close
Zostań współwydawcą zbioru esejów Timothy’ego Gartona Asha ! WSPIERAM
close
Nowa książka Timothy’ego Gartona Asha ! forward
close
Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Kazachskie stepy. Ziemie...

Kazachskie stepy. Ziemie przeklęte?

Krzysztof Renik

Trwające od początku stycznia protesty w Kazachstanie zwróciły na ten kraj uwagę całego świata. I jednocześnie pokazały, jak mało o nim wiemy. Krzysztof Renik w swojej najnowszej książce „Kazachskie stepy. Ziemie przeklęte?” wyjaśnia rolę tego autorytarnego państwa na geopolitycznej szachownicy. Publikujemy jej obszerny fragment.

Formalnie współczesny Kazachstan jest państwem demokratycznym. Ma typowe dla demokracji instytucje, odbywają się wybory, konstytucja kraju gwarantuje jego mieszkańcom prawa obywatelskie. Tyle tylko, że z punktu widzenia demokracji europejskich ta panująca w Kazachstanie jest demokracją fasadową. Możliwości działania opozycji są mocno ograniczone, brakuje niezależnych od władz mediów, właściwie wszystkie dotychczasowe wybory nie spełniały standardów pozwalających uznać je za w pełni demokratyczne. Władze Kazachstanu były wielokrotnie krytykowane przez OBWE, a także inne organizacje międzynarodowe powołane do monitorowania zasad demokracji i wolności obywatelskich za nieprzejrzyste procesy wyborcze oraz nieprzestrzeganie praw człowieka.

To wszystko prawda. Trzeba przy tym jednak pamiętać, że Kazachstan dopiero tworzy swoją państwowość. Tworzy tę państwowość w wyjątkowo trudnym położeniu geopolitycznym z jednej strony, i w wyjątkowo trudnej sytuacji narodowościowej z drugiej strony. Wszelkie oceny systemu polityczno-społecznego, kształtowania zasad demokracji oraz rozwoju sytuacji społecznej w tym kraju muszą – o ile mają przedstawiać rzeczywistą sytuację i uwarunkowania tego kraju, a nie wyidealizowane opowieści o demokracji i państwie prawa – uwzględniać przynajmniej te dwa wymienione czynniki.

Sytuacja geopolityczna Kazachstanu determinowana jest przez położenie między dwoma państwami, które w mniej lub bardziej jawny sposób manifestują swe dążenia imperialne. Współczesna Rosja nie kryje chęci ponownej integracji ziem, które wchodziły niegdyś w granice kolonialnego imperium, jakim była Rosja carska, a później Związek Radziecki. Rosyjska doktryna sformułowana w okresie rządów Władimira Putina powiada, iż tam, gdzie mieszkają Rosjanie – tam Rosja ma prawo interwencji w obronie ich praw i swobód. Tak określone powinności Moskwy wobec Rosjan mieszkających współcześnie na ziemiach wchodzących niegdyś w skład sowieckiego imperium mogą być pretekstem do interwencji w nowo powstałych krajach posowieckich. Interwencji, których celem niekoniecznie jest ochrona tych mniejszości przed realnym lub tylko wymyślonym dla celów propagandowych zagrożeniem, ale raczej chęć budowania kolejnej odmiany imperialnej Rosji. W takim wypadku motywacją dla rozszerzania sfery wpływów mogą być zarówno względy gospodarcze, polityczne, jak i militarne.

Trzeba pamiętać, że na terytorium Kazachstanu znajdują się znaczące zasoby ropy naftowej i gazu ziemnego. Przez ostatnie dziesięciolecia kraj ten dokonał dużego wysiłku na rzecz stopniowego uniezależnienia się od rosyjskich sieci przesyłowych tych surowców. W okresie istnienia Związku Radzieckiego surowce te były bowiem wysyłane z Kazachstanu wyłącznie przez terytorium Federacji Rosyjskiej. Tak też było przez kilkanaście lat po uzyskaniu przez Kazachstan niepodległości. Innymi słowy, to Moskwa decydowała o możliwościach eksportowych Kazachstanu – poprzez opłaty tranzytowe za transport kazachskiego gazu lub ropy rurami biegnącymi przez terytorium Federacji, poprzez zgodę lub blokowanie takiego tranzytu. W tej sytuacji trudno było mówić o gospodarczej niezależności Kazachstanu od dawnego hegemona. Dopiero poprowadzenie z Turkmenistanu poprzez Uzbekistan i Kazachstan do Chin gazociągu, magistrali gazowej omijającej terytorium Rosji, pozwoliło Kazachstanowi na ograniczenie dyktatu Moskwy w kwestiach eksportu kazachskiego gazu. Częściowe wyzwolenie się spod tego dyktatu jest wystarczającym powodem dla rosyjskich elit myślących kategoriami imperialnymi, by uznać, iż rosyjskie interesy w Kazachstanie mogą zostać zagrożone.

Z punktu widzenia politycznego Rosja nie jest zainteresowana rozwojem systemu demokratycznego w Kazachstanie. Wprowadzenie w tym kraju rzeczywistej i realnie funkcjonującej demokracji mogłoby stać się swego rodzaju przykładem i inspiracją dla tych sił w Rosji, które nie akceptują autorytarnego systemu stworzonego przez Putina. To dlatego Moskwa tak panicznie obawia się jakichkolwiek ruchów prodemokratycznych na terenach posowieckich. Moskwa nie chce żadnych kolorowych rewolucji u swych granic. Sukces sił demokratycznych w którymkolwiek z państw posowieckich mogłyby udowadniać sąsiadom, iż na gruzach komunistycznej dyktatury można zbudować państwo demokratyczne, któremu bliżej do wartości europejskiej demokracji aniżeli do euroazjatyckiej satrapii, której egzemplifikacją jest współczesna Rosja. Z tego też względu Moskwa, rezerwując sobie prawo do obrony Rosjan poza granicami kraju, może wykorzystywać tę wprowadzoną jednostronnie zasadę do hamowania lub wręcz demolowania procesów prodemokratycznych w takich krajach jak Kazachstan.

Kolejny czynnik, który sprawia, że Rosja bacznie obserwuje przemiany w Kazachstanie, a szerzej w całej Azji Środkowej, to kwestie militarne. Już od czasów carskich region ten uznawany był przez Rosję za miękkie podbrzusze kraju. Podobnie na Azję Środkową i narody ją zamieszkujące patrzyli komuniści w okresie podporządkowywania tych ziem sowieckiej Rosji i Związkowi Sowieckiemu. Przywódcy radzieccy uważali, że poprzez ziemie Azji Środkowej Sowietom zagraża ingerencja z południa, czyli z Azji Południowej, a wyznające islam narody Tadżykistanu, Uzbekistanu, Turkmenistanu, a także Kirgistanu i Kazachstanu nie są godne zaufania. Wystarczy przy tym przypomnieć walki bolszewików z tak zwanymi basmaczami, czyli oddziałami zbrojnymi reprezentującymi społeczeństwa Azji Środkowej niegodzące się z bolszewicką dominacją na ich ziemiach. Największe nasilenie takich walk przypadło na początek lat dwudziestych XX stulecia. Współcześnie koncept miękkiego podbrzusza Rosji jest nadal żywy, głównie za sprawą wydarzeń w Afganistanie oraz radykalizacji części społeczeństw środkowoazjatyckich. Dla Moskwy taka radykalizacja oraz udział grup młodych Tadżyków, Uzbeków, a także przedstawicieli innych narodów Azji Środkowej w walkach w Syrii i Iraku po stronie tak zwanego Państwa Islamskiego stał się powodem propagandowej narracji o zagrożeniu ze strony islamskiego ekstremizmu.

Tak więc zarówno powody gospodarcze, jak i czysto polityczne oraz militarne sprawiają, iż Kazachstan mimo upływu kilkudziesięciu lat od chwili uzyskania niepodległości nadal czuje na swych plecach oddech Moskwy. Podobnie jak czuje oddech wielkiego sąsiada na wschodzie, czyli Chin.

Tym oddechem są między innymi chińskie inwestycje w Kazachstanie. Inwestycje, które uzależniają ten kraj od Pekinu. Dla Kazachstanu problemem jest ponadto zalew kazachskiego rynku tanimi towarami eksportowanymi do Azji Centralnej z Państwa Środka. Ten import sprawia, iż bilans handlowy z Chinami jest dla Kazachstanu niekorzystny. To kolejny czynnik uzależniający Kazachstan od potężnego sąsiada na wschodzie. Nie mniej istotnym czynnikiem uzależniającym jest chińska Inicjatywa Pasa i Szlaku, czyli systemu szlaków komunikacyjnych łączących Chiny z Europą. Azja Środkowa, przez którą przed stuleciami przebiegał Jedwabny Szlak, jest obszarem ogromnie ważnym z punktu widzenia chińskich polityków propagujących ideę Pasa i Szlaku. To przez Azję Środkową miałyby przebiegać ważne nitki tego szlaku – zarówno drogowe, jak i kolejowe. Tyle tylko, że w budowę takich szlaków, które spełniałyby wymogi współczesnych szlaków komunikacyjnych należy włożyć niemałe pieniądze. Oczywiście Pekin śpieszy z kredytami na inwestycje związane z Inicjatywą Pasa i Szlaku. To kolejny sposób na gospodarcze i polityczne uzależnienie od siebie mniejszych partnerów.

Powyższe myśli towarzyszą mi na kilka godzin przed opuszczeniem Astany, przed odlotem z Kazachstanu. Nie mam wątpliwości, iż w tak delikatnej i wrażliwej na wstrząsy sytuacji geopolitycznej Kazachstan musiał wykazywać daleko idącą ostrożność, powiedziałbym nawet przebiegłość. Z tego też względu zarzut, iż kazachska demokracja ma ciągle piasek w trybach, że jest fasadowa, trzeba zawsze konfrontować z realnymi możliwościami elit politycznych kraju oraz stanem świadomości społeczeństwa. Trochę ironicznie i przekornie zauważyłbym, iż w Azji Środkowej, także w Kazachstanie, w autochtonicznych i tradycyjnych społeczeństwach regionu, zawsze było zapotrzebowanie na chanów – silnych władców, współcześnie zwanych przywódcami, którzy przewodzą narodowi, kierując sprawami państwa, a niegdyś chanatu, prowadząc społeczeństwa twardą i surową, ale jednak ojcowską ręką. Nie bez przyczyny poczyniłem kiedyś notatki o współczesnych chanatach i rządzących nimi chanach Azji Środkowej. Te notatki to pokłosie motocyklowej peregrynacji po Azji Środkowej z roku 1999.

[…]

W miesiącach motocyklowej peregrynacji w roku 1999 notowałem także uwagi na temat prezydenta Kazachstanu:

Nursułtan Nazarbajew jest znacznie bardziej wstrzemięźliwy w budowaniu swego kultu na ziemiach rządzonego przez siebie państwa. Przynajmniej gdy idzie o dekoracje. Wyjątkiem był czas przed wyborami prezydenckimi w roku 1999, kiedy to na ulicach kazachskich miast królowało hasło „My znajem kogo wybirajem”, a dobrotliwa twarz Nazarbajewa spoglądała z dziesiątków potężnych billboardów, nie pozostawiając złudzeń kogo należy w tych wyborach poprzeć. Kiedy gorączka wyborcza minęła, wszystko wróciło do normy, ale w wielu miastach oblicze Nazarbajewa nadal towarzyszy na co dzień obywatelom Kazachstanu. 

W Kazachstanie nikt wszakże nie ma wątpliwości, że demokracji w rozumieniu europejskim w tym kraju nie ma. Jest za to system prezydencki, którzy jedni określają mianem silnej, scentralizowanej władzy prezydenckiej, inni mianem azjatyckiej despotii. Trudno wszakże było spodziewać się, że dawny pierwszy sekretarz komunistycznej partii, w tym wypadku Kazachstanu, stając się prezydentem w roku 1991, okaże się jednocześnie budowniczym rozwiniętego systemu demokratycznego. 

Codzienne życie w Kazachstanie nie jest łatwe. Z perspektywy dużych miast, z perspektywy stolicy trudniej to dojrzeć, ale już podróż motocyklem przez tutejszą prowincję pokazuje, że do stabilizacji gospodarczej kraju droga ciągle jeszcze bardzo daleka. Niestabilność warunków codziennego życia tworzy wśród znacznej części niekazachskiego społeczeństwa nastroje niezbyt przychylne budowaniu suwerennego państwa kazachstańskiego. Ludzie ci bardzo często z nostalgią wspominają czasy sowieckie, kiedy to ich zdaniem żyło się spokojnie, bezpiecznie i stabilnie. Tak zwana epoka zastoju Leonida Breżniewa wspominana jest tu jako okres prosperity. Nic w tym zaskakującego – na szosach w samochodach osobowych widziało się wówczas przeważnie białych, Kazachom pozostawały autobusy przerobione z ciężarówek, dzisiaj bywa odwrotnie… 

W tej sytuacji Nursułtan Nazarbajew uprawia sztukę chodzenia po cienkiej linie. Z jednej strony nie chce zrażać sobie narodowo nastawionych Kazachów, z drugiej wszakże musi i chce się liczyć z nastrojami mniejszości rosyjskojęzycznych. Do tej pory sztuka godzenia obu tych postaw mu się udaje. Podobnie jak udaje mu się utrzymać władzę, mimo iż chociaż pochodzi z tak zwanego starszego żuzu, którego przedstawiciele tradycyjnie pełnili najwyższe funkcje w państwie, sam należy do stosunkowo pośledniego klanu w tym żuzie.

Dla Kazachów Nursułtan Nazarbajew jest współczesnym chanem. Chan raz obrany pozostanie nim aż do śmierci. A poza tym, jak twierdzi profesor Nurbułat Masanow, przedstawiciel tutejszej opozycji, w Kazachstanie panuje system patronacko-kliencki. Najwyższym patronem jest prezydent. Jego klienci to polityczna i gospodarcza elita kraju. Ale i oni są patronami dla klientów wywodzących się z niższych szczebli zarządzania. I tak drabina ta schodzi, aż na sam dół hierarchii społecznej. Tak ściśle powiązana ze sobą struktura zależności patronacko-klienckich wykazuje zadziwiającą żywotność. 

Dla społeczności rosyjskojęzycznych natomiast Nazarbajew jest tym politykiem, który wcale nie kwapi się do gwałtownego zrywania więzi gospodarczych i politycznych z Rosją. Społeczności te uznają taką politykę za korzystną dla siebie, co więcej, oczekują, że w przyszłości więzi te będą jeszcze mocniejsze. 

W wizerunku Nursułtana Nazarbajewa ważne miejsce zajmuje rodzina. Z nadania prezydenta bowiem jej członkowie należą do politycznej elity Kazachstanu. Najstarsza córka Nazarbajewa – Dariga – jest szefem państwowej telewizji, a jej mąż Rachat Alijew, syn komunistycznego ministra zdrowia, szefuje kazachskiej policji podatkowej. Para ta znana jest ze swego zamiłowania do mediów – pewnie dlatego w jej rękach są też tak popularne gazety jak „Nowe Pokolenie” i „Karawan”. Mężem młodszej córki Nazarbajewa – Dinary – jest Timur Kulibajew, syn sowieckiego jeszcze ministra budownictwa, któremu teść powierzył kierowanie interesami firmy KazTransOil, czyli przedsiębiorstwa zajmującego się wydobyciem i handlem ropą naftową. Nieco na marginesie tej działalności Timur Kulibajew zajmuje się budownictwem, niedawno stał się także właścicielem słynnej bazy sportów zimowych w Czimbułaku nieopodal Ałma-Aty. Najmłodsza córka Nazarbajewa – Alija – od ponad dwóch lat jest żoną syna prezydenta Kirgistanu, Ajdara Akajewa. 

Obserwatorzy tego pamiętnego ślubu widzieli w nim początek dynastycznego związku dwóch prezydenckich rodzin. Dzisiaj o małżeństwie kazachskiej księżniczki i kirgiskiego księcia mówi się nieco ciszej, a to za sprawą licznych ekstrawagancji będących udziałem Aliji, które nie są akceptowane przez rodzinę Akajewa. Sprawy na tyle się skomplikowały, że miejscowi plotkarze mówili nawet od odesłaniu córki Nazarbajewa do domu. Ale to pewnie jedynie plotki, niemal natychmiast bowiem w prasie zarządzanej przez familię Nazarbajewów ukazały się reportaże o szczęśliwym pożyciu młodej pary… 

Sam Nazarbajew bywa również przedmiotem plotkarskich opowieści, którymi żyją odradzające się bazary Kazachstanu. Wiele komentarzy budzą choćby jego urlopy na Lazurowym Wybrzeżu lub w śródziemnomorskich kurortach Turcji. Cóż, widać stepowy chan polubił łagodny klimat Morza Śródziemnego. 

I znowu potrzebna jest w tym miejscu glossa uwspółcześniająca tamte zapiski. Nursułtan Nazarbajew okazał się bowiem władcą, który zdecydował się, jako jedyny w Azji Środkowej, przekazać władzę następcy. Uczynił to w roku 2019 po dwudziestu ośmiu latach rządów, przekazując władzę Kasym-Żomartowi Tokajewowi. Jak sam powiedział – swemu wieloletniemu współpracownikowi i zaufanemu politykowi. Jednocześnie jednak Nazarbajew zachował sobie kierowanie krajową Radą Bezpieczeństwa oraz rządzącą partią Nur Otan. Ustawa o Radzie Bezpieczeństwa zapewnia mu, jako Pierwszemu Prezydentowi i przywódcy narodu Ełbasy, dożywotnie przywództwo w tej instytucji. Tak więc Nursułtan Nazarbajew odszedł, a jednocześnie pozostał… Czy te słowa to swoisty dysonans poznawczy? Wracam do notatek z roku 1999:

Przypadki czterech prezydentów posowieckiej Azji Środkowej są różne. Ale jest także coś, co łączy ich wszystkich. Tym czymś jest stanowienie władzy autorytarnej. Uproszczeniem jednak byłoby twierdzić, że dzieje się tak wyłącznie ze względu na ich, w gruncie rzeczy wspólne, sowieckie i komunistyczne korzenie. Kult wodza, społeczne przyzwolenie na autorytaryzm, przekonanie, że władza powinna spoczywać w rękach jednego, silnego człowieka – to spadek nie wyłącznie sowiecki i komunistyczny. To także wielowiekowa tradycja azjatyckich despotii, którą kontynuują współcześni chanowie Środkowej Azji. Wieloletnia trwałość ich rządów świadczy wyraźnie, iż w tamtym rejonie świata ciągle istnieje zapotrzebowanie na chanów.

Przywoływałem notatki z roku 1999 nie bez przyczyny. W Azji Środkowej wiele się od tego czasu zmieniło. Inna jest choćby pozycja Dagiry Nazarbajew – przestała być szefową Telewizji Chabar i straciła funkcję przewodniczącej kazachskiego parlamentu; nie żyje już i Turkmenbaszi, i Islam Karimow, a Nursułtan Nazarbajew przekazał władzę prezydencką zaufanemu człowiekowi i tym samym zerwał z tradycją dożywotniej prezydentury, ale rządy o charakterze autorytarnym nadal sprawowane są i w Kazachstanie, i w pozostałych krajach regionu.

 

Książka:

Krzysztof Renik, „Kazachskie stepy. Ziemie przeklęte?”, Wydawnictwo Dialog, Warszawa 2021.

Opublikowany tekst stanowi część rozdziału „Kazachstan – więcej pytań niż odpowiedzi”.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 680

(3/2022)
18 stycznia 2022

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj