Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Światełka, które prowadzą...

Światełka, które prowadzą do morza. Recenzja książki „Lampka” Annet Schaap [KL dzieciom]

Karolina Stępień

Mimo baśniowych nawiązań, „Lampka” to powieść niemal pozbawiona magii, ale portretująca społeczność, w której każdy zmaga się z problemami takimi jak przemoc i dyskryminacja, a ryzyka molestowania nie ukrywa się pod baśniowym płaszczykiem postaci wygłodniałego wilka.

Na ilustracjach książek o Pippi Langstrumpf z 2003 i 2005 roku dziewczynka niemal zawsze jest w ruchu, wciąż powiewa za nią jakiś wielobarwny szaliczek, a dookoła panuje wariacki rozgardiasz – pełno jest kolorowych narzędzi, przydasiów oraz światełek. Pippi wydaje się bardziej krucha niż w przypadku większości poprzednich wydań, ale wciąż dziarska, zdecydowana i zawsze gotowa do działania, a zdrowy rumieniec towarzyszy jej na każdej stronie. Wszystko dochowuje tu wierności klasykowi, ale w jakiś szczególny sposób domowo, ciepło i pogodnie. Tak kultową postać Astrid Lindgren narysowała holenderska artystka Annet Schaap, która po wydaniu setek zilustrowanych przez siebie książek zadebiutowała jako pisarka w 2017 roku powieścią dla młodszych odbiorców. Od ubiegłego roku jej „Lampka” dostępna jest w Polsce w tłumaczeniu Jadwigi Jędryas [wyd. Dwie Siostry].

Półwysep, na którym mieszka zwana przez ojca Lampką Emilia, nieustannie nękają sztormy. Wciąż wieje i pada, a w domach jest zimno i brudno, zwłaszcza w latarni morskiej. Małej Lampce trudno jest wypełniać obowiązek ojca i zapalać światło nawigujące przybijające do brzegu statki. Niestety, zdarza jej się zapomnieć o kupieniu nowych zapałek, a czasem nie może sobie na nie pozwolić. Mimo to zawsze bardzo się stara. Woli nie myśleć o tym, że przestała chodzić do szkoły, bo przykro jej, że najwyraźniej zupełnie nie nadawała się do nauki czytania i pisania. Tęskni za mamą, z którą w myślach prowadzi czasem rozmowy. Nie zastanawia się nad tym, co ostatecznie sprawia, że ojciec nie jest w stanie sam wspinać się na szczyt latarni każdego wieczora – tylko jedna w pełni sprawna noga, liczba promili we krwi, czy może jeszcze coś innego. Nie wie, czym jest paternalizacja, więc nie tylko bierze na siebie odpowiedzialność za wysyłanie statkom sygnału świetlnego, ale także akceptuje wściekłość latarnika, gdy czasem coś idzie niezgodnie z planem.

Pewnego dnia jednak nic nie dzieje się tak, jak powinno, i Lampka zmuszona jest opuścić latarnię. Trafia do położonego na szczycie klifu Czarnego Domu, w którym według mieszkańców wioski żyje straszliwy potwór. Musi odkupić winy i spłacić dług i choć tęskni za ojcem, próbuje pogodzić się ze swoim losem. Nie ułatwiają jej tego ani mieszkańcy dworu, służba nerwowo oczekująca powrotu właściciela, ani dziwne odgłosy dochodzące z zamkniętego na klucz pokoju w najwyższej wieży.

Z czasem jednak Lampka odkrywa w sobie siłę do zmiany zastanej sytuacji. Wbrew temu, co mogłoby sugerować jej życie w latarni, główna bohaterka to na szczęście „dziecko-które-nigdy-nie-słucha”, jak mówi o niej gospodyni z Czarnego Domu, a ja dodałabym, że także dziecko-które-zawsze-chce-wiedzieć-dlaczego. Musi tylko nauczyć się wybaczać i współczuć samej sobie, a także pozwolić sobie na emocje, na które do tej pory się zamykała.

Siłą powieści jest sposób, w jaki autorka sięga po tradycję – choć chyba należałoby powiedzieć: tradycje – literatury dziecięcej, od inspiracji bajkami magicznymi, przez literackie baśnie H.Ch. Andersena (szczególnie „Małą syrenkę”) i francuskich baśniopisarek, po znane dwudziestowieczne klasyki, jak „Ania z Zielonego Wzgórza” L.M. Montgomery czy „Tajemniczy ogród” F.H. Burnett. Nawiązania w „Lampce” to nie kolorowy, nostalgiczny kalejdoskop, którego zadaniem jest przyciąganie uwagi, zagwarantowanie atmosfery cudowności i zapewnienie czytelnikowi rozrywki. Jeśli z tej intertekstualnej relacji któraś ze stron czerpie wyraźne korzyści, to raczej pozycje, których echa można odnaleźć w powieści Schaap. Wykorzystywane w popkulturze w najróżniejszych kontekstach historie potraktowane zostały przez autorkę z rzadką w tym przypadku oszczędnością i powagą.

„Lampka” jest zresztą dużo bardziej realistyczna, niż mogłyby to sugerować baśniowe nawiązania. Ci, którzy niechętnie sięgają po książki dla młodszych odbiorców w odważny sposób poruszające trudne tematy, powinni zastanowić się nad czytaniem powieści Schaap z dziećmi. Praktycznie nie ma tu magii, jest natomiast skromny, bezpośredni portret małej społeczności, w której każdy zmaga się z problemami, takimi jak uzależnienia, przemoc, niepełnosprawności albo dyskryminacja; ryzyka molestowania nie ukrywa się pod baśniowym płaszczykiem postaci wygłodniałego wilka, a każde niebezpieczeństwo – nawet jeśli ostatecznie zażegnane i niezagrażające wyczekiwanemu szczęśliwemu zakończeniu – wzbudza silne czytelnicze emocje, wydaje się boleśnie bliskie i prawdziwe.

W niezwykły sposób klimat powieści oddają ilustracje autorki, z których każda, utrzymana w odcieniach szarości, ukazuje drobną sylwetkę głównej bohaterki niemal umykającą oku patrzącego czy patrzącej, ginącą w przytłaczającej ją przestrzeni – otoczoną morskimi falami, w gęstym lesie, w pokoju z masywnymi meblami.

Mimo całego tego entourage’u – czy raczej właśnie z jego powodu – takich powieści dla dzieci i młodych dorosłych powinno się w Polsce pisać i tłumaczyć więcej. Oszczędna historia dorastania w patriarchalnej, brutalnej rzeczywistości, w nieustannym poczuciu winy i poszukiwaniu wzajemności może odstraszać, szczególnie rodziców 10-latków i 10-latek (wydawnictwo kieruje „Lampkę” do odbiorców i odbiorczyń od 10. roku życia). W powieści Schaap na pewno trudniej odnaleźć światło niż w zilustrowanych przez nią książkach o Pippi. Jego źródłem jest jednak nie tylko samo znaczenie tytułowego słowa. Wbrew pozorom to z licznych, choć drobnych punkcików światła i ciepła, które w pewnym momencie rozpraszają mrok opowieści, składa się „Lampka”. I są to światełka, które prowadzą do morza – wydaje się bowiem, że to tam tkwi potencjał wywrotowości, bez względu na to, czy wolimy historie o syrenach, czy o piratach.

Warto więc wyjść tej początkowo ponurej historii naprzeciw, żeby koniec końców zostać czytelniczym świadkiem ucieczki ze spetryfikowanego świata na lądzie w stronę oceanu możliwości, ucieczki realnej nie dzięki sile, ale dzięki determinacji i cierpliwości. I oczywiście, żeby na nowo odnaleźć stary sens klasycznych opowieści.

 

Książka:

Annet Schaap, „Lampka”, przeł. Jadwiga Jędryas, Wydawnictwo Dwie Siostry, Warszawa 2020.

Proponowany wiek odbiorcy: 10+

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 640

(15/2021)
13 kwietnia 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj