PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Patrząc > Sceny z życia...

Sceny z życia (poza)małżeńskiego. O serialu „The Affair”

Karol Kućmierz

W serialu wyprodukowanym przez stację Showtime tytułowy romans jest przynętą, która ma przykuć uwagę widza. Haczyk stanowi zwodnicza, subiektywna narracja, która prowadzi do pytania: czyja wersja zdarzeń jest prawdziwa? W „The Affair” pewne jest tylko jedno – że wszyscy są podejrzani o konfabulację.

„The Affair”, serial wyprodukowany przez stację Showtime, w walce o uwagę widza obrał dość ryzykowną strategię. Jego kartą przetargową na rozrastającym się rynku telewizyjnym nie jest obsada złożona z filmowych gwiazd, prestiżowe nazwisko reżysera pilotowego odcinka czy też powinowactwo z rozpoznawalnym i sprawdzonym tytułem. Nie wyróżnia się też oryginalną fabułą ani błyskotliwym zawiązaniem akcji, które rozbudziłyby w publiczności apetyt na kolejne odsłony. Twórcy „The Affair” – duet Sarah Treem i Hagai Levi – postawili wszystko na jedną kartę, którą jest forma – sposób, w jaki tkają swoją opowieść.
affair (4)

Tytułowy romans, w który wikłają się główni bohaterowie: Noah (Dominic West) i Alison (Ruth Wilson), pełni przede wszystkim funkcję wabika. To ograny, bezpieczny motyw, dogłębnie eksploatowany w licznych dziełach literackich, filmowych oraz telewizyjnych, a jednocześnie solidna podstawa, która podtrzymuje innowacyjną konstrukcję wznoszoną przez scenarzystów. Treem i Levi narzucili sobie dość rygorystyczne ograniczenie, na którym oparli całą strukturę serialu. Każdy odcinek został podzielony na dwa rozdziały, zatytułowane „Noah” i „Alison”, w których przedstawiono przebieg wydarzeń – często dokładnie tych samych – z dwóch różnych punktów widzenia. Dzięki temu – pozornie prostemu, ale w istocie komplikującemu wszystko – zabiegowi, przestawiamy się na zupełnie inny tryb odbioru. Już nie tylko śledzimy fabułę i poczynania bohaterów, ale także zostajemy zmuszeni do zwrócenia uwagi na formę i sposób prowadzenia opowieści. Zaczynamy zauważać drobne i te bardziej zasadnicze różnice między świadectwami Noaha i Alison, zastanawiając się nad tym, co je determinuje i w jakim stopniu, jeśli w ogóle, możemy wierzyć bohaterom.

Pomimo pozytywnych opinii wielu amerykańskich krytyków, narracyjny eksperyment scenarzystów „The Affair” to niszowa propozycja, oglądana zaledwie przez garstkę widzów [1]. Tym większym zaskoczeniem było uhonorowanie tego tytułu nagrodą Złotego Globu w kategorii najlepszego serialu dramatycznego. W ostatnich latach Hollywoodzkie Stowarzyszenie Prasy Zagranicznej nagradzało raczej powszechnie doceniane produkcje, będące zazwyczaj u szczytu popularności („Breaking Bad”, „Zakazane Imperium”, dwukrotnie „Homeland” oraz trzykrotnie „Mad Men”). Tym razem to debiutujący, poszukujący nowych środków wyrazu serial przedarł się przez tłum konkurencji aż na czerwony dywan i zdobył dwie statuetki (nagrodzono także Ruth Wilson za najlepszą rolę kobiecą).

Można dyskutować, czy „The Affair” rzeczywiście zasłużyło na nagrodę już po pierwszym sezonie, jednak to wyróżnienie odsłania również inne zjawisko, symptomatyczne dla współczesnego medialnego krajobrazu. Dotychczasowe metody mierzenia sukcesu telewizyjnych produkcji, czyli tradycyjne badania oglądalności, stają się pieśnią przeszłości w coraz bardziej rozdrobnionym świecie seriali i wobec zmieniających się technologii. W takich warunkach niszowość często okazuje się atutem, a nie wadą. Producenci „The Affair” umiejętnie to wykorzystali w materiałach promocyjnych i roztoczyli wokół swojego serialu aurę prestiżowego dramatu dla wyrobionego i ambitnego odbiorcy. Atmosferę artystycznego wydarzenia podgrzewa także enigmatyczna czołówka, zawierająca nową piosenkę Fiony Apple – artystki hołubionej przez amerykańską krytykę muzyczną.

affair (6)

Efekt Rashōmona

Pomysł, żeby pokazywać te same wydarzenia fabularne z różnych perspektyw, a nawet z punktów widzenia wykluczających się wzajemnie, oczywiście nie jest w telewizji niczym nowym. Zainspirowani słynnym „Rashōmonem” Akiry Kurosawy i jego licznymi naśladowcami, scenarzyści seriali wielokrotnie podejmowali własne próby wykorzystania tego konceptu w ramach pojedynczych odcinków. Można je odnaleźć między innymi w tak odmiennych produkcjach, jak „Z Archiwum X”, „Jak poznałem waszą matkę” czy „Dr House”. Jedynie w „Boomtown” Graham Yost próbował zastosować podobny pomysł na szerszą skalę (kryminalne historie w tym serialu układały się w całość dopiero po zebraniu wszystkich relacji), ale bardzo szybko go zarzucił. „Detektyw” Nica Pizzolatto przez większą część pierwszego sezonu również bawił się alternatywnymi wersjami wydarzeń w zależności od tego, kto je opowiadał, lecz tylko w sferze werbalnej: dialogów i monologów. To, co widzieliśmy na ekranie, było przedstawiane jako obiektywny bieg zdarzeń.

Hagai Levi i Sarah Treem poszli o krok dalej i pokazali w „The Affair” dwie subiektywne i równie niegodne zaufania opowieści, pozostawiając poszukiwanie prawdy widzowi. To zresztą nie pierwszy raz, kiedy ten duet scenarzystów sięga po tak ambitną konstrukcję narracyjną. Hagai Levi jest twórcą izraelskiego „BeTipul”, w którym również mamy do czynienia z niecodziennym sposobem dozowania fabuły. Głównym bohaterem tego serialu jest psychoterapeuta, a odcinki, nadawane kilka razy w tygodniu, rozgrywają się podczas krótkich sesji z różnymi pacjentami. Formuła wypracowana przez Leviego okazała się tak atrakcyjna, że szybko rozprzestrzeniła się po całym świecie niczym wirus. Powstały liczne adaptacje (na licencji stacji HBO), w tym najpopularniejsza z nich – amerykańska, zatytułowana „In Treatment”, przy której Levi współpracował m.in. właśnie z Sarą Treem. Pojawiła się również polska wersja tej produkcji, znana jako „Bez tajemnic” (w główną rolę wcielił się Jerzy Radziwiłowicz).

W „The Affair” najpierw wymyślono chwyt narracyjny, a później dopasowano do niego odpowiednią fabułę, przez co dokładnie widać szwy pozostawione przez twórców.

Karol Kućmierz

Podobnie jak w „In Treatment” na ostatecznym kształcie „The Affair” zaważyła jedna centralna idea. Różnica polega na tym, że w „In Treatment” temat i forma stanowią nierozłączną całość. W „The Affair” ewidentnie najpierw wymyślono chwyt narracyjny, a dopiero później dopasowano do niego odpowiednią fabułę, przez co w wielu momentach dokładnie widać szwy pozostawione przez twórców serialu. Ponadto romansowa treść, która wystaje spoza tych szwów, często okazuje się bardziej konwencjonalna niż sposób, w jaki została opowiedziana.

 affair (7)

Kobieta z przeszłością, mężczyzna po przejściach

Znajomość Noaha Sollowaya i Alison Bailey zawiązuje się w przydrożnej restauracji The Lobster Roll w Montauk. To także początek rozbieżności w ich opowieściach. Noah, aspirujący pisarz i nauczyciel w szkole publicznej, przyjechał tu na wakacje z żoną Helen (Maura Tierney) oraz czwórką niezdyscyplinowanych dzieci. Alison jest niepozorną kelnerką, która stara się powrócić do normalności po niedawnej tragedii. Zwyczajny rodzinny obiad przerywa przykry incydent – najmłodsza córka Noaha nagle zaczyna się dławić i nie może złapać tchu. W swojej wersji wydarzeń mężczyzna utrzymuje, że to on sam uratował dziecko przed uduszeniem. Z perspektywy Alison, rodzice dziewczynki byli tak sparaliżowani strachem, że nie byli w stanie zareagować, więc to ona ostatecznie musiała interweniować.

„The Affair” jest pełne tego rodzaju narracyjnych niezgodności. Początkowo relacja Noaha przedstawia Alison jako kusicielkę – to ona pierwsza z nim flirtuje, proponuje mu papierosa, rozbiera się przy nim i zaprasza go pod prysznic na świeżym powietrzu, a on zachowuje szlachetną powściągliwość. Według Alison to Noah jest natrętny, a ona traktuje jego nieporadne podchody z pobłażliwą obojętnością. Gdzieś pomiędzy tymi dwoma spojrzeniami budzi się jednak wzajemna fascynacja. Rozbieżności w dialogach i przebiegu poszczególnych sytuacji uzupełniają czysto wizualne wskazówki – drobne różnice w gestach, ubiorze (w oczach Noaha stroje Alison są bardziej wyzywające niż te zapamiętane przez nią) czy scenografii. Źródło tych sprzeczności nie jest jednoznaczne. Możemy je na przykład tłumaczyć upływem czasu i mankamentami pamięci.

Pierwszy odcinek osadza wspomnienia Noaha i Alison w konkretnym kontekście – oboje są przesłuchiwani przez detektywa w związku z pewnym śmiertelnym wypadkiem, który wydarzył się w trakcie ich wakacyjnego romansu. Sekwencje retrospektywne, jako że stanowią większą część serialu, nie wyróżniają się jednak szczególnie pod względem formalnym (teraźniejszość, w której rozgrywa się śledztwo, charakteryzuje jedynie chłodniejsza paleta barw). Ich siła polega na tym, że sprawiają wrażenie wiarygodnego świadectwa, dopóki nie zostaną zdemaskowane przez drugi punkt widzenia.

Zarówno Noah, jak i Alison, pragną być głównymi bohaterami własnych opowieści, stąd podkreślanie ich roli w wydarzeniach, stawianie się w lepszym świetle i marginalizowanie innych. Nie można też wykluczyć, że narratorzy celowo kłamią, zniekształcają prawdę lub pomijają istotne szczegóły. Scenarzyści konsekwentnie pozostawiają rozstrzygnięcie tego dylematu widzowi. Niezależnie od tego, jakie wyjaśnienie ograniczeń ludzkiej percepcji przyjmiemy, sceny, które oglądamy w dwóch wariantach, mówią nam więcej o osobowości głównych bohaterów niż o tym, co się właściwie wydarzyło.
affair (10)

Afera zamieciona pod dywan

W pierwszych kilku odcinkach narracyjna koncepcja twórców „The Affair” sprawdza się świetnie. Serial intryguje świeżym spojrzeniem, turystyczne miasteczko Montauk zachęca do zgłębiania jego sekretów i obyczajów, a główni bohaterowie wzbudzają zainteresowanie, ponieważ nie dają się do końca zaszufladkować. Dominic West i Ruth Wilson występują właściwie w podwójnych rolach, odgrywając dwie alternatywne wersje Noaha i Alison. Postaci drugoplanowe, chociaż niezbyt eksponowane, są również sprawnie naszkicowane: Helen, żona Noaha, i mąż Alison – Cole (Joshua Jackson) skutecznie wymykają się stereotypom zdradzanych partnerów, charakterystycznym dla tego typu historii. Jednak kiedy zauroczenie nowością mija, „The Affair” wpada w koleiny wielu seriali dramatycznych. Najciekawsze aspekty tej produkcji – drobne różnice punktów widzenia, subtelne relacje pomiędzy bohaterami, cierpliwa obserwacja rodzącego się pożądania i rozpadających się związków – ustępują sensacyjnym i melodramatycznym elementom fabuły, które stopniowo przejmują całą narrację.

Scenarzyści, jakby znudzili się własnym pomysłem albo asekuracyjnie antycypowali takie znużenie u widza, dorzucają nadmiernie skomplikowany wątek kryminalny oraz fabularne zagadki, których rozwiązanie, niepotrzebnie odkładane w czasie, okazuje się nad wyraz błahe. Pojawiają się też wątki drugoplanowe, które zmierzają donikąd, zwiększając jedynie objętość odcinków, a nie wpływają pozytywnie na zaangażowanie odbiorcy. Sensacyjne elementy, związane z funkcjonowaniem podziemia narkotykowego w Montauk, wydają się szczególnie nie na miejscu, jakby wdarły się do fabuły z zupełnie innego serialu. Pojawiają się bójki na pięści, zacieranie śladów przestępstwa, a w jednej z przerysowanych scen bohaterowie są nawet trzymani na muszce rewolweru.

Narracyjna metoda, którą przyjęli twórcy, również ulega pewnym modyfikacjom – opowieści Noaha i Alison z czasem przestają się zazębiać i wzajemnie oświetlać. Coraz rzadziej oglądamy te same sytuacje z dwóch odmiennych perspektyw, zamiast tego śledząc indywidualne ścieżki bohaterów. Kiedy zaś podwójny punkt widzenia powraca, tak jak w finałowym odcinku sezonu, rozbieżności pomiędzy relacjami są nagle tak ogromne, że sens samego opowiadania zostaje postawiony pod dużym znakiem zapytania.

W pierwszym sezonie „The Affair”– podobnie jak jego główni bohaterowie – wciąż poszukuje własnej drogi. W ramach ściśle określonego sposobu prowadzenia narracji ścierają się ze sobą dwa różne seriale. Pierwszy z nich dąży do tego, żeby pokazywać nam zwykłe sytuacje w niezwykłym świetle – prozaiczne sceny pomiędzy dwójką ludzi, które nabierają nowych barw i odcieni, kiedy oglądamy je zniekształcone przez subiektywne doświadczenie i indywidualną perspektywę. Ta wersja „The Affair” przekonuje nas, że każdy akt opowiadania jest podejrzany, nawet jeśli – dzięki sugestywnej mocy wizualnego przedstawienia – sprawia wrażenie obiektywnej prawdy. Drugie oblicze serialu to paniczna reakcja na to pierwsze założenie – uruchomienie gatunkowych schematów, sztucznie podkręcanej dramaturgii i niewiarygodnych zwrotów akcji w obawie przed tym, że odbiorca jednak nie okaże się wystarczająco cierpliwy i będzie oczekiwał bardziej powierzchownych wrażeń.

Efekt końcowy rozczarowuje: potencjał podwojonej narracji nie został w pełni wykorzystany, a serial bardzo szybko upodobnił się do innych produkcji stacji Showtime, która jak żadna inna potrafi roztrwonić interesujące pomysły – wystarczy przeanalizować, jak wraz z kolejnymi sezonami obniżała się jakość jej najpopularniejszych seriali, takich jak „Homeland”, „Dexter”, „Californication” czy „Trawka”. „The Affair” wystarczyło zaledwie dziesięć odcinków, żeby dopisać się do tej listy i szybko zejść z drogi, którą wyznaczyły narracyjne eksperymenty.

Przypis:

[1] W momencie najlepszej oglądalności „The Affair” śledziło jedynie około 950 tysięcy widzów [link].

 

Serial:

„The Affair”, twórcy: Sarah Treem, Hagai Levi, prod. USA 2014–.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 320

(8/2015)
24 lutego 2015

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj