Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Wyszehrad plus] Maszerując,...

[Wyszehrad plus] Maszerując, protestując

Magdalena M. Baran

Które z naszych wolności cenimy najbardziej? Jednym tchem chce się wymieniać takie, jak wolność słowa, wyznania, zrzeszania się, wszelkie odmiany samostanowienia i kolejne, które wydają się dziś tak oczywiste, że niewiele o nich rozmyślamy.

To wszystko nam wolno, więc… skwapliwie z tego korzystamy, często zapominając o czasach, gdy bywało inaczej. W katalogu wszelakich swobód filozofowie wskazują również tzw. „wolność od” – chociażby od przymusu czy od ingerencji władz w życie prywatne. Jednak ostatnio moją ulubioną formą „wolności od” staje się wolność od wszelkich przejawów głupoty, bezmyślności i nienawiści, która to nieustannie łamie dane sobie prawo i w różnych formach wdziera się w przestrzeń życiową, naruszając tym samym żelazną regułę mówiącą, iż granicą jednej wolności jest wolność drugiego.

Nie chcę rozwodzić się nad tym, kto i czyje wolności naruszył przy okazji warszawskiego 11 listopada, ale moje krakowskie serce zabiło nierównym rytmem, gdy tegoż dnia na ulice Krakowa wymaszerował PiS zbrojny w transparenty klubów czytelników życzliwych sobie mediów. Wolność i nacjonalizm zrównano na transparencie niesionym przez zakapturzonych młodzieńców i dziarskiego pana w wieku późnośrednim, a za cel obierano (również transparentowo) „Wielką Polskę” i „Nacjonalizm narodowy” (sic!). I choć nikt niczego nie spalił (na szlaku przemarszu trudno by szukać potencjalnych ofiar wandalizmu), to manifestacja woli zbudowania w Polsce „drugiego Budapesztu” unosiła się i nie dawała o sobie zapomnieć.

Obecność owego węgierskiego ducha była przy tym niezwykle mocna. Zwłaszcza, gdy obok flag i emblematów polskich nacjonalistów powiewały flagi Węgier, przywiezione przez zwolenników rządu Viktora Orbána, którzy w liczbie około pół tysiąca przyjechali świętować z Polakami rocznicę naszej niepodległości. Zapomnieli jakby, że gdy my cieszyliśmy się z odzyskania niepodległości, kończył się czas opłakiwanych wciąż przez lokalnych nacjonalistów Wielkich Węgier, mocno poobcinanych na mocy Traktatu z Trianon. Mimo to w Krakowie mówiło się o wspólnocie naszych losów i legendarnej przyjaźni narodów, braterstwie krwi i historii. Prezes Rady Porozumienia Społecznego CET na Węgrzech i w Niecce Karpackiej, László Csizmadia, w imieniu wszystkich Węgrów (z wyjątkiem tych skrajnie lewicowych – co podkreślił) dziękował później za „aplauz” i serdeczne przyjęcie. Fakt, klaskali, ale komu…? Było głośno, niewiele dało się usłyszeć. Jak klaskali ci z przodu, to ci z tyłu też. Przyszli tam przecież dla „Wielkiej Polski” i „Narodowego nacjonalizmu”, a nie dla myślenia. Korzystali ze swoich wolności, a że przy okazji weszli z butami w cudze… to już inna bajka.

Inna rzecz, że takie przejawy głupoty i nienawiści są dziś w Wyszehradzie „w modzie”. Ledwo przetoczyły się „zamieszki warszawskie”, a już jakiś krzykacz próbował skrzyknąć do podobnej akcji czeskich skrajnych prawicowców. Hasła tradycyjne dla tych formacji, neonazistowskie, ksenofobiczne, nacjonalistyczne, antyunijne, antyrządowe, godzące w prawa jakichkolwiek mniejszości. Generalnie: albo dacie „Czechy – Czechom”, pamiętając, że „Nic ponad naród”, albo będziemy tak we trzystu maszerować po Pradze i krzyczeć, aż ktoś nas wysłucha. Cóż, historia pokazała, że nawet najlepiej wyszkolonym trzystu się nie powiodło, a z praskimi dała sobie radę już nawet nie lewicowa kontrmanifestacja, ale policja – najwyraźniej czujniejsza od warszawskiej.

Głupota i nienawiść, plączące drogi nawet najlepiej „zorganizowanej” wolności, coraz mocniej dają o sobie znać. Zdają się jednoczyć lepiej niż pozytywne przejawy patriotyzmu, a przy tym mają głośniejszą, liczniejszą i bardziej zaangażowaną prasę. Tym samym w jakimś sensie wygrywają swoją wyraźnością. I niezależnie od tego, czy chcielibyśmy demonstrować przywiązanie do demokracji w jej właściwej postaci, dzielić się duchem patriotyzmu czy też wolimy uznać się za niezaangażowanych w lokalne problemy obywateli świata, to wolność warszawskich, budapesztańskich, krakowskich czy praskich krzykaczy i tak do nas przychodzi i buciorami zabłoconymi głupotą i nienawiścią włazi do naszych wypielęgnowanych ogródków „wolności do”. Co z nimi zrobić? Chyba brak dziś na to pomysłu. A lepiej go poszukać, gdy w sondażach wizja „drugiego Budapesztu” stuka do naszych bram.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 254

(47/2013)
20 listopada 2013

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj