Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Polska] Prezydent Umiarkowanego...

[Polska] Prezydent Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)

Jakub Krupa

Bronisław Komorowski, zaskoczony i – zapewne – rozdrażniony porażką w pierwszej turze, postanowił zmieniać i reformować dla samego zmieniania i reformowania. To, co nie wydarzyło się przez pięć lat, ma zostać nadrobione w dwa tygodnie.

Spiesz się powoli

Przeszło 100 lat temu czeski pisarz i twórca legendarnej postaci Szwejka, Jaroslav Hašek, założył partię polityczną wymierzoną w ośmieszenie systemu demokratycznego – Partię Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa). Oprócz czysto satyrycznych postulatów – wymyślanych nad kuflem piwa w jakiejś praskiej gospodzie – Haškowi przyświecał jeden cel: nie ma się gdzie spieszyć.

Pisał:

Ludu czeski! Kolumb także nie wiedział, jakie owoce wyda jego podróż do Ameryki, co da jego przedsięwzięcie, jakie temu przedsięwzięciu będą towarzyszyć wydarzenia historyczne. […] Najsłynniejszy Czech, Kolumb, odkrył Amerykę, wypływając z Genovic, kroczył drogą umiarkowaną w granicach prawa i zdecydowanie Ameryka nie stałaby dzisiaj na takim poziomie cywilizacji, gdyby jej Kolumb nie odkrył. Kolumb się jednak nie bał i kierując się już wówczas zasadą „umiarkowany postęp w granicach prawa” z łaski prześwietnych urzędów dopłynął na skraj Ameryki, żeby nie doprowadzać sprawy do skrajności.

Dopiero po nim pewien Amerykanin odkrył cały właściwy ląd, potem jeszcze trzeba było wytępić Indian, wprowadzić niewolnictwo i w ten sposób zaprowadzić wszędzie postęp. Wreszcie, po wiekach, udało się Edisonowi wynaleźć fonograf. Gdyby Kolumb do Ameryki nie jeździł, Indianie walczyliby nadal przeciwko sobie i nie mieliby nawet fonografu. […] Tak więc i my, założyciele nowej partii politycznej, nie przeczuwamy i nawet nie możemy przeczuwać, co dobrego dokona ta partia dla ludzkości, a zwłaszcza dla ciebie, drogi ludu czeski! [1].

Hašek wyśmiewał w ten sposób kult postępu jako podstawę jakiekolwiek politycznej wiary. Jak reformy – to tylko „nowoczesne”, „postępowe” i „szybkie”.

Ten sposób myślenia o wspólnocie także w Polsce dominował przez lata. Polską transformację i drogę do zachodnich instytucji politycznych – Unii Europejskiej, NATO – cechował pośpiech i konieczność szybkiej realizacji. Kto nie z nami, ten przeciwko nam, wskazywał dyskurs okołoreferendalny w 2003 r. Zabrakło dialogu, chęci zrozumienia innych poglądów. Nawet jeśli „błędne” czy nieuzasadnione, czymś musiały być inspirowane. Czym? Dlaczego? Jak można się zaangażować w ich krytykę? Te pytania padały zbyt rzadko.

I dzisiaj, patrząc na kampanię prezydencką, mam wrażenie, że nie wyciągnęliśmy odpowiednich wniosków.

Nowa Polska w dwa tygodnie

Bronisław Komorowski, zaskoczony i – zapewne – rozdrażniony porażką w pierwszej turze, postanowił zmieniać i reformować dla samego zmieniania i reformowania. To, co nie wydarzyło się przez pięć lat, ma zostać nadrobione w dwa tygodnie.

Kukiz chciał JOW-ów? Proszę bardzo. Nie ma znaczenia to, że JOW-y były tylko pretekstem do zebrania wyborców muzyka w jedną grupę, a większość z nich niespecjalnie interesuje się konsekwencjami wprowadzenia jego sztandarowego postulatu. Ale zrozumienie, o co im chodzi, wymagałoby przyjrzenia się im bliżej: zrozumienia frustracji, posłuchania ich historii, zastanowienia się i – być może – przyznania się do błędu.

Zakaz finansowania partii z budżetu? Oczywiście. Jakie będą konsekwencje tego kroku? Czy istnieje ryzyko oligarchizacji i szemranego finansowania prywatnego, szczególnie przy bardzo niejasnych regulacjach o lobbingu? W ciągu dwóch tygodni dzielących dwie tury wyborcze nie zdążymy nawet o tym pomówić.

Każdy urzędnik ma być ustawowo miły, życzliwy i rozpatrywać sprawy podatkowe na korzyść? Proszę bardzo. Ciężko jednak powiedzieć, dlaczego to jest w ogóle problem godny referendum, bo ciężko sobie wyobrazić, że obywatele odpowiedzą, że jednak wolą zołzowate, wiecznie obrażone i na wiecznej przerwie urzędniczki.

Rewolucji mieliśmy już dosyć

Jest wiele realnych problemów, w których Polska potrzebuje mądrego przywództwa – umiarkowanego postępu w granicach prawa. Potrzebuje inkluzywnej dyskusji, umiejętności zaangażowania obywateli w dialog.

Rozwiązaniem nie jest krzyk do absolutnej zmiany Polski, odsunięcia „skompromitowanych rządów” – nawiasem mówiąc, to nie te wybory! – ale nie są też czarno-białe referenda, które będą zdominowane walką polityczną w okolicach wyborów parlamentarnych. Prezydent powinien zaczynać narodowe debaty, dyscyplinować rząd, ale jednocześnie współpracować z nim na poziomie roboczym przy najważniejszych projektach, nie udając, że jest od partii rządzącej niezależny.

Nie powinien lub wręcz nie może – z racji braku prerogatyw – być szalonym reformatorem, który obieca wszystko, zapominając, że wybory parlamentarne są dopiero za kilka miesięcy. Kiedy główny kontrkandydat, Andrzej Duda, prezentuje swój program polityczny, trzeba powiedzieć wprost: 90 proc. jego postulatów jest nie do wprowadzenia, jeśli za pół roku w Kancelarii Prezesa Rady Ministrów nie dojdzie do zmiany. Na tegoroczne wybory prezydenckie i parlamentarne trzeba patrzeć jako element jednej całości.

Warto o tym myśleć, idąc do urny. Podział na Polskę racjonalną i radykalną jest sztuczny, agresywny i obrażający sporą grupę szczerze zawiedzionych wyborców. Ludzi niesłyszanych, zagubionych w transformacji i nowym modelu rozwoju Polski. Ludzi, którzy nie są irracjonalni ani radykalni, ale – po prostu – zmęczeni i bez głosu.

Jestem pewien, że oni – być może nawet lepiej niż ktokolwiek inny – rozumieją, że Polska potrzebuje innego prezydenta: takiego od umiarkowanego postępu w granicach prawa. Nie zatraconego w idei „zachodniego postępu”, ale też nie takiego, który za wszelką cenę chce „bronić naszych wartości przed Brukselą”. Nie takiego, który będzie mówił, że ostatnie 25 lat było przepiękne i usłane różami – ale też nie takiego, który będzie mówił, że nic się nie udało.

Rewolucji i nagłych zmian mieliśmy już dość.

Szkoda tylko, że z tymi ludźmi – w Polsce „B” czy „C”, ale też na mazowieckiej wsi, w łódzkich blokach albo obrzeżnych dzielnicach Londynu, Hagi, Berlina – nikt sensownie nie rozmawia. I potem głosują tak, jak są traktowani: chaotycznie, niepewnie, przeciwko.

Jak pisał inny znany Czech, Václav Havel – i on już zupełnie poważnie:

Jeśli ma istnieć choćby mała nadzieja na sukces, to przyzwoitość, rozum, szczerość, odpowiedzialność, kulturę i tolerancję można propagować tylko w jeden sposób – przyzwoicie, rozumnie, szczerze, odpowiedzialnie, kulturalnie i tolerancyjnie [2].

To naprawdę nie jest trudne, panowie kandydaci.

 

Przypisy:

[1] J. Hašek, „Historia Partii Umiarkowanego Postępu (W Granicach Prawa)”, tłum. Jacek Baluch, Wydawnictwo Literackie, Kraków 1987.
[2] V. Havel, „Letnie rozmyślania”, tłum. Andrzej S. Jagodziński, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 331

(19/2015)
14 maja 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj