Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Krótko mówiąc > JASINA: Patriotyzm po...

JASINA: Patriotyzm po włosku, czyli rzymski jubileusz

Łukasz Jasina

Patriotyzm po włosku, czyli rzymski jubileusz

Współczesne państwo włoskie rodziło się w bólach, a zjednoczenie kraju nastąpiło ostatecznie sto pięćdziesiąt lat temu. Wyglądało jednak nieco inaczej niż w filmowym „Lamparcie” Luchino Viscontiego, inaczej niż na kartach książkowego pierwowzoru Tomasiego di Lampedusy. Włochy w 1861 roku nie obejmowały jeszcze wprawdzie Rzymu czy Wenecji (co nadrobią po kilku latach, wywołując wieloletnie konflikty z Austrią i Kościołem, zażegnane odpowiednio przez I wojnę światową i zapobiegliwego Mussoliniego), niemniej zjednoczony pod dobrotliwymi rządami dynastii sabaudzkiej kraj zaczął już przypominać byt wykluty w marzeniach Camillo Cavoura, Wiktora Emanuela I czy Giuseppe Garibaldiego – ale już nie czwartego z włoskich „ojców ojczyzny”, Giuseppe Mazziniego, który wytrwale kontestował swą zjednoczoną ojczyznę.

Tegoroczne obchody jubileuszu zjednoczenia przytrafiły się Włochom w wyjątkowo nieszczególnej atmosferze. Skandale związane z działalnością premiera Silvio Berlusconiego podzieliły i tak skłóconą (nawet jak na europejskie standardy) scenę polityczną, gospodarczo krajowi wiedzie się nieszczególnie, a pozycja Włoch na arenie międzynarodowej po raz kolejny okazuje się być – parafrazując ministra Sikorskiego – objawem niezbyt częstych związków z rzeczywistością. Berlusconi i inni włoscy politycy, z powodów historycznych, wytrwale pielęgnujący związki z Libią, nie podołali tamtejszemu kryzysowi i nie odegrali w jego rozwiązaniu konstruktywnej roli.

Jednocześnie Włosi od wielu lat zmagają się z własną historią. Robią to jednak inaczej niż Polacy, Niemcy czy Francuzi. Swoje narodowy rany rozdrapują niezbyt często. Deklaratywny patriotyzm tamtejszej klasy politycznej pełen jest frazesów i odmienianego na wiele sposobów słowa – „Ojczyzna”.

Obchody jubileuszowe przebiegły według utartego rytuału: mszy (w której wzięli udział politycy każdej z partii reprezentowanych w parlamencie, a także prezydent Giorgio Napolitano – wieloletni członek Włoskiej Partii Komunistycznej, ten fakt powinien zastanowić głosicieli poglądu, że tylko w Polsce rytuały religijne odgrywają tak dużą rolę w życiu publicznym), składania wieńców pod pomnikami i uroczystych obrad parlamentu w monumentalnej sali Izby Deputowanych. Podczas posiedzenia obecni byli niegdysiejsi prezydenci i premierzy Włoch. Zabrakło właściwie tylko jednego spośród żyjących – Giulio Andreottiego. Być może to kwestia wieku, ale faktem jest, że skompromitowany Andreotti od dawna pojawia się tylko w filmach dokumentalnych o tematyce historycznej.

Każdy z trzech polityków wygłaszających przemówienie podczas uroczystej sesji wywodzi się z innej opcji. Prezydent Napolitano walczył w komunistycznej partyzantce przeciwko Niemcom, w parlamencie zasiadł już w 1953 roku, młodszy od niego o pokolenie – Gianfranco Fini (przewodniczący Izby Deputowanych) zaczynał swoja karierę w ruchu neofaszystowskim, Przewodniczący senatu Renato Schifani to prawnik z Sycylii, ukształtowany politycznie przez Chrześcijańską Demokrację, ale od piętnastu lat (czyli od jej kompromitacji) „człowiek” Berlusconiego. Mimo tych różnic ich przemówienia brzmiały bardzo podobnie. W Polsce zarzucono by im nacjonalizm. Do barw narodowych i klasycznego patriotyzmu odwoływał się jednak przede wszystkim były komunista Napolitano, a nie były nacjonalista – Fini. Obok odwołań do Garibaldiego i państwowca Cavoura, szczególnie często pojawiało się nazwisko Giuseppe Mazzinego. Podejrzewam, że podczas uroczystości nadużywano również słowa „zjednoczenie”. Jedność jest wszak tym, czego Włochom potrzeba najbardziej.

Negatywnego bohatera ostatnich miesięcy – premiera Berlusconiego – prawie nie zauważono. On sam zachowywał się dyskretnie i powściągliwie.

Na całość spoglądał z loży watykański sekretarz stanu, kardynał Tarcisio Bertone. Watykan po stu pięćdziesięciu latach nie ma już nic przeciwko niepodległej i zjednoczonej Italii…

* Łukasz Jasina, historyk, publicysta, członek redakcji „Kultury Liberalnej”.

„Kultura Liberalna” nr 115 (12/2011) z 22 marca 2011 r.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 115

(11/2011)
22 marca 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj