Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Przemoc rodzi przemoc....

Przemoc rodzi przemoc. O reportażu „Śladów pobicia brak” Rachel Louis Snyder

Anna Wyrwik

Snyder problemami kobiet interesuje się od lat. Pisała o nich z Kambodży, Afganistanu, Nigru, Hondurasu i Rumunii. Aby opisać spiralę przemocy domowej, nie musi jednak jechać daleko. W jej rodzinnych Stanach Zjednoczonych rocznie ginie tysiąc dwieście maltretowanych w domach kobiet.

Rachel Louis Snyder przez wiele lat skrupulatnie zbierała materiały do książki „Śladów pobicia brak. W pułapce przemocy domowej”. Jeździła po Ameryce, przemierzając kolejne stany: Montanę, Kalifornię, Ohio, Massachusetts. Odwiedzała komisariaty policji, zakłady karne, budynki sądów, siedziby organizacji społecznych, domy prywatne. Rozmawiała z ofiarami i sprawcami, z ich rodzinami, z działaczkami społecznymi, policjantami… Z tego wszystkiego powstał reportaż pełen wyrazistych bohaterów, różnorodnych miejsc, oparty na sporej garści danych, zawierający dziesiątki faktów, informacji, a do tego opinii z wielu stron barykady. Nie zabrakło w nim także emocji. Snyder ma tę reporterską umiejętność, że sprawnie przeskakuje z jednego rejestru na drugi – od statystyk przechodzi do literackich opisów amerykańskich domów, od policyjnych raportów do obrazu czyichś dłoni nerwowo splecionych podczas rozmowy. W tej książce to wszystko świetnie się ze sobą zgrywa i jest to reportaż – chciałoby się napisać – kompletny.

Dziewczyny są wrażliwe, a chłopaki nie płaczą

Zacznijmy od ofiar, bo one są tu najważniejsze, a ich cierpienia są uniwersalnym zagadnieniem. Snyder problemami kobiet interesuje się od lat. Pisała o nich z Kambodży, Afganistanu, Nigru, Hondurasu czy Rumunii, a teraz podsumowuje: „Wszystkie te kobiety na całym świecie były systematycznie krzywdzone i kontrolowane przez mężczyzn. To mężczyźni tworzyli zasady, przede wszystkim poprzez przemoc fizyczną. W zasadzie niemal każda historia, jaką się zajmowałam, rozgrywała się na takim mrocznym tle, na tyle oczywistym, że najczęściej nie musiałam nawet o nic pytać. Było to coś równie powszechnego jak deszcz”.

Snyder kwestię płci czyni jednym z punktów wyjścia. Żyjemy przecież w świecie zbudowany na męskich zasadach, w którym od dziecka rysuje się przed nami obraz tego, jakie albo jacy – w zależności od płci – mamy być teraz i w przyszłości. Powinnyśmy być świetnymi kucharkami albo musimy znać się na hydraulice i stolarce. Mamy być delikatne i uśmiechnięte albo szorstcy i pewni siebie. Powinnyśmy być posłuszne albo powinniśmy okazywać swoją wyższość. Innymi słowy, dziewczyny są wrażliwe, a chłopaki nie płaczą. Wszystko jest gotowe. Kostiumy, których właścicieli kojarzy się z określonym zestawem cech i ustalonym poziomem wrażliwości, czekają tylko, by w nie wskoczyć, pomimo tego, że często wiąże się to z permanentnym dysonansem poznawczym pomiędzy tym, czego się pragnie i co się czuje, a tym, co można pokazać innym.

Jest to emocjonalne więzienie dla każdego, bez względu na płeć, ale Snyder nie pozostawia wątpliwości, kto ma bardziej przechlapane. Każda statystyka pokazuje, że to mężczyźni w przytłaczającej liczbie stosują przemoc, a kobiety w przytłaczającej liczbie są jej ofiarami.

Przemoc zwykłych ludzi

Reporterka wielokrotnie podkreśla, że przemoc domowa – wbrew temu, co wielu sądzi – nie jest prywatną czy rodzinną sprawą, która powinna być rozwiązywana w czterech ścianach. W jednym z wywiadów Justyna Moraczewska, autorka niedawno wydanej książki „Moja siła. Jak przerwać krąg przemocy i zacząć życie bez lęku”, powiedziała: „Zależało mi, żeby pokazać, że przemoc ma wiele twarzy. Że wydarza się niezależnie od statusu materialnego, wykształcenia, pozycji społecznej. Nie jest ani małomiasteczkowa, ani wielkomiejska. Może się zdarzyć na różnych etapach życia i ma wiele twarzy: bywa przemocą fizyczną, ale też psychiczną, emocjonalną, materialną czy seksualną” [„Gazeta Wyborcza”, 5 czerwca 2021 roku].

Dokładnie o tym pisze Snyder. W jej reportażu czytamy o patologicznych zdarzeniach i od razu kojarzymy je z obrazem brudu, smrodu, igieł i strzykawek leżących po kątach i dziecka umazanego przedwczorajszym sosem z puszki. Ale to nie tak. Ludzie stosujący przemoc domową to nie seryjni mordercy z „Mindhuntera” czy dziwacy z rozpadającego się domu na skraju miasteczka. To osoby reprezentujące cały przekrój społeczny – biedniejsi i bogatsi, wywodzący się z klas niższej, średniej i wyższej, klienci hipsterskiego baru na Brooklynie z „Girls” i motelu w Orlando z „Florida Project”.

Snyder skupia się jednak na – tak bym to nazwała – Ameryce środka. Umiejętnie buduje jej klimat, wprowadzając nas do pomieszczeń z dorosłymi skulonymi na kanapie i dziecięcymi zabawkami porozrzucanymi po podłodze, do domów z rysunkami na lodówkach albo ich brakiem, opisując ubrania, twarze, gesty i oczy swoich bohaterów. To świat na pozór zwykłych, przeciętnych ludzi. Coś pośredniego, trochę jak Stany z wychwalanego serialu „Mare z Easttown”. Dewiacje, przestępstwa i mroczne tajemnice współgrają tu z normalnością – czystą lodówką z zapasem jedzenia z supermarketu, jeansami, koszulą flanelową, bluzą z kapturem i bejsbolową czapeczką, jakimś SUV-em albo kombi, białymi ścianami salonu, barem z szafą grającą i uśmiechem dzieci na meczu juniorskiej ligi. Przemoc domowa to druga główna przyczyna zgonów wśród Afroamerykanek i siódma wśród białych kobiet w USA. Każdego roku w jej wyniku ginie tysiąc dwieście kobiet. Przemoc domowa to nie żadna wyjątkowa anomalia. To, niestety, powszedniość.

Sprawcom też trzeba pomóc 

Reporterka skupia się nie tylko na ofiarach, ale też odważnie wchodzi w świat sprawców i jest to najciekawsza i najbardziej zaskakująca część książki. Mówi się, że ofiara powinna zastosować przemoc, by się przed sprawcą obronić, ale Snyder wie, że nie tędy droga i że nie chodzi o to, by kobiety broniły się męskimi sposobami, ale o to, by oduczyć przemocy mężczyzn.

Główne pytanie, które w przypadku przemocy domowej wszyscy zadajemy, brzmi: „dlaczego kobiety nie odchodzą od swoich oprawców?”. Snyder idzie o wiele dalej i pyta: „dlaczego on z nią zostaje?”. I wyjaśnia, że uzależnienie sprawcy od ofiary jest wynikiem jego wcześniejszych cierpień i społecznej presji (figura mężczyzny jako pana i władcy). Sprawca często dźwiga bagaż, z którego nie zdaje sobie sprawy, bo też wszedł w kostium i też ma przechlapane.

Dlatego sprawcom też trzeba pomóc. Przemoc domowa to łańcuch traum przekazywanych z pokolenia na pokolenie. Osoby, które jej doświadczyły w dzieciństwie, same często ją stosują lub na nią przyzwalają w życiu dorosłym, a potem często robią to ich dzieci, a potem ich dzieci i dzieci ich dzieci…

Państwo musi to przerwać. Tym bardziej że – jak już pisałam za autorką – przemoc domowa nie jest prywatną sprawą ofiar i sprawców, ale problemem całego społeczeństwa. To socjologiczny banał, ale warto go przypomnieć: jeśli komórka jest chora, to cały organizm jest chory i każdy z nas może oberwać. Dosłownie! Przemoc w domu może powodować użycie przemocy w szkole, w zakładzie pracy, na ulicy, na parkingu przed supermarketem, na stadionie, sali koncertowej. W skrajnym przypadku ktoś z nas może dostać przypadkową kulkę wystrzeloną w przypadkowym miejscu przez faceta, który akurat był w szale mordowania własnej żony. Snyder wylicza kolejne przykłady takich przypadków. Oczywiście, można powiedzieć, ż pisze o Ameryce z jej dostępem do broni itd., ale przecież nie tylko tam przemoc domowa wychodzi poza cztery ściany mieszkania.

Jak chronić ofiary

Reporterka wiele miejsca poświęca ludziom, którzy na co dzień walczą z problemem przemocy domowej. To często ci, którzy zetknęli się z nią osobiście – czasem prywatnie, a czasem zawodowo, gdy na przykład nie zdołali pomóc ofiarom i doszło do zabójstwa kobiet albo i całych rodzin z końcowym samobójstwem sprawcy. To samotni bohaterowie pełni wrażliwości, indywidualnie podchodzący do drugiego człowieka i posiadający poczucie misji, pragnący dobrze spełnić swój obowiązek, ale też zrobić coś dobrego z tym światem.

Ci ludzie patrzą uważnie, widzą błędy i – co najważniejsze – zmieniają sposób funkcjonowania instytucji odpowiedzialnych za zwalczanie przemocy domowej. Autorka przez cały czas uparcie domaga się, by była ona uznawana za sprawę kryminalną i tak rozpatrywana w sądach. „Wyobraźmy sobie – pisze – że jakiś mężczyzna, kompletnie obcy, dusi innego mężczyznę kablem telefonicznym, spycha go ze schodów, uderza go pięścią tak mocno, że łamie mu kość oczodołu. Do takich napaści dochodzi codziennie w wyniku przemocy domowej, ale jeszcze nie spotkałam prokuratora, który traktowałby je równie poważnie, jak wtedy gdy mają miejsce poza kontekstem przemocy domowej”.

Zmiana podejścia do kwestii przemocy domowej to jedna sprawa, ale równie ważne jest, by społeczeństwo i odpowiednie instytucje reagowały nie po fakcie czy w ostatniej chwili, ale przed faktem, przed zabójstwem, wcześniej, dużo, dużo wcześniej, prewencyjnie. Snyder namawia, by nie pytać: „dlaczego ofiary nie odchodzą?”, ale: „jak je chronić?”. W wersji idealnej powinniśmy sprawić, że do przemocy domowej w ogóle nie będzie dochodziło.

Rodzą się kolejne pomysły, programy, istnieją grupy ciężko pracujących ludzi, ale najważniejszym jest tu współdziałanie – współdziałanie różnych elementów całego systemu. Snyder zwraca uwagę na fakt, że „miejscowości, w których udało się zredukować liczbę ofiar, łączy jedna wspólna cecha: przełamały bariery kulturowe między wydziałami policji a centrami kryzysowymi zajmującymi się przemocą domową”. To tylko przykład tego, że gdy części systemu działają razem, zyskują na skuteczności, której nie mają, działając osobno. Ważne więc, by nawet „nowoczesne feministki” i „tradycyjny patriarchat” dogadali się dla dobra sprawy.

Ameryka – poligon doświadczalny

Wiele zjawisk i problemów opisanych w reportażu „Śladów pobicia brak” nie ogranicza się – co podkreśla sama autorka – do Ameryki. Nie pierwszy raz zdarza się, że gdy czytamy reportaż z USA, widzimy podobieństwa do Polski i innych krajów, ale też dostrzegamy w rozwiniętej formie zjawiska, które u nas dopiero się potęgują. Tak było u Arlie Russell Hochschild w książce „Obcy we własnym kraju. Gniew i żal amerykańskiej prawicy”, takie wrażenia miałam po lekturze „Nienawiści sp. z o.o. Jak dzisiejsze media każą nam gardzić sobą nawzajem” Matta Taibbiego czy „San Francisco. Dziki brzeg wolności” Magdy Działoszyńskiej-Kossow. W XVIII i XIX wieku Stany Zjednoczone były dla Europejczyków poligonem doświadczalnym nowych, oświeceniowych rozwiązań politycznych, na które na Starym Kontynencie nie było miejsca. Teraz często pokazują nam wyraźnie skutki pewnych niepokojących zjawisk społecznych, ale jednocześnie wskazują możliwe rozwiązania. Warto więc je obserwować i czasem brać z nich przykład.

 

Książka:

Rachel Louis Snyder, „Śladów pobicia brak. W pułapce przemocy domowej”, przeł. Kaja Gucio, wyd. Czarne, Wołowiec 2021.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 652

(27/2021)
6 lipca 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj