm i sens życia wytyczają mu rytuały, przywiązanie do ludzi i skromnego majątku, o który skrupulatnie dba. W myśl konfucjańskiej tradycji stara się celebrować życie: bardziej być niż posiadać, wbrew trudnościom zachowując optymizm i pogodę ducha, stoicki spokój oraz wysoką kulturę osobistą.

„Smak pho” jest filmem mądrym i wzruszającym. Zakwalifikowanie go jako dramatu uważam za zbyt pochopne. Z drugiej strony, trudno jednoznacznie określić naturę filmu Mariko Bobrik – może w nomenklaturze branżowej powinna zaistnieć nowa kategoria rodem z kuchni: UMAMI?

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 600

(30/2020)
7 lipca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj