Wesprzyj Kulturę Liberalną
Przyszłość naszego tygodnika zależy od Darczyńców. Wesprzyj Kulturę Liberalną
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Projekt: Polska] Nie...

[Projekt: Polska] Nie bójmy się nowej opozycji!

Michał Żakowski

Skoro liberałowie są silniejsi, lewica powinna ugiąć kolano przed Grzegorzem Schetyną i Katarzyną Lubnauer. Barbara Nowacka pokazała, że można dostać miejsca na listach, logo na plakatach Koalicji Obywatelskiej, dwa czy trzy (byle nieprzesadnie kontrowersyjne) postulaty w programie Koalicji i burzę oklasków podczas przemówienia na konwencji. Warto, nawet jeśli czasem trzeba będzie się tłumaczyć z prezydenta-seksisty albo prezydenta zakazującego marszu równości.

W przedostatnim numerze „Polityki” dwójka jej czołowych publicystów analizuje zjawisko nazywane przez nich „dziwną wojną” lewicy z liberałami. Tezą tekstu wydaje się nie tyle apel o pozostanie lewicy przy lewicowych wartościach, co abdykowanie z próby ich wcielenia w życie.

Wiesław Władyka i Mariusz Janicki zaczynają od definicji i precyzują, że liberałem jest każdy, kto uznaje zasady liberalnej demokracji, a więc ma to być pojęcie opisujące i liberała, i konserwatystę, i nawet „niestalinowskiego komunistę”. W tym sensie właściwie każdy, kto nie jest w obozie PiS-u, mógłby wejść do grona liberałów, o różnych ideowych odcieniach.

Jest to ujęcie dalekie od podręcznikowego, ale również nieprzystające do kontekstu, w jakim występuje rzeczywisty podział tak zwanych „środowisk niepisowskich w Polsce”. Najbardziej trafną linią podziału wydaje się nie podejście do abstrakcyjnych wartości czy ocena transformacji systemowej, lecz sposób postrzegania problemów polskiej rzeczywistości. Dla obozu umownie nazywanego „liberalnym” (nie znaczy to, że składa się on wyłącznie z liberałów, czy że liberałowie nie występują po drugiej stronie), utożsamianym w polityce przez PO i Nowoczesną, centralnym punktem odniesienia jest bycie antytezą PiS-u. O trudnych aspektach rzeczywistości przedstawiciele tego obozu mówią o tyle chętnie, o ile jest to okazją do dokopania Jarosławowi Kaczyńskiemu. Mogą przy tym dostrzegać realnie istniejące problemy, jednocześnie mają kłopot z udowodnieniem, że zagłosowanie na ich przedstawicieli owe kłopoty rozwiąże – szczególnie jeśli podobnych zjawisk nie dostrzegali w okresie rządów swojego obozu. W efekcie największa opozycyjna partia nie potrafi osiągnąć pierwszej pozycji w sondażach, pomimo ogromnych kontrowersji, jakie wzbudzają działania PiS-u. Zasadniczy brak efektów wycieku „taśm Morawieckiego” pokazuje również, że same „kompromaty”, o których przedstawiciele obozu liberalnego marzyli, nie spełniają roli cudownej broni mogącej odmienić sondaże. W przypadku PO afera taśmowa przechyliła jedynie czarę goryczy, zaś obecna strategia głównych partii opozycyjnych nie wystarczy do tego, aby przekonać wyborców PiS-u do zmiany decyzji. Być może pewne znaczenie ma tu fakt, że ci wyborcy to w jakiejś części osoby, które już PO przestały ufać i zbyt szybko swojego zdania nie zmienią.

Obóz nazywany „lewicowym” dostrzegał określone problemy i za rządów PO, i za rządów PiS-u. Są w nim osoby od lat zaangażowane w działania, których znaczenie było od lat marginalizowane. Dzisiaj, kiedy mówią o swojej nieufności wobec obu głównych partii, słyszą, że są „symetrystami”, że obecnie wszelkie różnice schodzą na dalszy plan, bo najważniejsza jest ochrona kraju przed zawłaszczeniem przez PiS.

W efekcie, jak deklarują autorzy, w hipotetycznym scenariuszu liderem opozycji mógłby być Adrian Zandberg lub Robert Biedroń – skoro jednak liberałowie są silniejsi, lewica powinna ugiąć kolano przed Grzegorzem Schetyną i Katarzyną Lubnauer. Barbara Nowacka pokazała, że można dostać miejsca na listach, logo na plakatach Koalicji Obywatelskiej, dwa czy trzy (byle nieprzesadnie kontrowersyjne) postulaty w programie Koalicji i burzę oklasków podczas przemówienia na konwencji. Warto, nawet jeśli czasem trzeba będzie się tłumaczyć z prezydenta-seksisty albo prezydenta zakazującego marszu równości.

Jeżeli wierzymy, że zwycięstwo którejś z opozycyjnych sił nastąpi już za rok, spierajmy się o kształt Polski po wyborach i pozwólmy okrzepnąć nowej lewicy. Ten obóz nie zjednoczy swoich wyborców, udając, że nie dostrzega ich niechęci wobec obecnie największych graczy sceny politycznej.

Michał Żakowski

Poglądy obyczajowe nie są jednak, zdaniem autorów „Polityki”, tak istotne jak kwestie ustrojowe. Oczywiście, są wspólne reguły gry, które PiS unieważnia. Jest istotne, aby tworzyć front z poparciem szerszym niż obecne partie opozycyjne. Skoro jednak odsetek wyborców wspierających Koalicję Obywatelską utrzymuje się na stabilnym poziomie, bez perspektyw na wzrost w najbliższej przyszłości, skąd się biorą ataki na inicjatywę Roberta Biedronia? Nie musi on zastępować Grzegorza Schetyny w roli lidera opozycji ani być jego wasalem. Przemawia on do tych, którzy nie czują się obecnie reprezentowani. Na ile to duża grupa, zobaczymy w miarę postępów w formowaniu nowego ugrupowania. Jest to polityk o potencjale do zjednoczenia szeroko pojętej centrolewicy. Z krytyki Kościoła może uczynić zarówno swoje paliwo, jak i źródło potencjalnych ryzyk. Elektorat antyklerykalny to pojęcie bardzo szerokie, wymowna jest tutaj historia posła Armanda Ryfińskiego, znanego głównie ze swojego antyklerykalizmu, pod koniec kadencji „zasłużonego” podsycaniem nastrojów antyuchodźczych. Wydaje się jednak, że Biedroń zrozumiał błędy popełnione przez Palikota, stąd powolne tworzenie swojego ruchu, oparcie programu na potrzebach deklarowanych przez samych wyborców i potencjalny czas na weryfikację swoich struktur.

Rozważania o tym, czy warto ratować ustrój, są wśród opozycji o tyle nieistotne, że jest to rodzaj oczywistości powszechnie podzielanej. Pytanie brzmi: jaką strategię wybrać. Zakopywanie toporu czy wchodzenie w struktury największych partii jest obarczone tym samym ryzykiem, co odpuszczenie sobie polityki – jakakolwiek opozycja wobec PiS-u ograniczy się do tego, do czego zdolna jest Koalicja Obywatelska. Istnieje ogromne ryzyko, że w takiej sytuacji będziemy zmagać się z rządem PiS-u przynajmniej do roku 2023. Jeżeli chcemy układać Polskę od nowa już w 2019, nie udawajmy, że lewicy z liberałami nic nie dzieli. Jeżeli wierzymy, że zwycięstwo którejś z opozycyjnych sił nastąpi już za rok, spierajmy się o kształt Polski po wyborach i pozwólmy okrzepnąć nowej lewicy. Ten obóz nie zjednoczy swoich wyborców, udając, że nie dostrzega ich niechęci wobec obecnie największych graczy sceny politycznej*.

 

Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: www.instagram.com/robertbiedron/

*/ Tekst wyraża poglądy autora związanego ze Stowarzyszeniem „Projekt: Polska”.

SKOMENTUJ

Nr 510

(42/2018)
19 października 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj