0000 398 695
close
Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > [Polemika] „Wygaszanie” jak...

[Polemika] „Wygaszanie” jak ziarnko grochu

Jerzy Zajadło

Polskie społeczeństwo odrzuciło ideę liberalnego państwa prawa czy też może padło ofiarą gigantycznej manipulacji obecnie rządzących?

W publicystyce zdarzają się teksty, które bardzo nam się podobają i z którymi w pełni lub prawie w pełni się zgadzamy, doceniając trafność przeprowadzonej analizy, mimo to w ich treści pojawia się czasem jakiś drobny szczegół, jakiś detal budzący nasz niepokój i wątpliwości. Najczęściej jest to niedokończona myśl, nieco przesadnie zarysowana teza, delikatne uproszczenie problemu, które uwiera nas jak przysłowiowe ziarenko grochu księżniczkę z baśni Andersena.

W tekście prof. Ewy Łętowskiej „Wygaszanie państwa prawa” tym czymś jest dla mnie jedno słowo zawarte w tytule – „wygaszanie”. Ten termin sugeruje, że mamy do czynienia z jakimś łagodnym, powolnym, stopniowym procesem likwidacji pewnego fenomenu i wstawianiem w to miejsce innego. „Wygaszanie” jest relatywnie delikatne, kojące, racjonalne, nie ma w nim nic pejoratywnego, samo uzasadnia i usprawiedliwia swoją rację. Sugeruje też, że coś się pali i oto pojawił się strażak, który ma nam pomóc ugasić pożar, chociaż to coś, co płonie, jest w gruncie rzeczy niepotrzebne i niechciane, a więc… nie ma czego żałować.

Tymczasem nic się nie pali i jest dokładnie odwrotnie – ktoś jedynie przebrany za strażaka nie gasi, lecz sam podpala, w dosyć brutalny sposób dewastując aksjologiczne i instytucjonalne podstawy państwa prawa i to bez żadnej alternatywnej propozycji. Przedstawiona przez autorkę diagnoza przyczyn i skutków dosyć gwałtownych i bezpardonowych działań aktualnej władzy nieco mi się więc kłóci z łagodnością procesu sugerowaną przez słowo „wygaszanie”.

Prof. Łętowska nie godzi się wprawdzie z pozakonstytucyjnymi metodami stosowanymi przez obecną władzę, ale jednocześnie z pewną goryczą przyznaje, że rozumie przyczyny, dla których przynajmniej część polskiego społeczeństwa odrzuciła ideę liberalnego państwa prawa. No właśnie – czy rzeczywiście odrzuciła, czy też może jest ofiarą gigantycznej manipulacji ze strony farbowanego strażaka kształtującego fałszywą świadomość i roztaczającego wizję fałszywej alternatywy?

Ta fałszywa alternatywa przypomina mi pewną historię związaną z opozycjonistką z dawnej NRD Bärbel Bohley. Już po zjednoczeniu powiedziała z pewnym przekąsem: „Oczekiwaliśmy sprawiedliwości, a dostaliśmy państwo prawa”. Bärbel Bohley wskazała więc trafnie na pewien istotny problem, tylko nikomu nie przychodziło do głowy, by z tego powodu „wygaszać” (czytaj: dewastować) państwo prawa. Ktoś oczywiście może powiedzieć, że Polska to nie Niemcy, a świat w 2017 r. jest zupełnie inny niż ten sprzed ponad dwudziestu lat. Niczego to nie zmienia, ziarnko grochu, mimo otaczających piernatów, cały czas uwiera i nie pozwala spokojnie zasnąć.

W tekście prof. Łętowskiej jest jeszcze jeden element, który budzi moje wątpliwości. Nie chodzi przy tym o konkretne tezy, lecz raczej o ogólny wydźwięk. Mogę się oczywiście mylić i źle odczytywać intencje autorki, ale takie odniosłem wrażenie prima facie. Prof. Łętowska przyznaje wprawdzie, że z jednej strony nic we wcześniejszych programach PiS-u i w oświadczeniach tej partii z kampanii wyborczej nie zapowiadało aż tak radykalnych pozakonstytucyjnych działań, ale z drugiej strony są one do pewnego stopnia zrozumiałe jako konieczna konsekwencja obiektywnych procesów społecznych i błędów popełnionych w przeszłości. Innymi słowy i w pewnym uproszczeniu – sami jesteśmy sobie winni i w związku z tym przestańmy się dziwić, popatrzmy na to raczej w kategoriach, by sparafrazować Hegla, uświadomionej konieczności. To jednak może brzmieć jak usprawiedliwienie czegoś, czego moim zdaniem usprawiedliwić się nie da, i jestem pewien, że prof. Łętowska też tak sądzi.

Być może uzasadnione są niektóre elementy tego determinizmu, ale z pewnością nie wszystkie. Przypomina mi to spór wywołany swego czasu w filozofii analitycznej przez Ludwika Wittgensteina. Mówiąc w dużym skrócie, chodziło w nim o to, czy nasz język tylko odzwierciedla rzeczywistość, czy też być może ją także kształtuje. Z działaniami aktualnej władzy jest bardzo podobnie – trudno uznać, że są one tylko prostą konsekwencją oczekiwań społecznych, one także do pewnego stopnia tymi oczekiwaniami manipulują, a co za tym idzie tworzą wspomnianą wyżej fałszywą świadomość i roztaczają wizje fałszywych alternatyw. Tak jak u Bärbel Bohley – albo państwo prawa, albo sprawiedliwość. W warunkach polskich mamy więc do czynienia ze szczególnym paradoksem, ponieważ nazwa rządzącej partii mogłaby sugerować i jedno, i drugie. Niestety, tylko sugerować.

Niedawno opublikowałem na łamach internetowego wydania „Gazety Wyborczej” (16 stycznia) niewielki felieton „Zabawa w klocki, czyli władza burzy wszystko”. Jego główna teza brzmiała mniej więcej tak: przyglądając się początkowo wielu działaniom władzy na przełomie 2015 i 2016 r., można było odnieść wrażenie, że rządzi nimi chaos i że nie stoi za nimi żadna wizja. Tej ostatniej nie ma wprawdzie w dalszym ciągu, ale dzisiaj inaczej już należy ocenić sens poszczególnych kroków – tych podejmowanych wobec Trybunału Konstytucyjnego, procedur parlamentarnych, administracji centralnej, prokuratury i sądów, wojska i policji, systemu oświaty, ordynacji wyborczej, samorządów, praw i wolności obywatelskich, partii opozycyjnych itd. Chaos nie jest tutaj metodą, lecz celem samym w sobie – jak w zabawie w klocki chodzi o całkowite zniszczenie porządku polityczno-prawnego po to, by móc go stworzyć od nowa i na nowo, w niektórych przypadkach wymieniając uszkodzone struktury. Kiedy w październiku 2015 r. społeczeństwo wybierało swoich przedstawicieli, ci nie mówili, że zabawa będzie wyglądać w taki właśnie sposób – co potwierdza tylko tezy prof. Łętowskiej. Po pierwsze, że faktyczny dostęp do klocków będzie miała tylko część wybranych, a nie wszyscy przedstawiciele; po drugie, że nie chodzi o kontynuację i poprawianie istniejącej budowli, lecz o jej rozwalenie (lub, jak kto woli, „wygaszenie”) i zaczęcie od początku.

Ciekawa była opinia jednego z internautów – w komentarzu napisał, że taka teza byłaby może przenikliwa jeszcze rok temu, ale dzisiaj wydaje się banałem. Oczywiście, z aktualnej perspektywy to już banał, ale właśnie tak jest z banałami – stopniowo i powoli zaczynamy się do nich przyzwyczajać, aż w końcu uznajemy je za normalność lub wręcz konieczność. Tak jak w znanej tezie Kisiela – mniejszy problem z tym, że jesteśmy w pewnym miejscu, znacznie gorzej, że zaczynamy się tam urządzać. Pewien przesadny determinizm wyeksponowany w tekście prof. Łętowskiej też może niestety rodzić taki skutek w sferze świadomości społecznej.

Aktualni dysponenci klocków nie mają wystarczająco dużo siły, odwagi, pomysłu i społecznego poparcia, by rozwalić budowlę za jednym zamachem, chociaż pewnie bardzo by tego chcieli. Robią to więc stopniowo, systematycznie i bez przykładania większej wagi do racjonalności – „wygaszają” państwo prawa. Na razie tłum otaczający dysponentów klocków wyraźnie się podzielił. Jedni krzyczą zachwyceni – głupio czy mądrze, „wygaszajcie” dalej. Inni lamentują z przerażeniem – zostawcie w spokoju tę budowlę, zacznijcie ją naprawdę rozwijać i poprawiać. I już tracimy orientację, których jest więcej… A stracą wszyscy. Istnieje niebezpieczeństwo, że pomysłodawca rozbiórki nie ma żadnej wizji kształtu rekonstrukcji, która ma nastąpić po „wygaszeniu”. Że siądzie zmęczony i westchnie: udało się, „wygasiłem”. A teraz składajcie z powrotem, ale na nowo, ja już jestem za stary.

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Succo; Źródło: Pixabay.com [CC0]

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 419

(3/2017)
19 stycznia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj