Bądź na bieżąco!

Zapisz się na newsletter
Kultury Liberalnej

Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Prognoza wędrowna] Pogrzeb...

[Prognoza wędrowna] Pogrzeb Arabskiej Wiosny

Konstanty Gebert

Niedzielne referendum pogrzebało nie tylko tunezyjską demokrację – jedyną, jaką się Arabskiej Wiośnie udało zbudować, ale i same marzenia, które ten powszechny ruch wolnościowy zrodził.

Dokładnie w rok po rozpędzeniu przez prezydenta Kaisa Saieda parlamentu, Tunezyjczycy poparli w niedzielę, w zbojkotowanym przez opozycję referendum, nową konstytucję. Poparli, zdaniem chińskiej telewizji CGTN, „miażdżąco”: istotnie, wynik 92,3 procent głosów „za” jest nawet w annałach dyktatur rzadkością. W głosowaniu wzięło jednak udział jedynie 27,5 procent uprawnionych, rzeczywiste poparcie dla prezydenckiego projektu było zapewne jeszcze mniejsze, bo wojsko otrzymało rozkaz, by w referendum uczestniczyć.

Frekwencją jednak Saied, z zawodu prawnik konstytucjonalista, nie musiał się martwić: jego dekret o referendum nie przewidywał ani wymogu kworum, ani nawet tego, co robić, gdyby większość głosujących odrzuciła projekt. W końcu on sam głosował przecież „za” – a bez kworum już ten jeden głos by wystarczył.

„Jeden człowiek, jeden głos, jeden raz”

I tak już odtąd będzie. Nowa konstytucja – którą prezydent w znacznym stopniu napisał sam, niezadowolony z projektu przedłożonego przez komisję konstytucyjną, którą powołał – daje mu niemal nieograniczoną kontrolę nad rządem, parlamentem i sądami, a zarazem czyni go niemal nieusuwalnym.

Jego władza sięgać będzie nawet dalej, bowiem artykuł 5 nowej ustawy zasadniczej stanowi, że „Tunezja jest częścią muzułmańskiej wspólnoty wiernych” (a nie, jak mógłby pomyśleć ktoś nieobznajomiony z tematem, odwrotnie), przy czym „jedynie Państwo działa, by realizować cele czystego islamu w ochronie duszy, czci, finansów, honoru i wolności”. Kolejność zapewne nieprzypadkowa: finanse bowiem, a już dusza zwłaszcza, są w tej wizji islamu nieporównanie ważniejsze niż wolność. Zaś Państwo, które będzie je chronić, to jeden Pan: pan prezydent.

Swym krytykom Kais Saied przypomina, że w 2019 roku wygrał – istotnie demokratyczne – wybory prezydenckie, zdobywając 72,7 procent głosów. Wszyscy więc powinni zamilknąć – zresztą włącznie z samym suwerenem, który już zrobił swoje. Przypisywane przez szyderców islamistom hasło „Jeden człowiek, jeden głos, jeden raz” Saied w pełni zrealizował.

No to przynajmniej islamiści powinni być z konstytucji zadowoleni – bo i wspomniany artykuł 5, i cofnięcie konstytucyjnej równości praw kobiet, i uprzywilejowana rola prawa szariackiego. Gdzie tam: islamistyczna Ennahda, największa partia kraju, wezwała do bojkotu referendum. Po obaleniu w 2011 roku świeckiego dyktatora Ben Alego, który ich prześladował, islamiści zdobyli w pierwszych wolnych wyborach jedną trzecią głosów – i zaskoczyli wszystkich, zawierając koalicję z dwiema lewicowymi partiami świeckimi, z którymi wspólnie uchwalili w 2014 roku demokratyczną konstytucję.

Owa ustawa zasadnicza, którą Saied właśnie unieważnił, została przyjęta po zdumiewająco otwartej i powszechnej debacie społecznej. Ze swej przyjętej w 1959 roku poprzedniczki zachowała nie tylko gwarancje praw kobiet, ale i kluczowy artykuł 1: „Tunezja jest państwem wolnym, niepodległym i suwerennym; jej religią jest islam, jej językiem arabski, a jej ustrój jest republikański. Ten artykuł nie może zostać zmieniony”. To, jakie konkretnie prawa daje to islamowi, pozostawało przedmiotem debaty.

Ennahda, która – będąc najlepiej zorganizowaną i najsilniej finansowaną partią – pozostawała, mimo utraty poparcia, trzonem wszystkich kolejnych koalicji rządowych, została oskarżana o chęć islamizacji Tunezji. Oskarżano ją też, i tu już z mocnymi dowodami, o systematyczną korupcję: bohaterowie walki o sprawę najwyraźniej chcieli sobie powetować dawne cierpienia. To właśnie z walki z korupcją Saied uczynił główne hasło swej zwycięskiej kampanii wyborczej, atakując Ennahdę z pozycji „czystego islamu”, który właśnie został teraz do konstytucji wprowadzony, bo zwykły islam okazał się nie dość czysty. Zaś artykuł 1 nie został zmieniony, lecz wyrzucony.

Strach przed konsekwencjami Arabskiej Wiosny

Tunezyjczycy, zgorszeni korupcją, załamani nędzą, od której nie wyzwoliła ich wolność, i przerażeni groźbą krwawych konfliktów, w jakie zdegenerowała Arabska Wiosna w innych krajach, od sąsiadów: Libii i Egiptu poczynając, zaufali Saiedowi – jako prezydentowi. Nie chcieli jednak słuchać przestróg jego skompromitowanych parlamentarnych oponentów, że nieograniczona „władza do walki z korupcją”, jakiej się domagał, to po prostu władza nieograniczona. A zresztą, wspominali starsi, za poprzedniej władzy nieograniczonej był przynajmniej porządek i było co jeść. A ustrój pozostał wszak republikański, jak w 2014 roku. I jak w 1959.

Niedzielne referendum pogrzebało nie tylko tunezyjską demokrację – jedyną, jaką się Arabskiej Wiośnie udało zbudować, ale i same marzenia, które ten powszechny ruch wolnościowy zrodził. W Libii, Syrii, Jemenie trwają przeraźliwie krwawe wojny domowe, w Egipcie panuje dyktatura gorsza niż za obalonego Mubaraka, a w Bahrajnie obu scenariuszy uniknięto – bo reżim krwawo zdławił Wiosnę. Inaczej niż wszystkie te państwa, Tunezja miała szansę: była wystarczająco mała, jednorodna i z łączącą jej obywateli wspólną tożsamością, by zbudować obywatelską wspólnotę. Nie wystarczyło to jednak, by zrównoważyć bezprawie autokratów i korupcję demokratów.

Młody przekupień Mohamed Bouazizi, który – dając początek Arabskiej Wiośnie – podpalił się 17 grudnia 2010 roku w tunezyjskim miasteczku Ben Arous, w bezsilnym proteście przeciwko korupcji i bezprawiu dyktatury. Mógł mieć przynajmniej nadzieję, że w nigdy niezaznanej demokracji jego los byłby lepszy. Ta nadzieja była paliwem Arabskiej Wiosny. I autokraci, i demokraci są odpowiedzialni za jej klęskę.

 

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 707

(31/2022)
27 lipca 2022

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj