Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Bogowie umierają. Czarzasty...

Bogowie umierają. Czarzasty trwa

Z Włodzimierzem Czarzastym rozmawia Łukasz Pawłowski

„Projekt Roberta jest mieszaniną postulatów wziętych od innych, a więc nienowych, albo nierealnych finansowo. Czy ta partia będzie miała duże poparcie? Nie wiem. Ale wiem, jaka jest naprawdę”, mówi przewodniczący SLD.

Łukasz Pawłowski: Pan sobie robi notatki na ulotce Roberta Biedronia?

Włodzimierz Czarzasty: Na tej, na innych, na wszystkich.

To krytyczne uwagi czy wąsy mu pan dorysowuje?

Żeby się poruszać po scenie politycznej, trzeba znać programy wszystkich partii.

Ale tę, jak widzę, ma pan już wyraźnie przerobioną – zagięcia, dopiski.

Każdy program mam tak zrobiony. To się nazywa profesjonalizm.

Tylko, że ten profesjonalizm nie zawsze przynosi rezultaty. Co się stało w ostatnich wyborach samorządowych? W maju, kiedy rozmawialiśmy ostatnio, SLD notował w sondażach nawet dwucyfrowe poparcie. Ostatecznie w wyborach dostał niewiele ponad 6 procent głosów. Gdzie popełniono błędy?

6,7 procent to pana zdaniem „niewiele ponad 6”, czy raczej „niewiele poniżej 7”?

Można powiedzieć, że grubo poniżej 10. Ale być może pan jest zadowolony z wyniku?

W ostatnich dwóch latach mieliśmy notowania na poziomie między 5 a 10 procent poparcia. W wyborach dostaliśmy 6,7 procent. Nie jestem z tego wyniku zadowolony, ale był to wynik czwarty w Polsce. A przypominam, że jesteśmy partią pozaparlamentarną. Trzeba sobie na to popatrzeć na spokojnie.

Czyli jak?

Po tych wyborach mamy 7 prezydentów miast, Platforma 22, PiS 5, PSL 2, a Kukiz 1. I wspólnie z PSL-em, PO i Nowoczesną, współrządzimy w ośmiu województwach. Okazuje się, że PSL i SLD są niezbędne Platformie do tego, żeby współrządzić na poziomie samorządowym.

W ostatnich dwóch latach mieliśmy notowania na poziomie między 5 a 10 procent poparcia. W wyborach dostaliśmy 6,7 procent. Nie jestem z tego wyniku zadowolony, ale był to wynik czwarty w Polsce. A przypominam, że jesteśmy partią pozaparlamentarną.

Włodzimierz Czarzasty

Przed chwilą pan mówił, że nie jest zadowolony z wyników.

Każdy polityk chciałby mieć lepsze wyniki. Ale upraszam dziennikarzy o to, aby brali pod uwagę, że jako partia pozaparlamentarna zajęliśmy czwarte miejsce.

Mnie pan może przekonywać, ale jest chyba problem z przekonaniem części członków Sojuszu. Sytuacja w partii po tych wyborach jest dość trudna. Zgodzi się pan?

Nie. Proszę dać przykład.

„Rzeczpospolita” opublikowała ostatnio komentarz, w którym napisano, że pan politycznie „walczy o życie”. Jako przykład niezadowolenia podawano odejście działaczy z Radomia do Inicjatywy Polskiej…

W Radomiu szefem struktury SLD jest pan, który jednocześnie dołączył do stowarzyszenia Inicjatywa Polska. Ja jestem członkiem Stowarzyszenia Ordynacka.

Ale Inicjatywa Polska jest jednocześnie częścią Koalicji Obywatelskiej.

To jest stowarzyszenie.

Czyli można być członkiem stowarzyszenia Inicjatywa Polska i dobrym członkiem SLD?

Można być członkiem stowarzyszenia Pokolenie, Ordynacka czy Inicjatywa Polska. Dużo takich przykładów jest.

Czyli w Radomiu nic się nie stało?

A co się miało stać? Kolega jest nadal szefem SLD w Radomiu, tak jak był od czterech lat.

I jego zapisanie się do Inicjatywy Polskiej nic nie zmienia?

Nie sprawdzam, w jakich stowarzyszeniach są członkowie SLD, bo sam bardzo długo byłem równolegle szefem Stowarzyszenia Ordynacka.

Ale Barbara Nowacka należy do Koalicji Obywatelskiej.

Moim zdaniem nie, bo Koalicja Obywatelska jest złożona z dwóch partii i tak została zarejestrowana – jako komitet wyborczy.

Pan chce mnie zbyć technikaliami…

A pan twierdzi, że mam fatalną sytuację w partii.

Nie fatalną – trudną.

No to panu odpowiadam. Nie mam.

Wszystko jest w porządku?

Tak, nie widzę żadnych problemów.

Z wyniku Andrzeja Rozenka w Warszawie też jest pan zadowolony?

Oczywiście. Zrobił wszystko, co mógł zrobić. Przy takiej polaryzacji nie miał szans zrobić lepszego wyniku, tak jak nie miał szans Jan Śpiewak. To prosta historia. W okręgu, w którym Andrzej Rozenek startował do rady miasta, wziął 5 tysięcy głosów. Ale w tym samym okręgu zdobył 1,8 tysiąca głosów w wyborach na prezydenta miasta. Okazuje się, że te same osoby, które głosowały na SLD w wyborach do rady miasta, brały kartkę z listą kandydatów na prezydenta i wybierały Trzaskowskiego, bo obawiały się, że jeśli tego nie zrobią, kandydat PiS-u wygra. Czy ludzie zachowywali się racjonalnie? Tak, bo taka była polaryzacja.

Jeszcze pół roku temu w mediach było takie marzenie, żeby SLD poszło wspólnie z Partią Razem. Odrobiliśmy tę lekcję.

Włodzimierz Czarzasty

Jakie wnioski płyną z tych wyborów? SLD musi iść w szerszej koalicji?

Wnioski są bardzo proste. Wzięliśmy w tych wyborach 1,1 miliona głosów, więcej niż w ostatnich wyborach samorządowych. Ale zwiększyła się frekwencja i to w stopniu, w jakim nikt nie przewidywał.

To chyba nic złego. Dobrze, że ludzie głosują.

Oczywiście, że dobrze. Absolutnie super. Ale jeśli SLD ma trwały elektorat na poziomie 1,1 miliona, to kiedy frekwencja wynosi około 50 procent, my bierzemy 7,8 procenta wszystkich głosów, tyle ile w ostatnich wyborach do parlamentu. Jeśli bierzemy 1,1 miliona głosów, ale frekwencja jest wyższa, to obniża się nasz udział procentowy. Jaki jest z tego wniosek? Koalicja.

Poparcie dla SLD nie rośnie proporcjonalnie do wzrostu frekwencji. To chyba dowód jakiegoś problemu.

Nie rośnie żadnej innej partii poza Platformą Obywatelską i PiS-em.

Dziś mówi pan o współpracy, ale wcześniej pisał pan, że wola budowania koalicji ze strony Grzegorza Schetyny jest udawana. Publicznie nazwał go pan „oszukańcem”, który – wbrew temu, co mówi – nie wszystkich zaprasza do rozmów.

W sprawie tego, w jakiej formie pójdziemy do wyborów, podejmiemy decyzję w sobotę, 16 lutego.

Jakie pan ma przeczucia?

Żadnych. Różne warianty zostaną poddane pod głosowanie i ten wariant, który wygra, ten będzie.

Możemy omówić te warianty?

Pierwszy to pójście z lewicą, niestety niepełną.

Czyli?

Wszystkimi poza Biedroniem. Gdyby Robert zdecydował się budować koalicję taką, jaka wynika z 80 procent programu, który ogłosił, to byłby bardzo duży blok. Ale się nie zdecydował. Ma do tego prawo. W związku z tym są pozostałe partie: Razem, Unia Pracy, PPS, SdPL, Zieloni, Inicjatywa Feministyczna.

Pan twierdzi, że one wszystkie chcą się łączyć z SLD?

Współpracujemy ze sobą. Jeszcze pół roku temu w mediach było takie marzenie, żeby SLD poszło wspólnie z Partią Razem. Odrobiliśmy tę lekcję.

Nie brzmi to zbyt atrakcyjnie, biorąc pod uwagę poziom poparcia dla tych wszystkich podmiotów, które pan wymienił.

Niech pan to powie Adrianowi Zandbergowi. Dla niektórych ludzi system wartości jest rzeczą ważniejszą niż punkty procentowe. Adrian i Marcelina Zawisza tak uważają i bardzo ich za to szanuję.

A może oni pójdą z Biedroniem?

Ale pan Biedroń zrobi to, co zapowiedział, czyli pójdzie sam.

Fot. Tomasz Sawczuk

Jaką pan ma dziś korzyść z koalicji z Razem? Partia ma niespełna 1 procent poparcia, a jeszcze przy negocjacjach będą panu stawiać żądania albo stroić fochy.

Nikt nie będzie stroił fochów, bo jesteśmy emocjonalnie bliskimi sobie ludźmi.

To nowa rzecz…

Nie jest nowa od kilku miesięcy. Mamy wiele takich samych poglądów. To jest koalicja, moim zdaniem, na 6 procent, czyli na trzy euromandaty.

Tak sobie…

Druga koalicja, która jest interesująca, to odpowiedź na apel premierów, czyli koncepcję Włodzimierza Cimoszewicza ogłoszoną dwa miesiące temu w „Gazecie Wyborczej”.

Czyli?

Jak najszersza koalicja, która wystartuje najpierw do europarlamentu, a potem polskiego parlamentu. Podstawą w wyborach do Parlamentu Europejskiego byłaby przede wszystkim obietnica, że ta koalicja zablokuje możliwość wyprowadzenia Polski z UE, bo wierzymy, że jeśli PiS będzie rządziło kolejną kadencję, takie zagrożenie jest. A drugim krokiem tej koalicji byłoby startowanie w wyborach parlamentarnych pod szyldem „Konstytucja”, a więc obrony praw, które są bliskie partiom z nurtu demokratycznego. Do tego nurtu zaliczam partie lewicowe, PSL, Nowoczesną i PO. To jest drugi wariant. Oba będą na konwencji omawiane.

Pan jest zwolennikiem szerszej koalicji?

Gdybym nie był zwolennikiem, to nie spotykałbym się z byłymi premierami z ramienia SLD i ci premierzy nie zgłaszaliby tej propozycji.

Czyli Leszek Miller, wbrew temu, co piszą media, odbiera od pana telefony?

Zawsze odbierał.

Moim zdaniem ogłoszenie powstania Koalicji Europejskiej zawęża pana pole manewru, bo znani politycy związani z SLD – Cimoszewicz, Belka, Miller – już w niej są.

Proszę pana, ja mam 58 lat. Nie jestem chłopcem, który ściga się na 100 metrów. Nie jestem chłopcem, który będzie walczył to, żeby pierwszy przemawiać na konferencji. Zresztą konferencja była ustalona.

Z panem?

Z tymi, którzy byli zainteresowani. Ja nie jestem ani byłym premierem, ani ministrem spraw zagranicznych. Bardzo dobrze, że się odbyła. Nie ma w tym żadnych złych emocji. Nie dam się wkręcić w dyskusję o tym, czy ktoś został, czy nie został ograny, bo to są czyste spekulacje. Rozmowy w sprawach koalicji powinny się toczyć i moim zdaniem nie powinniśmy o tym nikogo informować. Dopiero na końcu wyjść i powiedzieć: „Stało się!”.

Pana zdaniem te rozmowy zmierzają do szczęśliwego końca?

Tak.

Co państwa ze sobą łączy? Nie wiadomo nawet, do jakiej frakcji w Parlamencie Europejskim mieliby pójść kandydaci wystawieni na tej wspólnej liście.

Jeżeli ludzie, których cenię, tacy jak Miller, Cimoszewicz, Belka, Liberadzki, Zemke, Piekarska czy Wenderlich zdecydują się na kandydowanie i zostaną wybrani, to będą w Partii Europejskich Socjalistów. Osoby związane z PO i PSL-em pójdą do Europejskiej Partii Ludowej, a te z Nowoczesnej do frakcji liberałów ALDE. Nigdy nikt poważny nie zajął innego stanowiska.

Rozmowy w sprawach koalicji powinny się toczyć i moim zdaniem nie powinniśmy o tym nikogo informować. Dopiero na końcu wyjść i powiedzieć: „Stało się!”.

Włodzimierz Czarzasty

Czy coś jeszcze, poza obroną Konstytucji i zabezpieczeniem przed groźbą polexitu, państwa łączy?

Podstawowy spór w Polsce przy wyborach europejskich dotyczy tego, czy Polską w przyszłości będzie rządziła ekipa, która zagwarantuje obecność w UE, bo przykład Wielkiej Brytanii jest ostrzeżeniem.

A jeśli PiS miałoby rządzić kolejną kadencję, może zdarzyć się to, co się zdarzyło w Wielkiej Brytanii. Ja i potencjalni partnerzy koalicyjni czujemy, że trzeba zrobić wszystko, żeby Polska pozostała w Unii. A jak już w niej będzie, to chciałbym, żeby nasi eurodeputowani stali na straży tego projektu. Fala populizmu rośnie, istnieje więc możliwość, że partie eurosceptyczne będą miały większość w Parlamencie Europejskim, co oznacza koniec Unii. Jeżeli pan uważa, że to jest niewystarczające spoiwo, to pan tak uważa. Ja uważam inaczej.

Moim zdaniem to nie jest wystarczająco atrakcyjne spoiwo. No bo dlaczego wszystkie te partie populistyczne odnoszą sukcesy? Dlatego że dają ludziom jakieś nadzieje na zmianę. Czy te nadzieje są realne, czy nie, to inna sprawa. Ale oferują pewną wyrazistą obietnicę. A kiedy polska opozycja stworzy koalicję czterech partii, to ona siłą rzeczy będzie musiała być nieostra programowo. To będzie taka, jak mówił Roman Giertych o PO, „ciamciaramcia”.

Moja partia gwarantuje stabilizację. Platforma Obywatelska i PSL także gwarantują stabilizację.

A nie ma pan wrażenia, że popularność choćby Biedronia pokazuje, że akurat stabilizacji znaczna część elektoratu nie chce? Może chcieć uczciwych polityków, szybkiego rozwoju i braku afer – ale nie stabilizacji. Ona chce być oczarowana.

Wszystkie nowo powstające partie miały swoich czarodziejów. Początkowe 14 procent w sondażach dla Biedronia to mniej niż początkowe poparcie dla Marka Borowskiego, Janusza Palikota czy Europy Plus. Rozumiem, że to może wywoływać fascynację i trzymam za Biedronia kciuki.

Co to znaczy?

Dobrze mu życzę.

Jak pan jemu dobrze życzy, to pan sobie życzy źle.

Nie można być zawistnym.

[śmiech] Dobrze to pan może życzyć Robertowi Kubicy, bo on działa na innym polu. A Biedroń jest pana konkurentem.

Nie jestem konkurentem Biedronia. On w wielu procentach ma taki sam program jak SLD.

Tym bardziej jesteście konkurencją, bo to znaczy, że przyciąga podobny elektorat.

Nie, to znaczy, że jeśli dużo ludzi na niego zagłosuje, to będzie w Polsce rozsądnie. Lepiej, żeby ci ludzie szli gdzie indziej?

Nie lepiej, żeby szli do pana?

Ja mam stabilne notowania, które mówią, że dla 1,1 miliona Polaków to, co robi SLD, jest akceptowane.

Wszystkie nowo powstające partie miały swoich czarodziejów. Początkowe 14 procent w sondażach dla Biedronia to mniej niż początkowe poparcie dla Marka Borowskiego, Janusza Palikota czy Europy Plus. Rozumiem, że to może wywoływać fascynację i trzymam za Biedronia kciuki.

Włodzimierz Czarzasty

Widzi pan Biedronia i myśli: „nic się nie dzieje”? Wyraziste postulaty i fakt, że cieszy się dużą popularnością, świadczą o tym, że wielu wyborców właśnie wyrazistości oczekuje.

[Włodzimierz Czarzasty otwiera broszurę z głównymi tezami programowymi Roberta Biedronia. Obok niej leży program SLD] Każdą stronę możemy przerobić. Weźmy na przykład Kościół. Biedroń proponuje opodatkowanie kleru, zlikwidowanie Funduszu Kościelnego i wycofanie religii ze szkół.

I teraz, 41 strona programu SLD przyjętego trzy lata temu. Podrozdział „Świeckie państwo”, a tam: „likwidacja Funduszu Kościelnego, wyprowadzenie lekcji religii ze szkół, finansowanie katechizacji dzieci i młodzieży ze środków kościelnych, ochrona świeckiego charakteru instytucji publicznych, finansowanie kształcenia duchownych wyłącznie ze środków kościelnych, usunięcie z Kodeksu Karnego przestępstwa obrazy uczuć religijnych, likwidacja etatów kapłanów z wyjątkiem jednostek skoszarowanych, opodatkowanie księży podatkiem dochodowym”. OK, lecimy dalej…

Moment – co pan mi chce przez to powiedzieć?

Powiedział pan, że Biedroń ma wyrazisty program…

A pan mi pokazuje, że jest podobny do programu SLD. I czego to dowodzi? Moim zdaniem waszej słabości. Wychodzi Biedroń, bierze wasze postulaty i dostaje kilkanaście procent poparcia, a Sojusz ma 6…

Mówi pan o notowaniach tydzień po konwencji. Dałem panu przykład partii, które tuż po założeniu miały poparcie nawet większe.

Biedroń nie objawił się podczas konwencji. Na tej skrajnie spolaryzowanej – jak pan mówił – scenie politycznej, udaje mu się utrzymać zainteresowanie sobą już od kilku miesięcy. To nie jest Ryszard Petru, który zrobił konwencję założycielską nowej partii na początku grudnia, a dziś nikt nie pamięta, jak się jego partia nazywa.

Absolutnie nie ma pan racji. Biedroń to jest ten sam Ryszard Petru, który zakładał Nowoczesną. Wtedy zachwycenie tym projektem trwało rok. Europa Plus – pamięta pan zainteresowanie mediów tym projektem, Kazimierzem Kutzem, Barbarą Nowacką i innymi kandydatami? Pamięta pan?

Pamiętam.

Trwało?

Jakiś czas trwało.

To pogadajmy o Borowskim. Po jego wyjściu i rozbiciu SLD zainteresowanie jego projektem trwało osiem miesięcy. Te same procesy.

Czyli nic nowego pod słońcem?

Nie wiem. Ale wiem, jak się skończyły tamte projekty. I nie konfabuluję, można sprawdzić.

Pierwszym testem będą wybory europejskie. Jeśli ktoś mówi, że zgłasza program, który nigdy nie był zgłaszany, to mówi nieprawdę. Jeśli mówi, że w relacjach z Kościołem nikt nigdy nie był tak jednoznaczny, to mówi nieprawdę. Jeśli ktoś mówi, że w sprawie praw kobiet nikt nigdy nic nie zrobił, to jest to kłamstwo.

I kłamcy pan dobrze życzy?

Niech pan nie szuka wyjścia ze swojej trudnej sytuacji, bo pan go nie znajdzie.

[śmiech] Moja sytuacja jest trudna?

Ja dobrze życzę tym sprawom. Jak pan zacznie myśleć i rozkładać słowa Biedronia na kawałki, to wie pan, co się zdarzy?

Słucham…

Zda pan sobie sprawę, że tu jest kłamstwo, tam półprawda, a coś jeszcze jest całkowicie niepoliczone. W ten sposób nowe ugrupowania tracą poparcie ludzi.

[Czarzasty ponownie kartkuje broszurę Wiosny] Emerytura 1600 złotych dla każdego. Mam tu analizę skutków wprowadzenia emerytury obywatelskiej. Przygotowana w grudniu 2013 roku dla Twojego Ruchu. Wszystko dokładnie policzone. Jest tylko jeden problem w tej analizie, którą Biedroń zna, bo był w kierownictwie tej partii. Nie ma możliwości realizacji tego postulatu bez podwyższenia podatków. A Biedroń uważa, że nie trzeba ani podnosić podatków, ani wieku emerytalnego. Pisze, że na realizację całego programu potrzebuje 35 miliardów, z czego 15 miliardów przyniesie „zwycięska walka ze smogiem”.

Pan w to nie wierzy?

Walka ze smogiem skończy się wtedy, gdy polskie elektrownie oraz obywatele przestaną palić węglem. To – jak czytamy w tym samym programie – ma się stać w 2035 roku, co nawiasem mówiąc, też jest nierealne. Ale nawet zgodnie z tym programem pieniądze pojawią się dopiero w 2035! A zatem, jak rozumiem, o emeryturze obywatelskiej możemy rozmawiać dopiero po tym czasie. No bo skoro nie podwyższamy wieku emerytalnego i podatków, a pieniądze pojawią się dopiero po likwidacji smogu, to wszystko to jest kicha. I wie pan, dlaczego te partie, które dwa miesiące po konwencji mają po kilkanaście procent poparcia, ostatecznie tracą? Bo takich rozmów jak moja z panem będą się w Polsce odbywały miliony.

Przecież problem z dostępem do specjalistów nie polega na tym, że oni nie przyjmują, tylko na tym, że nie ma pieniędzy. A tu w programie mam napisane: „Zagwarantujemy dostęp do lekarza specjalisty w ciągu 30 dni”. To jest bałach, który się nigdy nie zdarzy.

Włodzimierz Czarzasty

Dam panu kontrprzykład. Ma pan w Europie wiele partii nazywanych populistycznymi składających całą masę obietnic, które nijak się nie kalkulują, a mimo to te partie wygrywają wybory lub są cały czas wysoko w sondażach. Wie pan dlaczego? Bo ludzie chcą być oczarowani, a nie ciągle głosować na mniejsze zło.

Może ma pan rację. Ale poważni politycy powinni myśleć o swoim kraju w perspektywie co najmniej 10 lat.

No i u Biedronia ma pan plany na najbliższych kilkanaście lat.

Ale nierealne! A programów realnych na przykład na walkę ze smogiem jest dużo. Projekt Roberta jest mieszaniną postulatów wziętych od innych, a więc nienowych, albo nierealnych finansowo. Czy ta partia będzie miała duże poparcie? Nie wiem. Ale wiem, jaka jest naprawdę.

Weźmy kolejny postulat, lekarz specjalista w ciągu 30 dni. Czeka pan na wizytę, termin mija, więc idzie pan do lekarza prywatnie i płaci państwo. Czyli pieniądze na pana leczenie zostaną wydane albo w placówce państwowej albo prywatnej. Ale i to leczenie, i to zostanie pokryte ze środków NFZ. No dobrze, tylko przecież problem z dostępem do specjalistów nie polega na tym, że oni nie przyjmują, tylko na tym, że nie ma pieniędzy. A tu w programie mam napisane: „Zagwarantujemy dostęp do lekarza specjalisty w ciągu 30 dni”. To jest bałach, który się nigdy nie zdarzy.

Jest na to metoda. Trzeba zwiększyć nakłady. A Biedroń nie chce podnosić podatków. Kiedy SLD mówi o podniesieniu nakładów na zdrowie do 7 procent PKB, to mówi o podniesieniu podatków. Proponujemy pięć stawek podatkowych zamiast dwóch i stąd biorą się pieniądze. U Biedronia tego nie ma.

Może pan krytykować postulaty Biedronia, ale chyba ważniejsze jest zrozumienie tego, dlaczego mimo wszystko cieszy się poparciem. Pana zdaniem to czysty efekt nowości, wystarczy poczekać i spadnie?

Nie wiem, czy spadnie. Pan przychodzi na rozmowę z jakimiś tezami.

Nie chodzi o żadne tezy. Widzę zjawisko – człowiek zakłada nową partię i ta partia cieszy się sporym poparciem. Pytam więc pana dlaczego.

A ja panu po raz trzeci przywołuję przykład Borowskiego, Nowoczesnej, Twojego Ruchu i Europy Plus. Pierwsze spotkanie Palikota w Sali Kongresowej pan pamięta? Trzy tysiące ludzi w środku, a dwa tysiące przed [1]. Na Torwarze z kolei był kolega Petru. To wszystko już było.

Petru to nie moja bajka programowa, więc nikt ze mną o nim nie rozmawiał. Ale o Palikocie to się namęczyłem. To była taka sama rozmowa. Mówiono mi, że Palikot wnosi nowe pomysły, że będzie się nareszcie zajmował prawami kobiet. A kiedy mówiłem, że SLD też się zajmuje, słyszałem: „Wy jesteście spleśniali, nieestetyczni, a on to zrobi!”. Jest pan takim samym dziennikarzem, z którym rozmawiam po raz trzeci na ten sam temat. A nie, przepraszam, cztery rozmowy! Bo jeszcze partia Razem. Bo jeszcze partia Razem… Rozmawiałem też o bogu, bo tak go wtedy przedstawialiście, Adrianie Zandbergu.

Bóg umarł a pan trwa…

Czterech umarło. Narodził się piąty.

 

Przypis:

[1] Chodzi o spotkanie w październiku 2010 roku. Nie ma informacji, ile dokładnie ludzi było wówczas zgromadzonych przed Salą Kongresową, choć faktycznie, dla tych, którzy nie zmieścili się w środku, ustawiono specjalny telebim.

...czy możemy poprosić Cię o jeszcze chwilę uwagi? Mamy dla Ciebie ważną wiadomość.

„Kultura Liberalna” jest magazynem wydawanym społecznie: to znaczy, że ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Patrzymy na ręce politykom wszystkich opcji. Bronimy wartości demokratycznych i wolnościowych. Pracujemy nad wizjami Polski na przyszłość. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Wspólnie tworzymy demokratyczne media. Jeśli czytasz „Kulturę Liberalną” i popierasz to, co robimy, wesprzyj nas.

SKOMENTUJ

Nr 527

(6/2019)
12 lutego 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj