Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Łaska i klątwa....

Łaska i klątwa. Recenzja filmu „Cztery córki” w reżyserii Kausar Ibn Haniji

Katarzyna Górak-Sosnowska

Nominowany do Oscara dokument to traktat o blaskach i cieniach kobiecej więzi w porewolucyjnej Tunezji. Bezpieczna przestrzeń do zwierzeń może narodzić się tam, gdzie zaciera się granica między fikcją a rzeczywistością.

„Cztery córki” w reżyserii Kausar Ibn Haniji to film, który można obejrzeć na wiele różnych sposobów. Może to być słodko-gorzka opowieść o matce i czterech córkach, które dzielą ze sobą radości, smutki i traumę przekazywaną z pokolenia na pokolenie. Może to być obraz ukazujący miejsce kobiet w przed- i porewolucyjnej Tunezji, rozdartej między normami religijnymi, patriarchalną kulturą i przemianami politycznymi. Może być to także historia radykalizacji o charakterze religijnym, której zwieńczeniem jest mit o odbudowie kalifatu. Wreszcie, może być to film dokumentalny z elementami fikcji, albo wręcz przeciwnie – fikcja z elementami dokumentu. 

Wszystkie te opowieści są na swój sposób prawdziwe, a każda z nich pojedynczo dałaby radę zapełnić całość fabuły filmu. To, że współistnieją razem, sprawia, że film jest niesamowity, niepowtarzalny i pozostawia widza z mnóstwem myśli i emocji, zaś wielość treści, bohaterów i perspektyw skutecznie sprawia, że każda próba oddania treści filmu w formie recenzji będzie niepełna i przez to ułomna. Być może z tego powodu tak wiele recenzji „Czterech córek” zawiera spoiler – osadza film w kontekście losów rodziny Ulfy al-Hamruni i jej czterech córek Ghufran, Rahmy, Tajsir i Iji. Bez niego nie sposób opowiedzieć tego, co dzieje się w filmie i dlaczego.

Fikcja i rzeczywistość

Film można obejrzeć „z czystą głową” – bez spoilerów i wiedzy, o co w tym wszystkim chodzi. Wówczas rozpoczynamy nieco leniwie i lekko, choć zaraz pomiędzy lekkość i beztroskę zakrada się napięcie i niepokój. Obserwujemy sześć kobiet, które swobodnie rozmawiają na kanapie i przygotowują się do odgrywania swoich ról. W pokoju jest gwarno, panuje nieskrępowana, naturalna atmosfera, dużo śmiechu i spontaniczności. Ujęcia są niemal statyczne, jak gdyby te beztroskie kobiece, rodzinne pogaduszki miały stanowić kwintesencję filmu. Zaraz jednak pojawia się niejasność, zakłócenie tego sielankowego obrazu. Dowiadujemy się, że dwie z czterech córek są aktorkami, podobnie jak druga starsza kobieta na planie. Ghufran i Rahmy nie ma – porwał je wilk, tłumaczy Ulfa z lekkim uśmiechem na twarzy, co nadaje temu wyjaśnieniu wymiar niemalże baśniowy; a może groteskowy. Oglądamy zatem rodzinę, która częściowo jest rodziną w świecie realnym, a częściowo odgrywa rodzinę na potrzeby filmu. Druga starsza kobieta na planie ma odgrywać rolę Ulfy w scenach szczególnie dla niej traumatycznych. Co innego dzieje się zatem na planie, a co innego zapowiada nam treść filmu. Co więcej, granice między tym, co jest grane, co ustalane, co działo się naprawdę, a co jest fikcją nie istnieją – te płaszczyzny i wymiary przenikają się. 

Efekt nakładania się wielu różnych płaszczyzn tworzy bezpieczną przestrzeń, w której zacierają się granice między tym co było naprawdę i tym, co zostało odtworzone. Bohaterki filmu wcielają się czasami w aktorki i odgrywają wraz z profesjonalnymi aktorkami sceny ze swojego życia, czasami je omawiają, a czasami tłumaczą aktorkom, w jaki sposób mają odegrać daną scenę, pomagając im jak najlepiej wcielić się w role ich sióstr. Aktorka odgrywająca Ulfę ćwiczy wypowiadane przez nią słowa, co wywołuje wrażenie surrealizmu, a aktorki odgrywające Ghufran i Rahmę ćwiczą z pozostałymi siostrami wyrażanie emocji gdzieś na boku podwórza. Daje to widzowi bezpieczny dystans wobec tego, co widzi i co sobie dopowiada. Ogląda czasami sztukę na scenie, czasami kulisy, a czasami seans psychoterapeutyczny, w którym łzy mieszają się ze śmiechem, a intymność z przemocą. Więzi w tej rodzinie są silne i intensywne, a kobiety są dla siebie wsparciem i utrapieniem, najwierniejszymi przyjaciółkami i najbardziej zażartymi wrogami, czyli – jak określiła Ulfa swoją córkę Rahmę – łaską [ar. raḥma] i klątwą.

Materiały prasowe dystrybutora Nowe Horyzonty

Krajobraz po rewolucji

Na ten obraz nakłada się kontekst przemian politycznych we współczesnej Tunezji. Ulfa z rozrzewnieniem wspomina czasy prezydenta Zajna al-Abidin ibn Alego, kiedy to starsze córki maszerowały w mundurkach na paradzie. Rządy Ibn Alego oznaczały stabilność i świeckość, której specjalnie nikt nie kwestionował. Po rewolucji, która zapoczątkowała Arabską Wiosnę Ludów, a w Tunezji doprowadziła do obalenia Ibn Alego, sytuacja gospodarcza kraju stała się mniej stabilna. Ulfa – jak wiele innych rodziców – zmuszona była do emigracji zarobkowej do Libii, aby zapewnić córkom utrzymanie, a te z kolei weszły w fazę młodzieńczego buntu. Na to wszystko nałożyło się swoiste odrodzenie fundamentalistycznych ruchów religijnych, które były w świeckiej Tunezji zepchnięte do podziemia, a po rewolucji zyskały na znaczeniu i pojawiły się w przestrzeni publicznej. Proces ten wkracza w dynamikę rodzinną w momencie niewinnego przyjęcia przez jedną z kobiet darmowego hidżabu od organizacji krzewiącej islam; z czasem dwie starsze siostry założyły hidżaby, a następnie nikaby. Z pogodnych, roześmianych nastolatek stają się pouczającymi i dyscyplinującymi matkę oraz dwie młodsze siostry religijnymi zelotkami. W ten sposób młodzieńczy bunt, który dopiero co przejawiał się zafarbowaniem włosów na zielono, wydepilowaniem nóg i noszeniem satanistycznych koszulek, stał się swoją antynomią; nadal był buntem, ale tym razem takim, którego Ulfa nie mogła zakwestionować. O ile mogła bowiem zwyzywać córki od najgorszych ze względu na zbyt krótką spódnicę, o tyle nie miała szans polemizowania z ich religijną gorliwością – nawet jeżeli podskórnie czuła, że coś tu jest nie tak.

Wreszcie, na to wszystko nakłada się kontekst realnych wydarzeń, który spina fabułę, stanowiąc wyjaśnienie tego, po co ta cała inscenizacja i odgrywanie ról. Dowiadujemy się tego pod koniec filmu. Rahma i Ghufran Asz-Szajchawi wstąpiły w szeregi samozwańczego kalifatu o nazwie Państwo Islamskie; uciekły od matki i wyjechały do Libii „na dżihad”. Rahma poślubiła Nur ad-Din Szuszana, który był jednym z pomysłodawców i wykonawców zamachu terrorystycznego w Susie – mieście, do którego Ulfa z córkami przeprowadziła się, uciekając od przemocowego męża. O ile początek filmu nie stawia granic między fikcją a rzeczywistością, jego końcówka jest ostra jak brzytwa: widzimy fragmenty relacji telewizyjnych, prawdziwe siostry Ghufran i Rahmę za kratami libijskiego więzienia, migawki z publicznych wystąpień Ulfy, która starała się nagłośnić sprawę swoich córek, a także bombardowanie obozu, gdzie znajdowała się Rahma. Tym razem wypowiedzi bohaterek filmu – Ulfy, Iji i Tajsir – dotyczą „tu i teraz”. Opowieść się domyka, ale dla nich nadal nie jest zakończona. Na swój sposób widz może sam śledzić dalsze losy rodziny Ulfy, szukając doniesień medialnych. W ten sposób zapoczątkowana w filmie historia będzie toczyć się dalej, tyle że poza ekranem filmu.

Materiały prasowe dystrybutora Nowe Horyzonty

Mężczyźni bez właściwości

„Cztery córki” jest filmem, w którym główne role odgrywają kobiety, manifestem ich siły i sprawczości. Więzi między matką a córkami są intensywne, przepełnione emocjami i szczere do bólu. Chwile radości i pasma krzywd przeżywają razem – czasami się wspierając, a czasami zadając sobie ból, który jednak pochodzi gdzieś spoza nich: jest dziedziczony przez Ulfę wraz z patriarchalnymi kodami kultury, które koniec końców dały o sobie znać. Kto wie, jak potoczyłoby się życie Rahmy i Ghufran, gdyby ta pierwsza mogła być heavy metalowcem, czy gdyby w ich dzielnicy nie działały „kółka dawa” [ar. Prozelityzm] – obwoźni i apodyktyczni sprzedawcy radykalnego islamu, straszący młode dziewczęta ogniem piekielnym, przed którym uchronić je może jedynie nikab (zasłona na twarz).

Mężczyźni w „Czterech córkach” są bezosobowi – wszystkie trzy role męskie odgrywa ten sam aktor. Za każdym razem jego działania doprowadzają do nieszczęść: przemocy domowej (w różnych odsłonach) i zaniechania. Ulfa z córkami starają się wyjść z nich obronną ręką, jednak wpadają w kolejne pułapki – od jednego patologicznego partnera do drugiego; od radykała prozelity do radykała terrorysty. Wydaje się, że bezosobowość i niewielka obecność mężczyzn służy dwóm celom: z jednej strony pokazuje determinację kobiet, z drugiej zaś wszechobecność kultury patriarchalnej, która niczym lepka maź kładzie się na wyborach i losach kobiet.

Widmo radykalizacji

„Cztery córki” nie oferują jednoznacznych rozstrzygnięć. W zasadzie nie do końca wiadomo, z czego wynikła radykalizacja starszych córek. To mógł być splot pewnych okoliczności, jednak trudno powiedzieć, która z nich i w jakim stopniu przyczyniła się do zmiany stylu życia Rahmy i Ghufran. Oglądając film bez wiedzy o wydarzeniach stojących u jego podstaw, można odnieść wrażenie, że wątek radykalizacyjny przemyka gdzieś niepostrzeżenie i wygląda niewinnie. Ot, ktoś na ulicy wytknął jednej z sióstr nieodpowiedni ubiór; ot, siostry starsze wyśmiewały się z młodszej (wówczas kilkuletniej) i nie chciały się z nią bawić, ponieważ nie chciała założyć hidżabu. Na tym chyba zresztą polega niebezpieczeństwo radykalizacji do terroryzmu. Gdyby było jak angina – można by je zidentyfikować i starać się przedsięwziąć odpowiednie środki; jeżeli nie wobec samej zradykalizowanej jednostki, to chociaż dla innych – aby uchronić ich przed jej działaniem.

Szczerość i otwartość bohaterek – a także to, że ich historia nadal się toczy – zachęca do tego, aby im z całego serca kibicować. Ulfa jest jedną z pierwszych kobiet, które publicznie wskazały na opieszałość tunezyjskich władz w przeciwdziałaniu radykalizacji. Zdecydowała się publicznie opowiedzieć swoją historię – ze wszystkimi jej blaskami, cieniami i załamaniami – walcząc o swoją rodzinę i sprawę. Ija i Tajsir wyrastają na młode, piękne i wrażliwe dziewczyny, które mają szansę na wyjście z rodzinnych traum względnie obronną ręką. Nadal utrzymują kontakt z pozostałymi siostrami.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 793

(12/2024)
19 marca 2024

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

 

TEMATY TYGODNIA

drukuj