Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Przygody prawie prawdziwe....

Przygody prawie prawdziwe. O „Duszanie” Antoniny Todorović [KL dzieciom]

Marta Baszewska

„Duszan” opowiada o wakacjach sielskich, anielskich, spędzanych wśród przyrody, z dala od nudnych obowiązków. Debiut Antoniny Todorović to pean na cześć dzieciństwa i nieograniczanej schematami wyobraźni, a także lekcja mądrej obecności dorosłych w życiu dzieci.

duszan_okladka

Chyba każdy z nas pamięta, jak w dzieciństwie odliczał dni do rozpoczęcia wakacji. Z końcem czerwca zrzucał ciężki plecak, podręczniki odkładał na najwyższą półkę, a szkolne trampki upychał na dnie szafy. Wizja dwóch miesięcy pełnych słońca, smaku czekoladowych lodów i domowych konfitur wyjadanych prosto z garnka, zapachu świeżo skoszonej trawy i dźwięku samolotów robiących szlaczki na niebie przesłaniała wszystko. Bo kto nie uwielbiał leżeć brzuchem do góry na trawie i zgadywać, czy wielki biały cumulus przypomina smoka, czy raczej krokodyla? Kto nie obmyślał skomplikowanych maszyn, nie odgrywał scen rodem z kreskówek o superbohaterach? Kto nie chciał mieć domku na drzewie, w którym ukryłby wszystkie swoje skarby i do którego wracałby w chwilach smutku czy złości na rodziców?

Zalesie to magiczne miejsce, do którego trafiają na wakacje dwaj chłopcy, Duszan, autor pamiętnika, i jego młodszy brat Janek. Jest odmienne od tego, w którym żyli do tej pory. Pełne mówiących zwierząt, słodkich pączków babci, rechotu Pana Śmiejki, leśnych przygód, pogubionych snów. Miodowy dom, w którym nic nie ma swojego miejsca i nikt nie przejmuje się brudnymi naczyniami, kotami zalegającymi w kuchni czy kurą śpiącą w garnku, jawi się jako ciepłe, bezpiecznie miejsce dla każdego. Widoczny tu odwieczny kontrast między kulturą a naturą dostrzega sam główny bohater początkowo niemogący odnaleźć się w nowej rzeczywistości. To on jest narratorem i to z jego dziecięcej perspektywy czytelnik poznaje „przygody prawie prawdziwe”. „Prawie”, bo w trakcie lektury trudno oddzielić to, co rzeczywiste od tego, co zmyślone. Nie powinno to nikogo dziwić – historię opowiada przecież dziecko, dla którego granice między prawdziwym a wyobrażonym nie istnieją, bo dla dziecięcej fantazji wszystko jest możliwe.

Postacią, która scala opowieść i jednocześnie inicjuje zbieg nieprawdopodobnych zdarzeń, jest babcia chłopców – metrykalnie dorosła, a jednak pielęgnująca w sobie wewnętrzne dziecko. Przedstawiona w opozycji do rodziców Duszana i Janka, mieszkańców wielkiego miasta, zapracowanych, żyjących w ciągłym biegu i natłoku obowiązków, niemających czasu dla swoich synów, żyje w bliskości z przyrodą, zna język zwierząt i przez wielu uważana jest za wariatkę, a nawet czarownicę. Tak też postrzega ją początkowo Duszan, i można powiedzieć, że jest w tym trochę prawdy. Bo wiedźma to przecież ta, która wie. A kto wie lepiej od babci? To ona rzuca chłopcom tajemnicze wyzwanie rodem z baśni i powieści fantasy, któremu muszą sprostać, aby nauczyć się rozmawiać ze zwierzętami. To ona pomaga Duszanowi odkryć wielki talent, uwierzyć w siebie i pokonać strach przed tworzeniem. „Nie ma dobrych i złych prac, jeśli tylko są wytworem twojej wyobraźni. Masz prawo widzieć rzeczy takimi, jakimi ci się wydają” – to jej słowa, które powinny być mottem każdego zaangażowanego rodzica czy nauczyciela. Babcia dzieli się swoją mądrością w nietypowy sposób, jej rady brzmią zagadkowo, a niekiedy są tak szalone, że Duszan nie traktuje ich poważnie. Babcia jawi się jako ta, która pobłaża, rozpieszcza i nie wymaga od wnucząt tyle, co ich rodzice. Nie tylko pozwala dzieciom jeździć na ośle, ale nawet zachęca do wyruszenia w drogę przez gęsty las, co może wydawać się szczytem nieodpowiedzialności. Gdyby tylko rodzice chłopców się o tym dowiedzieli! Właścicielka miodowego domu wyznaje zasadę, że „brudne dziecko to szczęśliwe dziecko” i przeciwstawia się zakazom. Stara się pokazać dzieciom, co przez nie tracą. Nie zabrania zatem swobodnie się bawić, toczyć bitew na gliniane kulki, budować domku-bazy w środku lasu… Jankowi pozwala opychać się pączkami, a Duszanowi malować.

duszan_il1

O tym właśnie jest „Duszan”. O szukaniu dziecka w sobie i pielęgnowaniu go. Antonina Todorović chce pokazać, że między światem dzieci a światem dorosłych nie istnieje nieprzekraczalna przepaść. Pragnie udowodnić, że bycie dzieckiem to nie wada, lecz przywilej, który nie każdemu jest dany. Nie bójmy się być dziećmi – to lapidarne zdanie i zarazem przesłanie, które płynie z książki. Nie chodzi o infantylizm czy, jakby powiedział Francesco Cataluccio, kolejny wiek Piotrusia Pana, ale o pielęgnowanie w sobie tego, o czym my dorośli często zapominamy. O dziecięcą naiwność i wiarę, że wszystko jest możliwe, jeżeli czegoś naprawdę mocno się pragnie.
O pogoń za marzeniami, o których się zapomniało. Czas dzieciństwa bezpowrotnie mija, dlatego powinniśmy go celebrować, póki trwa. A odrobina dziecinności nikomu nie zaszkodzi, co więcej, może stać się międzypokoleniowym mostem na drodze do porozumienia, zwłaszcza dzisiaj, w czasach ponowoczesnego zagubienia wartości.

Zalesie, początkowo utożsamiane przed Duszana z końcem świata i cywilizacji, staje się jednym z najwspanialszych miejsc raju dzieciństwa, do którego chłopiec będzie chciał wracać we wspomnieniach. W tym celu spisuje swój pamiętnik, zamknięty w kapsule czasu, puszce pełnej dziecięcych skarbów. Chce podzielić się z czytelnikiem tym, co spotkało jego i całą rodzinę w Zalesiu i jak zbawienny wpływ miało to miejsce na ich wzajemne relacje. „Przygody prawie prawdziwe” trzymają w napięciu, pozwalają wkroczyć do świata dziecięcej wyobraźni, bez zamartwiania się tym, czy jej wytwory spodobają się innym.

Ten smak beztroski, nieograniczonej wolności i kreatywności, zabaw do utraty tchu i ostatniej pary czystych skarpetek, pozostaje w nas dorosłych o wiele dłużej niż trwa samo dzieciństwo. Ale nie we wszystkich. Pamięć o nim jest dana tylko tym, którzy jak w „Ekspresie polarnym” słyszą dźwięk dzwonków sań św. Mikołaja. Ci, którzy nie utracili dziecka w sobie. I oto apeluje sama autorka „Duszana” za pośrednictwem babci dzieckiem podszytej, kobiecej wersji Piotrusia Pana ze swoim mottem: Don’t grow up, it’s a trap.

duszan_il2

„Duszan” to także opowieść o odkrywaniu własnego charakteru, oślego – w przypadku Janka i wilczego – u Duszana. Chłopcy przeszli długą drogę, aby poznać swoje mocne i słabe strony. Dzięki temu wzmocnili braterską więź pełną poświęcenia dla drugiego, nauczyli się dbać o siebie nawzajem i pokonywać strach, stając się dla siebie jak jin-jang. Ich przygody pokazują też, jak dużą rolę odgrywają w życiu dziecka rodzice, którzy nieraz toczą walkę o dusze dzieci. Janek i Duszan przybywają do miodowego domu jako dzieci-projekty, cyborgi, zaprogramowane na wypełnianie coraz to nowych obowiązków i spełnianie oczekiwań rodziców. Dzięki misji ratunkowej babci ocaleni zostają i jedni, i drudzy. Odnajdują do siebie drogę poprzez dziecięcą MOC, która pozwala wpływać na rzeczywistość i zmieniać ją na lepsze. To dzięki niej rodzice na nowo odkrywają w sobie uśpione dziecko i nie boją się „zdziecinnieć”.

Duszan zaprasza nas do swojego świata. Świata dziecięcej wyobraźni nieskrępowanej jeszcze normami społecznymi i przykazaniami kultury. Subtelne ilustracje Doroty Wojciechowskiej, będące jednocześnie obrazami namalowanymi przez Duszana, wypełniają książkę po brzegi i tym samym dopełniają opowieść. Obrazy towarzyszą słowom, wprowadzają klimat beztroskiego lata i domowego ciepła, a także nieokiełznanej dziecięcej natury, która ukrywa się pod postacią zwierząt. Minimalizm wyblakłych barw i szkicowy charakter ilustracji wprowadzają melancholijny nastrój, tworząc kontrast z niezwykle barwną opowieścią pełną przygód. Wyraża się w nich tęsknota za dzieciństwem jako rajem utraconym, do którego wracać można we wspomnieniach oraz sztuce słowa i obrazu. Duszan, kończąc swoją opowieść, żegna się tymi słowami: „Do puszki wkładam MOC, której tak dużo nagromadziliśmy z Jankiem, że chcielibyśmy się podzielić. Przekazuję ją tobie. Tak, właśnie tobie!”. Do kogo kieruje te słowa? Myślę, że zarówno do dzieci, jak i do dorosłych. Do tych pierwszych po to, żeby wiedziały, że nie tylko dorośli mogą powtarzać za twórcami Disneya: „Mam tę moc”. Moc, czyli władzę (i wiedzę), z którą się ich utożsamia. Do tych ostatnich zaś po to, by nie zapominali o mocy drzemiącej w dzieciach, o ich uczuciach, innym postrzeganiu rzeczywistości i o tym, że sami też kiedyś byli mali.

 

Książka:
Antonina Todorović, „Duszan”, il. Dorota Wojciechowska, wyd. Tadam, Warszawa 2017.

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 447

(31/2017)
1 sierpnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj