Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Na pewno nie...

Na pewno nie zaszkodziły nam jabłka [Polemika z tekstem Joanny Kiedrzyńskiej o Targach Książki w Londynie]

Izabella Kaluta

Program kulturalny i branżowy market focus Poland powstał dzięki współpracy kilkudziesięciu osób i trwającym cały rok przygotowaniom. Nie jest więc tak, że najciekawsze imprezy odbywały się poza wiedzą Instytutu Książki i zespołu, który je programował.
The London Book Fair_photo by Elzbieta Piekacz

Targi Książki w Londynie 2017. Fot. Elżbieta Piekacz

Wystąpienie Polski w roli gościa honorowego frankfurckich targów książki pamiętają pewnie już tylko nieliczni. Wówczas, w roku 2000, odtrąbiono wielki sukces polskiej prezentacji, jednak największym echem odbiła się wypowiedź papieża niemieckiej krytyki literackiej, Marcela Reicha-Ranickiego, który oskarżył polską literaturę współczesną – a więc, jak to zostało odebrane, i Polskę – o… wiejskość i zaściankowość.

Zastanawiające, że siedemnaście lat później w tekście o market focus Poland na londyńskich targach książki pojawiają się skojarzenia bardzo podobne. Autorce nie podobały się zwłaszcza jabłka, wódka i drzewa – do tego zestawu z łatwością mogłaby dorzucić jeszcze śledzie serwowane przez Barona i Suwałę z foodtrucka zaparkowanego naprawdę nie przypadkiem przed londyńską halą Olympii. Natura, prowincjonalność, plenery ze zdjęć autorów i, ogólnie rzecz biorąc, „cepelia” były, zdaniem autorki, tym, czym postanowiliśmy się chwalić. A nie powinniśmy, gdyż puszcza, „nasza puszcza z pretensjami”, nigdy nie stanie się angielskim ogrodem.

Poza tym w zasadzie targowa prezentacja dość jej się podobała, choć sądzi, że dobrze przygotowane spotkania odbyły się na skutek cudownego zbiegu okoliczności i tego mianowicie, że polska kultura jest za granicą doskonale znana. Nie zaszkodziły jej więc nieprofesjonalne działania państwowych instytucji. Na spotkania przychodziły tłumy – to prawda. Polskie książki mają tłumaczenia – też prawda. Pozostaje pytanie, po co w ogóle takie imprezy, jak market focus.

Jest mi naprawdę przykro, gdy czytam, że najciekawsze spotkania odbyły się poza wiedzą Instytutu Książki, podczas gdy tak naprawdę pomagałam je programować.

Program kulturalny i branżowy market focus Poland powstał dzięki współpracy kilkudziesięciu osób. Zaraz po podpisaniu umowy przez British Council i Instytut Książki przystąpiliśmy do trwających cały rok przygotowań. Naprawdę nic nie odbywało się po cichu! W ich trakcie do Polski przyjeżdżali wydawcy, tłumacze, organizatorzy wydarzeń kulturalnych i dziennikarze, którym pokazywaliśmy wszystko to, co ciekawego w naszym życiu literackim.

Dzięki temu w polskiej writers delegation znalazło się miejsce dla pisarek i poetów, reporterek i ilustratorów.

Dzięki temu udało się przygotować interesujący program, który, jak już wiemy, znalazł w Londynie swoją publiczność.

Dzięki temu w najbliższym czasie nowe książki w Wielkiej Brytanii i nie tylko mieć będą Olga Tokarczuk („Flights”, czyli „Bieguni” w tłumaczeniu Jennifer Croft w Fitzcarraldo Editions, już teraz, w 2019 r. ten sam wydawca opublikuje „Księgi Jakubowe”), Jacek Dukaj („Ice”, czyli „Lód” w tłumaczeniu Stanleya Billa w Head of Zeus), Jacek Dehnel („Lala” w tłumaczeniu Antonii Lloyd-Jones w Oneworld Publications, nota bene ta współpraca wygląda bardzo obiecująco także w wypadku książek z przygodami profesorowej Szczupaczyńskiej) czy Żanna Słoniowska („Dom z witrażem”, ponownie w tłumaczeniu Antonii Loyd-Jones w MacLehose Press; wiemy, że prawa do przekładu francuskiego zostały kupione w oparciu o przekład angielski). Wiemy też o planowanym wydaniu „Wszystkich wojen Lary” Wojciecha Jagielskiego (amerykańskie Seven Stories), sfinalizowanym właśnie w czasie londyńskich targów. Wszyscy ci pisarze znaleźli anglojęzycznych wydawców swoich książek dzięki programowi market focus! Wydawcy jak zwykle kalkulują ryzyko, ale też trochę spokojniej mogą próbować.

Profesjonalne kontakty nawiązane w trakcie przygotowań do market focus na pewno będą procentować. Chcieliśmy, by tegoroczne targi pomogły polskim autorom dotrzeć do angielskiej publiczności i to się na pewno udało. Jak powiedziała Ewa Winnicka, „wystawiliśmy głowy z magmy”. Pojawiły się też nowe pomysły – zaproszenia Brytyjczyków na nasze targi, współpraca z Litwą, Łotwą i Estonią w roku przyszłym, w ramach ich market focus – bo przecież Miłosz, bo przecież Tokarczuk i Kristina Sabaliauskaitė… Lepiej układają się kontakty z Chińczykami i Turkami, którzy traktują nas poważniej, jako że sami byli w Londynie market focus. Wspólnie z British Council zamierzamy też podsumować efekty programów „Country in the Spotlight”, posłużą temu raporty, które w trakcie trwania tych projektów jesteśmy zobowiązani przygotować.

Kiedy kilka lat temu, gdy już jako Instytut Książki zaczęłyśmy organizować stoiska kolektywne dla polskich wydawców, nic nie było w stanie ostudzić naszego entuzjazmu. Miałyśmy wspaniałych polskich pisarzy i zachwycające książki, przynajmniej to było pewne. Wydawało się, że wystarczy nadrobić cywilizacyjne zaległości i robić to, co koledzy z Europy Zachodniej: doprowadzić do tego, by nasze stoiska targowe w końcu wyglądały przyzwoicie, pokazywać nowości książkowe i katalogi z ciekawymi tytułami rekomendowanymi przez krytyków, dodać do tego ofertę w postaci dofinansowania tłumaczeń, zatroszczyć się o tłumaczy – a kontakty nawiązane na targach same będą owocować. Na to samo liczyli wydawcy, którzy pojawiali się z nami na najróżniejszych targach. Program Translatorski „©Poland” się rozwijał, z nadziejami przekroczyliśmy magiczną granicę najpierw 1000, później 1500 książek przetłumaczonych na 45 języków i wydanych przy pomocy przyznawanych dofinansowań. Dziś, gdy takich książek mamy już ponad 2000, niestety widać, że więcej tłumaczeń na tak konkurencyjnym rynku książki jak angielski mają ci, którzy zabiegają o nie również na inne sposoby.

Nie mamy wyjścia – nie ma co liczyć na to, że nasza kultura swoich wielbicieli znajdzie sobie sama. Dlatego potrzebujemy prezentacji typu market focus, w czasie których mamy szansę na zaproszenie polskiego pisarza do BBC, na tekst w „Times Literary Suplement”, na chwilę uwagi recenzentki książkowej „Guardiana”.

Z końcową oceną projektu trzeba jeszcze poczekać, ale jedno jest jasne: na pewno nie zaszkodziły nam jabłka, które na tegorocznych targach skończyły się w ciągu jednego dnia (choć przywieźliśmy ich półtora tysiąca) i przyznawanie się do śledzi i wódki. W roku market focus Mexico na londyńskich targach wszyscy czekali na tequilę i zdziwiliby się bardzo, gdyby jej przy tej okazji zabrakło.

Najwyższa pora pogodzić się z faktem, że nie jesteśmy znani jako producenci szampana.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 428

(12/2017)
24 marca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj