Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Z Szawła...

[Polska] Z Szawła w Pawła – i z powrotem

Tomasz Sawczuk

Na świecie zdarzają się przypadki, ludzie okazują się irracjonalni, przeżywają moralne konflikty, odczuwają psychiczne napięcia. Polska to zaś magiczne miejsce, w którym chaos nie odgrywa żadnej roli ani w ogóle nie ma na niego moralnego przyzwolenia, mimo że równocześnie występuje on na każdym kroku.

W polskiej polityce roi się od nagłych przemian, przy których „dobra zmiana” wydaje się śmiesznie mała. Czasem podlega im substancja narodu, czasem Lech Wałęsa, Jadwiga Staniszkis, prokurator Piotrowicz czy Michał Boni, a czasem skromny Ryszard Petru. Przemianom politycznym podlega nawet ciało Jerzego Zelnika, które dawno temu współpracowało z SB, ale z którym samego Zelnika nic już nie łączy.

Różnica między światem biblijnym a Polską polega bodaj na tym, że przemiany z Szawła w Pawła zdarzają się u nas w każdym tygodniu, a co więcej przybierają też czasem kierunek odwrotny. Spoza cudownie rozedrganej materii polskiej sfery publicznej rzeczywistość społeczna wyziera jedynie z rzadka i z trudem.

Weźmy rządy PiS-u. Ich poszczególne elementy budzą silny sprzeciw wielu Polaków. Ale organizatorzy protestów przeciwko polityce partii rządzącej nie mogli po prostu się jej sprzeciwić. Musieli nazwać się Komitetem Obrony Demokracji i żądać od całej opozycji karnego stawiennictwa na miejscu zbiórki. Żądaniu temu nie podporządkowała się Partia Razem, za co spotkała ją powszechna krytyka. Ale przecież i Razem podjęła tę decyzję, aby uniknąć wspólnej fotografii z „antypracowniczymi” Ryszardem Petru czy Grzegorzem Schetyną – wedle zasady, że wszelkie konszachty oraz kompromisy są niewybaczalne i wiążą się z moralną zdradą.

Aby oberwać, nie trzeba nawet za bardzo wierzgać, wystarczy wychylić się przed szereg. Ryszard Petru tylko powiedział po spotkaniu z Jarosławem Kaczyńskim, że jeśli chodzi o porozumienie w sprawie Trybunału Konstytucyjnego, „widzi światełko w tunelu”, a już redaktorzy „Polityki” i „Gazety Wyborczej” zaczęli węszyć niebezpieczny sojusz. Znów, nie wystarczyła zwykła krytyka. Zdaniem Wiesława Władyki z „Polityki”, tym jednym zdaniem – co za nagły zwrot akcji! – Petru z poziomu politycznego maturzysty „wrócił do politycznego przedszkola w podskokach”.

Podobne boje toczą się na różnych frontach między obrońcami i oskarżycielami III RP. Antypisowska gorączka widoczna w „Gazecie Wyborczej” jest rewersem insurekcyjnych zapędów Jarosława Kaczyńskiego. Przepełnione moralizatorskim wzburzeniem wywiady Grzegorza Sroczyńskiego są zaś rewersem ideowego zaślepienia tzw. neoliberałów, do których zaliczał się w latach 90. jego ostatni rozmówca Michał Boni, minister w rządzie Donalda Tuska.

W tej dziwnej optyce, którą Kaczyński i Sroczyński, a także wielu innych, przyjmują wspólnie, Boni nie mógł być w błędzie, a potem zmienić zdanie – musiał grzeszyć. Sroczyński nie może więc z Bonim porozmawiać, nie może poszukać przyczyn określonych politycznych zdarzeń albo podyskutować o lepszych rozwiązaniach na przyszłość – on musi Boniego wyspowiadać. Czyni to tak otwarcie, że słowo „spowiedź” znalazło się w podtytule wywiadu na stronach „GW”.

Zwolennicy publicznych spowiedzi mogą oburzać się na panów w „czarnych sukienkach”, którzy chcą sprawować kontrolę nad kobiecymi organami rozrodczymi, kiedy jednak Sroczyński sam przybierze szatę spowiednika, będą głośno bić mu brawo w nieludzko regularnym rytmie moralnego absolutyzmu. Dokładnie tak samo inne tłumy biją brawo, gdy Jarosław Kaczyński zamierza pozbyć się moralnej zgnilizny III RP poprzez całkowite przetworzenie rzeczywistości – z którego to powodu Boni ma zresztą koszmary, w których gonią go złowrodzy pisowcy.

W tej sytuacji nietrudno dojść do wniosku, że polskie życie publiczne składa się niemal wyłącznie z fundamentalistów. Fundamentaliści dostrzegają racjonalny plan skryty za każdym działaniem – wszystko jedno, czy ludzki czy boski. Na świecie zdarzają się przypadki, ludzie okazują się irracjonalni, przeżywają moralne konflikty, odczuwają psychiczne napięcia. Polska to zaś magiczne miejsce, w którym chaos nie odgrywa żadnej roli ani w ogóle nie ma na niego moralnego przyzwolenia, mimo że równocześnie występuje on na każdym kroku.

W Polsce ludzie nie mogą błądzić, nie mogą być niedoskonali, odznaczać się ignorancją, być podatni na emocje. W naszym kraju pełnym romantycznych geniuszy i superbohaterów wszyscy zdają się nieomylnymi wykonawcami projektów totalnych i perfekcyjnymi eksponentami abstrakcyjnych systemów pojęciowych. Konsekwencje są łatwe do opisania. Jak Smoleńsk – to zamach. Jak PiS – to zamach na demokrację. Jak nie oda do antykapitalizmu – to zamach na biednych.

Na poziomie teoretycznym Leszek Balcerowicz oczywiście nie ma racji, twierdząc, że należy oddzielić politykę od gospodarki, a im mniej państwa w gospodarce, tym lepiej. Kiedy jednak patrzę na nasze życie publiczne, nieustającą erupcję zagadkowej substancji złożonej z żółci i patosu, nie mogę pozbyć się myśli, że im mniej zależy od tego egzaltowanego tandemu publicystów i polityków, tym lepiej. Jakichkolwiek pięknych urządzeń społecznych nie wymyślą nasi wzniośli utopiści, albo nie uda im się ich wprowadzić w życie, albo na koniec i tak przyjdzie PiS i wszystko rozmontuje.

Polska polityka pełna jest rewolucji, po których wszystko zostaje po staremu. Dramat sytuacji polega na tym, że problemy stojące u źródeł naszych sporów mają charakter jak najbardziej realny, ale rzeczy ważne mieszają się w owych sporach z rzeczami śmiesznymi tak dogłębnie, że w politycznej praktyce na ogół nie sposób odróżnić jednych od drugich. W konsekwencji poziom ogólnego napuszenia sięga zenitu, a mimo to sprawy poważne, realnie decydujące o przyszłości wspólnoty – takie jak dwoistość porządku prawnego w Polsce po ostatnim orzeczeniu Trybunału Konstytucyjnego, katastrofa smoleńska czy kryzys migracyjny – zbyt często bywają boleśnie ośmieszane.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 378

(14/2016)
8 kwietnia 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj