Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Pytając > „Być zauważalnym”. O...

„Być zauważalnym”. O budzących strach reformach w szkolnictwie z wiceministrem MACIEJEM BANACHEM rozmawia Ewa Serzysko

o budzących strach reformach w szkolnictwie z wiceministrem MACIEJEM BANACHEM rozmawia Ewa Serzysko

„Być zauważalnym”

– o budzących strach reformach w szkolnictwie z wiceministrem MACIEJEM BANACHEM rozmawia Ewa Serzysko

* * *

Ewa Serzysko: Był Pan stypendystą Fundacji Tygodnika „Polityka” i Fundacji na Rzecz Nauki Polskiej, a także laureatem licznych nagród. Czy tego typu stypendia i nagrody pomagają młodym w osiągnięciu satysfakcji z uprawiania nauki?

Maciej Banach: Myślę, że te pierwsze w karierze nagrody mają największe przełożenie na dalszą działalność młodych naukowców. Dzięki nim można zrozumieć, że nauka jest tym, co rzeczywiście nas interesuje, że w tym kierunku chcemy iść. Dla mnie najważniejsze było stypendium „Polityki”. Byłem wtedy jeszcze doktorantem. Zobaczyłem, że to, co robię, jest zauważane i doceniane przez osoby, które się na tym znają, mają w mojej dziedzinie wybitne osiągnięcia. Kolejne nagrody były konsekwencją tej motywacji, dalszej ciężkiej pracy i przeświadczenia, że moja praca ma sens.

A jeśli chodzi o aspekt finansowy takich nagród? Trudno mi uwierzyć, że stypendium o wartości 25 tysięcy złotych mogłoby nie mieć znaczenia…

Oczywiście, jeśli młody naukowiec, doktorant dostaje taką nagrodę, a zarabia niewiele ponad tysiąc złotych brutto, to jest to dla niego duża pomoc finansowa. Każde dodatkowe pieniądze są ważne. Gdy w 2006 roku byłem na studiach doktoranckich, dyżurowałem, dorabiałem jako tłumacz i autor tekstów na zamówienie, dostałem 25 tysięcy złotych, było to dla mnie bardzo duże wsparcie, ale i tak nie mam wątpliwości, że miało to przede wszystkim znaczenie prestiżowe. Proszę pamiętać, że wiele nagród nie ma charakteru pieniężnego, nie idą za tym żadne konkretne finanse, jest to raczej punkt na drodze kariery, potwierdzenie, że zmierzamy w dobrym kierunku.

Myślę, że dla doktoranta, dostającego jednak znacznie częściej co najwyżej 1000 złotych stypendium, taka nagroda jest nie tylko miłym dodatkiem. A pamiętajmy, że otrzymanie tego rodzaju wsparcia jest jednak wyjątkiem, a nie regułą – wyjątkiem pochodzącym, przynajmniej w wypadku stypendiów „Polityki” i Fundacji Nauki Polskiej, z pieniędzy prywatnych. Przejdźmy teraz do planów, które wiążą się ze stanowiskiem objętym przez Pana w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jak by określił Pan cel, do którego zmierzają reformy Ministerstwa?

Reforma nauki ma przynieść obserwowalny na podstawie mierników wzrost poziomu nauki w Polsce. Liczba prac publikowanych w najlepszych czasopismach, patentów, wdrożeń, monografii ma wzrosnąć. Naszym celem jest istotny wzrost znaczenia nauk podstawowych i nauk stosowanych na bieg nauki światowej. Powinno być także jasne przełożenie jakości naszych prac na zdobywanie międzynarodowych grantów, nagród przyznawanych w środowiskach naukowych. Dobrze byłoby, gdyby Polacy częściej byli członkami zarządów i recenzentami w stowarzyszeniach i zespołach międzynarodowych, także tych przyznających granty naukowe. W szkolnictwie, rzecz jasna, chodzi przede wszystkim o podniesienie jakości doktoratów, prac magisterskich i nauczania. Za tym pójdzie również obecność polskich jednostek w rankingach: szanghajskim, berlińskim czy „Timesa”. Myślę, że cele są bardzo klarowne, ale trzeba pamiętać, że obecne reformy to tylko krok do przodu. Kolejne możemy stawiać tylko przy zaangażowaniu środowiska naukowego, które jak najpowszechniej skorzysta z nowych szans czy nie. Nie możemy stanąć w miejscu, musimy dalej pracować, przygotowywać kolejne zmiany i nie bać się konkurencji, która jest na rynku międzynarodowym. Bardzo bym tego chciał i myślę, że to niedługo nastąpi, że studenci – nie tylko z Europy Wschodniej i Azji – będą się bili, żeby być na polskich uczelniach.

To bardzo optymistyczna wizja, szczególnie biorąc pod uwagę, że nasze najlepsze uczelnie – Uniwersytet Warszawski i Jagielloński – są dopiero w czwartej setce rankingu szanghajskiego. Co prawda minister Kudrycka deklarowała niedawno gotowość założenia się co do tego ze swoimi politycznymi oponentami. „Do 2020 roku najlepsze polskie uczelnie znajdą się w pierwszej pięćdziesiątce najlepszych uczelni w Europie” – czytamy w „Rzeczpospolitej”. Rozumiem, że Pan też nie ma co do tego wątpliwości?

Nie mam. Abyśmy wszyscy mogli śmiało porównać na przykład Uniwersytet Jagielloński z Cambridge czy Oxfordem, musimy zrobić wszystko, żeby tę przepaść zniwelować jak najszybciej. Podniesienie jakości kształcenia nie nastąpi natychmiast, wymaga czasu i wiele pracy. Przede wszystkim musi zajść pewna zmiana mentalna wśród rektorów, dziekanów, osób, które o tych zmianach decydują. Musimy zapomnieć o tym, że jesteśmy najlepsi, musimy się starać, żeby ktoś nam powiedział, że tacy jesteśmy, żebyśmy znaleźli tego potwierdzenie w rankingach.

Chciałabym, żeby wymienił pan trzy konkretne rozwiązania, jakie zostaną zastosowane w ciągu pierwszego roku obowiązywania nowej ustawy i które pozwolą to osiągnąć.

Myślę, że na tym etapie, do czasu wejścia ustawy o szkolnictwie wyższym, powinniśmy mówić o rozwiązaniach związanych z nauką, ponieważ są one integralne z obowiązującymi już przepisami wprowadzonymi reformą nauki. Nowelizacja ustawy o szkolnictwie wyższym proponuje wiele rozwiązań, które mają służyć podniesieniu jakości nauki w Polsce, a tym samym jakości naukowej polskich uczelni, co może bezpośrednio przełożyć się na ich pozycję w rankingach. Po pierwsze, ustawa ta zwiększa konkurencyjność uczelni i instytutów, powodując, że najlepsze z nich będą wyżej finansowane, i zmuszając słabe do odpowiednich restrukturyzacji i zmian. Wprowadza status KNOW dla najlepszych z nich, co będzie się wiązało z dodatkowym finansowaniem. Obowiązujące już ustawy naukowe wprowadziły istotne rozwiązania i instytucjonalne – nowe zadania dla Narodowego Centrum Badań i Rozwoju i powołanie Narodowego Centrum Nauki. To właśnie NCN, który jest organem niezależnym od ministerstwa z siedzibą w Krakowie, będzie teraz rozstrzygał konkursy na projekty badawcze w naukach podstawowych. Będzie tam działała niezależna rada i zespoły powoływane na zupełnie nowych zasadach. Bardzo liczymy na to, że Rada Naukowa NCN będzie korzystała z wzorców European Research Council co do recenzowania i rozstrzygania projektów. To zapewni, że tylko najlepsze polskie projekty naukowe będą akceptowane do finansowania. Warto również wspomnieć o Komitecie Ewaluacji Jednostek Naukowych, którego zadaniem jest wypracowanie najlepszych metod ewaluacji uczelni i instytucji, wskazując na te parametry rzeczywiście świadczące o ich jakości.

Wróćmy jeszcze do użytych przez pana porównań. Uniwersytet Jagielloński i tzw. Oxbridge – to odważne zestawienie, biorąc pod uwagę, z jak niskim poziomem np. umiejętności pisania polscy uczniowie kończą szkołę średnią. Marnują potem czas na studiach, nadrabiając te zaległości. Krótko mówiąc, reformie szkolnictwa wyższego potrzebne byłoby sprzęgnięcie jej z całościową wizją edukacji w Polsce…

Nie generalizowałbym, że polscy uczniowie kończą szkołę średnią z niską umiejętnością pisania. Jedno jest jednak niepodważalne: reforma szkolnictwa wyższego musi i powinna być sprzężona z systemem edukacji w Polsce i proszę mi wierzyć, że na wielu etapach ta współpraca była, jest i będzie do czasu jej ogłoszenia, a następnie wdrożenia. MNiSW bardzo ściśle współpracuje w tej sprawie z Ministerstwem Edukacji Narodowej. Dobrym przykładem tego współdziałania jest równolegle uruchomienie naszego programu wspierania popularności kierunków technicznych i ścisłych z wprowadzeniem obowiązkowej matematyki na maturze. Dobre efekty są już bardzo wyraźne i potwierdzone zostały w ostatniej rekrutacji na uczelniach.

Jeśli chodzi o umiejętność pisania: to jednak prawda. Studenci muszą poświęcić pierwszy rok studiów humanistycznych na nadrabianie tej zaległości. Zmieńmy teraz nieco temat. Pytając Pana na początku o pańskie doświadczenia, miałam wrażenie, że naukowiec może liczyć przede wszystkim na siebie, na swoją operatywność i samodzielność. Co z mniej samodzielnymi osobami – czy uczelnie po reformie zapewnią im wsparcie ze strony starszych kolegów, uczelni i samego systemu nauczania?

Uważam, że wsparcie jest bardzo ważne, na każdym etapie. Mnie go cały czas brakowało. W końcu się tej samodzielności nauczyłem, ale było to raczej wymuszone. Moi pierwsi szefowie dali mi wolną rękę w działaniu, ale nie miałem od nich takiego wsparcia merytorycznego, którego bym oczekiwał. Młody człowiek musi mieć mentora – kolegę zawodowego, szefa, którego będzie szanował, który będzie partnerem do rozmowy na tematy naukowe czy zawodowe, którego można zapytać, czy nasz pomysł ma sens, czy nie jest powieleniem wcześniejszych projektów. Niestety, podobnie jak moim przypadku, ten mentoring w Polsce nie istnieje, co wynika z pewnych przeszłych naleciałości. Trudno także, by wsparcie odbywało bez pomocy ze strony uczelni, instytutu, jednostki naukowej. Sam pomysł, nawet dobry, jest tylko zalążkiem. Dalej trzeba załatwić finansowanie, asystować zarówno pod względem naukowym, jak i administracyjnym. Wszystkie kwestie związane z „papierkowością” złożenia grantu powinna załatwiać uczelnia. Wsparcie musi być obecne na każdym etapie. Wtedy młodzi studenci i naukowcy mają realną szansę rozwoju.

To brzmi dobrze, ale w projekcie reformy szkolnictwa wyższego widać, że kształcenie na szczeblu wyższym ma być domeną najlepszych: zarówno studentów, jak i uczelni. Liczą się tylko najlepsi? Jak ich zdefiniować?

Myślę, że studiować powinni ci, którzy chcą studiować. Sztuczne ograniczenia niczemu dobremu nie służą. Chodzi o to, żeby podnieść poziom nauki na studiach i poziom uczelni, aby nie różniły się tak diametralnie, żeby prawo nadawania stopnia magistra, doktora czy doktora habilitowanego posiadały tylko te najlepsze. Ja wszystkim studentom, z którymi się spotykam, mówię: słuchaj, skoro studiujesz, to musisz zrobić coś, żeby być zauważalnym. Jeżeli na przykład skończenie samego SGH nie wystarcza, bo trudno być zauważalnym w grupie kilkuset studentów, a ktoś ma do tego jeszcze drugi kierunek studiów, zna płynnie trzy języki obce, pójdzie na studia podyplomowe, to nagle okaże się, że spośród tych tysięcy ta osoba się wyróżnia. Ja bym to określił jako operatywność tych osób. Żeby być zauważalnymi, konkurencyjnymi, żeby się wybić z tego tłumu. Ja zawsze tak robiłem, chciałem się wyróżniać w jakiś sposób. Nie chciałem być jednym ze 150 tysięcy lekarzy. Dlatego zachęcam wszystkich, którzy są ambitni i chcą się wyróżnić, żeby ciężko pracowali, szukali swojej własnej niszy, podejmowali różne działania, które temu służą, w ten sposób staniemy się konkurencyjni na rynku. Nie uciekniemy od tego, że na rynku europejskim, światowym wygrywają najlepsi.

Trudno wyłuskiwać owych najlepszych, gdy grupy studentów potrafią liczyć po 60 osób – i to na ćwiczeniach, nie wykładach. Projekt wskazuje wyraźnie na promocję najlepszych, pojawia się na przykład zapis, że drugi kierunek studiów będzie nadal za darmo, ale tylko dla 10 proc. najlepszych studentów określonego kierunku w danym roku akademickim. To jasny sygnał dla tych mniej ambitnych…

My robimy wszystko – zarówno w wypadku reformy, nauki, szkolnictwa czy dotacji statutowej – żeby pomóc ludziom młodym, bo kto będzie budował Polskę za pięć, dziesięć czy piętnaście lat? Ci którzy się teraz uczą, niedługo będą zaczynali studia. Oni muszą mieć świadomość tego, że są najważniejsi dla państwa, że na najlepszych z nich będzie się opierało jego przyszłe funkcjonowanie. Takie metody nagradzania są potwierdzeniem, że dany student już na etapie studiów jest w gronie najlepszych, a ambitnego człowieka powinno to motywować do jeszcze cięższej pracy. Warto jednak zaznaczyć, że w toku dyskusji w podkomisjach zapis ten uległ zmianie. Wypracowaliśmy wspólnie taki zapis, że drugi kierunek studiować mogą wszyscy. Aby jednak móc studiować bezpłatnie, trzeba się postarać i uzyskać uprawnienia, czyli zdobyć stypendium rektora na tym drugim kierunku. To znakomita motywacja do wytężonej pracy i odnawiania każdego roku takich uprawnień, a zatem studiowania na wysokim poziomie. To także gwarancja do rzetelnej nauki na koszt podatnika. Zawsze istniały metody, by ci najlepsi mogli poczuć się wyjątkowo. Ci, którzy dostają stypendia, niekoniecznie są najzdolniejsi, ale mają coś cenniejszego: są operatywni. Znam wiele osób, które były zdolne, ale się nie starały albo na studiach były bardzo przeciętne, a rozwijały się dopiero w pracy zawodowej czy naukowej. Teraz są po prostu genialni, a na studiach wcale tacy nie byli. Myślę, że studia to jest ten moment, kiedy powinniśmy się zdecydować, czy chcemy być jednym z wielu kończących studia, czy chcemy być najlepsi, nasza praca i nauka ma mieć sens, dzięki temu możemy być zauważeni. Z taką świadomością trzeba studiować.

To ma być sposób promowania odpowiedzialności?

To przejaw samodzielności. Przecież – poza pewnymi wyjątkami – to nie rodzice decydują także, jaki profil w szkole średniej wybieramy. Ja na pewno sam decydowałem – a pewnie była to jedna z pierwszych świadomych decyzji, jakie podejmowałem – wiedziałem, co chcę robić w życiu i zdawałem sobie sprawę, że jeśli źle wybiorę i coś nie wyjdzie, to będą konsekwencje mojej decyzji. To jest ta nauka samodzielności, o której rozmawialiśmy, już na etapie liceum, a studia uczą jej jeszcze lepiej. Chyba chodzi przede wszystkim o naukę życia. A żadna szkoła nie jest sama w stanie nauczyć młodych ludzi życia. Myślę, że ono samo uczy, jak żyć. Co by nie mówić, jeśli dana osoba jest samodzielna, operatywna i aktywna, podejmuje coraz więcej decyzji, jest w stanie bardzo szybko nauczyć się tego życia, nabiera doświadczenia.

W projekcie pojawia się zapis o wychowywaniu. Czy ucząc, zastanawiał się Pan nad tym, że oprócz przygotowania do wykonywania zawodu czy kariery naukowej, kształci Pan obywateli, którzy będą podejmowali w pracy bardzo ważne decyzje?

Myślę, że prowadzenie zajęć nie powinno polegać tylko na suchym przekazywaniu informacji, które studenci mogą przeczytać w internecie lub podręcznikach. Czasem lepiej opowiedzieć o swoich doświadczeniach. Skoro sam w pewnym sensie odniosłem sukces, to dlaczego nie miałbym się podzielić moją wiedzą i im też nie miałoby się udać? W nauce chyba największą radością jest zobaczenie efektów pracy. Największą radością jest to, gdy zgłaszają się ludzie chcący współpracować, kreatywni, zadający pytania. Nawet jeśli przybiera to formę dyskusji: czy na pewno wszystko dobrze zrobiliśmy, czy nie należało zastosować innych metod. Debata, burza mózgów to największy zaszczyt dla naukowca. Najgorsza jest sytuacja, gdy coś robimy, publikujemy i nikt o tym nie wie, nikt się tym nie interesuje. Inną przyjemną sytuacją jest, gdy składany wniosek o grant badawczy zostaje zaakceptowany i wiadomo, że można kontynuować badania, bo będą na nie pieniądze. Tego życzyłbym wszystkim studentom i młodym naukowcom.

Oby nie musieli liczyć tylko na siebie. Dziękuję za rozmowę.

* * *

* Maciej Banach, doktor habilitowany medycyny, od października 2010 wiceminister do spraw nauki w Ministerstwie Nauki i Szkolnictwa Wyższego.

* Ewa Serzysko, stale współpracuje z „Kulturą Liberalną”.

„Kultura Liberalna” nr 109 (6/2011) z 8 lutego 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 109

(5/2011)
8 lutego 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj