Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Azja w zbliżeniu]...

[Azja w zbliżeniu] Wybór wyznania – wolność czy przymus?

Krzysztof Renik

Wprowadzanie prawa antykonwersyjnego w kolejnym stanie Indii rodzi pytanie o rzeczywisty charakter współczesnego państwa indyjskiego – czy nadal jest ono państwem świeckim, czy też radykalne nurty hinduistyczne próbują przebudować architekturę społeczno-religijną Indii i stworzyć z kraju hinduistyczną republikę wyznaniową?

W kolejnym indyjskim stanie, tym razem w Uttarakhand, rządząca Indiami Partia Ludowa (BJP) wprowadziła w życie tak zwane prawo antykonwersyjne. Zakłada ono kryminalizację konwersji religijnych z hinduizmu na inne religie – przede wszystkim na chrześcijaństwo i islam. Wedle prawa, które obowiązuje już w siedmiu stanach Indii, konwersja wynikająca z przekupstwa, stosowania siły lub innego rodzaju nacisków jest przestępstwem, a ktoś, kto nakłania do takiej konwersji, podlega karze do dwóch lat więzienia. Zwolennicy wprowadzania tego typu regulacji prawnych wywodzą się z radykalnych ugrupowań hinduskich, wspierających Indyjską Partię Ludową. Twierdzą, że chrześcijańscy i islamscy misjonarze właśnie poprzez przekupstwo, naciski i przymus prowadzą działalność misyjną, w ramach której nakłaniają Hindusów do porzucania ich tradycyjnej religii, czyli hinduizmu.

Przedstawiciele licznych wspólnot zarówno chrześcijańskich, jak i islamskich odrzucają te oskarżenia. Przekonują, że działalność edukacyjna i humanitarna, którą prowadzą przedstawiciele obu wyznań, nie ma nic wspólnego z działaniami o charakterze prozelityzmu i w żadnym wypadku nie są elementami działalności prowadzącej do wymuszonych konwersji. Indyjscy obrońcy praw człowieka zwracają przy tym uwagę, że prawodawstwo antykonwersyjne jest przykładem ograniczania prawa osoby ludzkiej do samodzielnego określenia swej przynależności konfesyjnej. Podkreślają przy tym, że indyjska konstytucja określa Indie jako państwo świeckie, w którym wszystkie wyznania traktowane są jednakowo. Tak więc wprowadzanie prawa antykonwersyjnego w kolejnym stanie Indii rodzi pytanie o rzeczywisty charakter współczesnego państwa indyjskiego – czy nadal jest ono krajem świeckim, czy też radykalne nurty hinduistyczne próbują przebudować architekturę społeczno-religijną Indii i przekształcić kraj w republikę wyznaniową?

Na tak sformułowane pytanie nie można odpowiedzieć bez poznania kontekstu, w jakim w siedmiu stanach indyjskich wprowadzono nowe prawo. Regiony, w których uchwalono antykonwersyjne ustawodawstwo, zamieszkują duże grupy ludności wywodzącej się z ludów plemiennych Indii oraz ze społeczności pozakastowej, czyli dalitów, określanych także mianem „niedotykalnych”. Stany te to Orissa, Madhja Pradeś, Dźarkhand, Ćattisgarh, Gudźarat i Himaćal Pradeś, a teraz także i Uttarakhand.

Ludy plemienne Indii wyznawały i wyznają do dzisiaj religie animistyczne lub bardzo różne kulty szamańskie. Z kolei dalici są ludnością o bardzo zróżnicowanym krajobrazie wyznaniowym. Wszystkich tych mieszkańców Indii łączy jedno – nie są hinduistami lub też, będąc hinduistami, znajdują się na najniższych szczeblach hierarchii społecznej, której korzenie sięgają indyjskiego systemu warnowo-kastowego. Ich codzienna egzystencja to życie na marginesie indyjskiego społeczeństwa, najczęściej bez dostępu do edukacji i podstawowej pomocy materialnej. Nic zatem zaskakującego, że to właśnie wśród tej ludności działają chrześcijańskie, a niekiedy i islamskie instytucje edukacyjne i charytatywne.

Członkowie ludów plemiennych nie są skłonni do przejścia w obręb hinduizmu, bowiem jako animiści pozostają poza dyskryminującym systemem kastowym. Jeżeli już myślą o konwersji, to właśnie w kierunku chrześcijaństwa lub islamu. Taka zmiana zapewniłaby im wejście do wspólnoty, która nie kieruje się w swych działaniach porządkiem kastowym. Podkreślają przy tym, iż religie animistyczne nie mają nic wspólnego z hinduizmem i stanowią zupełnie odmienny typ światopoglądu religijnego. Twierdzeniom tym przeczą hinduscy radykałowie, którzy w animistach widzą hinduistów, tyle że mniej cywilizowanych i wyznających jakąś gorszą formę hinduizmu. Ich przejście na hinduizm byłoby w mniemaniu radykałów wejściem tych ludzi do „lepszej” części społeczności.

Z kolei dla dalitów konwersja na chrześcijaństwo lub islam oznacza wyjście – przynajmniej teoretycznie – z więzów systemu kastowego. Odrzucając hinduizm, w którym pełnią rolę pariasów, mają szansę na oderwanie się od wyznaczonego im przez kastowy porządek losu niedotykalnych. I właśnie to niepokoi radykalnych hinduskich idelogów, którzy chcieliby – i głośno o tym mówią – budować wyłącznie hinduistyczne Indie w zestawie z porządkiem warnowo-kastowym.

Wprowadzane konsekwentnie przez hinduskich radykałów prawo antykonwersyjne jest na tyle ogólnikowe, iż pozwala na dowolną interpretację tego, czy konkretny akt konwersji jest podyktowany duchową potrzebą pojedynczego człowieka, czy też został on wymuszony lub został wywołany przekupstwem. O wszystkim ma decydować lokalny urzędnik państwowy, którego osoba chcąca dokonać konwersji musi poinformować o tym zamiarze, co najmniej na miesiąc przed planowanym momentem przejścia na inną religię. To on będzie decydował o tym, czy można zezwolić na przyjęcie innej aniżeli wyznawana pierwotnie religia. Czy można uznać, że jest to akt świadomej decyzji konkretnego człowieka, czy też w sprawie należy prowadzić śledztwo dotyczące nakłaniania do zmiany religii? Bo to już byłaby kwestia odpowiedzialności karnej.

Indie przez wiele dziesięcioleci swej niepodległości szczyciły się mianem państwa świeckiego, w którym wyznawcy różnych religii mogli żyć w warunkach pełnej wolności, a państwo nie ingerowało w ich wybory światopoglądowe. Wprowadzanie w życie kolejnych ustaw antykonwersjnych każe jednak zapytać, czy Indie nadal są tym państwem, w którym wybór światopoglądu jest prywatną sprawą konkretnego człowieka, a władza państwowa nie próbuje w te wybory ingerować.

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Skoro jesteś tu z nami, mamy do Ciebie ważną prośbę.

„Kultura Liberalna” jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy istnieje dzięki wsparciu Darczyńców. W każdy wtorek publikujemy pełnowymiarowe wydanie magazynu, wydajemy książki, organizujemy wydarzenia publiczne.

Dajemy głos ludziom rozmaitych profesji i środowisk, którzy mają do powiedzenia coś ważnego i ciekawego - niezależnie od potrzeb reklamodawców i komercyjnych wymogów. Wierzymy w pluralistyczną demokrację i rozmawiamy także z tymi, z którymi się nie zgadzamy. Bez „KL” w naszym kraju byłoby smutniej!

Przed nami kolejne cele. Aby działać stabilnie i zachować pełną niezależność, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas bezpośrednimi, comiesięcznymi wpłatami. Dlatego zwracamy się do Ciebie z prośbą, abyś dołączył lub dołączyła do grona naszych comiesięcznych Darczyńców. Zajmie to tylko minutę!

SKOMENTUJ

Nr 488

(20/2018)
17 maja 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj