Z centrum widać najwięcej
  

PRZEKAŻ
1%
PODATKU
Przekaż 1% podatku na demokratyczne media.
Podaj w rozliczeniu numer
KRS Kultury Liberalnej:
0000 398 695
Przekaż 1% podatku na Kulturę Liberalną forward

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Między bytem a...

Między bytem a nieistnieniem. O eseju „Pochwała cienia” Jun’ichirō Tanizakiego

Piotr Kieżun

„Nie ma piękna bez cienia”, pisze Tanizaki w jednym z najsłynniejszych hymnów na cześć japońskiej estetyki, i jest to esencja jego poglądów. To, co japońskie, powinno być osłonięte od zbyt jaskrawego światła i „przesiąknięte pyłem ciemności”.

pochwala-cienia_okladka

Według wierzeń dawnych Japończyków głęboko w mule zalegającym pod archipelagiem Wysp Japońskich mieszka olbrzymi sum Namazu. Ryby-potwora pilnuje bóg Kashima. Na drzeworytach z okresu Edo przedstawiających tę scenę (jap. namazu-e) stoi on na łbie Namazu i przytrzymuje cielsko potwora wielkim głazem. Za każdym razem, gdy energicznemu sumowi udaje się wydostać spod kontroli bóstwa, Japonię nawiedza trzęsienie ziemi.

1 września 1923 r. tuż przed południem Namazu znów zdołał wymknąć się Kashimie. Trzęsienie ziemi trwało blisko dziesięć minut i zniszczyło dwie trzecie Tokio oraz całą Jokohamę. W obu miastach i przyległych prefekturach Chiba, Kanagawa i Shizuoka wybuchły pożary. Zatokę Tokijską nawiedził w tym samym czasie silny tajfun. Reszty zniszczeń dokonało olbrzymie jedenastometrowe tsunami. Zginęło ponad 100 tys. osób, blisko 2 mln zostało bez dachu nad głową.

Katastrofa, która przeszła do historii pod nazwą wielkiego trzęsienia ziemi w Kantō, była pierwszym tak dużym kataklizmem w XX-wiecznej Japonii. Na tyle pamiętnym, że w 1960 r. japoński rząd zdecydował się ogłosić 1 września Dniem Zapobiegania Klęskom Żywiołowym. Trzęsienie ziemi z 1923 r. miało jednak jeszcze jeden niespodziewany skutek. Śmiało można zaryzykować tezę, że zmieniło ono nie tylko krajobraz regionu Kantō, ale w pewnym stopniu również krajobraz japońskiej literatury. Pod wpływem obrazu zniszczeń nastąpił zwrot w twórczości jednego z najwybitniejszych współczesnych pisarzy Japonii – Jun’ichirō Tanizakiego.

Dekadent w Kraju Kwitnącej Wiśni

W momencie katastrofy Tanizaki miał 36 lat i był już uznanym twórcą. Na literacką scenę wkroczył w 1910 r. odważnym opowiadaniem „Shisei” (Tatuaż). Jego bohaterem pisarz uczynił Seikichiego – mistrza tradycyjnej japońskiej sztuki tatuażu, którego największym pragnieniem jest wytatuowanie obrazu na skórze pięknej kobiety. Tatuażysta znajduje w końcu odpowiednią modelkę. Jest nią młoda dziewczyna spotkana przed restauracją w tokijskiej dzielnicy Fukugawa. Seikichi próbuje ją namówić do poddania się zabiegowi, pokazując jej dwa obrazy, na których przedstawiono kobietę obserwującą kolejno torturowanych, a następnie martwych mężczyzn. Obiecuje jednocześnie dziewczynie, że dzięki jego sztuce już niedługo mężczyźni w podobny sposób będą leżeć pokotem u jej stóp. Z cnotliwej, skromnej gąski zamieni się w prawdziwą modliszkę. Młoda kobieta jest przerażona i jednocześnie zafascynowana tą wizją. W końcu ulega. Artysta tatuuje jej na plecach pająka i staje się pierwszą ofiarą przeobrażonej w femme fatale modelki.

dazai

„Shisei” zawiera wszystkie najważniejsze motywy, które będą później pojawiały się w pisarstwie Tanizakiego: fascynację kobiecym pięknem, fetyszyzm, sadomasochistyczne relacje, namysł nad rolą i siłą oddziaływania sztuki, atmosferę fantastyczności. Opowiadanie otwiera też pierwszy okres twórczości Japończyka. Zaznaczy się on silnymi wpływami zachodniej literatury – głównie dzieł Edgara Allana Poe, Maeterlincka, Wilde’a oraz Huysmansa, a więc całej palety utworów należących do nurtu dekadenckiego. U Tanizakiego zainteresowanie europejskimi wzorcami wzrośnie jeszcze na początku lat 20. w trakcie jego pobytu w rezydencjalnej dzielnicy Jokohamy Hommoku, w której pisarz stykał się z przebywającymi w Japonii obcokrajowcami i ich stylem życia.

Duchowa przemiana

Trzęsienie ziemi zaskoczyło Tanizakiego w czasie podróży autobusem. Mieszkał wówczas od jakiegoś czasu w Hakone, niewielkim miasteczku u stóp góry Fudżi. Żona i córka przebywały w Jokohamie, lecz szczęśliwie uniknęły śmierci. Po tragedii pisarz z całą rodziną przeniósł się do ocalałego Kioto [1].

Przenosiny z okolic zrównanych z ziemią Tokio i Jokohamy do miasta będącego dawną cesarską stolicą były niczym podróż w czasie. W Kioto Tanizaki mógł podziwiać to, co do dziś pozostaje esencją starej japońskiej architektury – setki świątyń buddyjskich i szintoistycznych chramów, Pałac Cesarski, Złoty Pawilon oraz świątynię Ryōan-ji ze słynnym skalnym ogrodem. W pisarzu zachodzi wówczas głęboka przemiana. Nagle odkrywa urok japońskiej tradycji, siłę klasycznych opowieści i legend, czar i użyteczność dawnych kategorii estetycznych. Nowej fascynacji daje wyraz kilka lat później w głośnej powieści „Niektórzy wolą pokrzywy” (1928–1929; pol. wyd. 1972), w której zderza ze sobą kulturę japońską z kulturą europejską. Jej bohater musi wybierać pomiędzy dwiema kobietami: z jednej strony kusi go pół Europejka, pół Azjatka Luiza, z drugiej – na wskroś japońska kochanka ojca Ohisa. Rozdarty pomiędzy oboma ucieleśnieniami piękna, nie potrafi się zdecydować. Dla autora powieści na początku lat 30. wybór jest już jednak prosty. Japońskość zdecydowanie wygrywa z europejskością, czego dobitnym przykładem jest krótki tekst Tanizakiego „Pochwała cienia”, chyba najbardziej znany literacki hymn na cześć japońskiej estetyki (1933; pol. wyd. I 2005, II 2016).

Apologia wychodka

Czym formalnie jest „Pochwała cienia”? W Europie powiedzielibyśmy, że esejem. Jednak Henryk Lipszyc, tłumacz tekstu i znakomity japonista, stwierdza w przedmowie, że „należałoby go uznać za popularną od wieków w japońskiej kulturze formę swobodnych zapisków zuihitsu, dosłownie «za pędzlem» albo «śladami pędzla»” [2], a więc luźnych notatek pozbawionych z góry ustalonej kompozycji. Jacqueline Pigeot, francuska badaczka literatury japońskiej, idzie jeszcze dalej i określa utwór Tanizakiego mianem poematu [3].

Myliłby się jednak ten, kto założyłby na podstawie tych opisów, że „Pochwała cienia” jest chaotycznym zbiorem ckliwych, rozpoetyzowanych, ogólnikowych myśli. Tanizaki jest w swoim dość zwartym, podzielonym na krótkie rozdziały tekście nadspodziewanie konkretny. Wystarczy wspomnieć, że utwór rozpoczynają rozważania na temat lamp, wentylatorów, grzejników i… tradycyjnego japońskiego wychodka kawaya. Dalsze obiekty, o których pisze Tanizaki, są równie mocno osadzone w codziennym życiu. Autor „Shisei” poświęca sporo miejsca klasycznemu wystrojowi domu, przyborom do pisania, naczyniom z laki i potrawom, takim jak fasolowa galaretka yōkan czy sushi zawijane w liście kaki. Dopiero w drugiej części pojawiają się bardziej wyszukane tematy: piękno pozłacanych przedmiotów, elegancka tajemniczość najstarszego japońskiego teatru nō, uroda kobiet.

Pod piórem (lub pędzlem) Tanizakiego wszystkie te elementy odkrywają przed nami sens i znaczenie kolejnych kategorii klasycznej japońskiej estetyki. I nie trzeba tu wiele. Już opis samej przyświątynnej wygódki pozwala zapoznać się z co najmniej trzema ważnymi pojęciami:

„Pokój dzienny chanoma również ma swoje uroki, ale japoński wychodek został wprost stworzony z myślą o zapewnieniu duchowego odprężenia. Jest zawsze oddalony od głównego budynku, z którym łączy go przykryty oddzielnym zadaszeniem ciąg. Stoi zwykle w zadrzewionym kącie ogrodu, dokąd dolatuje świeży zapach liści i mchu. Nie da się wprost opisać uczucia, jakie nam towarzyszy, kiedy przykucnięci w półmroku, patrzymy na ogród lub pogrążamy się w zadumie, a co jakiś czas od strony shōji [ścianka składająca się z drewnianego obramowania wypełnionego papierem – PK] płyną refleksy bladego światła. […] Doprawdy wychodek to wymarzone miejsce do słuchania brzęczenia owadów i śpiewu ptaków; świetnie się też nadaje do podziwiania poświaty księżyca albo smakowania mono-no aware. […] Nie popełnimy błędu, jeśli pośród licznych wytworów japońskiej architektury uznamy kawaya za najlepszy wyraz fūryū” [4].

I dalej w tym samym tonie: „W porównaniu ze stosunkiem ludzi Zachodu, którzy uznali to miejsce za z gruntu nieczyste, niestosowne, by nawet wspominać o nim publicznie, ileż rozsądniejsze i w lepszym guście wydaje się nasze hołdowanie ideałowi fūga” [5].

Mono-no aware, fūryū i fūga. Wszystkie te wyrażenia zaczerpnięte są z tradycyjnego słownika japońskiej filozofii sztuki, a tym samym filozofii życia. Pierwsze z nich oznacza współodczuwanie lub wczucie się, które pozwala pojąć istotę i piękno przemijającego świata i „łączy się z odkrywaniem prostych prawd” [6]. Drugie wskazuje na potrzebę łagodnego niczym wiatr () kroczenia przez życie, odnalezienia satysfakcji w wykonywaniu codziennych czynności, akceptacji niedoskonałości. Trzecie – na ideał wyszukanej elegancji, który dostrzec możemy również w najbardziej nieoczekiwanym miejscu.

Skromność i prostota

Jak refren pojawiają się tu pojęcia prostoty, skromności i umiaru, czyli tak dobrze znany nam dziś japoński minimalizm. Tanizaki opiewa to, co w oczach ludzi Zachodu na pierwszy rzut oka może wydawać się zbyt ubogie lub powszechne – wyłożoną drewnem łazienkę, wychodek, piaskowy, jednostajny kolor ścian pokoju dziennego. Nawet jeśli pisze o tak cenionym na Wschodzie nefrycie, podkreśla jego skromny charakter: „Nie ma on ani tych barw, którymi czarują rubiny i szmaragdy, ani nie lśni jak brylant” [7]. A jednak zarówno Japończyków, jak i Chińczyków zniewala jego urok.

Prostota nie jest jednak najważniejszą kategorią estetyczną, która pojawia się w tekście Tanizakiego. Żadne z opisywanych przedmiotów lub zjawisk nie nabrałyby bowiem tajemniczego blasku, gdyby, paradoksalnie, nie były ukryte w półmroku. „Nie ma piękna bez cienia” [8], pisze Tanizaki, i jest to chyba esencja jego estetycznych poglądów. To, co japońskie, powinno być według niego osłonięte od zbyt jaskrawego światła, oblane co najwyżej bladą poświatą i „przesiąknięte pyłem ciemności” [9]. Dopiero wówczas możemy docenić urodę złotych ornamentów na stroju aktora teatru nō, połysk czarnej laki, a nawet tradycyjny makijaż japońskiej kobiety, która goli brwi, pokrywa usta zieloną szminką oraz połyskliwą masą perłową i czerni zęby po to, by wszystko poza twarzą utonęło w mroku. To dlatego japońską sztukę, zarówno wysoką, jak i użytkową, należy oglądać w jej naturalnym otoczeniu – w ciemnych pomieszczeniach klasycznego japońskiego domu.

Piękno nietrwałości

Cień nie ma jednak u Tanizakiego wyłącznie czysto estetycznego znaczenia. Przedmioty umieszczone w półmroku nie tylko stają się piękne, ale zapraszają nas również do zanurzenia się w świecie iluzji, snu, marzeń. Gdy Tanizaki wspomina o poświacie sączącej się przez papierowe, półprzezroczyste ścianki shōji, pisze właśnie o tym procesie: „Zdumiony tym sennym światłem przecieram oczy i mam wrażenie, że mgła przesłania mi oczy i mąci wzrok. Światło dolatujące od strony mlecznobiałego papieru jest tak wątłe, że zamiast rozpraszać gęsty mrok panujący we wnęce, samo zostaje przez ten mrok odbite, ukazując świat iluzji, w którym nie sposób odróżnić jasności od ciemności” [10].

Cień mówi nam też o samym istnieniu. To, co jest skryte w mroku i co odsłania jedynie niewielki fragment całości, samo wskazuje na fragmentaryczność, nietrwałość, znikliwość otaczającego nas świata. Owo piękno przemijania jest również obecne we wszystkich utworach Tanizakiego, w których uroda ujawnia się najmocniej, gdy zaczyna znikać, a miłość zawsze jest rozdzierająca, smutna i świadoma swojej ulotności.

Czy przykładanie tak wielkiej wagi do obserwowania zjawisk w półmroku jest rzeczywiście specyficznie japońskie, jak chciałby Tanizaki, który z tej cechy uczynił w swoim eseju japońską differentia specifica? Trudno jednoznacznie stwierdzić. Zachód też ma swoją estetykę półtonów i szarości. Prawdą jest jednak, że w kraju, którego materialne istnienie wciąż zależy od poruszeń wąsów wielkiego suma Namazu, lepiej znajdować piękno „nie w rzeczach, lecz w smugach cienia” – tych migotliwych, fantomowych kształtach, które zdają się pozostawać w pół drogi między bytem a nieistnieniem.

 

Przypisy:

[1] Por. Mikołaj Melanowicz, „Historia literatury japońskiej”, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2012, s. 346.
[2] Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, wyd. Karakter, Kraków 2016, s. 5–6.
[3] Por. audycja radiowa „Jun’ichirō Tanizaki, l’emprise des sens” Michela Pomarède’a z cyklu „Une vie une oeuvre” wyemitowana na antenie radia France Culture 15 grudnia 2012 r. Realizacja: Jean-Claude Loiseau. Goście: Anne Bayard Sakai, Cécile Sakai, Jacqueline Pigeot, René de Ceccaty, Michael Ferrier, Julien Sévéon, Agnès Giard.
[4] Jun’ichirō Tanizaki, dz. cyt., s. 17–18.
[5] Tamże, s. 19.
[6] Agnieszka Żuławska-Umeda, „Poetyka szkoły Matsuo Bashō (lata 1684–1694)”, wyd. Neriton, Warszawa 2007, s. 24.
[7] Jun’ichirō Tanizaki, dz. cyt., s. 28.
[8] Tamże, s. 58.
[9] Tamże, s. 66.
[10] Tamże, s. 45.

 

Książka:

Jun’ichirō Tanizaki, „Pochwała cienia”, przeł. Henryk Lipszyc, wyd. Karakter, Kraków 2016.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 417

(1/2017)
3 stycznia 2017

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj