Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Z miasta] Architektoniczny...

[Z miasta] Architektoniczny frankenstein

Wojciech Kacperski

Metamorfozy w architekturze nie są rzadkie, lecz nie zawsze wypadają korzystnie. A to, co przydarzyło się ostatnio jednej z warszawskich galerii handlowych, jest prawdziwym architektonicznym harakiri.

Chodzi oczywiście o przebudowę Arkadii, dzięki której galeria zyskała zupełnie nową część rozrywkowo-gastronomiczną. W czasach, gdy większość zakupów dokonywana jest przez internet, co odbiera galeriom handlowym sens istnienia, to chyba jedyny ruch, który może podtrzymać ich atrakcyjność.

Otwarta w 2004 r. Arkadia architektonicznie nawiązywała do późnego postmodernizmu, właściwego dla czasów, w których powstawała. Elewacja powtarzała wiele elementów wnętrza, a ono samo kolorystycznie utrzymane było w bielach oraz beżach, tworząc stosunkowo mało inwazyjne tło do zakupów. Nowe skrzydło z pewnością zmieni tę sytuację. Już teraz widać, że Arkadia po przebudowie rezygnuje z ciepłej kolorystyki umilającej spędzanie wolnego czasu, która była właściwie niezauważalna w zakupowej pogoni. Teraz architektura stawia na silne akcenty i chce wyraźnie odróżnić się od pozostałej części gmachu. Jej ciemna elewacja, wzbogacona industrialnymi metalowymi kratownicami, zdecydowanie przykuwa uwagę. Dodatkowo intrygująco wygląda wprowadzenie zielonych elementów (takich jak zielona ściana). Wszystko to bronić by się mogło nawet samo w sobie. Jednak w połączeniu ze starą częścią prezentuje się raczej kuriozalnie.

Zestawienie nowego kostiumu ze starym przypomina trochę twarz batmanowskiego Two Face’a – w ten sposób Arkadia zyskała teraz swoją dobrą i złą stronę. Historia architektury zna już tego rodzaju rozwiązania (takie konglomeraty architektoniczne ze wstawkami z różnych epok), jak choćby kościoły, których gotyckie wnętrze często bywało urozmaicane barokowymi wywijasami. Galerie handlowe to w końcu świątynie naszej współczesności, więc wszystko jakby się zgadza. Dodatkowego smaczku całości dodaje gigantyczny wyświetlacz, na którym prezentowane są reklamówki bieżącej oferty. Dość powiedzieć, że w okolicy ronda „Radosława” istnieje jeszcze jeden budynek, który przeżył już kilka dobudów oraz przebudów – chodzi oczywiście o hotel Czarny Kot, niezmiennie pozostający samowolą budowlaną, a który dziś może stanowić swoisty symbol żywiołowej architektury lat 90. XX w. To wymowny kontekst architektoniczny dla samej Arkadii.

Dobudowana część dziś razi, z czasem z pewnością się jednak opatrzy. Interesujące wydaje się co innego – czy w takim kierunku rozwijać się będą galerie handlowe? Czy z molochów, do których trzeba jeździć samochodami, staną się ośrodkami rozrywki i gastronomii, w których zakupy będą tylko dodatkiem? Czy te gigantyczne, kapitalistyczne nie-miejsca, które przyczyniły się do drenażu życia miejskiego, jeszcze bardziej wyczyszczą ulicę z ludzi, tym razem odbierając jej kawiarnie i restauracje? W takim wypadku wolę już Halę Koszyki, w której widoczny jest przynajmniej jakiś łącznik z otoczeniem. Wydaje się jednak, że epoka architektonicznej frankensteinizacji centrów handlowych dopiero nadchodzi.

SKOMENTUJ

Nr 449

(33/2017)
16 sierpnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail