Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > „Ślepy tor” czy...

„Ślepy tor” czy ślepa uliczka. O nowej operze Krzysztofa Meyera

Gniewomir Zajączkowski i Szymon Żuchowski

Wreszcie coś nowego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej i to nowego w całej rozciągłości – prapremiera opery „Ślepy tor” Krzysztofa Meyera do libretta Antoniego Libery. Niestety udana warstwa orkiestrowa i dekoracje zaprojektowane nie wystarczyły, żeby zrównoważyć braki po stronie choreografa i reżysera.

Akcja opery ma miejsce na dworcu kolejowym, skąd grupy podróżnych udają się do wspólnego celu. W akcie pierwszym moderniści wybierają się do Paryża, w drugim konserwatyści do Rzymu, na końcu barbarzyńcy jadą do Berlina. 

Wszystkie akty spajają trzy postaci: samobójca i zawiadowca stacji, który dwa razy zapobiega śmierci rozczarowanego życiem człowieka. Jednak w trzecim akcie, próbując ratować nieszczęśnika, zawiadowca sam wpada pod koła pociągu. Trzecią postacią (niemą) występującą we wszystkich aktach jest samotnie czekająca na peronie staruszka, która za każdym razem jest świadkiem ratowania samobójcy i w końcu jego śmierci. 

W epilogu pojawiają się wszyscy soliści. Rozbierają się z kostiumów i, mówiąc teatralnym slangiem, rozmalowują. Komentują przy tym utwór, który właśnie wykonali, wchodzą w kontakt z muzykami w kanale. To scena „teatru w teatrze” lub raczej „teatru o teatrze”. 

W epilogu wyjaśniona zostaje także rola staruszki – w sztuce uosabia ona śmierć, która cierpliwie czekała, aż samobójca dopnie swego. Wydaje się, że teraz powinna zniknąć. Lecz oto samobójca, tym razem już jako śpiewak, który zszedł właśnie ze sceny, zabija się.

Zdjęcia © Krzysztof Bieliński

Mayer utknął w przeszłości

Sam temat oraz pomysł na przedstawienie go w trzech proporcjonalnej długości aktach i epilogu należy uznać za dobry. Niestety Krzysztof Meyer zdecydował się napisać operę do libretta Antoniego Libery. 

Poza kilkoma zaledwie fragmentami o charakterze komicznym, tekst jest niezamierzoną parodią najgorszych librett operowych – pełnych słownych „zapychaczy”, banalnych dialogów ujętych w nieudaną formę. Kwestie wygłaszane przez bohaterów sugerują więc jakoby wszystkich ich, niezależnie od wieku, w okrutny sposób dotknęła demencja. 

Drugim poważnym mankamentem opery jest sposób umuzycznienia tekstu przez Meyera. Soliści z rzadka mają okazję zaśpiewać jakąś frazę. Przez większość czasu, partytura obliguje ich do nudnego, otępiałego „szczekania”. Wielka w tym zasługa dyrygenta i wszystkich solistów, że starali się włożyć w swoje partie jak najwięcej muzyki.

Jeśli chodzi o sposób umuzycznienia tekstu, to Meyer zdaje się tkwić w czasach sprzed kilkudziesięciu lat. To ślepa uliczka. Proliferowanie tych samych zwrotów melodycznych i modeli rytmicznych w partiach wokalnych już dawno powinno odejść do lamusa.

Trzeba przyznać, że pisanie partii wokalnych to rzecz trudna i nie wszyscy kompozytorzy potrafią to robić, a metoda zastosowana przez Meyera jest stosunkowo łatwą sztuczką, której chwytają się niektórzy kompozytorzy. 

Nierówna gra aktorska

Pomimo niewdzięcznie napisanych partii wokalnych niektórym śpiewakom udało się wykreować dobre role. Jako zakonnice w drugim akcie znakomicie zaprezentowały się Magdalena Stefaniak, Anna Bernacka i Elwira Janasik. Z kolei w trzecim jako feministki zaistniały szczególnie Magdalena Stefaniak, Zuzanna Nalewajek, Bożena Bujnicka i ponownie Elwira Janasik. 

W potrójnej roli bardzo dobrze pod względem aktorskim zaprezentował się również Mateusz Zajdel, co jest od dłuższego czasu normą w przypadku tego śpiewaka. W uroczym gejowskim duecie miłosnym Rafał Żurek i Bartłomiej Misiuda na moment uwiedli widownię frazą niemal jak z Pucciniego. 

Niestety były również słabsze występy. Robert Gierlach podjął się zaśpiewania potrójnej roli mimo nie najlepszej formy wokalnej. Śpiewał siłowo, a jego głos był wycofany i czasami tylko ujawniał swoją ładną barwę. Z zadaniami aktorskimi nie poradzili sobie również Stanislaw Kuflyuk jako Samobójca i Krzysztof Szumański jako Zawiadowca. Ich największym problemem było to, że występując razem, grali dziwnie asynchronicznie, jakby zupełnie nie wiedzieli, o czym śpiewają. 

Zdjęcia © Krzysztof Bieliński

Orkiestra i dyrygent poradzili sobie znakomicie

Zaskakująca jest warstwa orkiestrowa „Ślepego toru”. Meyer komponuje swobodnie, wprowadza dramat i napięcie w partii orkiestry, którego próżno szukać w tekście. Niektóre fragmenty są wybornie zinstrumentowane, ze zrozumieniem konwencji i symboliki instrumentów. Wszystko zestawione bardzo kontrapunktycznie, co stawia spore wymagania orkiestrze i dyrygentowi – Łukaszowi Borowiczowi, który wywiązał się z powierzonego mu zadania znakomicie. 

Rozbudowana i brawurowo zrealizowana sekcja instrumentów perkusyjnych w wielu miejscach dodaje kolorytu partyturze. Meyer sięga też po cytaty z Ravela, chorału gregoriańskiego czy Beethovena; ponadto nie boi się korzystać z efektów komicznych, co dobrze mu wychodzi.

Utwór zaczyna się od dobrze napisanego przez Meyera lapidarnego wstępu orkiestrowego. Niestety realizatorzy zdecydowali się zrobić wszystko, żeby odwrócić uwagę odbiorców od muzyki. Jakby miejsce wystawienia zobowiązywało do praktyk, które rozpowszechnił w tym teatrze dyrektor artystyczny Opery Narodowej Mariusz Treliński.

Zrobiono to w klasyczny sposób – każąc kilku osobom „zatupać” muzykę, tańcząc. Dodatkowo choreografia Isadory Weiss zdradzała najwyższy poziom lekceważenia widzów. Prawdopodobnie nikt nie zastanowił się nad sensownością tych pląsów. Milczą o nich również didaskalia.

Zdjęcia © Krzysztof Bieliński

Zatem wygląda na to, że jednym uzasadnieniem udziału pani Weiss w produkcji spektaklu jest jego reżyser Marek Weiss. Przykro się ogląda ten spektakl, szczególnie, że teatr Weissa zwykle prezentował lepszy poziom; przywołajmy choćby niedawną „Czarną maskę” Krzysztofa Pendereckiego w Operze Bałtyckiej, o której pisaliśmy w „Kulturze Liberalnej”

Cytując skecz „Niesamowita praca umysłu” grupy kabaretowej Potem, o „Ślepym torze” Krzysztofa Meyera i jego prapremierze w reżyserii Marka Grzesińskiego można powiedzieć: „nie dograli tego”. Absurdalne rozmowy Państwa Kołaczkowskich przypominały dialogi sklecone przez Liberę, a udane dekoracje zaprojektowane przez Jagnę Janicką nie wystarczyły, żeby zrównoważyć działania lub ich brak ze strony choreografa i reżysera.

Opera:

„Ślepy tor”

muzyka: Krzysztof Meyer
libretto: Antoni Libera
dyrygent: Łukasz Borowicz
reżyseria: Marek Weiss
scenografia: Jagna Janicka
kostiumy: Anna Adamek
światła: Bogumił Palewicz
soliści: Stanisław Kuflyuk, Krzysztof Szumański, Robert Gierlach, Anna Bernacka, Elwira Janasik, Mateusz Zajdel, Rafał Żurek, Bartłomiej Misiuda, Bożena Bujnicka, Magdalena Pluta, Magdalena Stefaniak, Zuzanna Nalewajek

Orkiestra Teatru Wielkiego – Opery Narodowej

Prawykonanie opery odbyło się 15 października 2023

Zdjęcia © Krzysztof Bieliński

Skoro tu jesteś...

... mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa.

Każda i każdy z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 20 zł miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców i Patronów!

SKOMENTUJ

Nr 773

(44/2023)
31 października 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj