0000398695
close
W walce o demokrację nie robimy sobie przerw! Przekaż 1,5% na Fundację Kultura Liberalna WSPIERAM
close
Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

PRZEKAŻ
1,5%
PODATKU
close

W walce o demokrację

nie robimy sobie przerw!

Przekaż 1,5% na Fundację
Kultura Liberalna

Przekaż 1,5%
na Fundację Kultura Liberalna
forward
close

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Pejzaż przyjaźni. Pejzaż...

Pejzaż przyjaźni. Pejzaż życia. Recenzja filmu „Osiem gór” Felixa Van Groeningena i Charlotte Vandermeersch

Diana Dąbrowska

Reżyserski duet zaprasza widzów do podróży nie tylko przez zjawiskowe krajobrazy, lecz także w głąb siebie. To medytacja o relacji, która może przywołać motywy powieści Eleny Ferrante.

[…] Im wyżej się wspinam, tym bardziej gardzę tym, kto się wspina. 

I czegóż on chce na wyniosłościach?

Fryderyk Nietzsche, „Tako rzecze Zaratustra”

 

Pietro i Bruno przyszli na świat w 1972 roku. Obaj urodzili się w Italii, jednak każdy w innej przestrzeni, innej rzeczywistości. Pietro pochodzi z inteligenckiej turyńskiej rodziny, która traktuje góry jako wymarzoną odskocznię od wielkomiejskiego zgiełku; głębszy oddech, który przerywa choć na chwilę męczącą czkawkę codzienności. W przypadku Bruna i jego familii jest zupełnie odwrotnie – to właśnie górskie krainy budują od wielu pokoleń ich pasterską, archaiczną tożsamość. Losy chłopców przecinają się po raz pierwszy latem 1984 roku. Pietro od razu zwraca uwagę na „ostatnie dziecko w miasteczku”. Bruno mówi szorstkim dialektem, bywa bezpośredni i wulgarny, najlepiej czuje się z krowami, a co być może najważniejsze – nie potrzebuje on wiele do tego, by biegać w koło i śmiać się wesoło. Ugrzeczniony, miejski równolatek czuje się przy nim… wolny. Pośród lasów i pól, dolin i stromych wzgórz, rozpocznie się wielka przyjaźń tej dwójki. Przyjaźń, która bezpowrotnie naznaczy ich egzystencje i na stałe zapisze się w pamięci skalistego pejzażu.

Materiały prasowe dystybutora M2 Films

Kino terapeutyczne

Reżyserski duet stawia na ten rodzaj kina, którego płomień pali się długo i powoli. To kino, która ma w sobie coś z terapeutycznej podróży.

Diana Dąbrowska

Oparta na bestsellerze Paola Cognettiego filmowa opowieść Felixa Van Groeningena i Charlotte Vandermeersch dzieli się – podobnie jak literacki pierwowzór – na trzy główne rozdziały obejmujące ponad trzydzieści lat znajomości bohaterów. Choć każda z tych części rozgrywa się w innym czasie, relacje między Pietrem a Brunem przyjmują podobny kształt. Jest to kształt dramatycznego trójkąta – i nie mam tutaj na myśli symbolicznego „trójkąta Karpmana”, w którym osoby z niezaspokojoną w dzieciństwie potrzebą uznania i akceptacji, w życiu dorosłym zamykają się w trójkowym schemacie „wybawiciela–prześladowcy–ofiary”. Trójkąt u Groeningena i Vandermeersch wiąże się z tworzeniem takiej konfiguracji postaci i elementów, gdzie obok Pietra i Bruna zawsze pojawia się ktoś trzeci – lub coś trzeciego. W dzieciństwie są to zasadniczo ojcowie chłopców, we wczesnym stadium dorosłości rolę tę przejmują w dużej mierze kobiety (w szczególności Lara, która stanie się partnerką Bruna), a w ostatniej fazie ich znajomości protagoniści mierzą się z majestatem i mistycyzmem północno-zachodnich szczytów Aosty w najbardziej bezpośredniej konfrontacji; Pietro–Bruno–zaśnieżona góra. Ten trójkowy układ będzie również odtwarzany w bardzo charakterystycznych dla tego filmu kompozycjach kadrów. 

Reżyserski duet stawia na ten rodzaj kina, którego płomień pali się długo i powoli. To kino, które ma w sobie coś z terapeutycznej podróży. O ile wraz z bohaterami podążamy często coraz wyżej ku górze, z każdym aktem filmu schodzimy coraz głębiej w poszukiwaniu naszego – widzów – epicentrum, naszego własnego rdzenia. Ujęcie po ujęciu, krok po kroku, kropla po kropli, skała po skale. Jesteśmy zarówno blisko, jak i bardzo daleko przedstawionych wydarzeń; znajdujemy się zarówno w samym środku, jak i na skrajnej krawędzi emocjonalnej opowieści. Ta perspektywa nieustannie ulega zmianie, nawet wtedy kiedy nie ma nic wspólnego z dynamicznością kadrowania, zmianą planów, montażu. Dla Groeningena i Vandermeersch estetyczna, a nawet synestezyjna, wartość obrazu zawsze stanowiła ważny aspekt twórczości, „Osiem gór” nie stanowi w tej kwestii wyjątku. Zdjęcia stałego współpracownika Van Groeningena, belgijskiego operatora Rubena Impensa, nadają filmowi trudnej do zdefiniowania, mistycznej aury. Jest w tych zdjęciach bardzo dużo powietrza, przestrzeni. Impensa utrzymuje całość opowieści na granicy paradokumentalnej kreacji, tak jakby jego pracy przyświecały nieustannie duchy najlepszych neorealistycznych obserwatorów: Roberta Rosselliniego i Ermanna Olmiego. Jest w tych obserwacjach zarówno rozwaga, uczciwość, jak i ogromne poszanowanie dla badanej filmowej materii.

Jak wiadomo, Neapol funkcjonuje u Ferrante jako autonomiczny mikroświat pełen sprzeczności, raczej kondycja umysłowa niż fizyczny punkt na mapie. Podobnie jest ze szczytami w ujęciu Paola Cognettiego.

Diana Dąbrowska

Materiały prasowe dystybutora M2 Films

Wspinaczka z Eleną Ferrante

Wydarzenia w „Ośmiu górach” opowiadane są przede wszystkich z perspektywy pierwszoosobowej narracji Pietra. Jej styl przypomina równie intymne obserwacje Eleny Greco, protagonistki słynnej literackiej serii o „Genialnej przyjaciółce” autorstwa Eleny Ferrante; dotyczyły one nie tylko natury przyjaźni, ale i przeznaczenia – tego, co dziedziczymy w genetycznym spadku po naszych rodzicach. Tematy samotności i winy łączyły się z wnikliwą refleksją na temat długofalowego wpływu przestrzeni na jednostkę. Jak wiadomo, Neapol funkcjonuje u Ferrante jako autonomiczny mikroświat pełen sprzeczności, raczej kondycja umysłowa niż fizyczny punkt na mapie. Podobnie jest ze szczytami w ujęciu Paola Cognettiego. W obu przypadkach bardzo charakterystyczna, drapieżna przestrzeń kreśli horyzont oczekiwań postaci, uzupełnia ich widzenie świata, główny rdzeń. „Możesz wyjechać z Neapolu, ale Neapol nigdy nie wyjedzie z Ciebie” – zdaje się mówić z kart swoich powieści Ferrante. Znów – to samo moglibyśmy powiedzieć o włoskich Alpach w „Ośmiu górach”. Jak pisze Cognetti: „Góry to nie tylko śnieg, przepaści, granie, potoki, jeziora i pastwiska. Góry to sposób życia”. Ta „filozofia życia” uczy cierpliwości, konsekwencji, oddania, poszanowania dla ludzkiego wysiłku, pracy natury. Góry chronią przecież wszelkie tajemnice świata, wspomnienia wszelkich pór roku. O ile z jednej strony wydają się odporne na zmianę, z drugiej – ich dwuznaczny urok (zarówno ten bardziej niebezpieczny, jak i przyjazny) jest w tych zmianach całkowicie zanurzony. 

Dlatego też nasi bohaterowie nie mogą zaprzestać powrotu w tamtejsze regiony. Pragną stopić się ze szlakiem, którym – często z dużym trudem fizycznym – przemierzają. A przecież – i to w „Ośmiu górach” zostaje wyraźnie pokazane – to tytułowe góry, a nie ludzie decydują o tym, czy można po nich bezpiecznie przejść. Ta myśl objawia się najlepiej w sekwencjach zimowych, które są najtrudniejsze do przetrwania dla protagonistów. Młody Pietro nie jest w stanie w dzieciństwie pokonać swoich ograniczeń, wspiąć się na oblodzony szczyt i czuje się przy Brunie „tym gorszym synem” w oczach swojego ojca Giovanniego. Z kolei Bruno czuje się „samozwańczym panem tych miejsc” i jako dorosły człowiek decyduje się samodzielnie zamieszkać w zaśnieżonych Alpach we własnoręcznie zbudowanym domu, ewidentnie nieprzystosowanym do srogich warunków atmosferycznych. Te same góry bywają zatem obietnicą pięknej przygody i zmierzenia się ze swoimi słabościami czy lękami, ale także przekleństwem – czymś w rodzaju labiryntu, w którym nie ma szans na „nić ratunkową”. 

Materiały prasowe dystybutora M2 Films

Tak jak losy Eleny Greco i Lily Cerullo, tak też egzystencje Pietra i Bruna są ze sobą silnie zespolone. Nawet jeśli w ich relacji dojdzie do wieloletniego przestoju, nieporozumienia czy sprzeczki, to i tak są oni zawsze w stanie odnaleźć się duchowo. Niżej urodzony z protagonistów ma zresztą w sobie coś z „genialnego przyjaciela”. Brak klasycznie pojętej edukacji nie jest w stanie odebrać chłopakowi wrodzonej inteligencji, niesamowitej pomysłowości. Bruno wie, jak poruszyć otaczającą przyrodę, aby mogły narodzić się z niej nowe rzeczy. Górskie potoki napędzają jego autorską sieć elektryczną, która oświetla skromną drewnianą chatę. Chatę na końcu świata.

Dziewiąta góra

Za jeden z najważniejszych tematów „Ośmiu gór” możemy z pewnością uznać doświadczenia, konflikty i dialogi (między)pokoleniowe. Objawiają się one najsilniej na poziomie relacji synowsko-ojcowskich.

Jako chłopiec Pietro idealizuje postać „mądrego ojca”, który traktował zdobywanie różnych oblodzonych szczytów niczym największe życiowe wyzwanie. Jednak już jako młody człowiek bohater zdystansuje się od głowy rodziny i będzie przez długie lata żył w poczuciu niespełnienia pokładanych w nim obietnic o przedłużeniu rodowej stateczności (studia, solidna praca, własny dom, własna familia). Pietro zamiast dążyć do – niekoniecznie wybranych przez siebie – celów, będzie nieustannie poszukiwał sensu własnej egzystencji. Poszukiwania te idą w parze z mobilnością głównego bohatera, który w ramach swoich podróży zawędruje aż do Nepalu. 

Materiały prasowe dystybutora M2 Films

Z kolei Bruno już jako trzynastolatek zmuszony był pójść do ciężkiej fizycznej pracy u boku swojego ojca, wypełniając jego surową wolę. Góry okażą się jednak dla niego czymś w rodzaju fatum – przeznaczeniem, od którego nie chce się odżegnywać. W zgodzie z tytułem Paola Cognettiego, Pietro przemierza nieustannie osiem różnych szczytów przedzielonych ośmioma różnych morzami. Bruno natomiast nie opuszcza nawet na kilometr centralnej, dziewiątej góry (złotej góry Meru), która w zgodzie z mitycznym założeniem miałaby spajać całość tego zanurzonego w filozofii buddyjskiej uniwersum. Warto zauważyć, że ani ruch, ani stałość nie stanowią w tej orbicie skomplikowanych, ludzkich doświadczeń antidotum na pustkę, wewnętrzną izolację czy poczucie życiowej porażki. Góra staje się ostatecznie czymś w rodzaju wewnętrznego strażnika. Na jego wezwanie potrafisz rzucić wszystko – włącznie z ukochaną rodziną i poczuciem zdrowego rozsądku. Na jego wezwanie biegniesz na spotkanie; musisz mu pokazać, że wciąż jesteś obecny. Udowodnić, że nie zapomniałeś. Jak zresztą byś mógł – skoro to zespolenie jest wieczne i zapisane w rozbudowanym, skalistym pejzażu?

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 752

(23/2023)
6 czerwca 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj