Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Słysząc > „Pasażerka” Wajnberga w...

„Pasażerka” Wajnberga w Bayerische Staatsoper, czyli Auschwitz w operze

Gniewomir Zajączkowski, Szymon Żuchowski

Są lata pięćdziesiąte. Lisa, była SS-manka, płynie do Brazylii wraz z mężem Walterem. Na pokładzie statku spotyka Martę, ocalałą z Auschwitz – tak zaczyna się opera „Pasażerka” Mieczysława Wajnberga oparta na autobiograficznej historii Zofii Posmysz. Dzieło prezentowane na deskach Bawarskiej Opery Państwowej w Monachium, podobnie jak film „Strefa interesów”, ukazuje Zagładę widzianą oczami sprawców.

Uciekając przed pogromami w Imperium Rosyjskim, żydowska rodzina Wajnbergów osiedliła się w Warszawie, gdzie urodził się ich syn Mieczysław. W 1939 roku, aby ratować się przed nazistami, Mieczysław Wajnberg ruszył z powrotem, do ZSRR. Natomiast jego rodzice i siostra, którzy zostali w Warszawie, zginęli w Zagładzie. 

Wajnberg najpierw zatrzymał się w Mińsku, gdzie kontynuował studia muzyczne, lecz kiedy latem 1941 składał egzamin, Hitler rozpoczął realizację planu „Barbarossa”. Wajnberg musiał ponownie uciekać – z Mińska trafił do Taszkientu, dokąd ewakuowano większość sowieckich artystów. Stamtąd w 1943 roku, dzięki pomocy Szostakowicza, zdołał przenieść do Moskwy. Był to początek przyjaźni i twórczej wymiany myśli pomiędzy kompozytorami. Byli dla siebie nawzajem recenzentami i wykonawcami swoich utworów. Ścigali się o to, który z nich napisze więcej kwartetów smyczkowych, oraz dzielili kłopoty z cenzurą.

Cenzura i antysemityzm sprawiły, że muzyka Wajnberga pozostawała nie tylko w cieniu twórczości Szostakowicza, ale ogólnie pozostawała mało znana z jednym wyjątkiem – muzyki do filmów animowanych o „Winni-Puch” [Винни-Пух], czyli o Kubusiu Puchatku. Wajnbergowi cenzura zarzucała, że pisze pesymistyczne utwory i do tego mało zakorzenione w tradycji rosyjskiej. Przymiotnik „kosmopolityczny”, znaczył tyle co „żydowski”, i samo to określenie było wystarczająco poważnym oskarżeniem. 

W końcu padł ostateczny zarzut – oskarżenie o formalizm! Z tych powodów nie pozwalano na wykonanie dzieł Wajnberga. Jednak na tle późniejszych prześladowań był to relatywnie mały problem. Pod koniec lat czterdziestych zaczął się okres sowieckiego kryptoantysemityzmu. W 1948 roku teść Wajnberga, został rozjechany ciężarówką przez bezpiekę (upozorowano wypadek). Od tego samego roku Wajnberg był inwigilowany, a w lutym 1953 roku został aresztowany za prowadzenie propagandy na rzecz powstania państwa żydowskiego na Krymie. Uratowała go śmierć Stalina, a wstawiennictwo Szostakowicza doprowadziło do uwolnienia Wajnberga. 

Opera z historią

Na początku lat sześćdziesiątych Szostakowicz zachęcał Wajnberga do skomponowania opery i poznał go z dramaturgiem Aleksandrem Miedwiediewem. Szukając tematu, wspólnie trafili na opublikowaną właśnie po rosyjsku autobiograficzną powieść Zofii Posmysz „Pasażerka”. W 1942 roku Posmysz trafiła do Auschwitz, gdzie skierowano ją najpierw do kuchni, a później do pracy księgowej pod nadzorem Aufseherin (nadzorczyni) SS, Anneliese Franz. 

Po wojnie Posmysz spotkała w Paryżu kobietę podobną do Franz, a sytuacja ta sprowokowała myśli o tym, co by zrobiła, gdyby do takiego spotkania rzeczywiście doszło. Stworzyła słuchowisko radiowe na ten temat, które zostało później przerobione na powieść. W książce sytuacja zostaje odwrócona – Lisa Franz płynie ze swoim mężem dyplomatą do Brazylii, na pokładzie zauważa pasażerkę podobną do więźniarki, która nie powinna była przeżyć. Uruchamia to w Lisie szereg wspomnień i zmusza ją do przyznania się mężowi do tego, że była Aufseherin w Auschwitz.

W celu uprawdopodobnienia pokazania tej historii na radzieckiej scenie Miedwiediew i Wajnberg wprowadzili do libretta postaci nieobecne w książce Posmysz, takie jak radziecki partyzant i komunista. Było to pożądanym przez cenzurę elementem propagandowym. Opera była skończona w 1968 roku, jednak do planowanej w Pradze prapremiery ani inscenizacji w Moskwie nie doszło. Dzieło Wajnberga zostało wykonane po raz pierwszy w 2006 roku w Moskwie, w wersji koncertowej na scenę trafiło dopiero w 2010 roku na Festiwalu w Bregenz (reż. David Pountney), niedługo potem tę inscenizację pokazano w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej. Ta pierwsza inscenizacja utrzymana w realistycznym nurcie teatru operowego stała się pod wieloma względami referencyjną. 

„Pasażerka”, opera-miejsce pamięci

Bawarska Opera Państwowa w Monachium przygotowanie nowej inscenizacji „Pasażerki” powierzyła Tobiasowi Kratzerowi, który przedstawił daleką od realistycznej wizję dzieła Wajnberga. Jest to pierwsza inscenizacja od śmierci Zofii Posmysz, co podkreślono w programie i dlatego też pozwolono sobie na odejście od realizmu w kontekście przedstawienia obozu koncentracyjnego. Na scenie nie pojawią się pasiaki, rampa kolejowa i drut kolczasty, a rzeczywistość obozowa jest „zacytowana” tylko w finałowej scenie – na ekranie telewizora wyświetlane są poruszające zdjęcia dokumentalne z obozu. 

Dodatkowo Kratzer w porozumieniu z dyrygentem Władimirem Jurowskim usuwa te fragmenty, które były pisane przez Miedwiediewa i Wajnberga pod cenzurę. Niestety, ich ofiarą padła między innymi piękna ludowa piosenka Katii. Z jednej strony, trochę tych elementów szkoda, z drugiej – opera zyskuje na klarowności i zagęszczeniu dramaturgicznym. Kratzer wprowadza do dramatu postać Lisy w wieku podeszłym. Starsza pani płynie statkiem z urną zawierającą prochy jej męża. Jej wspomnienia ożywają z niezwykłą intensywnością, a oknami do pamięci Lisy są kolejno otwierające się kabiny luksusowego statku, w których bohaterowie odgrywają kolejne epizody z jej życia.

To przedstawienie o pamięci, o trudnej do zapomnienia historii i o odpowiedzialności sprawców Zagłady. Opowiada historię ludzi, którzy choć przyczynili się do zbrodni nazistowskich, znaleźli się poza ławą oskarżonych w procesach norymberskich. Nie wiemy, jakie były powojenne losy Anneliese Franz, ale nie odpowiedziała ona przed sądem za swoje powojenne działania i nie była wcale wyjątkiem. Nowa inscenizacja „Pasażerki” pojawia się w momencie, kiedy w kinach grany jest film Jonathana Glazera „Strefa interesów”, co daje szerszy kontekst. Zarówno film, jak i opera Wajnberga w reżyserii Kratzera to prekursorskie dzieła, które ukazują Zagładę widzianą oczami sprawców. 

Opera o Auschwitz? Napisanie wiersza po Auschwitz byłoby barbarzyństwem – stwierdził w 1949 Theodor Adorno, wprawdzie później zmienił zdanie, ale czy horror Zagłady można zamienić w przyjemność płynącą ze sztuki? Nie, nie można, bo nie można oglądać ani słuchać tej opery z przyjemnością, a w każdym razie nie było to założenie twórców ani wykonawców tej produkcji. Ta opera jest swoistym muzycznym miejscem pamięci o Zagładzie. Nie da się natomiast wyjść z tego spektaklu obojętnym. To w dużej mierze zasługa muzyków, dzięki którym muzyka Wajnberga ożywia wspomnienia rodzinne, a także lektur o Zagładzie i uruchamia niekończące się domino skojarzeń.

Polilingwistycznie, polistylistycznie

Spośród bardzo dobrego zestawu solistów zaangażowanych do tej realizacji wyróżniała się Sophie Koch, występująca w roli Lisy. Jej interpretacja rozrzucona między ascetyzmem a zupełnym obłędem mocno gra na emocjach. Czujemy do niej odrazę, znajdujemy zrozumienie dla intencji, a w końcu odczuwamy cały tragizm tej kluczowej postaci. Kontrapunktem dla Lisy jest była więźniarka Marta. W roli tej obsadzono Jelenę Całłagową (o jej urzekającym występie w „Proroku” na scenie Deutsche oper Berlin, (pisaliśmy w numerze 466) i mimo ciężaru dramaturgicznego, jaki spoczywa na postaci Lisy i aktorki odgrywającej Lisę po latach (aktorka Sibylle Maria Dordel), to Całłagowa skupiła na sobie większą część uwagi. Jej intensywna aktorsko i wokalnie obecność na scenie ustanowiła nowy wzór da postaci Marty. Wycieczka Całłagowej w stronę bardziej dramatycznego śpiewania, wydawała się ryzykowna, ale okazała się bardzo udana. Zdumiewające, jaką siłą dysponuje ten liryczny głos i jak wielkie emocje może wywołać przemyślaną i perfekcyjnie wykonaną interpretacją. Można opisać kreację Całłagowej jednym banalnym słowem, bez uproszczeń się nie obejdzie – poruszające!

Całości dopełnili w sposobie ekspresji Jacques Imbrailo w roli Tadeusza i fantastyczne drugoplanowe role współwięźniarek, czyli Krystyny, Bronki, Yvette, Hannah i Vlasty. Wszystkie epizody z ich udziałem były wzruszające, szokujące, przytłaczające emocjonalnie. Zwłaszcza scena z Bronką i Krystyną zapadła w pamięci, w tych rolach Larissa Diadkova i Daria Proszek. Należy też zwrócić uwagę, że zarówno soliści, jak i chór byli dobrze przygotowani, w większości także nieźle radzili sobie z mieszaniną języków, w których zostało napisane libretto, w tym także jidysz i polskim.

Dużą odpowiedzialnością i zapobiegliwością wykazała się Bawarska Opera Państwowa, zapewniając Całłagowej oraz Imbrailo dublerów, bowiem na wypadek poważnej niedyspozycji któregoś z wykonawców byłoby niemal niemożliwością ściągnąć kogoś na zastępstwo w przypadku tak rzadko wykonywanej opery, zwłaszcza że w tym czasie śpiewacy, którzy potencjalnie mogliby ratować monachijski spektakl, byli zaangażowani do wykonań „Pasażerki” w Madrycie. Szkoda jednak, że dublerzy – Jurij Hadzecki i Aleksandra Szmyd – nie zostali obsadzeni w żadnym ze spektakli.

Orkiestra Bawarskiej Opery Państwowej na czele z Władimirem Jurowskim dokonała wielkiej rzeczy. Muzyka Wajnberga zaistniała w bogatej w detale i wstrząsające efekty realizacji. Jurowski znalazł sposób, by wyrafinowany głos Wajnberga pokrewny Szostakowiczowskiemu, przeplatany aluzjami do Brittena, cytatami z Bacha i jazzu, którego zbalansowanie stanowi prawdziwe wyzwanie, przemówił z ogromną siłą.

 

Opera:

„Pasażerka”

muzyka: Mieczysław Wajnberg
dyrygent: Władimir Jurowski
reżyseria: Tobias Kratzer
scenografia: Rainer Sellmaier

soliści: Sophie Koch, Elena Tsallagova, Jacques Imbrailo, Daria Proszek Larissa Diadkova, Charles Workman, Lotte Betts-Dean, Evgeniya Sotnikova, Balint Szabó, Roman Chabaranok, Gideon Poppe, Martin Snell, Sophie Wenst, Lukhanyo Bele

Orkiestra, Chór i Chór Bawarskiej Opery Państwowej w Monachium

 

Recenzowane spektakle odbyły się 10 marca 2024 (premiera) i 13 marca 2024.

zdjęcia: © W. Hoesl / Bayerische Staatsoper

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 794

(13/2024)
26 marca 2024

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

 

TEMATY TYGODNIA

drukuj