Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Prawo do aborcji....

Prawo do aborcji. Czyje życie, czyj wybór? [Zapis debaty]

Ann Furedi, Emilia Kaczmarek, Justyna Melonowska, Bogumił Łoziński, Małgorzata Terlikowska

Zapis debaty na temat przepisów regulujących dostęp do przerywania ciąży, zorganizowanej 28 września przez „Kulturę Liberalną” i londyński Institute of Ideas w klubokawiarni Państwo-Miasto.

Emilia Kaczmarek: Najważniejszą przyczyną naszej dzisiejszej dyskusji są propozycje zmiany przepisów dotyczących aborcji, które radykalnie ograniczają prawo do przerywania ciąży. Wiele elementów tej ustawy budzi ogromny niepokój i może pociągnąć za sobą skrajnie negatywne konsekwencje.

Po pierwsze, uznanie prawa do życia od chwili połączenia męskiej i żeńskiej komórki rozrodczej nie tylko uzasadnia zakaz aborcji, ale może także doprowadzić do delegalizacji różnych form antykoncepcji. Zakaz ten z pewnością obejmie tzw. pigułki po, ale może również zagrozić zwykłej antykoncepcji hormonalnej czy wkładkom wewnątrzmacicznym, ponieważ część z tych środków – w sytuacji, gdy pomimo ich stosowania dojdzie jednak do zapłodnienia – nie dopuszcza do zagnieżdżenia komórki jajowej w macicy.

Po drugie, nowe prawo może doprowadzić do zdecydowanego pogorszenia standardów opieki medycznej nad kobietami w ciąży, ponieważ każda z nich stanie się dla lekarza potencjalnym zagrożeniem. Zgodnie z proponowaną ustawą lekarzowi, który nawet nieumyślnie przyczyni się do przerwania ciąży pacjentki, grozi do 3 lat więzienia. W rezultacie lekarze mogą rezygnować z przeprowadzania tych zabiegów i badań, z którymi wiąże się choćby minimalne ryzyko przerwania ciąży.

kkasia

Po trzecie, ustawa może też prowadzić do ograniczenia wolności słowa w Polsce, ponieważ karane ma być nawet „namawianie do aborcji”. Tym samym podejrzana staje się także debata na temat liberalizacji prawa aborcyjnego.

Po czwarte, ustawa zezwala na aborcję tylko w przypadku bezpośredniego zagrożenia życia – a nie zdrowia – kobiety. To określenie jest szczególnie niepokojące, ponieważ może prowadzić do sytuacji, gdy lekarze, mając pod opieką cierpiącą pacjentkę, będą czekać aż jej stan pogorszy się na tyle, by nie było wątpliwości, że ciąża stanowi bezpośrednie zagrożenie życia.

Wreszcie, po piąte, szczególne kontrowersje wzbudza fakt, że w świetle tej ustawy każde poronienie staje się podejrzane. Co prawda zgodnie z projektem kobieta, która nieumyślnie przyczyniła się do przerwania własnej ciąży, nie podlega karze, skąd mamy jednak wiedzieć, czy do poronienia nie doprowadzono celowo? Zgodnie z proponowanym prawem sędzia może odstąpić od wymierzenia kary kobiecie, która przerwała ciążę – równie dobrze może ją jednak skazać na 5 lat więzienia.

Wszystkie wymienione wyżej powody sprawiają, że nowe prawo antyaborcyjne jest moralnie niedopuszczalne. Chciałabym wiedzieć, czy „obrońcy życia” w Polsce są naprawdę gotowi ponieść odpowiedzialność za ogrom nieszczęścia, do którego ten projekt może doprowadzić.

Nowe prawo może doprowadzić do zdecydowanego pogorszenia standardów opieki medycznej nad kobietami w ciąży, ponieważ każda z nich stanie się dla lekarza potencjalnym zagrożeniem.

Emilia Kaczmarek

Ann Furedi: Dlaczego aborcja stała się tak palącym tematem w polskim parlamencie? Jednym z powodów jest fakt, że bardzo często politycy mają stereotypowy obraz kobiet, które poddają się aborcji. Wyobrażają sobie młode, rozwiązłe kobiety, które nie dbają o stosowanie środków antykoncepcyjnych. Ale rzeczywistość w krajach, gdzie aborcja jest dostępna dość powszechnie – np. w Wielkiej Brytanii, gdzie moja organizacja wykonuje 70 tys. aborcji rocznie – jest zupełnie inna.

Kobiety, z którymi stykamy się w naszych klinikach, nie wpisują się w stereotyp beztroskich młodych kobiet niedbających o stosowanie antykoncepcji. Połowa z nich ma już dzieci. Więcej z nich ma powyżej 40 lat niż poniżej 18. Około 2/3 ma męża lub żyje w stałym związku. Są to kobiety, które nawet w oczach zwolenników tzw. wartości rodzinnych, mają pełne prawo do uprawiania seksu. I to właśnie one zachodzą w ciążę, ponieważ antykoncepcja nie zawsze jest skuteczna.

Dlaczego decydują się na aborcję? Moim zdaniem wybierają ten zabieg właśnie ze względu na wielką wagę, jaką przywiązują do życia. Zależy im na życiu własnym, ich rodzin i dzieci, które miałyby wydać na świat.

Wybór między donoszeniem a przerwaniem ciąży jest jedną z najtrudniejszych decyzji moralnych, jakie ma do podjęcia kobieta. Będzie z nią żyła do końca życia. Odebranie możliwości podjęcia tej decyzji jest nieludzkie. Oto stawiamy kobiety w sytuacji, w której nie mają kontroli nad swoim życiem i swoją przyszłością, a to ze względu na nasze, nie ich, opinie i wierzenia. Uniemożliwienie podjęcia tej decyzji dehumanizuje kobietę.

Możemy debatować o moralnym statusie zarodka, ale jedno jest pewne – moralny status kobiet się nie zmienia. Jesteśmy tymi samymi ludźmi, zarówno przed zajściem w ciążę, jak i w czasie jej trwania.

Możemy debatować o moralnym statusie zarodka, ale moralny status kobiet się nie zmienia. Jesteśmy tymi samymi ludźmi, zarówno przed zajściem w ciążę, jak i w czasie jej trwania.

Ann Furedi

Justyna Melonowska: Myślę, że zwolenników mojego stanowiska i moich oponentów różni nie tyle poziom rozwoju uczuciowego i empatii, co stosunek do procedur wnioskowania. Rozum przestał kształtować widzenie świata wielu z nas. Opowiadamy się raczej za wizjami i na nie się licytujemy. Rozum przegrywa z chęcią i ochotą.

Sama jestem bliska, by ulec tej pokusie. Na przykład byłabym skłonna uznać, że zgwałcone kobiety winny mieć możliwość zażycia pigułki postkoitalnej. Nie zaprzeczam, że jest to ewentualne przerwanie procesu życia, a więc, że jest to zabójstwo. Byłabym jednak gotowa uważać takie zabójstwo za dopuszczalne. Na jakiej podstawie jednak? Dlaczego mniej mnie ono porusza? Prawdopodobnie prowadzi mnie do tego porównanie cierpienia kobiety i cierpienia dziecka, a ono, w tej fazie rozwoju, z pewnością nie odczuwa cierpienia. Tyle mówi mi serce.

Rozum odpowiada jednak, że, po pierwsze, wprowadzam de facto kryterium, które nie może pretendować do jakiejkolwiek spójności logicznej, wyraża po prostu moje subiektywne oceny dopuszczalności i niedopuszczalności czegoś; po drugie, wprowadza w nieuzasadniony sposób subiektywne kryterium „odczuwania”; po trzecie, prowadzi w linii prostej do wniosku, że jeśli wolno nam uśmiercić w sposób bezbolesny istoty pozbawione jeszcze świadomości, to można to samo robić w przypadku istot już pozbawionych świadomości, a zatem na przykład stosować eutanazję.

Istnieje różnica pomiędzy „myślę” i „myślę, że myślę”. Twierdzę, że zwolennicy aborcji bądź prawnej dopuszczalności aborcji myślą, że myślą… Tymczasem tak nasze stanowisko moralne, jak i nasze prawo powinno opierać się na rozstrzygnięciach nieuprzedzonego rozumu, a zatem być wyrazem postawy „myślę”. Dlatego też ja sama muszę się wycofać z twierdzenia o dopuszczalności aborcji po gwałcie. Muszę, ponieważ zmusza mnie do tego uznanie racji rozumu i prawidłowego procesu dedukcyjnego. W przeciwnym razie licytujemy się na współczucie: jedni współczują raczej kobietom w niechcianej ciąży, inni raczej niechcianym przez matki i ojców dzieciom. Tak ustawionego sporu nie da się rozstrzygnąć.

Przykładem porządku logicznego jest projekt Ordo Iuris, który doprowadził do rozłamu nawet w polskim ruchu pro-life. Moim zdaniem, projekt ten jest wyrazem najwyższej kultury logicznej, a przy tym wcale nie wymusza karalności kobiet. Stojąc na zgodnym z Konstytucją RP stanowisku, że aborcja zawsze jest bezprawna, jednocześnie rozumie, że tak de facto, jak i de iure nie zawsze jest ona karalna. A nawet, że matka abortowanego dziecka nie powinna być karana.

Możemy nie lubić prawa, możemy nie lubić ustaw, możemy nie lubić reguł, które mają moc imperatywną nad naszym własnym życiem. Nie możemy jednak gardzić naszym własnym rozumem.

Moim zdaniem projekt ten jest wyrazem najwyższej kultury logicznej, a przy tym wcale nie wymusza karalności kobiet.

Justyna Melonowska

Bogumił Łoziński: Dyskutując o aborcji, warto uporządkować pojęcia, jakimi się posługujemy i określić, czego dotyczy spór. Najpierw pojęcie „istota ludzka”. Z punktu widzenia nauki nie ma żadnej wątpliwości, że istota ludzka zaczyna się w momencie połączenia haploidalnej gamety męskiej, plemnika, z haploidalną gametą żeńską, komórką jajową. Gdyby jakiś genetyk czy biolog zaprzeczył temu naukowemu faktowi, skompromitowałby się.

Drugim zasadniczym pojęciem jest „osoba ludzka”, czyli podmiot, który posiada godność, a zatem przysługują mu takie same prawa, jak osobie po urodzeniu. Istota sporu o aborcję dotyczy określenia od kiedy „istota ludzka”, czyli dziecko przed urodzeniem, jest „osobą ludzką”, czyli korzysta z pełni praw. Ten spór ma charakter filozoficzno-etyczny i według mnie jest nie do rozstrzygnięcia, gdyż stosowane są tu różne kryteria, najczęściej sprzeczne. Jedno to kryterium genetyczne – czyli dziecko jest osobą ludzką od momentu poczęcia. Do takich samych wniosków doszedł amerykański etyk i filozof Don Marquis, wprowadzając kryterium przyszłości – zarodek jest osobą ludzką, gdyż posiada wartościową przyszłość.

Inne kryteria odmawiają zarodkowi ludzkiemu statusu osoby ludzkiej. Uważają one, że o osobie ludzkiej można mówić, gdy zarodek osiągnie odpowiedni poziom rozwoju psychicznego albo gdy zaczyna odczuwać ból, czy ma wykształcony układ nerwowy, albo dziecko może żyć poza organizmem matki. Zwolennicy etyk utylitarystycznych negują moment narodzin jako istotną moralnie cezurę i dopuszczają dokonywanie tzw. aborcji pourodzeniowej. W zależności od przyjętego kryterium stosowane są rozwiązania prawne: pierwsza wskazana grupa prowadzi do zakazu aborcji, druga do jej dopuszczenia, choć w różnych fazach rozwoju.

Choć obecnie w większości krajów świata aborcja jest dopuszczalna, jednak tendencje w prawie międzynarodowym idą w kierunku ochrony praw zarodka. Na przykład w Konwencji Bioetycznej Rady Europy z 1997 r. ujęcie personalistyczne, które wobec zarodka odwołuje się w preambule do godności osoby ludzkiej. Podobną perspektywę przyjął Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej, który w październiku 2011 r. uznał, że zasada godności człowieka powinna być stosowana wobec ludzkiego embrionu od momentu zapłodnienia i dlatego nie wolno go niszczyć.

Według mnie kryterium biologiczne, które opiera się na naukowych ustaleniach, wymusi stopniowe odchodzenie od aborcji.

Choć obecnie w większości krajów świata aborcja jest dopuszczalna, tendencje w prawie międzynarodowym idą w kierunku ochrony praw zarodka.

Bogumił Łoziński

Małgorzata Terlikowska: Jako etyk sprzeciwiam się aborcji nie ze względu na to, że jestem katoliczką i nie dlatego, że zależy mi na ograniczeniu wolności kobiet. Prawdziwym powodem, dla którego jestem przeciwna zabijaniu dzieci nienarodzonych, są ludzkie standardy, kilka podstawowych praw biologicznych, a także ostrożność antropologiczna, zgodnie z którą nawet jeśli ktoś wątpi w status osobowy ludzkiego zarodka, powinien wziąć go w obronę.

Patrząc na kwestię początku ludzkiego życia z perspektywy biologicznej, nie możemy mieć żadnych wątpliwości – wiemy, kiedy zaczyna się życie. Filozoficznie jednak toczy się debata, czy prawo do życia wynika tylko i wyłącznie z samej przynależności do gatunku ludzkiego, czy osobnik musi spełniać jakieś kryteria, dzięki którym to prawo nabędzie. Ku tej drugiej wersji skłania się bardzo wielu bioetyków. Przekonują oni, że prawo do życia przynależy jedynie istotom, które co prawda przynależą do gatunku ludzkiego, ale jednocześnie spełniają pewne arbitralnie dobrane cechy. I co szkoła filozoficzna, to różne kryteria decydujące o prawie do życia.

Dlaczego odrzucam takie rozumowanie? Po pierwsze, dlatego że opiera się ono na całkowicie umownych przesłankach. Nie widzę powodu, by dopiero odczuwanie bólu, strachu przed śmiercią czy samoświadomość miały być powodem przyznania prawa do życia. Nie są to kryteria fundujące godność osoby, a jedynie przygodne cechy natury ludzkiej.

Po drugie: trzeba mieć świadomość, że zgoda na takie rozumowanie oznacza, że prawo do życia odbiera się nie tylko ludziom na zarodkowym czy płodowym etapie życia, lecz także na przykład osobom w stanie wegetatywnym. Przyjęcie takich kryteriów oznacza zatem, że nikt nie jest bezpieczny.

Po trzecie: następuje tu niezmiernie niebezpieczne rozerwanie między godnością i prawem do życia a biologiczną strukturą człowieka. Jakikolwiek brak w tej strukturze może zostać uznany za podstawę do likwidacji człowieka.

Nie możemy zgodzić się więc na taką sytuację, kiedy o prawie do życia będą decydować silniejsi. Na jakiej bowiem podstawie ktoś ma wskazywać, kto jest przydatny, a kto nie; z czyjego życia będzie korzyść, a czyje życie będzie wyłącznie ciężarem. Warto w tym kontekście odnieść się do tzw. paradoksu myśliwego.

Gdy widzimy, jak ktoś strzela do czegoś, co rusza się w krzakach, i mamy absolutną moralną pewność, że jest to człowiek, a nie dzik, to mamy obowiązek zrobić wszystko, by przeszkodzić mu w oddaniu strzału. I nie ma najmniejszego znaczenia, że on przekonuje nas, że człowieka tam nie widzi, a to, co się rusza, to jedynie zwierzę. Jego opinia w tym momencie musi ustąpić – i to nie przed naszą opinią – przed możliwością zabicia człowieka. Owszem, myśliwy może się z nami nie zgadzać, ale naszym obowiązkiem jest go przestrzec przed tym, co robi, a także… jeśli to możliwe uniemożliwić mu oddanie strzału. Jego wolność, a nawet prawo do szczęścia, kończy się bowiem tam, gdzie zaczynają się wolność i fundamentalne prawa, a takim jest prawo do życia innej istoty ludzkiej. Tak samo jest z aborcją.

Spór o moralny status zarodków, choć ciekawy intelektualnie i niewątpliwie zajmujący bioetyków, musi ustąpić przed prostym rozumowaniem moralnym zawartym w paradoksie myśliwego. Status moralny zarodka, embrionu czy płodu powinien być właśnie z powodu ostrożności intelektualnej i egzystencjalnej – nawet przez tych, którzy mają co do tego wątpliwości – domniemywany. Tylko w ten sposób da się bowiem zagwarantować, że niczyje prawa nie będą naruszone.

Nie widzę powodu, by dopiero odczuwanie bólu, strachu przed śmiercią czy samoświadomość miały być powodem przyznania prawa do życia.

Małgorzata Terlikowska

Ann Furedi: Oczywiście moment poczęcia jest bardzo ważny i zgadzam się, że powstaje wówczas odrębne istnienie. Jednakże jaką wartość dajemy temu życiu, kiedy porównamy je z życiem kobiety, która je nosi?

Nie wierzę, że embrion jest tym samym, co narodzona osoba. Powiem więcej, myślę, że Bogumił Łoziński także w to nie wierzy. Wyobraźmy sobie szpital, który stanął w płomieniach, a na oddziale znajduje się kobieta i dziecko, którzy mogą spłonąć żywcem. Gdybyśmy mogli zdecydować, kogo z nich uratujemy, byłby to trudny dylemat etyczny. Nie wierzę jednak, że ktokolwiek, także pan Bogumił, zostawiłby tę kobietę i dziecko, jeśli na końcu korytarza znajdowałaby się lodówka z 50 zarodkami. Nie mielibyśmy wątpliwości, kogo ratować, bo w głębi serca nikt nie uważa, że zarodek ma takie samo prawo do życia i taką samą godność, jak ta kobieta czy to dziecko.

Bogumił Łoziński: To dylemat czysto teoretyczny – moim zdaniem te zarodki w ogóle nie powinny być zamrożone. Ale nie chcę rozmawiać wyłącznie na poziomie teorii. Są konkretne przykłady kobiet, które mając wybór pomiędzy zdrowiem swoim i dziecka, wybierają zdrowie dziecka, bo wierzą, że zarodek od momentu poczęcia zasługuje na ochronę i godność.

Ja sam miałem w swoim życiu taką sytuację. Kiedy moja żona zaszła w ciążę, ze względu na osteopatię, donoszenie ciąży groziło jej złamaniem kręgosłupa. Decyzję o tym, jak postąpić, podejmowaliśmy wspólnie, ale uznaliśmy, że ten nienarodzony człowiek ma prawo do życia.

Powiedziała pani, że nie wierzy, że ja tak naprawdę uznaję prawo zarodka do życia za równoznaczne z prawem kobiety. Otóż ja nie wierzę, że pani zdaniem kobieta ma całkowite prawo do absolutnie swobodnego decydowania, co zrobić z tym zarodkiem.

Małgorzata Terlikowska: Kiedy człowiek, który rozwija się w macicy, ma swoją godność? Filozofowie szukają odpowiedzi – czy ta godność przysługuje od momentu połączenia się plemnika z komórką jajową, a może dopiero w momencie narodzin, a może dopiero wtedy, kiedy dziecko zyskuje świadomość? Dla mnie odpowiedź jest tylko jedna – godnością człowiek jest obdarzony od momentu poczęcia i jako taki musi być chroniony. W przeciwnym razie możemy toczyć niekończące się spory o to, czy na godzinę przed urodzeniem to jeszcze jest człowiek, którego należy chronić, czy jeszcze nie. A na minutę? A w momencie przechodzenia przez kanał rodny? A może wtedy kiedy widać główkę? A może w ogóle po narodzinach, w drugim czy trzecim miesiącu, jak sugeruje choćby Peter Singer…

Autorka: Marta Zawierucha

Autorka: Marta Zawierucha

Emilia Kaczmarek: Nie jest tak, że jedyny racjonalny wybór, jaki mamy, to wybór między momentem poczęcia a narodzeniem. Samo poczęcie nie jest żadnym „momentem”, ale procesem, który trwać może nawet 24 godziny i dopiero w trakcie tego procesu dochodzi do połączenia materiału genetycznego matki i ojca. Więc już tutaj pojawia się problem np. dla przeciwników antykoncepcji awaryjnej – czy chcą chronić komórkę jajową od początku procesu zapłodnienia, czy dopiero wtedy, gdy dojdzie do połączenia materiału genetycznego?

Nie zgadzam się także z twierdzeniem, że każdy, kto jest zwolennikiem prawa do przerwania ciąży, dlatego że zarodki są pozbawione świadomości i nie odczuwają bólu, musi być jednocześnie zwolennikiem prawa do eutanazji. To dwie radykalnie odmienne sytuacje. W przypadku debaty o skracaniu życia pacjentów w stanie wegetatywnym faktycznie mówimy o ludziach trwale pozbawionych świadomości, ale pacjenci ci nie znajdują się w ciele innych osób. Decyzja o podtrzymywaniu ich przy życiu nie ma na nikogo tak bezpośredniego wpływu, jak decyzja o kontynuowaniu ciąży wbrew woli samej kobiety ciężarnej.

Martyna Równiak [Warszawski Uniwersytet Medyczny]: Panuje powszechna zgoda co do tego, że zmuszenie człowieka nawet do oddania krwi byłoby nieetyczne. Tymczasem uważa się, że kobieta w ciąży musi oddać całe swoje ciało, swoją godność i każdą chwilę z 9 miesięcy ciąży, żyjącemu w niej zarodkowi, a potem płodowi. Tej samej kobiety, gdyby donosiła ciążę, chwilę po porodzie nie można byłoby zmusić do oddania nawet mililitra krwi, nawet na rzecz urodzonego dziecka. Nie rozumiem więc, na jakiej podstawie wymagamy od kobiety, żeby poświęcała swoją autonomię, swoje życie i swoje plany dla zarodka.

Radosław Czekan [Fundacja Polska Debatuje]: W polskim sejmie kobiety są wyraźnie niedoreprezentowane. Czy w takiej sytuacji nie lepszym wyborem, niż wprowadzanie prawa przez parlament, byłoby przeprowadzenie referendum, w którym kobiety miałaby proporcjonalny głos w stosunku do tego, jaką są częścią społeczeństwa?

Justyna Melonowska: Ale na podstawie jakiego kryterium będziemy wybierali kwestie, które poddamy referendum? Czy legalność kazirodztwa również mamy określać w wyniku referendum?

Emilia Kaczmarek: Przeprowadzanie referendum ma sens wtedy, kiedy dotyczy bardzo istotnej kwestii, dotykającej wszystkich obywateli. Jego wynik zależy jednak w dużej mierze od tego, jak sformułujemy referendalne pytanie. Gdyby zapytać dziś Polaków, czy są za zachowaniem obecnych przepisów w sprawie aborcji, to zgodnie z sondażami większość odpowiedziałaby, że tak. W drodze referendum nie da się jednak ustalić nowego prawa, napisać ustawy.

Iza Maksymowicz: W krajach Europy Zachodniej prawo zmierza w kierunku liberalizacji przepisów dotyczących przerywania ciąży. Pytanie, czy my w Polsce, będącej członkiem Unii Europejskiej, musimy iść w drugą stronę, skoro inne państwa, w tym nasi sąsiedzi, pozostawiają bardzo dużą autonomię decyzyjną jednostkom?

Justyna Melonowska: Odwróciłabym pani pytanie i zapytała, czy musimy iść w tę samą stronę? Pani może ten kierunek odpowiada, ale ja nie chciałabym, aby Polska szła śladem Holandii czy Belgii. I nie chodzi jedynie o aborcję, ale w ogóle o nasz stosunek do tego, czym jest życie.

[Głos z sali 1]: Obecne prawo dopuszcza aborcje w jedynie trzech bardzo skrajnych przypadkach – ciąży pochodzącej z gwałtu, zagrożenia dla życia lub zdrowia kobiety i ciężkiego upośledzenia płodu. Dlaczego państwo, którzy popierają zaostrzenie przepisów, uważają, że należy nawet te skrajne przypadki wyeliminować.

[Głos z sali 2]: Jako matka dwóch dorosłych córek jestem przerażona potencjalną sytuacją, w której jedna z nich byłaby w ciąży, a jej życiu zagrażałoby niebezpieczeństwo. Nie miałabym wątpliwości, że życie mojej dorosłej córki jest o wiele ważniejsze od życia zarodka. Zrobiłabym wszystko, żeby ją uratować.

Małgorzata Terlikowska: Dlaczego popieram obywatelski projekt ustawy chroniącej ludzkie życie? Choćby dlatego, że nie mogę godzić się na to, że z powodu choroby prawie tysiąc dzieci rocznie traci życie. I to nawet wtedy, kiedy mówimy tylko o prawdopodobieństwie, a nie pewności występowania choroby. A takie są statystyki tzw. legalnych aborcji. Dziecko może urodzić się zdrowe, ale na wszelki wypadek sugeruje się aborcję. To jest skandal. Skandalem jest też to, że w zdecydowanej większości przypadków przyczyną aborcji nie jest gwałt czy śmiertelna wada dziecka, ale prawdopodobieństwo występowania zespołu Downa.

Ann Furedi: Z całego serca zgadzam się z panią, która pytała, jak może porównywać życie swojej córki do życia, które jest zalążkiem człowieka, ale nie żyje w ten sam sposób, w jaki my żyjemy i w jaki kochamy. Wszystko sprowadza się więc do pytania o znaczenie godności i wolności wyboru. Bogumił Łoziński opisał sytuację, w której on i jego żona mieli prawo dokonać wyboru w sprawie donoszenia lub przerwania ciąży. I na tym właśnie polega godność – na możliwości podjęcia tej decyzji.

Autorka: Marta Zawierucha

Autorka: Marta Zawierucha

[Głos z sali]: Wiemy, że żadne prawo nie powstrzyma występowania aborcji. Będzie to więc prawo nieskuteczne, a to jeden z najważniejszych grzechów prawa.

Emilia Kaczmarek: Dla tych, którzy są przekonani, że aborcja jest morderstwem, to nie jest żaden argument. Przecież zakazujemy morderstw, choć wiemy, że nigdy nie uda nam się ich w pełni wyeliminować. Mamy jednak silniejsze argumenty – nie da się udowodnić, że zarodek jest osobą. Nie da się przekonać wszystkich obywateli do tego, że aborcja jest morderstwem. A skoro nie możemy się w tej kwestii zgodzić, skoro nie jest to oczywiste, obywatele powinni móc podejmować decyzje w zgodzie z własnymi przekonaniami moralnymi.

Justyna Melonowska: Kilkakrotnie powoływali się państwo na prawa człowieka. Ale z tym konstruktem wiąże się szereg problemów, między innymi taki, że niekiedy jedno prawo wyklucza drugie. Wiążemy godność człowieka z jego prawami, ale moim zdaniem należy wiązać ją raczej z jego powinnościami. Nie mamy niestety czegoś takiego, jak Powszechna Deklaracja Powinności Człowieka – być może to wyjaśniłoby nam więcej w kwestii tego, kim jesteśmy.

SKOMENTUJ

Nr 404

(40/2016)
4 października 2016

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

NAJPOPULARNIEJSZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail