Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Smakując > Żebyście nie byli...

Żebyście nie byli grubaskami…

Weronika Bulicz

Ustawa „sklepikowa” – bo taka przylgnęła do niej nazwa – została przygotowana, (czy aby na pewno?) wprowadzona i ośmieszona przez rząd, a obecnie jest demonizowana przez klientów oraz właścicieli sklepików szkolnych. Zdrowy rozsądek w dyskusji został zadeptany i pominięty.

Pierwsi chcą uzdrowić drugich, drudzy chcą jeść, trzeci natomiast chcą zarobić. Wszyscy grają na jednej scenie, ale jest to raczej fałszujące trio. A przecież kwestia zdrowia Polaków to sprawa najwyższej wagi i profilaktyka wśród dzieci, młodzieży i dorosłych jest tutaj kluczowa. Profilaktyka wychodzi nam jednak nie najlepiej; ta ustawa miała to zmienić.

Fot. Mike Haller. Flickr.com

Fot. Mike Haller. Flickr.com

1 września, przy okazji rozpoczęcia roku szkolnego 2015/16, premier, życząc dzieciom sukcesów i piątek w szkole, napomknęła, że wchodzi w życie rozporządzenie, za sprawą którego czipsy i batoniki w czekoladzie znikną ze szkolnych sklepików, a w stołówkach zaczną obowiązywać nowe normy. „Żebyście nie były grubaskami” – tymi słowami premier podsumowała wystąpienie. Tymi słowami uprościła też problem, godząc w podstawy przygotowywanej długo regulacji. Czy jest więc jeszcze szansa, by ustawa faktycznie spełniła swój cel? Podkreślę, że – w mojej opinii – tym celem nie jest „odchudzenie dzieci”. Tym celem jest uświadomienie społeczeństwu, jak wielkim problemem jest otyłość.

Zamach na wolność grubaska

Rodzice uczniów burzą się – jakim prawem państwo miesza się w sferę życia, do której nie powinno?! Dlaczego aparat państwowy chce regulować, co ma jeść moje dziecko, dlaczego zagląda mi do lodówki?! To zakrawa na dyktaturę i jest zamachem na wolność naszą i Waszą!

Jeżeli Światowa Organizacja Zdrowia wydaje swoje rekomendacje i bierzemy je na poważnie, to nie krzyczymy, że to zamach na wolność jednostki. Raczej zastanawiamy się dwa razy, co kupujemy i jak wygląda nasza dieta. Jeżeli nie słuchamy natomiast żadnych autorytetów, od lat podążamy swoim utartym kulinarnym szlakiem, na którym zasmażki, golonki, smażona kiełbasa czy rodzinne obiady w McDonald’s – są stałymi punktami dietetycznego programu i nie widzimy w tym nic złego, to trudno nas będzie przekonać, że profilaktyka otyłości jest potrzebna. I na pewno nie przekona nas WHO.

Polacy tyją. Polskie dzieci tyją, podobno, najszybciej w Europie – jakie będą konsekwencje?

Weronika Bulicz

A profilaktyka jest niezbędna. Nie ze względów estetycznych czy jako sposób podporządkowania sobie społeczeństwa przez totalitarną władzę, lecz przez wzgląd na zdrowie i wysokie koszty społeczne złego odżywiania. Te koszty to nie tylko stres i brak akceptacji własnego ciała, ale także leczenie chorób, które występują częściej u osób z wieloletnim problemem nadwagi i otyłości. Pierwszym krokiem, by do profilaktyki przekonać najbardziej opornych, miała być sklepikowa regulacja.

Zmiany, zmiany, zmiany

Czy nowe szkolne sklepiki oraz stołówki wystarczą? Nie. Jednak miały szansę zapoczątkować szerszą akcję edukacyjną, która mogłaby odmienić fatalne nawyki żywieniowe dzieci i młodzieży, uświadomić rodziców, co powinni wykluczyć z dziecięcej diety, by zadbać o przyszłość swoich pociech. A co się stało?

Ustawę uchwalono w listopadzie 2014 r. Wytyczne dla ośrodków szkolnych i szkolno-wychowawczych ogłoszono… 28 sierpnia 2015 r., czyli na trzy dni przed początkiem obowiązywania regulacji. Wytyczne, które wprowadzono są szczegółowe. Obok tak oczywistych rzeczy, jak wykluczenie napojów energetycznych, słodzonych, sztucznie barwionych i gazowanych, trzeba np. wyeliminować produkty zbożowe o zawartości cukrów dodanych powyżej 25 g w 100 g produktu; przekąski z dodatkiem soli o zawartości sodu przekraczającej 350 mg w 100 g produktu. Właściciele szkolnych biznesów załamali ręce, szczególnie że w przypadku niektórych sprowadzanych do przekąsek etykiety bywają niedoskonałe; skarżyli się więc, że nie wiedzieli, co mogą sprowadzić, by nie narazić się na dotkliwe kary. Inni natomiast zbuntowali się, bo ich klienci uwielbiają przecież smaki słodkie i słone. I bez chipsów i batoników stracą swoją klientelę na zawsze. Trudno się dziwić – każdy chce na swoim biznesie zarobić. Na tym etapie zawiodła akcja informacyjna i przygotowanie wejścia regulacji w życie.

Hasło o siedmiu witaminach i żelazie na płatkach śniadaniowych to nie równoważnik zróżnicowanej i zdrowej diety.

Weronik Bulicz

Podobnie w kontakcie z rodzicami: zabrakło komunikacji. Pojawiają się wiadomości o rodzicach, którzy w ciągu trzech pierwszych tygodni obowiązywania ustawy otwarcie lub po cichu buntują się i wrzucają dzieciakom do plecaka butelkę coli i rogalika francuskiego z tablicą Mendelejewa w składzie (nie będą nam mówić, jak karmić dzieci, więc im pokażemy!). Nauczyciele nie dostali nowych wytycznych ani narzędzi edukacyjnych. Coś tak prostego, jak pomoc dydaktyczna w postaci broszury/prezentacji o zdrowym odżywianiu do przekazania dzieciom podczas zajęć wychowawczych czy świetlicowych byłaby już jakimś początkiem. W ten sposób przygotowałoby się dzieci i rodziców, by – niekiedy nieświadomi – przekonali się, że niektóre z pozoru niewinne nawyki szkodzą ich dzieciom i im samym. Że hasło o siedmiu witaminach i żelazie na płatkach śniadaniowych to nie równoważnik zróżnicowanej i zdrowej diety.

Jesteśmy grubaskami

Polacy tyją. Polskie dzieci tyją, podobno, najszybciej w Europie – jakie będą konsekwencje? Jak zauważa Stefan Karczmarewicz na łamach bloga „Medycyna i okolice”, otyłość prowadzi bezpośrednio do poważnych konsekwencji zdrowotnych. Nadmiernie i długotrwale obciążony układ kostny staje się podatny na zwyrodnienia. Skrzywienia kręgosłupa, obciążenie stawów prowadzące do kłopotów – od palców stóp po samą szyję. Przy otyłości realne (nawet w młodym wieku!) jest nadciśnienie, a w efekcie – udar mózgu czy zawał serca. Otyłość to także przyczyna cukrzycy – a ta prowadzi do zmian miażdżycowych, wspomnianego już nadciśnienia i zawału, a także – uszkodzeń wzroku, nerek i (w Polsce niestety nadal zbyt często) utraty kończyn dolnych.

Czy to nie są dostatecznie działające na wyobraźnię przesłanki do rozpoczęcia akcji profilaktycznej i edukacyjnej, którą można było zacząć w szkolnym sklepiku? Czy wreszcie – nie warto było zadbać o rozpropagowanie informacji o wprowadzanych regulacjach, a nie ograniczać się tylko do ogłoszenia ich w Dzienniku Ustaw? Może powstrzymałoby to choć kilkoro rodziców przed aktami antysystemowego buntu pod postacią przemycania w szkolne mury słodkich napojów i słonych przekąsek w dziecięcych śniadaniówkach? Pokolenie dawnych punkrockowców ma teraz szansę wrócić do korzeni i pokazać dzieciakom, jak się nie dać systemowi. Tylko – czy na pewno za cenę krótszego życia w gorszym zdrowiu? Smaki słodki i słony dadzą w efekcie gorzki. Nie do przełknięcia.

SKOMENTUJ

Nr 350

(38/2015)
22 września 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail