„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Lis kontra...

[Polska] Lis kontra Sroczyński, czyli prawda jest bez znaczenia

Łukasz Pawłowski

Po tym, jak Grzegorz Sroczyński skrytykował na antenie radia TOK FM dwa teksty zamieszczone w „Newsweeku”, do stacji zadzwonił Tomasz Lis, redaktor naczelny tygodnika, by dać odpór adwersarzowi. To, co powiedział Lis, a wcześniej Sroczyński, wiele mówi o stanie polskiego dziennikarstwa.

Pomijam fakt, że telefon Lisa siłą rzeczy wywołał skojarzenia z telefonami pewnego Tadeusza z Torunia, który również często dzwoni do radia, by dyscyplinować co bardziej niepokornych gości. Ważniejszy bowiem niż sama forma sporu jest jego przedmiot.

Kłótnia na antenie

Podczas poniedziałkowej rozmowy w TOK FM, Sroczyński surowo ocenił edytorial Tomasza Lisa opublikowany w najnowszym „Newsweeku” oraz nieco wcześniejszy „reportaż” na temat „nowych polskich turystów”, rzekomo beneficjentów programu 500+, którzy nad polskim morzem nie potrafią się zachować – śmiecą, przeklinają, upijają się na umór i wszelkiej maści substancjami zanieczyszczają okoliczne plaże.

Sroczyński zarzucił tekstowi nieuprawnione dzielenie Polaków na lepszych i gorszych oraz przedstawianie beneficjentów PiS-owskiego programu socjalnego, w domyśle wyborców tej partii, jako ludzi zwyczajnie głupich:

„Jest to bardzo niemądry tekst, nie o tym, że na plażach jest chamstwo, ale [o tym], że 500+ pojechało na wakacje i mamy chamstwo nad morzem. Takie stawianie sprawy, pomijając, że jest intelektualnie nieuczciwe, jest też bardzo szkodliwe, dlatego że powoduje w Polsce podziały, podgrzewa uprzedzenia społeczne, na przykład uprzedzenia wyższej klasy średniej do klas niższych”.

Zdaniem Sroczyńskiego to między innymi takie podziały popychają część Polaków w stronę Prawa i Sprawiedliwości. Podobnie oceniał Sroczyński najnowszy edytorial Lisa (nr 35/2016, 22–28 sierpnia 2016 r.), w którym redaktor naczelny „Newsweeka” dzieli polskie społeczeństwo na „contrasów”, czyli grupę konsekwentnie i bezwzględnie przeciwną wszelkim działaniom PiS-u, oraz „neutralsów”, czyli ludzi, którzy, choć władzy nie popierają, to „jej wrażliwość i potrzeby rozumieją”. W praktyce odmawiają więc krytykowania PiS-u zawsze i wszędzie, a to po to, by – zdaniem Lisa – zyskać dla siebie chwilowy „immunitet od propagandowego pałowania”. Krótko mówiąc, contrasi to wzór moralności, a neutralsi zwyczajni koniunkturaliści.

Sroczyński ten podział również skrytykował i słusznie, choć w obu przypadkach krytykował nie z tych powodów, co trzeba. Nie chodzi bowiem o to, że oba te teksty w sposób nieuprawniony dzielą Polaków, ale że są przykładem wyjątkowo słabego dziennikarstwa.

Zasłyszane anegdotki

W przypadku tekstu poświęconego „nowym” turystom (nr 32/2016, 1–7 sierpnia 2016 r.), już tytuł – „Najazd Hunów” – pokazuje optykę przyjętą przez autorkę, Annę Szulc, a lead rozwiewa wszelkie wątpliwości:

„Piją, klną i śmiecą. Nie wiedzą, jak się zachować. Nawet gdy toną, wstydzą się wzywać pomocy. Nad Bałtyk przyjechała rekordowa liczba turystów, wielu po raz pierwszy w życiu”.

Tomasz Lis broni tekstu jako materiału krytykującego „plażowe ekscesy”. Kłopot w tym, że na jego treść nie składa się nic więcej jak tylko kilka zasłyszanych opowieści popartych świadectwami m.in. „anonimowego ratownika” oraz psycholożki Doroty Zawadzkiej (znanej jako „superniania”, wyjaśnia autorka), która w ramach „akcji edukacyjnej” przemierza Wybrzeże i widzi, że na polskiej plaży… „rządzi sraczka”.

Poza dosłownie jednym zdaniem Szulc nie powołuje się na żadne (!) statystyczne dane dotyczące liczby turystów nad morzem, a kiedy już to robi, nie podaje swoich źródeł. O analizach dotyczących pochodzenia, wykształcenia czy stanu portfela owych turystów nie ma nawet słowa. Czytelnikowi musi wystarczyć opinia Andrzeja Kowalczyka, który w Krynicy wypożycza sprzęt wodny i ocenia, że w tym roku nad morze przyjechał klient biedny, bo nie wynajmuje nawet banana, „tego, co po morzu pływa”. Głównym bohaterem jest jednak Robert z Zamościa, który do tej pory najdalej był na Mazurach. W tym roku jednak w koszulce z napisem „Wołyń” zdążył już jednego dnia wypić na plaży kilkanaście piw, pobić nazbyt opalonego plażowicza, którego wziął za uchodźcę oraz zaprosić dziennikarkę do swojej „wilii”, gdzie słucha z rodziną przebojów disco-polo oraz na promenadę w Sztutowie, gdzie z kolei czyta tygodnik „wSieci”, a jego żona je lody świderki!

Już po publikacji powyższej analizy polskich wakacyjnych zachowań socjolog dr Przemysław Sadura opowiedział na swoim facebookowym profilu, że i on był przez autorkę tekstu pytany o zdanie. Zakwestionował jednak myśl przewodnią tekstu, zaproponował inne wyjaśnienia i ostatecznie na łamy „Newsweeka” nie trafił.

Ostatecznie tekst jest więc zbiorem kilku anegdotek nie popartych żadną pracą analityczną. Bardzo przypomina pod tym względem artykuł „Wakacje z Polakiem” opublikowany niemal dokładnie rok wcześniej – a jakże! – w „Newsweeku” (nr 28/2015, 6–12 lipca 2015 r.).

„Łapie pierwszą lepszą okazję i leci. Nie wie za wiele o miejscu, w którym wylądował. Nie zwiedza, bo je i pije, aż się nie może ruszać [sic!]”.

To lead promujący publikację sprzed roku, autorstwa Małgorzaty Święchowicz i Rafała Gębury, tym razem o Polakach, którzy wybierają wakacje typu all inclusive w Egipcie, Tunezji czy Turcji. Treść niemal identyczna, poziom analizy również podobny – nawet Dorota Zawadzka, czyli „słynna superniania”, pojawia się w obu „reportażach”.

Propagandyści PiS-u

Już na podstawie lektury tych dwóch tekstów dociekliwy czytelnik zadaje sobie pytanie, czy to naprawdę program 500+ tak rozzuchwalił Polaków nad polskim morzem, czy też w tym roku nad Bałtyk dotarli po prostu bohaterowie opowieści sprzed roku? Niestety ani autorka „Newsweeka”, ani naczelny gazety odpowiedzi nam nie udzielają.

I na tym właśnie polega zasadniczy problem z tym tekstem, czy z tezami Tomasza Lisa, które skrytykował Sroczyński. Najważniejsze jest nie tyle to, że „dzielą Polaków”, bo może Polacy faktycznie są podzieleni. Problem polega na tym, że autorzy nawet nie próbują tego sprawdzić!

A kiedy ktoś owe podejście skrytykuje, słyszy mniej więcej to, co usłyszał Sroczyński, któremu Lis zarzucił, że ma takie samo zdanie jak „propagandyści PiS-u”, tak jakby podzielanie zdania na jakikolwiek temat ze zwolennikiem PiS-u było samo w sobie kompromitujące. I to chyba najlepsze podsumowanie dziennikarskiej „filozofii” naczelnego „Newsweeka” – prawdziwość jakiejś tezy ma znacznie marginalne. Znacznie ważniejsze jest to, kto ją głosi. Czy podobnie nie myślą „propagandyści PiS-u”?

 

————————————————————————————————————————-

Czytaj także recenzję książki Tomasza Lisa:

Tomasz Sawczuk „Kaczyński, Breivik, Hitler. O książce Tomasza Lisa „A nie mówiłem?”

————————————————————————————————————————-

SKOMENTUJ

Nr 398

(34/2016)
23 sierpnia 2016

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail