Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Chiny] Bardzo smutna...

[Chiny] Bardzo smutna gąsienica

Katarzyna Sarek

Żegnaj, świnko Pepo i bardzo głodna gąsienico. Do widzenia, Kubusiu. Bye, bye, Kopciuszku! Zaijian, sayonara, arrivederci! O nowych zaleceniach dotyczących wydawania książek dla dzieci.

Najnowsze ograniczenia na rynku książki w Chinach tym razem wycelowane są w żłobkowiczów i przedszkolaków. Co zbroili mali bohaterowie literatury dla najmłodszych? Dokładnie nic. Po prostu w Chinach zmienia się klimat – ten polityczny – a wraz z nim następuje mobilizacja na froncie ideologicznym, a walka o rząd dusz przyszłych dorosłych obywateli trwa. Czym bowiem skorupka za młodu nasiąknie… Słusznie stwierdzono, że najmłodsze umysły są najbardziej chłonne i dobór lektur może ukształtować je na całe życie.

Nie wydano oficjalnych zarządzeń, ale chińscy wydawcy zostali ustnie poinformowani, że w Chinach ukazuje się za dużo zagranicznych książek dziecięcych w stosunku do liczby chińskich publikacji tego rodzaju. Wprowadzono zakaz (czasowy? stały?) wypuszczania na rynek kolejnych tłumaczonych z języków obcych książeczek. Być może zalecenie będzie obowiązywało jedynie do chwili ogłoszenia oficjalnych zaleceń, już jednak wiadomo, że szczególnie istotna będzie proweniencja dzieła – książki z Japonii i Korei Południowej mają być objęte zakazem wstępu na chiński rynek, a dla tych z pozostałych krajów będzie on znacznie utrudniony i mocno limitowany. Prawdopodobnie zostaną wprowadzone kwoty – na każdą książkę z danego kraju wydaną w Chinach ma przypaść ta sama lub większa liczba tytułów chińskich wydanych w tymże konkretnym kraju. Będzie to trudne, ponieważ nawet chińska literatura dla dorosłych z trudem toruje sobie drogę na zagranicznych rynkach, a dziecięca zupełnie nie ma renomy, wielkich nazwisk i właściwie nie budzi zainteresowania wydawców. W Polsce, z tego, co wiem, żadne specjalizujące się w literaturze dziecięcej wydawnictwo nie porwało się na chińskich twórców dziecięcych. Czy słyszeliście kiedykolwiek o Cao Wenxuanie, zdobywcy ubiegłorocznej Nagrody im. Hansa Christiana Andersena, nazywanej „małym Noblem”, i jego „Słomianym domku”, o Yang Hongying, nazywanej „chińską Rowling”, czy o Shen Shixi, twórcy licznych powieści ze zwierzęcymi bohaterami? Raczej nie, a jest to absolutny top chińskich pisarzy dziecięcych, których książki sprzedają się w milionach egzemplarzy.

W 2016 r. w Chinach ukazało się 61 tys. książek dla dzieci, wśród nich zdecydowaną większość stanowią tytuły tłumaczone z języków obcych. Patrząc z rynkowego punktu widzenia, nie ma w tym nic dziwnego, ponieważ w Chinach ten segment rynku wydawniczego rozwija się dopiero od kilkunastu lat. W porównaniu do krajów zachodnich, a także Korei i Japonii, chińscy pisarze oraz ilustratorzy mają jeszcze sporo do nadrobienia. Po prostu – nie tylko pewnie moim zdaniem, lecz także chińskich rodziców z chęcią sięgających po obce tytuły – chińskie książki nie są tak atrakcyjne, ani treściowo, ani wizualnie, jak książki zagraniczne. I tu dochodzimy do clou całej historii i nowych zaleceń władz. Głównym celem ograniczeń i zakazów nie jest troska o los chińskich pisarzy oraz ilustratorów – no może śladowo o kieszeń chińskich wydawców trwoniących rodzimą walutę na zagraniczne prawa – przede wszystkim chodzi o ładunek ideologiczny i światopoglądowy zawarty literaturze dziecięcej.

Lokalna twórczość dla dzieci jest przesiąknięta dydaktyzmem i konfucjanizmem. Niegrzeczne dzieci zawsze ponoszą w nich karę, a dobre są nagradzane, młodsi mają słuchać starszych, a seniorzy mają obowiązek pouczać juniorów słowem i dobrym przykładem. Należy kochać ojczyznę, pilnie się uczyć i szanować rodziców – w każdej historyjce czy bajeczce musi tkwić jakiś morał. Niekiedy są one przemycane, niekiedy biją po oczach, w każdym razie chińskim pisarzom z trudem przychodzi pisanie historii nie pouczających i instruujących dziecko, a dostarczających zwykłej frajdy i radości z czytania. Nie da się uciec od swoich doświadczeń i wpojonej wizji świata – chcąc nie chcąc, chińscy twórcy reprezentują w swoich utworach przyswajane od dzieciństwa zasady moralności konfucjańskiej (w swej najgłębszej warstwie niewyplenione przez komunistów). Nie jest to krytyka – konfucjanizm zawiera wiele cennych elementów, które warto by przekazywać i naszym polskim dzieciom, lecz decydowanie za rodziców i zmuszanie ich do korzystania wyłącznie z chińskiej literatury dziecięcej pokazuje skrzywienie ideologiczne władz. Energiczne wyplenianie zachodnich ideologii zaczęło się już jakiś czas temu. W grudniu ubiegłego roku Xi Jinping stwierdził, że należy zamieniać uniwersytety w twierdze partii i bronić właściwego politycznego kierunku. Potem minister edukacji, Chen Baosheng, ostrzegł, że szkoły są głównym celem infiltracji wrogich sił. Jak widać, teraz przyszedł czas na zawartość przedszkolnych plecaczków i półeczek maluchów.

Znając zapobiegliwość Chińczyków, można by założyć, że skoro chińskie wydawnictwa wstrzymają się z wydawaniem na miejscu książek, to rodzice ruszą na Taobao – nasze Allegro, tylko miliard razy większe – i tam kupią wydania zagraniczne, zwłaszcza picture booków. Władze znają jednak swój lud doskonale i nie lekceważą geniuszu zwykłego człowieka –10 marca wszedł w życie zakaz sprzedaży w internecie książek wydanych za granicą, wszystkich, nie tylko dziecięcych. Co prawda implementacja nowych pomysłów jeszcze nie została zakończona i w taobaowym sezamie można wciąż kupić takie książki, jakich tylko dusza zapragnie.

mapy w chinach

fot. własna.

Zamknięcie się Chin na zagraniczną literaturę dziecięcą to smutna wiadomość również dla polskich twórców. W Państwie Środka w ostatnich latach zaczęły pojawiać się książki naszych twórców – na fali popularności sławni już na całym świecie Mizielińscy z ich „Mapami” dorobili się nawet plagiatorów, a polscy wydawcy z sukcesami promowali się na Szanghajskich Targach Książki. Wielki żal, że z przyczyn czysto politycznych chińskim dzieciom zamyka się okno na świat, zabiera możliwość poznania innych kultur, zwyczajów, legend. No chyba że powstanie przedszkolny drugi obieg, Pepa zejdzie do podziemia, a samizdatowe wersje „Kubusia Puchatka” będą przemycane w śniadaniówkach…

 


KL_bannery_patronat_1

Patronem artykułu jest NETIA, wspierająca inicjatywy społeczne w dziedzinie edukacji dzieci.

 


Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 428

(12/2017)
23 marca 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj