„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Chinką być

[Chiny] Chinką być

Katarzyna Sarek

W bardzo wielu aspektach życia Chinki mogą wciąż jedynie pomarzyć o prawach, jakie przysługują mężczyznom.

Pierwszy magazyn kobiecy w Chinach „Nubao” („Gazeta Kobieca”) w 1899 r. opublikował listę pięciu celów, do których należy dążyć: „Zakaz krępowania stóp, edukacja dziewczynek, małżeństwa zawierane z wolnej woli, prawo do pracy, równość wobec mężczyzn”. Minęło ponad 100 lat, a piąty postulat wciąż pozostał nierealizowany.

Zwykło się uważać, że dzięki komunistom w Chinach zapanowało prawdziwe równouprawnienie kobiet. Z pewnością tak było w wielu sferach życia prywatnego i społecznego. Zdecydowanym przełomem było wprowadzenie prawa małżeńskiego w 1953 r., które zakazało przymusowych małżeństw, wprowadziło ograniczenia wiekowe (20 lat dla mężczyzn, 18 dla kobiet), zakazało konkubinatu i pozwoliło kobietom na wnoszenie wniosków rozwodowych. Szeroka akcja informacyjna i edukacyjna doprowadziła do wyeliminowania wielu patologii oraz do spektakularnego skoku liczby rozwodów. W samym 1953 r. rozwiodło się 1,1 mln par! Jak widać, wiele Chinek nie było zadowolonych ze swojego małżeństwa i skwapliwie skorzystało z możliwości ich rozwiązania.

Kobiety w Chinach dostały prawo do edukacji, pracy, dobrowolnego wyboru partnera. W porównaniu nawet z wieloma krajami zachodnimi zyskały bardzo wiele. Ale zawsze jest druga strona medalu… Tak, Chinki mogły zacząć pracować poza domem, ale to prawo bardzo szybko stało się przymusem. Do codziennych obowiązków związanych z prowadzeniem domu, wychowywaniem dzieci i opieką nad starszymi doszła wielogodzinna i najczęściej wyczerpująca praca fizyczna. We wspomnieniach Chinek z lat 50. czy 70. praca zawodowa nie jest traktowana jako przywilej i możliwość kontaktu ze światem zewnętrznym, ale raczej jako dodatkowe brzemię, czasochłonne i męczące. Zmiany w prawie wyprzedziły zmiany w mentalności, a chińscy mężczyźni po staremu oczekiwali obsługi, ciepłego obiadu i wypranych spodni. Tak oto do starych obowiązków po prostu dorzucono nowe.

Państwo dało prawa, ale równocześnie narzuciło swoje zdanie w kwestii tak prywatnej jak rodzicielstwo. Polityka kontroli urodzin, nazywana powszechnie „polityką jednego dziecka”, przez ponad trzy dekady przyczyniła się do niezliczonych tragedii ludzkich. Pisałam na łamach „Kultury Liberalnej” o aborcjach wykonywanych w ostatnich tygodniach ciąży, przymusowych sterylizacjach, gigantycznych karach za nadliczbowe potomstwo. Państwo chińskie w żaden sposób nie wspierało i nie wspiera kobiet w sferze macierzyństwa – do dziś kobiety w ciąży pracują praktycznie do porodu, a po nim przysługuje im jedynie 30 dni urlopu. Nikomu nawet nie przyjdzie do głowy prosić o dłuższy, bo po prostu go nie dostanie.

Majstrowanie przy genitaliach obywateli przyniosło aż za dobre efekty – Chinom grozi zapaść demograficzna i majaczący już na horyzoncie brak rąk do pracy. Dlatego niedawno poluzowano przepisy i obecnie małżeństwa w Chinach mogą posiadać dwójkę dzieci. Ale ku zaskoczeniu władz słupki urodzin nie skoczyły spektakularnie w górę i choć na porodówkach rzeczywiście zrobiło się trochę tłoczniej, nowe regulacje nie poprawią znacząco statystyk. Dlatego coraz częściej władze usiłują zachęcić obywateli do drugiego dziecka: łagodnie za pomocą reklam społecznych, apeli władz, bonusów i nieco mniej łagodnie – oficjalnym zaleceniem wobec członków partii: „Róbcie dzieci, ojczyzna ich potrzebuje!”.

Kilka dni temu władze miasta Yichang w prowincji Hubei, gdzie współczynnik urodzin jest jednym z najniższych w kraju i wynosi 0,72 dziecka na kobietę (do zastępowalności pokoleń potrzebne jest minimum 2,1), wydały okólnik skierowany do członków partii i urzędników. Treść i kwiecisty język zasługują na przytoczenie:

„Domagamy się od wszystkich członków partii i Komunistycznej Ligi Młodzieży, zatrudnionych w administracji i w firmach, zwłaszcza tych zajmujących stanowiska kierownicze, do stanięcia na czele i wykazania się wysokim stopniem odpowiedzialności w trosce o szczęśliwą przyszłość kraju, dobrobyt ludu i swoich przyszłych potomków poprzez pełne wdrożenie treści «polityki dwójki dzieci» i za pomocą czynów udzielenie odpowiedzi na wezwanie partii. […] Młodsi towarzysze powinni zacząć od siebie, starsi wiekiem powinni edukować i nadzorować swoje dzieci”.

Kuriozalny apel dość szybko usunięto, ale jak wiemy, w internecie nic nie ginie, a zwykli Chińczycy nie żałowali sobie krytycznych komentarzy. Pokazuje on jednak, że styl myślenia władz nieszczególnie się zmienił i dalej panuje przekonanie, że można wchodzić z butami w najbardziej intymne aspekty życia obywateli.

Ciężar wdrożenia polityki dwójki dzieci z przyczyn oczywistych zostanie złożony na barki kobiet i to one poniosą konsekwencje związane z pogorszeniem ich pozycji na rynku pracy. W tym tygodniu Ogólnochińska Federacja Kobiet upubliczniła wyniki badań dotyczących przede wszystkim zawodowej sytuacji kobiet. Okazuje się, że Chinka pracująca w mieście zarabia średnio ok. 2/3 pensji mężczyzny, na wsi – zaledwie połowę. Z pewnością związane jest to z nieobecnością pań na najwyższych stanowiskach – zaledwie 18 proc. największych chińskich firm posiada jakąkolwiek kobietę w zarządzie i najwyższym kierownictwie. Istnieje kilka branż, w których kobiety stanowią większość pracowników, np. w hotelarstwie i służbie zdrowa. Ale jakoś tak śmiesznie i dziwnie się składa, że akurat w nich, według danych z 2013 r., średnie roczne wynagrodzenie (ok. 29 500 yuanów) jest znacznie niższe niż ogólnochińska średnia ze wszystkich profesji (45 100 yuanów). W ostatnich latach dyskryminacja kobiet, widoczna np. w ogłoszeniach, w których precyzuje się płeć pożądanego pracownika, zamiast się zmniejszać, przybiera na sile. Mroczna, dla pracodawcy, wizja drugiej ciąży i kolejnego dziecka z pewnością nie przysłuży się karierom pań.

Mao Zedong powiedział kiedyś, że „kobiety podtrzymują połowę nieba”, co wszędzie przytaczane jest jako dowód jego troski o kobiety i walkę komunistów o równouprawnienie. Minęły dekady, komunizm już nie jest komunizmem, równouprawnienie teoretycznie obowiązuje na wszystkich płaszczyznach, ale wciąż kobieca część nieba jest tą większą i cięższą połówką do dźwigania.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Pedro Serapio; Źródło: Pixabay.com

SKOMENTUJ

Nr 404

(40/2016)
6 października 2016

„Kultura Liberalna” ukazuje się od 2009 r. dzięki zaangażowaniu dziesiątek osób i dobrej woli darczyńców. Bądź jednym z nich. Wesprzyj nas.
52
numery rocznie
80
stron tekstów tygodniowo
100%
oryginalnych treści
0 zł
za dostęp do artykułów
10 zł
20 zł
50 zł
100 zł
Inna
kwota

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail