Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Komiks, który odkrywa...

Komiks, który odkrywa bohatera

Bartek Biedrzycki

Ten komiks zdecydowanie zasługuje na uwagę. Marc Rizzo, zmuszony do kompromisu między bogatym materiałem faktograficznym a możliwościami zaprezentowania niezwykłej historii, pokazał Karskiego jako człowieka z krwi i kości. Wyrazista i lekka kreska Lelia Bonaccorsa świetnie ilustruje treść.

Komiks od dawna wykorzystywany był w Polsce jako nośne i atrakcyjne medium, które mogło przekazywać treści poważniejsze – edukacyjne, informacyjne, a dawniej: propagandowe. W czasach minionych dzielny milicjant dawał dobry przykład, zaś uczłowieczony szympans, bawiąc, uczył. W poważniejszy nurt wpisywały się także komiksy historyczne – począwszy od słynnej, wielojęzycznej serii o polskich legendach – które stały się w ostatnich latach szczególnie popularne. Zyskały nawet własny festiwal, odbywający się dorocznie w stolicy.

Karski_1

Trzeba jednak przyznać otwarcie, że rosnąca popularność komiksowego spojrzenia na dzieje dawniejsze i mniej dawne niekoniecznie idzie w parze z jakością. Często, niestety, szczególnie w przypadku komiksów lokalnych, poświęconych małych społecznościom, ich realizację porucza się amatorom lub ludziom być może obeznanym z tematem, jednak niekoniecznie operującym zręcznie językiem komiksu. Podobnie rzecz ma się w przypadku konkursów, gdzie często nagradzane są dzieła, owszem, ujmujące, lecz formalnie zrealizowane bardzo źle.

Niestety, równie często zdarza się, że prawda historyczna ustępuje miejsca propagandzie, zaś fakty nieco bledną i stają się mniej ważne niż osiągnięcie założonego celu. Przyznam więc szczerze – do polskiego komiksu historycznego podchodzę z pewną rezerwą, chociaż sam miałem okazję na własnej skórze przekonać się, że jest to wyjątkowo ciężki kawałek chleba. Z tym większym zaciekawieniem przeczytałem informację, że wydawnictwo Alter, m.in. pod patronatem IPN, postanowiło wydać po polsku stworzony przez Włochów komiks o Janie Karskim.

Karski_2

Jan „Karski” Kozielewski, weteran kampanii wrześniowej, który uciekł następnie z niewoli radzieckiej, żołnierz polskiego państwa podziemnego, emisariusz i kurier, najbardziej znany jest z przekazania na Zachód wstrząsającego raportu o Holokauście, który widział na własne oczy. W zleconych przez dowódców AK misjach infiltrował getto warszawskie, a następnie obóz przejściowy w Izbicy Lubelskiej. Swoje obserwacje spisał wraz z bratem Marianem i w formie raportu przekazał rządowi na uchodźstwie. Relację z okrucieństw, których był świadkiem, zdawał m.in. w 1942 r. przed brytyjskimi politykami, a w 1943 r. przed prezydentem USA Franklinem Delano Rooseveltem.

Jako naród mamy pewną tendencję do gloryfikowania swoich bohaterów, a kimś takim bez wątpienia był Jan Kozielewski. Włoskiemu scenarzyście Marcowi Rizzo udało się, dzięki beznamiętnemu spojrzeniu na bohatera, zachować dystans, który, paradoksalnie, dobrze zrobił historii. Zamiast gloryfikować Karskiego czy popaść w tani sentymentalizm, co niestety zdarzało się innym autorom komiksów o postaciach historycznych, spojrzał na niego trzeźwo i rzeczowo, prezentując fakty. Jednocześnie pozwolił sobie na pewną dowolność, pokazując Karskiego w tej fabularyzowanej biografii jako człowieka z krwi i kości – podchorążego, żołnierza, mężczyznę i świadka zagłady Żydów. Rizzo, zmuszony do kompromisu między bogatym materiałem faktograficznym a możliwościami zaprezentowania niezwykłej historii na kartach komiksu, poradził sobie z tym zadaniem całkiem nieźle. Być może dzięki dystansowi do samej opowieści, potrafił przykroić ją tak, aby prezentując najważniejsze wydarzenia, uchwycić ducha historii, kwintesencję i niezwykłość misji Karskiego, to, co w jego dokonaniach było najważniejsze. Pozwalając sobie na pewne uproszczenia i zmiany, które nie naruszyły prawdziwości opowieści, stworzył sprawną narrację, którą śledzić można niczym sensacyjną powieść wojenną.

Karski_3

W ten sposób powstał album, który w udany sposób łączy pozornie trudne do pogodzenia cele – przekazuje ważne i niezwykle ciekawe fakty, zachowując przy tym atrakcyjną formę. Dodam, że atrakcyjną nie tylko w warstwie literackiej, lecz również graficznej. Pod względem realizatorskim bowiem komiks również prezentuje się bardzo dobrze. Włosi ze swoim fumetti plasują się w czołówce światowych twórców, a ludzie tacy jak Don Rosa czy Elisabetta Gnone tworzyli standardy i wyznaczali nowe trendy. Lelio Bonaccorso wpisuje się w charakterystyczną dla twórców z Półwyspu Apenińskiego stylistykę, a jego lekka, energetyczna kreska, ciążąca momentami ku karykaturze, jest wyrazista i świetnie ilustruje treść. Rysownik unika fajerwerków czy formalnych eksperymentów, stawiając na jasność przekazu i jego wyrazistość. Pod tym względem budzi pewnie skojarzenia z Jordim Benetem, znanym u nas chociażby z rewelacyjnej serii „Torpedo”, czy z przejmującymi „Małymi zaćmieniami” Fane’a i Terrasona. Nastrój ilustracji umiejętnie budowany jest przy pomocy stonowanej, wysmakowanej palety kolorystycznej, będącej dziełem aż trójki artystów.

Polskie wydanie przygotowane zostało z dbałością o szczegóły – twarda oprawa przyjemnie leży w dłoni, zaś gruby, gładki papier pozwolił na dobre odwzorowanie barw. Niestety, zdarzają się w nim błędy, takie jak literówki czy źle przygotowana, rozpikselowana strona.

Nasze rodzime wydanie zostało dodatkowo opatrzone komentarzem historyka, doktora Korkucia, tłumaczącym pewne uproszczenia w fabule i korygującym niektóre nieścisłości (ma to miejsce także w przypisach). Komuś, kto komiksem zajmuje się na co dzień, większość tych uwag może wydać się oczywistością, jednak mogą być one przydatne osobom sięgającym po to medium rzadziej. Podobnie sprawa ma się z odbiorcami, którzy historię przedstawianego okresu znają jedynie w wąskim zakresie nauczanym w szkołach. Podobną funkcję pełni posłowie napisane przez scenarzystę, w którym tłumaczy on powody zmian, kompromisów i skrótów, jakich dokonali twórcy. Autorzy i wydawca w ten sposób unikają często popełnianego błędu – przedstawiania historii i wydarzeń w wersji uproszczonej, którą mniej wyrobiony czytelnik akceptuje jako całość prawdy.

„Jan Karski. Człowiek, który odkrył Holokaust” to doskonała lektura na początek. Mimo przerażającej i trudnej tematyki, dzięki formie albumu komiksowego pozycja ta może dotrzeć do potencjalnie niezainteresowanego odbiorcy. Może też, co najważniejsze, zainteresować i zainspirować go do dalszych lektur i poszukiwań na własną rękę innych faktów z życia niezwykłego człowieka, jakim był Kozielewski. To ważny i ciekawy komiks, który, mimo mankamentów, wśród masy historycznych opowieści obrazkowych zdecydowanie zasługuje na uwagę.

 

Komiks:

Marc Rizzo, Lelio Bonaccorso, „Jan Karski. Człowiek, który odkrył Holokaust”, Wydawnictwo Alter, Kraków 2014.

 

Człowiek-który-odkrył-Holokaust_okladka

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 317

(5/2015)
3 lutego 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj