Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Cosmopolitan. O książce...

Cosmopolitan. O książce „Europejczycy. Początki kosmopolitycznej kultury” Orlando Figesa

Paweł Majewski

Figes snuje opowieść o europejskich elitach kulturowych w drugiej połowie XIX wieku. To świat, który wprawdzie zdaje sobie już sprawę z własnego uzależnienia od kapitału i jego przepływów, lecz mimo to wciąż jeszcze zachowuje umiejętność przejmowania się niematerialnymi aspektami własnego istnienia. Z dobrego samopoczucia tamtych czasów nie zostało nam dziś właściwie nic.

W literaturze europejskiej XIX wieku pojawia się temat, którego wcześniej prawie w niej nie było – pieniądz. I jest to pieniądz występujący nie jako emblemat czy alegoria tej czy owej wady (rzadziej zalety) ludzkiego charakteru, nie jako ozdoba scenografii, lecz jako potężny czynnik sprawczy. Jest to pieniądz w działaniu, jego przepływy jednych podnoszą na szczyt, a innych – niekiedy tych samych, po kolejnym obrocie koła fortuny – strącają na dno. Jeszcze romantycy praktycznie go nie zauważają, a „Fantazy” Słowackiego z istotnym wątkiem finansowym stanowi wyjątek, którego geneza ma związek z mało znanymi zajęciami Wieszcza na paryskiej giełdzie (w jego rękopisach pojawiają się czasem słupki liczb z podsumowaniami, czasem zresztą mylnymi, które Juliusz Kleiner i jego współpracownicy opisali w siedemnastotomowej edycji krytycznej sumiennie, lecz z dość wyraźnym zaambarasowaniem). Autorem, który z rozmachem wprowadził pieniądz do literatury, był Balzak, a jego następcą – Zola. Zarówno w „Komedii ludzkiej”, jak i w „Rougon-Macquartach” forsa przepływa non stop, co chwila padają konkretne kwoty, postacie kalkulują, zarabiają, tracą – od tego zależy ich los, nie od rozwoju duchowego czy przygodowych perypetii. Obojętnie, czy chodzi o groszowe zarobki wyrobniczek, czy o milionowe spekulacje na giełdzie, to już nie są skromne, na pół symboliczne, doraźne kalkulacje egzystencjalne Robinsona Cruzoe czy Moll Flanders. Money makes the world go round.

Orlando Figes, brytyjski historyk i pisarz znany już w Polsce zwłaszcza z masywnej monografii „Tragedia narodu. Rewolucja rosyjska 1891–1924”, w swojej najnowszej książce podjął ten właśnie temat. Tytuł polskiego przekładu tej książki: „Europejczycy. Początki kosmopolitycznej kultury” niezbyt precyzyjnie oddaje znaczenie oryginału: The Europeans. Three Lives and the Making of a Cosmopolitan Culture. Owe „trzy żywoty” to biografie rosyjskiego pisarza Iwana Turgieniewa (1818–1883), francuskiej śpiewaczki operowej Pauline Viardot (1821–1910), którą z Turgieniewem łączył długoletni związek, oraz jej męża, krytyka sztuki Paula Viardota (1800–1883). Na kanwie tej potrójnej biografii Figes snuje opowieść o europejskich elitach kulturowych w drugiej połowie XIX wieku – czyli w okresie, kiedy Europejczycy mieli najwięcej powodów, by uznawać siebie za najdoskonalszych przedstawicieli gatunku ludzkiego. Książka ta nie jest więc freskiem historycznym o tematyce ogólnej, lecz raczej „biografią rozszerzoną”, której głównym tematem są związki sztuki i ekonomii w okresie, kiedy wszystkie strony tych relacji zaczęły otwarcie przyznawać, że one naprawdę istnieją i są istotne.

Nie bez przyczyny autor rozpoczyna opowieść od „Uwag dotyczących pieniędzy”, gdzie znajduje się sporo instruktywnych informacji na temat płac i siły nabywczej walut w okresie akcji książki, a pierwsza scena właściwej narracji to scena podróży pociągiem (szkoda, że Figes nie znał prac Wojciecha Tomasika na ten temat). „Pieniądz” i „kolej” stanowią główne wyznaczniki funkcjonowania świata wysokiej kultury w tej epoce. Jest to książka o jedności wyższych pięter cywilizacji europejskiej w okresie jej największej potęgi i produktywności. Kreślony w niej obraz jest jednoznacznie pozytywny. Autor śledzi ruchy elit, bez zwracania uwagi na doły społeczne. Interesuje go zwłaszcza to, jakimi sposobami owe elity – niedysponujące już na ogół dziedzicznymi majątkami feudalnymi i płynącymi z nich rentami gruntowymi – zapewniały sobie dochody. Stąd książka obfituje w szczegóły twardych negocjacji artystów z wydawcami, impresariami i menedżerami. Mimo tych mało uduchowionych tematów jest jednak raczej jasne, że intencją Figesa było zabranie osób czytających jego pracę w podróż po „pięknym świecie”, który wprawdzie zdaje sobie już sprawę z własnego uzależnienia od kapitału i jego przepływów, lecz mimo to wciąż jeszcze zachowuje umiejętność przejmowania się niematerialnymi aspektami własnego istnienia. Wielkie obrazy ideologiczne i wielkie syntezy tożsamościowe naszej cywilizacji powstawały właśnie w drugiej połowie XIX wieku. To dla nas bardzo odległa epoka. Prawnuki prawnuków bohaterów tej książki są dziś już mocno dojrzałymi ludźmi. A z dobrego samopoczucia intelektualnego i artystycznego tamtych czasów nie zostało nam dziś właściwie nic.

Ale „kultura kosmopolityczna”, której pierwszą fazę śledzi Figes w „Europejczykach”, nie zanikła po 1918 roku, straciła tylko moc sprawczą. Zarówno w dwudziestoleciu międzywojennym, jak i jeszcze po drugiej wojnie światowej istniała przecież ponadnarodowa śmietanka towarzyska, której przedstawiciele zwani byli socialites. Z tym, że osoby owe w coraz mniejszym stopniu chciały i były w stanie tworzyć wartości kulturowe. W naszych czasach ich krąg jest już głównie luksusowym „towarzystwem wzajemnej adoracji”, a w świadomości publicznej bytują głównie ich zdegenerowani naśladowcy zwani „osobowościami medialnymi”. Ciężar poważnych debat społecznych przeniósł się do słabo określonych obszarów gdzieś między kampusami uczelnianymi a mediami społecznościowymi, a sztuka – cokolwiek znaczy obecnie ten zagadkowy termin – tworzona jest w luźnym związku z elitami, jeśli pominąć aukcje Sotheby’s, na których nawet antysystemowa twórczość Banksy’ego może zostać skutecznie zmonetyzowana. We współczesnym świecie sfery intelektualne, artystyczne i biznesowe są ze sobą połączone znacznie słabiej w porównaniu z okresem opisywanym przez Figesa.

Odpowiedź na pytanie widniejące na czwartej stronie okładki „Europejczyków”: „Jak doszło do tego, że około 1900 roku na całym kontynencie czytano te same lektury, zachwycano się tymi samymi obrazami, w salach koncertowych słuchano tej samej muzyki, a we wszystkich znaczących operach wystawiano te same dzieła?”, jest jednak dość prosta i chyba nie trzeba w celu jej udzielenia czytać tej obszernej pracy. System kultury europejskiej u szczytu własnego powodzenia światowego nastawiony był na silną, scentralizowaną reprodukcję własnej tożsamości, której sprzyjały rosnące możliwości techniczne i komunikacyjne. Ci ludzie, choć konfliktowali się ze sobą tak, jak w każdej innej epoce, wiedzieli przy tym mniej lub bardziej świadomie, że ponad ich partykularnymi sporami powinna istnieć spójna manifestacja kulturowej jedności, symbolicznej unifikacji, która będzie się przyczyniać do trwałości systemu. To dlatego pisarze tacy jak Flaubert i Zola byli tępieni i umieszczani na ławie oskarżonych w procesach sądowych – pokazywali zbyt wiele negatywnych stron socjety, aby socjeta mogła ich tolerować. Kiedy sto lat po nich na podobny gest pozwolił sobie Truman Capote, jedyną reakcją było poddanie go ostracyzmowi towarzyskiemu przez elitę nowojorską – dla wielkoskalowych struktur systemu społecznego lat siedemdziesiątych XX wieku nie miało to już żadnego znaczenia.

„Europejczycy” Figesa to solidne, świetnie udokumentowane studium wykreowane na pograniczu historiografii nowoczesnej, reportażu historycznego, biografistyki i historii idei. Jednak wszystkie tematy podjęte i rozwijane w tej książce – powstawanie i rozpowszechnianie się nowoczesnej koncepcji praw autorskich, dystrybuowanie i reprodukowanie dzieł sztuki i literatury w czasach dojrzewającego kapitalizmu, komunikacja ludzi oraz idei w epoce rewolucji przemysłowej, polityki kulturalne kolonialnej Europy – zostały już po wielekroć przebadane, opisane, zanalizowane i zinterpretowane. Pisanie na ich temat kolejnej sześćsetstronicowej książki nie było doprawdy koniecznością dziejową. Zaletą tej książki, podobnie zresztą jak innych prac Figesa, jest natomiast lekka, błyskotliwa forma, za którą uważniejsi czytelnicy dostrzegą olbrzymie przygotowanie źródłowe. Dla tego autora solą pracy umysłowej jest bowiem chyba właśnie to, co w obecnej anglopolszczyźnie określa się jako risercz – a zdolność jego uprawiania łączy on w szczęśliwy dla siebie sposób ze zdolnością kreowania żywej narracji. Polski wydawca połączył zaś obie te zdolności z efektowną szatą graficzną przekładu, z którym warto się zapoznać choćby dla faktury papieru.

 

Książka:

Orlando Figes, „Europejczycy. Początki kosmopolitycznej kultury”, z angielskiego przełożyli Łukasz Błaszczyk i Paweł Sajewicz, Wielka Litera, Warszawa 2021.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 671

(46/2021)
16 listopada 2021

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj