Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Próbujmy zrozumieć totalitaryzm....

Próbujmy zrozumieć totalitaryzm. O książce Mateusza Kuryły „Powaby totalitaryzmu. Zarys historii intelektualnej komunizmu i faszyzmu”

Marcin Kula

„Jeżeli nie chcemy w przyszłości recydywy komunistycznego – oraz wszelkiego innego – totalitaryzmu, to pierwszym krokiem ku temu winno być jego zrozumienie”, pisze Mateusz Kuryła. I stawia pogłębione pytania. Samo bowiem stwierdzenie, że faszyzm i komunizm były złe, nie jest już odkryciem.

Książka Mateusza Kuryły będzie najpewniej uznawana za pracę popularną. Autor jest człowiekiem młodym, napisał studium o bardzo szerokim polu tematycznym, zaś objętościowo niedużą (nawiasem: tylko młody mógł się na to odważyć!). Jego praca musi więc otrzymać naklejkę „popularna”. Jej zaletą jest jednak to, że stawia głębsze pytania – bowiem sam fakt, że faszyzm i komunizm były złe, nie jest już odkryciem. Odpowiedź na każde z postawionych pytań można by rozwijać – ale dobrze, że ktoś je w ogóle stawia w szeroko dostępnej publikacji. W końcu, niezależnie od wszystkiego, co powiemy o terrorze faszystowskim i komunistycznym, tysiące, a nawet miliony ludzi popierały te formacje. Byli wśród nich wybitni myśliciele. O Antonim Słonimskim autor mówi: „Jeżeli nawet Słonimski złapał bakcyla komunizmu, oznaczało to, że ideologia ta ma siłę przekonania niemal każdego” [s. 49]. Dlaczego tak było? Jaka była geneza poparcia i jaka architektura systemu, skoro zapewniała jego samoodtwarzanie się? W odniesieniu do Polski można jeszcze powołać położenie geopolityczne i zniszczenie elit na skutek wojny. Pierwszy czynnik pokazywał wszystkim bezsens buntu, drugi zaś opóźniał jego narodzenie się. Są to jednak wyjaśnienia niepełne. W odniesieniu do ZSRR czy krajów faszystowskich tak prostych wyjaśnień zwyczajnie nie ma. W ogóle Polska i w dużej części Europa Wschodnia nie są dobrymi przykładami dla badania procesu zakorzeniania się komunizmu – z uwagi na wniesienie tu tego ustroju z zewnątrz.

Przyłączanie się intelektualistów do faszyzmu, z uwagi na jego hasła, było łajdactwem od początku, podczas gdy w przypadku komunizmu naiwnością, skądinąd też najczęściej naganną.

Marcin Kula

Kuryła stawia pytanie o stopień, w jakim można traktować łącznie komunizm i faszyzm. Pyta, co w jednym i drugim ruchu wynikało właśnie z czasów – tych samych, w których oba się rozwijały. Mówi o koncepcji partii rządzącej i wykonywaniu władzy, a także, na dobrym miejscu, o ofiarach zgładzonych w imię realizacji przemiany, szczęścia narodu i ludzkości (pytanie: narodu czy ludzkości, to odrębna sprawa). Kuryła zwraca jednak uwagę na istotne różnice. Pisma ideologów faszyzmu były znacznie mniej interesujące od wyjściowych tekstów komunizmu. „W porównaniu z dziełami Alfreda Rosenberga nawet najsłabsze książki Karola Marksa stanowią wyżyny intelektualnej finezji” [s. 60]. Hasła faszystowskie były od początku gangsterskie. Przyłączanie się intelektualistów do faszyzmu, z uwagi na jego hasła, było łajdactwem od początku, podczas gdy w przypadku komunizmu naiwnością, skądinąd też najczęściej naganną. Zarówno w Niemczech, jak w Rosji omawiane ustroje zapewniały bardzo wielu ludziom lepsze miejsce w społeczeństwie niż poprzednie systemy – w Niemczech jednak niższej klasie średniej, a w Rosji ludziom awansowanym w ramach zaciągu stalinowskiego z grup społecznych wyraźnie nisko usytuowanych. Te porównania są jednak trudne, gdyż komunizm trwał znacznie dłużej i był znacznie bardziej zróżnicowany niż faszyzm. W konstrukcji ustroju za Stalina oraz za Gierka, czy nawet za Jaruzelskiego, były elementy podobne, ale porównanie tego ustroju z faszyzmem w tych okresach wypadłoby istotnie odmiennie.

Interesuje Kuryłę pytanie, czy jeden i drugi ustrój stanowiły wyrwę w cywilizacji europejskiej, obce w niej ciało, rakową narośl – czy były kontynuacją i właśnie tworem Europy. Autor pokazuje, jak różne koncepcje, które były obecne w myśli europejskiej, występowały w myśli komunistycznej i faszystowskiej, także jak kształtowały się różne ruchy antyburżuazyjne. Interesująco wskazuje Oświecenie jako na źródło różnych kierunków myśli ważnych w rozważanym kontekście. Nie, nie uważa Oświecenia za pramatkę wszelkiego zła, jak to się obecnie zdarza. Z jednych i tych samych konceptów i wydarzeń wyrastają przecież, jak wiadomo, rozliczne i odmienne rzeczy. Po prostu wtedy rodziły się różne kierunki współczesnego myślenia – także te, które o wiele później owocowały niedobrymi skutkami. Rewolucja francuska dała początek nurtom do niej poczuwającym się i nurtom przeciwnym jej tradycji – jednym i drugim niekoniecznie zresztą naznaczonym złem od samego początku. Geneza coś tłumaczy z późniejszej rzeczywistości, ale jednak nie wszystko.

Zarówno komunizm, jak faszyzm wyrastały z pewnej sytuacji europejskiej. Gdy zasadnie mówi się, że obydwa te nurty (ustroje) były złe, to warto też pamiętać o podglebiu, na którym wyrosły – czyli o ówczesnej kapitalistycznej Europie.

Marcin Kula

Ciekawe jest pytanie, postawione przez Kuryłę za literaturą, ile w faszyzmie było z myśli racjonalistycznej – przynajmniej gdy mowa o projekcie. Ustrój ten, podobnie jak komunizm, zmierzał wszak do swoistej racjonalizacji zabałaganionego świata bez poczucia bezpieczeństwa, zmierzał nawet do racjonalizacji zabijania. Czy był zatem dzieckiem nowoczesności, czy „spotworniałym bękartem romantyzmu” [s. 61, za Kołakowskim]? Mógł być zresztą jednym i drugim. Nawiasem mówiąc: ciekawe by było spojrzenie, jak inkrustowały się tendencje faszystowskie w krajach o innej kulturze – bo takie wypadki przecież występowały. Czy w wypadku Japonii można było mówić o faszyzmie? Stowarzyszenie się z faszystowskimi Niemcami jeszcze nie przesądzało zdefiniowania wewnętrznych rozwiązań jako faszystowskich. W oparciu o doświadczenie latynoamerykańskie (choć pytanie, czy to inna kultura?) dobrze byłoby pamiętać, że czasem można mówić nie tyle o faszyzmie, ile o orientacji faszystowskiej (o „faszyzowaniu”).

Zarówno komunizm, jak faszyzm wyrastały z pewnej sytuacji europejskiej. Gdy zasadnie mówi się, że obydwa te nurty (ustroje) były złe, to warto też pamiętać o podglebiu, na którym wyrosły – czyli o ówczesnej kapitalistycznej Europie. Kuryła jest tego świadomy. W moim przekonaniu ten wątek jest najważniejszy w recenzowanej pracy. Autor stara się przyglądać temu, co sprzyjało wyrośnięciu zła. Chęć zrozumienia ludzi, nawet empatia względem dramatis personae nie jest, rzecz jasna, równoznaczna z pochwałą ich czynów. Autor mówi: „obowiązkiem historyka jest maksymalna empatia w stosunku do bohaterów historii, która jednak w najmniejszym stopniu nie oznacza aprobaty dla ich złych czynów” [s. 57, za Jerzym Jedlickim].

Faszyzm był owocem pewnego typu rozwoju, a komunizm (wbrew Marksowi) owocem niedorozwoju. Później w wielu krajach komunizm – wbrew hasłom – był wyrazem nacjonalizmu oraz dążenia do modernizacji. Obydwa ustroje […] stawiały na aktywizm, na nowość.

Marcin Kula

Kuryła mówi nie „tylko” o pierwszej wojnie, o wielkim kryzysie lat 30., o słabości Republiki Weimarskiej jako o interesującym go (nas) podglebiu. Jest świadom przyczyn głębszych. W wypadku faszyzmu były to dążenia kolektywistyczne, rodzące się na tle indywidualizacji przyniesionej przez kapitalistyczną modernizację, zaostrzone najpierw przez klęskę wojenną zainteresowanych krajów, a potem przez kryzys gospodarczy. Faszyzm przynosił ludziom (do czasu!) poczucie stabilności i jedności przy wodzu. Wyrażał specyficzne połączenie dążenia do czynu, do aktywności – a jednocześnie konserwatyzmu, chęci powrotu do tradycyjnej wiejskiej gromady, do znalezienia się w gromadzie zamiast w tłumie samotnych. W wypadku Rosji (i później krajów trzecioświatowych) podglebiem było dążenie do wyjścia z zacofania. Przecież dla inteligentów bolszewików rosyjskich Zachód był tyleż wrogiem, ile wzorem rozwoju gospodarczego. Faszyzm był owocem pewnego typu rozwoju, a komunizm (wbrew Marksowi) owocem niedorozwoju. Później w wielu krajach komunizm – wbrew hasłom – był wyrazem nacjonalizmu oraz dążenia do modernizacji. Obydwa ustroje proponowały ruch zamiast bezruchu. Reklamowały korzystną zmianę, stawiały na aktywizm, na nowość. W Ameryce Łacińskiej były dla wielu środowisk atrakcyjne przez obietnice pokonania zacofania, przez nacjonalizm (komunizm też!), przez witalność (do czasu!). W krajach arabskich oraz w Indiach sympatie profaszystowskie można było wytłumaczyć niechęcią do metropolii – skłaniająca do sympatii do Berlina i Tokio. Podobnie później sympatie w wielu krajach trzecioświatowych do ZSRR także można było tłumaczyć geopolityką.

Wielkim pytaniem, dostrzeganym przez Kuryłę, jest kwestia, ile w rosyjskim komunizmie było z komunizmu, a ile z Rosji. To zagadnienie już nieraz stanowiło przedmiot refleksji w piśmiennictwie. Można wskazać zarówno tradycję władzy rosyjskiej, jak i zacofanie kraju jako czynniki intuicyjnie dużo tłumaczące. Ku takiemu tłumaczeniu ma się ochotę zwrócić także przy rozważaniach nad komunistycznymi krajami Azji. Paradoks sytuacji historycznej polegał na tym, że komunizm miał się narodzić w rozwiniętej cywilizacji przemysłowej, zaś został zbudowany, spontanicznie lub z obcą pomocą, prawie wyłącznie w krajach zacofanych. Czy jednak komunizm byłby inny w Europie Zachodniej, gdyby zwyciężył tam spontanicznie lub gdyby bolszewicy nie przegrali w 1920 roku? Nie ma na to odpowiedzi. Znani nam komuniści zachodni nie napawają w tym względzie optymizmem (może poza częścią włoskich!). Ani spojrzenie na nich, ani, tym bardziej, powołanie się na przykłady Republiki Czeskiej lub NRD jako krajów relatywnie rozwiniętych gospodarczo nie jest jednak konkluzywnym argumentem, gdyż wpływ radziecki był obecny wszędzie.

Sam jestem przeświadczony, że powiedzenie, iż komunizm został obalony, nie jest adekwatne do rzeczywistości – on się sam rozsypał.

Marcin Kula

Ważny wątek u Kuryły to zagadnienie rozsypywania się komunizmu (tej kwestii już praktycznie nie można rozpatrywać w odniesieniu do faszyzmu niemieckiego, może bardziej w odniesieniu do włoskiego). Sam jestem przeświadczony, że powiedzenie, iż komunizm został obalony, nie jest adekwatne do rzeczywistości – on się sam rozsypał. Autor pokazuje, jak ten system zbankrutował zarówno ekonomicznie, jak i ideologicznie (pytanie, czy potwierdziło to tezę Marksa o prymacie ekonomii, czy właśnie zaprzeczyło jej, czy oba te czynniki okazały się równie ważne!). Ten system nie miał już nic do zaproponowania – poza nacjonalizmem i nieudanym dążeniem do zwiększenia dobrobytu ludzi. Do jednego i drugiego nie trzeba było jednak aż komunizmu.

Ciekawy jest u Kuryły wątek aktualności rozpatrywanej tematyki. Rozsądnie i użytecznie przedstawia kwestię denazyfikacji oraz dekomunizacji. „Te symboliczne zmiany w przestrzeni publicznej wiele mówią o postrzeganiu komunistycznego totalitaryzmu przez obecne władze oraz społeczeństwo polskie. Komunizm zostaje tutaj zrównany z Polską Rzeczpospolitą Ludową, a niekiedy rozciągnięty nawet bywa na większe części idei lewicowych. Cały ten okres uznany zostaje za «czarną dziurę», pozostałości której powinny zostać jak najszybciej usunięte, niczym nowotworowa tkanka w zdrowym organizmie. Historia przybiera czarno-białe barwy, a przeciwnikom ideowym z góry odmawia się możliwości posiadania jakichkolwiek racji, poza tymi zaprzaństwa i moralnej niższości. PRL zostaje wyciągnięta z kontekstu historii europejskiej poprzez kompletne ignorowanie prądów intelektualnych, ruchów politycznych oraz towarzyszących im sporów ideowych, sięgających czasów rewolucji francuskiej. Ostaje się tylko bandycka okupacja ZSRR, która ma służyć za klucz do zrozumienia polskiej historii najnowszej” [s. 108].

Kuryła idzie jednak dalej w spojrzeniu na okres bieżący. Pisze: „Żyjemy w czasach, kiedy dotychczasowy model demokracji liberalnej znalazł się w kryzysie i nie jesteśmy w stanie przewidzieć, czy nie zostanie on zastąpiony (albo chociaż skorygowany) przez inne modele ustrojowe. Jakkolwiek powrót do idei komunistycznych czy faszystowskich w ich oryginalnej formie wydaje się niemożliwym, to nie można wykluczyć, że pewne elementy tych ideologii mogą powracać w zmienionych postaciach” [s. 8–9]. U końca swoich wywodów stwierdza: „Jeżeli nie chcemy w przyszłości recydywy komunistycznego – oraz wszelkiego innego – totalitaryzmu, to pierwszym krokiem ku temu winno być jego zrozumienie. Fakt, że słowo «komunizm» sprowadza się dla większości młodych ludzi tylko i wyłącznie do stanu wojennego i żołnierzy polskiego podziemia niepodległościowego (tzw. żołnierzy wyklętych) jest wielką porażką polskiego systemu edukacyjnego i niedobrze rokuje na przyszłość” [s. 58].

Bardzo cenię takie jednoczesne myślenie o przeszłości i teraźniejszości. Zjawiska, dziejące się wśród ludzi, winny być badane jako takie, a więc niekoniecznie w odniesieniu wyłącznie do dziś lub wyłącznie do wczoraj. Jasne, że ich wyrazy nie powtarzają się dosłownie – ale może warto zastanowić się w całej rozciągłości czasowej nad sytuacjami i mechanizmami sprzyjającymi sympatyzowaniu ludzi z narastaniem autorytaryzmu. Robiąc tak, będziemy mądrzejsi.

 

Książka:

Mateusz Kuryła, „Powaby totalitaryzmu. Zarys historii intelektualnej komunizmu i faszyzmu”, wyd. Promohistoria (Histmag.org), Warszawa 2018.

SKOMENTUJ

Nr 512

(44/2018)
30 października 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj