Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Ślady po ludziach...

Ślady po ludziach – Petersburg, Sołowki, Leningrad. O „Wspomnieniach” Dmitrija Lichaczowa

Piotr Kieżun

Wspomnienia Lichaczowa obejmują trzy momenty rosyjskiej historii: rewolucję, życie w sołowieckim łagrze i oblężenie Leningradu. Ich głównym tematem nie jest jednak okrucieństwo komunizmu, lecz ludzkie losy – ślady rosyjskiej inteligencji.

lichaczow_okladka

Kiedy zmarł w Petersburgu w 1999 r., redakcja „Gazety Wyborczej” tak pisała o nim w krótkiej wspomnieniowej notce: „Autorytet moralny, od czasów pierestrojki nazywany rosyjskim inteligentem nr 1. Wybitny literaturoznawca, historyk, kulturolog. Jeden z ostatnich świadków stulecia. […] Pasjonował się literaturą Rusi przedpiotrowej; jego badania uświadomiły światu, że literatura rosyjska rozwijała się już siedem wieków przed Puszkinem”.

O kim mowa? Dziś w Polsce odpowiedź na to pytanie znają chyba tylko literaturoznawcy i historycy zajmujący się dziejami starej Rusi. A szkoda, bo dorobek Dmitrija Lichaczowa to nie tylko znakomite studia mediewistyczne, przekłady na współczesny rosyjski zabytków epiki staroruskiej (m.in. „Słowa o wyprawie Igora” i „Powieści minionych lat”) czy analizy tekstologiczne, które kazały prof. Michałowi Głowińskiemu wymienić nazwisko rosyjskiego uczonego na równi z nazwiskami takich tuzów teorii literatury jak Jakobson, Barthes czy Benveniste [1]. Niezwykle ważnym dziełem Lichaczowa – nie wiadomo, czy nie ważniejszym niż cała jego naukowa spuścizna – są również świadectwa, które gromadził w ciągu całego swojego życia w postaci notatek, listów i sylwetek przedstawicieli rosyjskiej inteligencji.

Życiorys rosyjskiego uczonego

Miał zresztą z czego czerpać materiał. Urodzony w 1906 r., pamiętał jeszcze życie Petersburga tuż przed I wojną światową. Jak wyznał w rozmowie z Davidem Remnickiem, „rewolucje lutową i październikową oglądał z okien swojego mieszkania” [2]. Na początku lat 20. wstąpił na Uniwersytet Leningradzki, gdzie poświęcił się głównie studiowaniu literatury. W 1928 r. został aresztowany i zesłany za rzekomą działalność antyradziecką na Wyspy Sołowieckie, na których w budynkach byłego monastyru od 1923 r. znajdował się najstarszy i największy łagier – Sołowiecki Obóz Specjalnego Przeznaczenia (Sołowieckji Łagier’ Osobogo Naznaczenija, SŁON). Następnie został przeniesiony do Obozu Białomorsko-Bałtyckiego. Po powrocie do Leningradu najpierw pracował jako korektor w kolejnych wydawnictwach, później otrzymał posadę w Instytucie Literatury Rosyjskiej (Dom Puszkina). W czasie II wojny światowej przeżył blokadę miasta. Po wojnie skupił się na pracy badawczej, a także na ochronie kulturowego dziedzictwa Rosji. To dzięki niemu ocalało m.in. moskiewskie mieszkanie Mariny Cwietajewej. W 1980 r. jako członek Radzieckiej Akademii Nauk odmówił podpisania listu żądającego wydalenia Andrieja Sacharowa za jego krytykę radzieckiej interwencji w Afganistanie. W kwestiach publicznych zabierał również głos w okresie pierestrojki i po upadku Związku Radzieckiego. W czasie kryzysu konstytucyjnego w 1993 r., kiedy doszło do siłowego starcia pomiędzy prezydentem Borysem Jelcynem i rozwiązaną przez niego Radą Najwyższą, Lichaczow podpisał tzw. list czterdziestu dwojga, w którym wraz z innymi ludźmi kultury wzywał do zahamowania brutalizacji życia politycznego. W późniejszym okresie doradzał burmistrzowi Petersburga Anatolijowi Sobczakowi oraz Borysowi Jelcynowi.

Przedrewolucyjny Petersburg

Tak wygląda życiorys Lichaczowa przedstawiony w telegraficznym skrócie i złożony z suchych faktów. Te ostatnie nabierają jednak głębszego wymiaru w momencie, gdy sięgnie się po najważniejsze memuarystyczne dzieło rosyjskiego uczonego – jego „Wspomnienia”, które w Polsce ukazały się niedawno w znakomitym przekładzie Bogusława Żyłki.

Lichaczow skupia się w nich na latach dzieciństwa, młodości oraz na początkach wieku dojrzałego, a więc jednocześnie na okresie największego zamętu w historii Rosji. Kolejne etapy Lichaczowowskiej narracji wyznaczają trzy wielkie wydarzenia: rewolucja, która kończy idylliczny okres życia rodziny Lichaczowów w carskim Petersburgu, fala aresztowań w latach 20., która zagarnia samego autora i rzuca do sołowieckiego obozu, oraz oblężenie Leningradu, które unieruchamia młodego uczonego w mieście i dotyka klęską głodu.

Każda z trzech części „Wspomnień” ma nieco inną poetykę i wymowę. Pierwsza, opisywana przez pryzmat dziecięcych wrażeń, przypomina rosyjskich „Buddenbrooków” w wersji non-fiction. Znajdziemy tu więc wszystko, co w potocznym odbiorze kojarzy się z życiem miejskiej inteligencji w przedrewolucyjnej Rosji: ojca, który jako inżynier pracował w Głównym Zarządzie Poczt i Telegrafów, pochodzącą z rodziny kupieckiej matkę, wizyty w Teatrze Maryjskim, wakacje na wiejskiej daczy po fińskiej stronie granicy, podróże statkiem po Wołdze i letnie wyjazdy na Krym, który dla ówczesnych Rosjan pełnił rolę lokalnego Lazurowego Wybrzeża. Całość uzupełnia barwnie opisane życie kulturalne Petersburga, jego zapachy i kolory.

Kolejnym wielkim tematem „Wspomnień” jest łagier na Wyspach Sołowieckich. „Pobyt na Sołowkach – napisze po latach Lichaczow – był dla mnie najbardziej znaczącym okresem w życiu” [3]. Istotnie, łagierna część książki jest najobszerniejsza, uzupełniona dodatkowo o opis dwóch podróży na Sołowki w latach powojennych oraz o robione na bieżąco notatki z pobytu autora w obozie w latach 1928–1930. „Wspomnienia” uczonego wciąż pozostają zresztą jednym z najważniejszych świadectw mówiących o realiach SŁON-u. Często gęsto powołuje się na nie Anne Applebaum w swojej monumentalnej monografii „Gułag”, korzysta z nich również obficie Zachar Prilepin w powieści „Klasztor”, której akcja jest osadzona na Wyspach Sołowieckich.

Inteligenckie Sołowki

Na radzieckie łagry zwykliśmy patrzeć przez okulary Gustawa Herlinga-Grudzińskiego, Warłama Szałamowa lub Aleksandra Sołżenicyna. Język dwóch pierwszych jest oszczędny – nagie fakty mają mówić same za siebie. Sołżenicyn jest bardziej wielosłowny, ale też cel jest u niego nieco inny: pisarz nie tylko pragnie dać świadectwo, ale również zbudować archiwum totalne GUŁagu – opisać cały archipelag, przedstawić możliwie najwięcej przykładów działania jego morderczych mechanizmów.

U Lichaczowa rzecz wygląda jeszcze inaczej. Jest on przede wszystkim uczonym humanistą i pozostaje nim nawet wówczas, gdy trafia na Sołowki. Zresztą humanistą w podwójnym tego słowa znaczeniu. Po pierwsze, skupia się on mocno na kulturowej historii Sołowek, w których do rewolucji przez wieki działał jeden z najbardziej znanych i poważanych prawosławnych klasztorów. Po drugie, humanistą w znaczeniu szerszym, bardziej uniwersalnym. Interesują go nie tyle mechanizmy, ile ludzie. I to nie ci, którzy zadają ból i reprezentują demoniczną twarz systemu, ale przede wszystkim ci, którzy w obozie potrafili zachować twarz ludzką. Lichaczow usilnie tropi na Sołowkach dobro i wychodzi mu to miejscami na tyle sprawnie, iż czytelnik może złapać się na tym, że opowieść o łagrze czyta niczym opowieść o naukowych i artystycznych kręgach przedrewolucyjnego Petersburga.

W jego wspomnieniach liczą się zatem nie okrucieństwo obozowych strażników, fatalne warunki pracy, w których ludzie ginęli jak muchy, czy kompromitująca wizyta Gorkiego, który miał uspokoić opinię publiczną Zachodu i zaświadczyć, że na Sołowkach przestrzega się humanitarnych zasad, ale reglamentowana co prawda, choć jak najbardziej namacalna działalność sołowieckiego teatru, badania prowadzone w sołowieckim muzeum i przede wszystkim ludzie – zbiór niezwykłych indywidualności, którym Lichaczow poświęcił najobszerniejszy rozdział swojej książki.

To właśnie ta galeria nietuzinkowych postaci jest we „Wspomnieniach” najciekawsza i daje choć przez chwilę odczuć, czym była w latach próby rosyjska inteligencja. Wśród zesłanych opisanych przez Lichaczowa w pamięć zapada zwłaszcza kilka nazwisk, z których dla przykładu warto wymienić jedno: nazwisko Aleksandra Aleksandrowicza Meyera, którego Zinaida Gippius wspominała jako „bardzo interesującego” człowieka, przyjaciela Miereżkowskiego, Bierdiajewa i Błoka. U Lichaczowa jego opis jest zresztą jakby żywcem wyjęty z literackich świadectw o XIX-wiecznych postępowych rosyjskich inteligentach: „Chudy, wynędzniały, bardzo nerwowy, ruchliwy, jakby przezwyciężający wewnętrzne zmęczenie. Buty z cholewami, wyraźnie za duże na niego (z miejscem na ciepłe onuce), ciemna bluza à la Tołstoj, podłużna twarz, rzadka broda, długie włosy […] i bardzo żywe oczy” [4]. Wiecznie zamyślony lub dyskutujący zawzięcie na tematy światopoglądowe, znający na pamięć fragmenty najważniejszych dzieł filozoficznych, był Meyer chodzącym uniwersytetem. Jak wspomina Lichaczow, posiadał zadziwiającą właściwość – „na wszystkie wyraziste przejawy życia społecznego reagował rozważaniami filozoficznymi. […] Wygłaszał mnóstwo wykładów i referatów w najróżniejszych okolicznościach. Jako uczestnik ruchu rewolucyjnego za czasów caratu stale przebywał na zesłaniach i wokół niego zawsze pojawiały się jakieś kółka samokształceniowe” [5].

Koniecznie posadź drzewo – nawet jeśli jutro ma być koniec świata

Sołowki Lichaczowa to zatem ludzie, i to ludzie stale dyskutujący, piszący wiersze i rozprawy, poszukujący oparcia w sztuce i nauce. Sam autor przyznaje zresztą, że obraz ten ociera się o ponurą groteskę: „Życie na Sołowkach w latach 1929–1931 może wydać się teatrem absurdu: bogactwo kontaktów intelektualnych w warunkach obozowych ze wszystkimi obozowymi atrybutami – czekistami, celami, karcerami” [6].

Ów ton zmienia się w kolejnej części wspomnień Lichaczowa, obejmujących trzeci ważny wątek w jego biografii – oblężenie Leningradu. Groza tych dni jest tu oddana w całej swojej okazałości, a notatki Lichaczowa, który włączył we wspomnienia zapiski prowadzone wraz z żoną w czasie oblężenia, tylko potęgują wrażenie totalnej zagłady. Jednak nawet i wówczas rosyjski uczony uparcie stara się udokumentować wszystkie przypadki ludzkich odruchów. Oprócz podłości aparatczyków, przerażającego głodu i wynikającej z niego znieczulicy, która kończyła się niekiedy ludożerstwem, opisuje więc również poświęcenie znajomych i rodziny, jego najdrobniejsze przejawy.

W rezultacie „Wspomnienia” rzeczywiście są tym, co zamarzył sobie ich autor: „śladem po ludziach, których być może nikt nigdy więcej nie wspomni, o których kłamią dokumenty” [7]. W Polsce, w której obraz Rosjan jest zazwyczaj pochodną różnego rodzaju mitów oraz historycznych urazów, mogą one spełnić jednak jeszcze jedną rolę – zaświadczyć o tym, że Rosji jest wiele, a jedna z nich ma twarz Lichaczowa. Prawdziwego humanisty, który lubił ponoć powtarzać maksymę: „Koniecznie posadź drzewo – nawet jeśli jutro ma być koniec świata” [8].

Przypisy:

[1] Por. Anna Nasiłowska, Michał Głowiński, „Strukturalizm, modernizm i cień marksizmu”, „Teksty Drugie”, nr 5/6 (29/30), s. 10.
[2] David Remnick, „Lenin’s Tomb: The Last Days of the Soviet Empire”, Random House 1993, s. 104.
[3] Dymitrij Lichaczow, „Wspomnienia”, przeł. Bogusław Żyłko, Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa 2016, s. 504.
[4] Tamże, s. 259.
[5] Tamże, s. 263.
[6] Tamże, s. 253.
[7] Tamże, „Wstęp”, s. 9.
[8] „Historyk literatury i kultury, więzień łagrów”, „Gazeta Wyborcza”, 2 listopada 1999 r. [dostęp z dn. 30.07.2017: http://wyborcza.pl/1,75248,138552.html]

Książka:
Dymitrij Lichaczow, „Wspomnienia”, przeł. Bogusław Żyłko, Wydawnictwo Akademickie Sedno, Warszawa 2016.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 447

(31/2017)
1 sierpnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj