Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Mao, Deng i...

Mao, Deng i kulisy chińskiego cudu. O „Chinach w dziesięciu słowach” Yu Hua

Justyna Szczudlik-Tatar

Wydaje się, że Chiny Mao i dzisiejsze Chiny reform zapoczątkowanych przez Deng Xiaopinga to dwie różne rzeczywistości. Nic bardziej mylnego. Obie epoki łączy rewolucyjna bezwzględność i rozmach, o czym w pełnym osobistych wspomnień eseju przypomina Yu Hua – jeden z bardziej poczytnych chińskich pisarzy.

Yu Hua_okladkaJeżeli chciałoby się opisać jednym zdaniem dzieło Yu Hua, należałoby powiedzieć, że to przewrotna historia Chin Ludowych. Przewrotna, bo nie jest to nudny, chronologiczny, podręcznikowy opis wydarzeń od rewolucji kulturalnej aż do dziś. Książka chińskiego autora to pełna humoru, a zarazem przygnębiająca i zaskakująca opowieść z wewnątrz Państwa Środka. Subiektywna, a przez to autentyczna. Znany i utalentowany pisarz opisuje bowiem swoje własne doświadczenia, pokazując nam przez ich pryzmat Chiny doświadczone, przeżyte. Chiny, które trudno poznać nie będąc Chińczykiem i nie rozumiejąc chińskiej specyfiki.

Yu Hua buduje swoją opowieść wokół dziesięciu arbitralnie wybranych słów kluczy. Nie są to jednak słowa przypadkowe. Co więcej, znaczenie niektórych z nich na pierwszy rzut oka wydaje się nam oczywiste, a po lekturze nabiera innego, zaskakującego sensu. Autor poprzez te słowa właśnie oraz przez zmianę ich znaczeń pokazuje charakter i tempo przemian w Chinach, przemian, które czasami są przerażające, absurdalne i społecznie destrukcyjne.

Yu Hua porównuje dwa główne okresy dziejów Chin Ludowych. Po pierwsze: okres Mao Zedonga – z rewolucją kulturalną jako kulminacją maoizmu, z całym absurdem boskiego uwielbienia Mao, forsowaniem norm wydajności pracy, składaniem samokrytyk, szaleńczym tempem produkcji stali i z gazetkami wielkich znaków, służącymi samokrytyce i oczernianiu innych. Po drugie: okres tzw. reform i otwarcia zapoczątkowany przez Deng Xiaopinga i twórczo rozwijany przez kolejne pokolenia przywódców – z towarzyszącym mu wyścigiem szczurów, oszałamiającymi karierami i gwałtownymi bankructwami, potężnym społecznym rozwarstwieniem, oszustwami i zalewem podróbek towarów.

Autor, który miał okazję żyć kolejno w dwóch chińskich światach – maoistowskim i tym zreformowanym – dochodzi do przerażającego wniosku, że obie epoki w swojej istocie mało się od siebie różnią i są ze sobą ściśle powiązane. W każdej z nich psychologiczne schematy bezwzględnego dążenia do celu – za Mao: schemat pasji politycznej, po reformach: pasji do zdobywania pieniędzy – są do siebie podobne. Yu Hua czasami wręcz sugeruje, że ten dziwny świat budowany przez Mao w czasie rewolucji kulturalnej łatwiej było wytłumaczyć i zracjonalizować. Spójrzmy zatem na te dwa światy przez pryzmat tytułowych dziesięciu słów: ludu, przywódcy, czytania, pisania, Lu Xuna, różnic, rewolucji, nizin społecznych, podróbek i bujania.

Świat na dziesięć słów

Świat według Mao w czasie rewolucji kulturalnej, w okresie dzieciństwa Yu Hua, był światem czarno-białym. Rządził w nim jeden przywódca i absurdalna ideologia, która była uzasadniana jedną czy dwiema lekturami – „Dziełami Wybranymi” Mao plus kompendium w postaci czerwonej książeczki i prozą cenionego przez Mao Lu Xuna, ojca współczesnej literatury chińskiej, którego dzieła, potępiające stary ład, wykorzystywano w służbie rewolucji. Na narodowego idola kreowano też młodego rewolucjonistę Lei Fenga – podawanego za wzór altruizmu i bezinteresowności. Czytanie, a w zasadzie nieczytanie, sprowadzało się zazwyczaj do podpierania się sloganami ukutymi przez Mao czy powoływania się w ideologicznych sporach na fragmenty (także zmyślone, o czym zabawnie opowiada Yu Hua) dzieł Lu Xuna. Zacytowanie jednego z nich zapewniało automatycznie stempel prawdy i nieomylności. Jednocześnie przymus uznania dla Lu Xuna owocował drastycznym spadkiem sympatii dla jego prozy. Sam Yu Hua pisze, że w czasie rewolucji Lu Xun wydawał mu się niesamowicie nudny; dopiero później docenił wielkość i kunszt pisarza. Za Mao innych możliwości obcowania z literaturą nie było, gdyż wszystko to, co nie było dziełem Mao lub Lu Xuna, znalazło się na indeksie (tzw. „trujące chwasty”). Natomiast obowiązkową lekturą były dazibaopisane ręcznie i wywieszane w publicznych miejscach paszkwile, które miały zdyskredytować i oczernić domniemanego kontrrewolucjonistę lub dzięki samokrytyce przywrócić piszącego gazetkę na właściwą, rewolucyjną drogę. Autor opisuje proces powstawania jego pierwszej dazibao, którą pisał wraz z rodzicami i bratem, by złożyć samokrytykę. Było to wyreżyserowane polityczne show rodziców, którzy chcieli w ten sposób utrzymać się w odpowiednim nurcie (w książce znajdziemy relację o wywieszeniu dazibao o ojcu Yu Hua, gdzie ten zwany jest „zbiegłym posiadaczem ziemskim” i „kapitalistycznym frakcjonistą”). Bardzo przewrotnie Yu Hua podkreśla, że gazetki wielkich znaków to początki jego pisarskiej kariery, gdyż to one właśnie były pierwszymi utworami pokazywanymi publicznie.

Jednak fakt, że rewolucja tworzy świat czarno-biały, nie oznacza, że układ czy sens tych kolorów jest dany raz na zawsze. Jak pisze autor, rewolucja to jedna wielka niewiadoma. W rewolucji nic nie jest pewne, trzeba zatem dużej determinacji i umiejętności lawirowania, ażeby postępować zgodnie z obowiązującym w danym momencie ideologicznym i politycznym kursem. Rewolucja, która wzywa do buntu przeciwko zastanemu porządkowi, potrafi w ciągu jednej chwili wynieść na szczyt ludzi z nizin społecznych – zdobywających dzięki niej polityczną władzę – by za chwilę strącić ich na dno za działania kontrrewolucyjne, a nawet pozbawić ich życia. Często to niziny społeczne napędzają rewolucję, by następnie zostać przez nią zniszczone.

Rewolucja to także królestwo podróbek i bujania, czyli podjudzania, oszukiwania, oportunizmu i plotkarstwa. Bo czyż hunwejbini nie podjudzali, nie oszukiwali, nie obalali dawnych autorytetów, stając się podrabianą rewolucyjną elitą? A czy takie eksperymenty jak Wielki Skok, komuny ludowe z absurdalnym założeniem absolutnej równości, pozbawieniem prywatności i wiarą, że kraj stanie się światową potęgą z Mao jako najpotężniejszym przywódcą (o czym autor jak sam pisze był w dzieciństwie święcie przekonany), nie były próbą budowania nieprawdziwego mocarstwa? Chiny pod koniec maoizmu były w rzeczywistości państwem upadłym. Czy wspomniane dazibao, w których składano samokrytykę, ażeby nie być posądzonym o bycie kontrrewolucjonistą, zawierały szczere akty samobiczowania za własne nieprawomyślne postępki?

Wyścig nierównych szans

To był świat dzieciństwa i wczesnej młodości Yu Hua. Potem autor zaczął żyć w Chinach Denga i kolejnych przywódców: Jiang Zemina i Hu Jintao. Okres reform i otwarcia, który tak zmienił Chiny, ma wiele cech rewolucji, tym razem gospodarczej – czyli szeroko opisywanego ekonomicznego cudu. Zainicjowane reformy zaowocowały dość gwałtownym przeskokiem z ery niedostatku do ery przesytu i nadmiaru, choć nie dla wszystkich. To, co słyszymy i widzimy w mediach oraz czytamy w analitycznych opracowaniach o Chinach jako rosnącej potędze, o drugiej gospodarce świata, która za kilka lub kilkanaście lat przegoni USA, to tylko jedna strona medalu i w pewnym sensie opakowanie: w środku znajdziemy produkt nieco inny niż oczekiwany. Ten produkt to gwałtownie, wręcz skokowo rozwijające się Chiny, w których rządzi pieniądz, niszcząc społeczne więzi i tworząc kraj niesamowitych kontrastów oraz potężnego społecznego rozwarstwienia.

W Chinach z tzw. socjalistyczną gospodarką rynkową nie ma ludu, czyli ludzi wspólnie działających w słusznej sprawie, w interesie kraju. Jedynym momentem, kiedy lud pojawił się na scenie historii, były protesty na Placu Tiananmen wiosną 1989 r. Żądania walki z korupcją zjednoczyły Chińczyków i odrodziły poczucie wspólnoty. Yu Hua opisuje tamte dni jako czas – brzmi to paradoksalnie – niezwykle dobrze zorganizowanej anarchii, życzliwości wobec siebie i poczucia walki o dobro wspólne. Jednak prawdziwy lud – ten, który widnieje w konstytucji ChRL i jest obecny na sztandarach i ustach przywódców – istniał jedynie przez te kilka miesięcy. Jak podkreśla Yu Hua, wydarzenia na Placu rozładowały gromadzące się w społeczeństwie przez lata polityczne napięcie. Potem, po stłumieniu protestów, polityczną pasję zastąpiła pasja robienia pieniędzy i niewychylania się przed szereg.

Yu Hua zwraca uwagę, że to właśnie we współczesnych, kapitalistycznych Chinach mamy do czynienia z walką klas, której w gruncie rzeczy nie było w okresie Mao. Wtedy to hasło było pustym sloganem. Dziś potężne różnice społeczne (bogaci-biedni, wieś-miasto) prowokują ludzi do takiej właśnie walki. Jest to niezwykle brutalna walka o przeżycie, o wciśnięcie się w niezagospodarowaną niszę, o przetrwanie. Nierównomierna redystrybucja bogactwa petryfikuje podziały, niszczy społeczne wartości i tym samym unicestwia lud. We współczesnych Chinach to tzw. kolektywne przywództwo – partyjna mniejszość (od okresu Jiang Zemina mówi się o wewnętrznej demokratyzacji KPCh poprzez odejście od rządów jednostki na rzecz tzw. kolektywnego przywództwa, czyli większej roli instytucji partyjnych w podejmowaniu decyzji) czerpie profity ze swojego statusu. Jednocześnie osoby z nizin społecznych wpadają w skrajną nędzę i walczą z nią na dwa sposoby: albo udają się z petycją do władz lokalnych czy Pekinu, by tam szukać ostatniej deski ratunku (Yu Hua nazywa petycje produktem ubocznym państwowej korupcji i alternatywnym systemem dążenia do sprawiedliwości), albo dzięki sprytowi i determinacji, szaleńczym dążeniu do przeżycia stają się biznesmenami. Znajdują niezagospodarowanej przestrzeń i zbijają fortunę nieraz na przedziwnych przedsięwzięciach, często moralnie bardzo wątpliwych, jak np. na handlu krwią.

Upadek moralnych wartości, a jednocześnie dążenie do przeżycia za wszelką cenę lub do zdobycia sławy i pieniędzy widoczne są w zalewie podróbek oraz w powszechnym oszustwie, czyli bujaniu – ostatnim z dziesięciu słów, którymi Yu Hua opisuje Chiny. Da się podrobić wszystko.. Podrabia się więc Mao Zedonga, urządzając konkursy na jego sobowtórów; buduje się repliki europejskich i amerykańskich miast czy siedzib rządów (hitem jest Biały Dom); na rynku dostępne są pirackie kopie rodzimej i zagranicznej literatury sprzedawanej za grosze… Podrabia się żywność, lekarstwa. Fabrykuje się nawet prasowe wywiady, czego doświadczył sam autor, czytając wywiad, którego nigdy nie udzielił. Oszukuje się zatem wszystkich, z władzą na czele. Ta ostatnia wie o tym i odwdzięcza się społeczeństwu pięknym za nadobne.

Spadek po rewolucji

Dzisiejsze Chiny funkcjonują w oparciu o rewolucyjne zasady. Yu Hua tego rewolucyjnego charakteru dopatruje się w chińskiej gospodarce, a przede wszystkim w rozmachu, z jakim buduje się lotniska, autostrady, wieżowce, przekraczając przy tym normy i dążąc do tego, by Chiny były państwem najlepszym, pierwszym i największym na świecie. To w imię rewolucyjnej manii wielkości przymusowo wysiedla się ludzi, by zbudować kolejną drogę lub postawić chińskie szklane domy.

W taki oto sposób autor patrzy na Chiny dwóch światów – tak różnych, a zarazem tak podobnych. Udaje mu się za pomocą kilku haseł stworzyć wciągającą opowieść o Chinach, w której próbuje określić ich esencję. Dzięki tej książce możemy zerknąć za kulisy chińskiego cudu ostatnich lat i zdać sobie sprawę, jakim cierpieniem (od tego słowa Yu Hua rozpoczyna swoją opowieść) jest on okupiony i jaką cenę płacą Chińczycy, ażeby móc się szczycić potęgą swojego państwa.

 

Książka:

Yu Hua „Chiny w dziesięciu słowach”, przeł. Katarzyna Sarek, Wydawnictwo Akademickie Dialog, Warszawa 2013.

...dziękujemy, że jesteś z nami! Już od 10 lat działamy na rzecz budowania lepszego kraju dla przyszłych pokoleń Polaków.

Naszym marzeniem jest demokratyczna, praworządna, tolerancyjna Polska, w której ludzie potrafią podać sobie rękę mimo różnic. Nie są to dla nas puste slogany. W czasach postępującej radykalizacji i rosnących podziałów politycznych tworzymy pismo, które niezmiennie idzie własną drogą.

Przy okazji naszych 10. urodzin chcielibyśmy skierować do Ciebie ważny apel. „Kultura Liberalna” ukazuje się dzięki osobom takim jak Ty. Jeśli mamy stabilnie działać przez kolejną dekadę, musimy znacznie poszerzyć grono osób, które wspierają nas comiesięcznymi wpłatami. W tej chwili otrzymujemy bezpośrednio od Czytelników około 12 tysięcy złotych miesięcznie, co stanowi 15 procent naszego miesięcznego budżetu. Jeśli wolno nam wypowiedzieć życzenie na 10. urodziny, chcielibyśmy, aby wkrótce było to co najmniej 50 procent. To zapewni nam bezpieczeństwo, niezależność i możliwość mądrego rozwoju.

Mamy głowy pełne pomysłów i wierzymy, że z Twoim wsparciem będziemy je mogli zrealizować; że będziemy coraz lepsi i coraz silniejsi.

SKOMENTUJ

Nr 274

(14/2014)
8 kwietnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj