Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Seksualne niewolnice Hitlera....

Seksualne niewolnice Hitlera. Recenzja książki „Przemilczane” Joanny Ostrowskiej

Lech M. Nijakowski

Książka Ostrowskiej, wbrew pierwszemu wrażeniu, nie jest reportażem historycznym. To rzetelne studium historyczne seksualnej pracy przymusowej kobiet w czasie wojny, które wymaga od czytelnika skupienia. Podobnie jak temat, który pomimo dekad, jakie minęły od końca wojny, nadal stanowi społeczne tabu – także wśród ocalonych.

Opowieści o II wojnie światowej nadal pełne są uprzedzeń w stosunku do różnych kategorii ofiar. Najbardziej oburzające jest kontynuowanie tradycji nazistowskiej mowy nienawiści wobec niektórych grup, takich jak Romowie – ofiary ludobójstwa – czy homoseksualni mężczyźni, zamykani w obozach koncentracyjnych. Ich historia jest odkłamywana stopniowo, sami ocaleni przez dekady milczeli i byli ofiarami państwowej opresji. Od niedawna także w Polsce ukazuje się coraz więcej publikacji na ich temat, że przypomnę tylko głośną książkę Heinza Hegera „Mężczyźni z różowym trójkątem”.

Stosunek do różnorodnych mniejszości to jedno, a pomijanie lub pomniejszanie gehenny kobiet – to znacznie szerszy problem. Tradycyjnie polskie narracje o wojnie podkreślały heroiczność walki i pracy konspiracyjnej. Codzienne zmagania matek i żon o to, aby w warunkach głodowego zaopatrzenia zapewnić rodzinie obiad, nie bywają wychwalane w książkach. Ta problematyka stopniowo przebiła się jednak do świadomości Polaków za sprawą takich książek, jak świetna praca Alicji Rokuszewskiej-Pawełek [1], w której opisała dwa ogólne warianty trajektorii okupacyjnej – gehennę i matnię. Łączy je dominanta zewnętrznego przymusu, różnicuje zaś to, że w pierwszym przypadku działa bardziej przymus okoliczności, wyznaczony okupacyjną sytuacją, w drugim zaś przypadku chodzi o zasadę bezpośredniej przemocy doznawanej ze strony okupanta. Pomimo to kobiety, które żeby przeżyć, były zmuszone uprawiać seks z okupantem, nadal są postrzegane i napiętnowane przez społeczeństwo jako prostytutki i kolaborantki. Właśnie nad ich losem pochyla się w swej książce Joanna Ostrowska, co stanowi pierwsze tak wyczerpujące zmierzenie się z tym tematem w polskiej literaturze. I już z tego powodu zasługuje na lekturę, a nie jest to powód jedyny.

Ostrowska w tym sporze pamięci staje po stronie ofiar, konsekwentnie pisząc o seksualnej pracy przymusowej („seksualnych pracownicach przymusowych” i „przymusowych prostytutkach”). Dotyczy to zarówno domów publicznych w obozach koncentracyjnych, jak i instytucji stworzonych dla Wehrmachtu, SS, policji i robotników przymusowych. Jak stwierdza dobitnie: „W żadnym wypadku nie można mówić o samodzielnej kontroli własnej pracy seksualnej” [s. 44]. Zarówno zawodowe prostytutki, które Niemcy potraktowali jak zdobycz wojenną, jak i kobiety złapane na ulicy i siłą umieszczone w domach publicznych były ofiarami opresji i mają wiele wspólnych doświadczeń.

Pogarda była bowiem podstawą niemieckiego porządku w okupowanych krajach. Wojenne regulacje oparte były jednak na wielu paradoksach. Z jednej strony podkreślano niższość rasową Żydów i Słowian, co prowadziło do zakazu kontaktów seksualnych z ludnością podbitą. Z drugiej, Niemcy tworzyli instytucje przymusowego nierządu, do którego zmuszali także Polki. W Europie Wschodniej system domów publicznych był szczególnie opresyjny, przypominał „zorganizowany gwałt w warunkach terroru” [s. 55]. W tej perspektywie trzeba patrzeć także na pracę przedwojennych prostytutek w czasie okupacji.

Wojna i seksualność

Relacje wojny i seksualności są przedmiotem studiów od dawna. Truizmem jest stwierdzenie, że wojnom od zawsze towarzyszyła przemoc seksualna. Ale gwałt to nie tylko „nagroda” dla wojaków, którzy muszą zaspokoić swoje potrzeby. To instytucja, która może służyć różnym celom – poniżeniu wrogiego narodu czy wręcz ludobójstwu, jak w Rwandzie w 1994 roku, kiedy to eksterminując Tutsi, Hutu stworzyli także specjalne oddziały z mężczyzn zarażonych wirusem HIV, którzy masowo gwałcili kobiety [2]. Z czasem państwa starały się w coraz większym stopniu regulować tę sferę życia żołnierza. Chodziło nie tylko o karność, ale również o przeciwdziałanie epidemii chorób przenoszonych drogą płciową, które sabotowały wysiłek wojenny, czy też o zapobieganie wyjawiania tajemnic wojskowych kochankom. III Rzesza, mierząc się również z tymi problemami, stworzyła rozbudowany system domów publicznych dla swoich żołnierzy, a zasilała go niewolniczą pracą kobiet. Biurokratyczna bezduszność, która tak rzuca się w oczy, gdy analizujemy maszynerię ostatecznego rozwiązania kwestii żydowskiej, została także zaprzęgnięta do uregulowania najbardziej intymnych sfer życia Niemców i narodów okupowanych.

Ostrowska na początku książki szczegółowo opisuje seksualność w warunkach opresji, pokazując także historię pola badawczego. Charakteryzuje francuski system instytucji przymusowego nierządu, gdzie stworzono najbardziej rozbudowaną sieć domów publicznych dla niemieckich wojskowych w trakcie II wojny światowej. Potem przechodzi jednak do opisu sytuacji na ziemiach polskich, jedynie miejscami wykraczając poza ten obszar. W Generalnym Gubernatorstwie i na ziemiach włączonych do Rzeszy od września 1939 roku powstało kilkadziesiąt domów publicznych dla Niemców. Na początku wykorzystywano prostytutki zarejestrowane przed wojną, potem urządzano łapanki uliczne, w których ofiarami stawały się przypadkowe kobiety. Nie można też zapominać o niewoleniu kobiet na potrzeby domów publicznych na froncie wschodnim. Kobiety były skoszarowane i musiały starać się o pozwolenie na „urlop”, zaś administratorzy nadzorowali szczegółowo ich „pracę” i czas wolny. Karanie i terroryzowanie kobiet nie należało do wyjątków.

Tam, gdzie to możliwe, Autorka stara się opisać losy poszczególnych kobiet. Przeszkodą są tu braki archiwalne, ale i milczenie ofiar. Marianna – przymusowa prostytutka, po której zachowała się prawdopodobnie jedyna pełna kartoteka – była zmuszana do nierządu od końca 1940 roku do początku 1942 roku w Poznaniu. Od marca 1943 roku była więźniarką obozu Auschwitz-Birkenau. Ostrowska poświęca jej osobny rozdział, pokazując, w jaki sposób prześladowania (ciągłe kontrole policyjne i lekarskie, kolejne kary) nie pozostawiły jej wyboru. Te mozolnie odtwarzane mikrohistorie są niezwykle cenną częścią pracy.

W książce możemy zapoznać się ze specyfiką poszczególnych typów domów publicznych, powstających staraniem różnych instytucji – SS, policji, Wehrmachtu – i ich życiem codziennym. Analiza dokumentów pokazuje, że pragmatyka mieszała się tam z ideologią. Dostępność prostytutek uważano za konieczność, aby uniknąć perwersji – „homoseksualizmu i onanii” [s. 95]. Kobiety były dehumanizowane i określane jako „materiał”. Autorka pokazuje, że często ambitne plany nie były realizowane, a sytuacja zmuszała do prowizorycznych rozwiązań. Dom publiczny przeznaczony dla funkcjonariuszy SS służył na przykład żołnierzom Wehrmachtu, co pierwotnie wykluczano. Również sami naziści łamali zakazy, odwiedzając domy przeznaczone dla robotników przymusowych czy więźniów obozów. Podział rasowy rządził jednak i tymi instytucjami – Niemki przeznaczone były dla Niemców.

Wstydliwa instytucja obozowa

Domy publiczne w obozach koncentracyjnych (puffy) nie tylko były otoczone silnym tabu, ale również doczekały się wielu skandalizujących legend. Pierwszą taką instytucję stworzono w czerwcu 1942 roku w obozie Mauthausen. Także w Oświęcimiu powstały puffy – seksualne robotnice do obozów Auschwitz I i Auschwitz III rekrutowano w Birkenau. Zakładano, że jako nagroda za wydajną pracę będą one motywowały więźniów do zwiększonego wysiłku. Choć system premii dla więźniów opracowano szczegółowo, to – zdaniem Autorki – na dłuższą metę się on nie sprawdził. W obozach Stutthof i Plaszow funkcjonowały także domy publiczne dla nie-niemieckiej służby pomocniczej SS, zwłaszcza dla Ukraińców.

Ostrowska szczegółowo opisuje puffy w Auschwitz. Toczyło się w nich „drugie życie”, wbrew zakazom administracji obozowej. Dzięki łapówkom wręczanym SS-manom do domu w Auschwitz I nielegalnie wyprawiali się prominenci i kapo. Choć wielu więźniów politycznych w relacjach podkreślało, że miał miejsce bojkot obu domów publicznych, to jednak nie był on powszechny, co dziś trzeba uznać za szczególnie zawstydzające.

Seksualne pracownice przymusowe były przez Niemców oszukiwane i poniżane. Także medyczne oględziny „kandydatek” miały na celu ich upokorzenie i sponiewieranie. Na dodatek więźniarki-niewolnice seksualne były podwójnie wiktymizowane, gdyż spotykały się z pogardą innych uwięzionych kobiet, jednej nawet wyparła się siostra. Powszechnie pokutowało przekonanie, że dobrowolnie wybrały „lekką pracę”, aby przeżyć.

Odtworzenie ich doświadczeń jest jednak również niezwykle trudne, gdyż cierpimy na brak świadectw. Jedyną dotychczas znalezioną relacją polskiej przymusowej pracownicy seksualnej z puffu w Auschwitz I jest powojenne wspomnienie Marii Kolskiej. Jak podkreśla Ostrowska, bliscy ofiar często do dziś nie wiedzą, jaka była ich prawdziwa historia.

Kolaborantki horyzontalne

Trzecią część książki Autorka poświęca okresowi powojennemu i pokazuje, jak doświadczenie przemocy seksualnej zostało praktycznie całkowicie wyparte. Z wojennym wykorzystaniem i powojennym milczeniem mieliśmy do czynienia w wielu krajach – do dziś jest to ważny wymiar sporu okupowanych narodów Azji z Japończykami [3]. Kobiety nie opowiadały o swojej krzywdzie. W tej sytuacji szczególną popularnością zaczęły się cieszyć wymyślone historie, które „żerowały na sensacji i garściami czerpały z pornografii” [s. 300]. Ostrowska bezwzględnie rozprawia się z takimi fantazjami, jak chociażby „pociągi rozkoszy”, czyli specjalne wagony zarezerwowane dla wyższych oficerów, w których mogli korzystać z usług prostytutek.

Autorka analizuje różne powojenne źródła, między innymi raporty, które powstały na prośbę Międzynarodowego Związku Walki z Prostytucją z siedzibą w Genewie. Pokazuje, jakie formy cenzury stosowano, nie wspominając na przykład o gwałtach wojennych, a pisząc eufemistycznie o „przemarszu wojsk”. Przygląda się także procesom sutenerów, których traktowano jako kolaborantów (przymusowym prostytutkom nie stawiano zarzutów, ale powoływano je na świadków). Te i inne materiały pokazują skalę przemocy, jaką stosowano, zmuszając kobiety do „pracy” w domach publicznych, oraz brutalność, z jaką je traktowano.

Ostrowska jest słusznie wyczulona na język – relacji, dokumentów i tekstów kultury popularnej, ale również na narracje ofiar. Podkreśla, że oprócz wstydu to trudność z ubraniem w słowa traumatycznych przeżyć mogła wpływać na milczenie. Tym bardziej, że większość niemieckich seksualnych pracownic przymusowych przywieziono do obozów jako więźniarki asocjalne, które nie zyskały po wojnie w zbiorowej świadomości statusu ofiar narodowosocjalistycznego reżimu. W Polsce początkowo dyskurs publiczny był otwarty na tematykę seksualnej pracy przymusowej, ale szybko się to zmieniło – już na przełomie 1948 i 1949 roku. Jak zauważa, krótkotrwała akceptacja wynikała prawdopodobnie z „chwilowego braku ograniczeń w dyskursie pamięci II wojny światowej” [s. 390]. Wraz z ukształtowaniem się nowego dyskursu władzy, niewolnice seksualne stały się kolaborantkami, a tym samym nazistowskie ofiary dotknęła nowa opresja.

Książka Ostrowskiej jest wartościowa z wielu punktów widzenia. Jest przykładem wytrwałego poszukiwania, krytyki i łączenia źródeł. Detektywistyczna praca może oczarować niejednego kandydata na studia, kojarzącego dotychczas pracę historyka z nudną kompilacją cytatów z pokrytych grzybem akt. Jak pisze Autorka: „Budowanie tej historii było śledztwem z małą ilością poszlak, praktycznie bez dowodów, a często wbrew temu, co dotychczas zapisało się w pamięci o II wojnie światowej” [s. 9]. Ogrom wykonanej pracy szybko rzuca się w oczy, Ostrowska nie ukrywa swojego warsztatu, pozwalając nam zapoznać się z trudnościami badawczymi i koniecznością mozolnego tropienia faktów przez konfrontowanie różnych źródeł danych. Choć wiele hipotez Autorki nie ma potwierdzenia w „twardych źródłach”, to są one wysoce prawdopodobne i sformułowane w oparciu o czytelne założenia. Co znamienne, tylko jedna Polka podzieliła się z Autorką swoją historią. Wiele ofiar seksualnej przemocy nadal milczy, zamkniętych we wstydzie wywoływanym przez powszechne w naszym społeczeństwie uprzedzenia.

Badaczka odkrywa rozległość niemieckiego systemu wykorzystania seksualnego kobiet, w którym uwidaczniały się racje pragmatyczne i rasistowskie obsesje. Dobitnie pokazuje, że seksualny eksces nie był tylko wynikiem działania sadystów, ale również pochodną systematycznej eksploatacji ciał podbitych narodów. Wypełnia tym samym białe plamy, falsyfikuje fantastyczne opowieści i przedstawia dobrze udokumentowane fakty o domach publicznych, w tym obozowych puffach. Przede wszystkim jednak konsekwentnie broni ofiar seksualnej przemocy, ukazując, jak silnej presji podlegały, ile cierpienia je spotkało i jak bezwzględnie sprowadzono je po wojnie do roli zdeprawowanych prostytutek i kolaborantek. Dlatego książka stanowi ważny przyczynek do zmiany naszego obrazu niemieckiej okupacji i zdjęcia bolesnego stygmatu z kolejnej kategorii ofiar.

 

Przypisy:

[1] A. Rokuszewska-Pawełek, „Chaos i przymus. Trajektorie wojenne Polaków – analiza biograficzna”, Wydawnictwo Uniwersytetu Łódzkiego, Łódź 2002.

[2] S.L. Russell-Brown, „Rape as an Act of Genocide”, „Berkeley Journal of International Law”, 2003, Vol. 21, nr 2, s. 350–374.

[3] G. McCormack, „Reflections on Modern Japanese History in the Context of the Concept of Genocide” [w:] R. Gellately, B. Kiernan [red.], „The Specter of Genocide. Mass Murder in Historical Perspective”, Cambridge University Press, 2003, s. 265–286.

Książka:

Joanna Ostrowska, „Przemilczane. Seksualna praca przymusowa w czasie II wojny światowej”, Wydawnictwo Marginesy, Warszawa 2018.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 524

(3/2019)
22 stycznia 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj