Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Felietony > [Feminizując] Owsiak do...

[Feminizując] Owsiak do Pawłowicz, czyli seksizm nasz powszedni

Joanna Derlikiewicz

Z całym szacunkiem, jaki należy oddać postaciom tak zasłużonym w budowie III RP, jak Jerzy Owsiak czy dawni opozycjoniści, nie wolno szukać usprawiedliwień i biernie przysłuchiwać się seksistowskiej retoryce – a w szczególności tłumaczyć jej różnicami metrykalnymi, mówiąc, że taki to już tych panów urok.

W sobotę, w finałowy dzień Przystanku Woodstock, Jerzy Owsiak w trakcie płomiennej mowy wystosował krótki apel do jednej z posłanek polskiego parlamentu, Krystyny Pawłowicz. Apel ten miał być retorsją w stosunku do inwektyw, jakie posłanka zwykła szczodrze formułować względem wszystkiego, co, jej zdaniem, „lewackie” – naturalnie również względem woodstockowiczów. Owsiak na rozwiązanie wszystkich problemów polecił Pawłowicz… spróbować seksu, co – jak wytłumaczył – sprawi, że posłance „rozluźnią się nogi”, plecy, poczuje „wiatr we włosach”, a przez to „w głowie może też się poukładać”. Wypowiedź ta, choć na samym festiwalu wywołała gromki aplauz blisko 200-tysięcznej publiczności, wzbudziła mieszane uczucia wśród komentujących – przeważnie spotykając się z niesmakiem.

Nie trzeba było również długo czekać na reakcję strony rządowej – rzeczniczka PiS-u, Beata Mazurek, zapowiedziała, że „w obronie dobrego imienia koleżanki” podjęte zostaną kroki prawne. Na boczny plan niech zejdzie konsternacja, w jaką może wprawiać perspektywa rozprawy sądowej, podczas której analizowane będą szczegóły z życia intymnego pani poseł. Cała sytuacja służy bowiem za ilustrację znacznie szerszego problemu – dotkliwej obecności seksizmu w polskiej debacie publicznej oraz coraz mocniej uwidaczniający się brak płaszczyzny do międzypokoleniowego dialogu.

Co złego jest w seksie?

Warto przyjrzeć się bliżej przekrojowi reakcji, które wywołała wypowiedź Owsiaka. Nie mniej zdumiewające niż nagłe oburzenie obozu rządowego, szafującego na co dzień sformułowaniami o „bolszewickich upiorach” i „zdradzieckich mordach”, są nietrafione próby usprawiedliwiania seksistowskiej wypowiedzi przez osoby określające swój światopogląd jako liberalny czy lewicowy. Na wstępie należy jasno i wyraźnie podkreślić, że choć oskarżenia o agresję słowną w ustach posłanki Pawłowicz brzmią kuriozalnie, nie może być zgody na stosowanie swoistego „symetryzmu” i przyjmowanie roli biernego zakładnika retoryki, którą operuje druga strona.  Nie trzeba chyba tłumaczyć, że wzajemne obrzucanie się inwektywami sprowadza dyskusję na coraz niższe poziomy, czego świadkami byliśmy wszyscy podczas ostatnich debat nad sądownictwem w polskim parlamencie.

Znacznie bardziej zastanawiające jest jednak niedostrzeganie przez niektórych przedstawicieli mediów seksistowskiego kontekstu wypowiedzi Jerzego Owsiaka. I tak, choćby Andrzej Morozowski w niedzielnym programie „Loża prasowa” w TVN24 stwierdził, że nie ma problemu z zachęcaniem Pawłowicz do uprawiania seksu, bo seks to przecież nic obraźliwego. Być może warto zatem wytłumaczyć redaktorowi Morozowskiemu, dlaczego słowa Owsiaka wpisują się w upokarzającą i stereotypową narrację, z którą bardzo często zmagają się kobiety uczestniczące w życiu publicznym.

Idąc tokiem rozumowania red. Morozowskiego, w istocie na próżno szukać elementów obraźliwych czy też dopatrywać się złych intencji w samym zachęcaniu do aktywności seksualnej. Problem pojawia się jednak wtedy, gdy ową zachętę wygłasza się przy wielotysięcznej publiczności i umieszcza w kontekście wskazującym na mniemany brak tej aktywności jako na przyczynę irracjonalności naszego oponenta – a przeważnie oponentki. Sugestia, że grubiański sposób bycia i dobrze znana skłonność do agresji słownej posłanki Pawłowicz wywołana jest nieuprawianiem seksu (czytaj: „brakiem chłopa”) wpisuje się w jednoznacznie negatywny kontekst dawno i słusznie minionych mizoginistycznych teorii, jakoby seks z mężczyzną był jedynym lekarstwem na kobiece frustracje i histerie.

Choć oskarżenia o agresję słowną w ustach posłanki Pawłowicz brzmią kuriozalnie, nie może być zgody na stosowanie swoistego symetryzmu i przyjmowanie roli biernego zakładnika retoryki, którą operuje druga strona. 

Joanna Derlikiewicz

Znamienne w owej narracji jest, że brak samorealizacji na poziomie życia intymnego zarzuca się wyłącznie bądź to kobietom, bądź to mniemanym homoseksualistom – a mowa tu o osławionych słowach Władysława Frasyniuka, który w ostatnim czasie udowadniał pod Sejmem, że sukces „czarnego protestu” był wyrazem strachu Jarosława Kaczyńskiego przed kobietami, bo ten przecież „nigdy w życiu kobiety nie widział”. Jerzy Owsiak, wygłaszając podobne teorie, zamierzenie bądź nie, podtrzymuje patriarchalne przekonania, jakoby kobieta, by myśleć racjonalnie, musi prowadzić aktywne życie seksualne – w przeciwnym wypadku ujawniają się w niej skłonności do agresji, a do głowy przychodzą różne głupie pomysły.

Wątpliwej jakości „apogeum” opisywanej tendencji była niegdysiejsza wypowiedź Pawła Kukiza, który to wszedłszy w konflikt dotyczący kryzysu migracyjnego z działaczką akcji HejtStop, Joanną Grabarczyk, napisał na portalu społecznościowym, że gdyby był Grabarczyk, to „też marzyłby o imigrantach w kontekście sylwestrowej nocy”. To tylko bardziej jaskrawy przykład tego samego typu myślenia, którego podstawą jest dezawuowanie życia intymnego kobiety – w celu ośmieszenia jej tez.

PiS wydało oświadczenie prasowe, w którym wylicza powody, dla których posłance Pawłowicz należy się szacunek. Jednak warto podkreślić, że posłanka Pawłowicz nie musi być profesorką, byłą członkinią Trybunału Stanu czy członkinią Krajowej Rady Sądownictwa, by kierowanie względem niej seksistowskich uwag uznać za nieakceptowalne. I już. Pewnym paradoksem jest zresztą, jak nagle strona rządząca stała się gotowa uznać piastowanie członkostwa w KRS-ie za stanowisko zobowiązujące postronnych do otaczania go szacunkiem.

Panowie, już dość

Posługiwanie się retoryką seksistowską w polskiej debacie publicznej nadal jest na porządku dziennym, niezależnie od poglądów mówców. Jej liczne przykłady, wbrew pozorom, znajdziemy nie tylko na prawicy. I tak, podczas lipcowych manifestacji w obronie niezależności sądów przyszło nam słuchać Krzysztofa Łozińskiego opowiadającego, jak to kobiety – w przeciwieństwie do twardych mężczyzn – szybko wybuchają płaczem, czy też przaśnych żarcików Władysława Frasyniuka pod adresem „naszej kochanej Kamili Gasiuk-Pihowicz”, mówiącego, że jest tak dzielna, że… „nigdy nie ośmieliłby się nie wyrzucić śmieci z domu”. Gros protestujących zgrzytało zębami, słysząc członków KOD-u, informujących, że chcieliby „obejmować śliczne demonstrujące”.  Z rezerwą przyjęte zostało także przemówienie Bartosza Arłukowicza – niedawno nieformalnie namaszczonego przez niektóre media na „orędownika praw kobiet” – który grzmiał z mównicy sejmowej, że PiS powinien „trzymać łapy precz od n a s z y c h kobiet”.

Jerzy Owsiak, wygłaszając podobne teorie, zamierzenie bądź nie, podtrzymuje patriarchalne przekonania, jakoby kobieta, by myśleć racjonalnie, musi prowadzić aktywne życie seksualne – w przeciwnym wypadku ujawniają się w niej skłonności do agresji, a do głowy przychodzą różne głupie pomysły.

Joanna Derlikiewicz

Próby wyjaśnień Jerzego Owsiaka, który w swoim oświadczeniu zapewnia o swych czystych intencjach i szczerej wierze w zbawienną moc seksu w terapii, są raczej groteskowe, a przede wszystkim – retorycznie nieudane. W istocie jednak powinny one zwrócić uwagę na szerszy problem, dotyczący komunikacji i dialogu międzypokoleniowego.

Panowie wychowani w rzeczywistości PRL-u powinni wreszcie stawić czoła językowej przepaści coraz wyraźniej uwidaczniającej się między pokoleniami – między pokoleniem, którego postrzeganie ukształtowały burzliwe czasy „Solidarności”, a tym urodzonym już po roku ’89, operującym na zgoła odmiennym poziomie wrażliwości społecznej. Dla tego pokolenia, a przynajmniej dla jego niemałej części, nie do zaakceptowania są wypowiedzi, które być może jeszcze 20 lat temu nie wzbudziłyby większej kontrowersji.

Z całym szacunkiem, jaki należy oddać postaciom tak zasłużonym w budowie III RP, jak Jerzy Owsiak czy dawni opozycjoniści, nie wolno szukać usprawiedliwień i biernie przysłuchiwać się seksistowskiej retoryce – a w szczególności tłumaczyć jej różnicami metrykalnymi, mówiąc, że taki to już tych panów urok. Rażące są bowiem protekcjonalne odzywki formułowane pod adresem kobiet polityczek. Denerwuje rubaszne postrzeganie aktywistek przez pryzmat ich seksualności. Wreszcie – zdecydowanie nie powinno być miejsca w przestrzeni społecznej na wywody o męskiej wszechmocy mającej wyleczyć posłankę Pawłowicz z agresji.

 

* Fot. wykorzystana jako ikona wpisu: Ralf Lotys [CC BY 4.0] Źródło: Wikimedia Commons.

SKOMENTUJ

Nr 447

(31/2017)
7 sierpnia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY

TEMATY TYGODNIA

drukuj
pobierz jako pdf / wyślij e-mail