Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Jeszcze nie jest...

Jeszcze nie jest za późno. O „Syropie z piołunu” Pawła Smoleńskiego

Filip Rudnik

Czym była akcja „Wisła” i jakie miejsce zajmuje we współczesnej polskiej pamięci? Czy musimy się dziś z niej rozliczać? Paweł Smoleński w swoim „Syropie z piołunu” odważnie stawia te pytania. I jednoznacznie na nie odpowiada.

syrop_z_piolunu_okladka

Komunistyczne wysiedlenia ukraińskiej mniejszości z lat 1947–1950 to jedna z wielu bolesnych kart niesamowicie splątanej polsko-ukraińskiej historii, które rezonują do dziś. Niestety, po niemal trzydziestu latach od powstania III RP, o akcjach przesiedleńczych wciąż „opowiada się” za pomocą kalek myślowych rodem z głębokiego PRL-u i „Łun w Bieszczadach”. Przykład? Proszę bardzo. W kwietniowym numerze tygodnika „Przegląd” z tego roku – a więc w 70. rocznicę wywózek! – ukazał się karkołomny tekst koszalińskiego historyka Czesława Partacza. Według autora wysiedlenie 140 tysięcy osób – obywateli polskich pochodzenia ukraińskiego, łemkowskiego i bojkowskiego – stanowiło „wyższą konieczność” w imię polskiej racji stanu [1].

Profesor Ola Hnatiuk w rozmowie z „Kulturą Liberalną” z sarkazmem gratulowała komunistom sukcesu. Istotnie, narracja ukuta przez PRL-owską propagandę i potem zobrazowana za pomocą „Ogniomistrza Kalenia” wciąż okazuje się żywotna. Pogrobowcy tej wykładni zdają się powtarzać wciąż ten sam argument: gdyby nie wysiedlenia, konflikt polsko-ukraiński zostałby zamrożony i wybuchłby z całą mocą w latach 90. Nie dostrzegają przy tym, że szukanie wymówek dla akcji „Wisła” może pociągnąć za sobą relatywizowanie kolejnych komunistycznych zbrodni. Przekonanie o niemożności pokonania UPA bez wysiedlenia mniejszości ukraińskiej zostało już dawno obalone. Akcja „Wisła” nie została przeprowadzona dlatego, że była konieczna, ale dlatego, że w ten sposób najłatwiej było się pozbyć naturalnego wsparcia dla ukraińskiej partyzantki [2].

Inne Zakerzonie

Dla wydania „Syropu z piołunu” nie można więc było znaleźć lepszego czasu. Właśnie w 2017 r. polski rząd po raz pierwszy w historii III RP odmówił dofinansowania uroczystości upamiętniających ofiary wywózek. Polsko-ukraińskie relacje są od pewnego czasu dość napięte, a przecież coraz więcej Polaków ma codzienny kontakt z Ukraińcami. Paweł Smoleński już wcześniej niuansował zawiłą historię pogranicza polsko-ukraińskiego, wykazując, że nie jest ona tak jednoznaczna, jak chciałaby część polskich komentatorów [3].

Smoleński w swojej książce upomina się o tych, którzy zostali pokrzywdzeni. W ocenie wysiedleń nie stosuje żadnych półtonów i rzeczy nazywa po imieniu. Już we wstępie zamieszcza 7. artykuł Statutu Międzynarodowego Trybunału Wojskowego z Norymbergi, który deportacje kwalifikuje jako „zbrodnię przeciwko ludzkości”. Szuka krzywd jednostkowych, dociera do każdej z osobna i jako wnikliwy obserwator próbuje je naświetlić. Te „strzępy opowieści”, z których autor „zszywa historię”, przemawiają o wiele mocniej niż historyczna statystyka. Badań wokół akcji „Wisła” przeprowadzono wiele, do tej pory jednak głos ofiarom oddawano jedynie jako świadkom lub – co gorsza – jako podejrzanym. Smoleński jest zaś przede wszystkim zainteresowany losem swoich bohaterów – jakikolwiek by on nie był.

Ta perspektywa przybliża czytelnikowi odległe i trudne dziś do zobrazowania wydarzenia. Centralny Obóz Pracy w Jaworznie, w którym w jednym z podobozów więziono Ukraińców, właśnie dzięki autorskiej perspektywie staje się rzeczywisty. Smoleński szczegółowo opisuje warunki, w jakich przetrzymywani byli podejrzani o współpracę z UPA (do osadzenia wystarczał donos). Przesłuchania według stalinowskiej szkoły stosowane na więzionych – uporczywe bicie, elektrowstrząsy, sławetny „pal Andersa” – jeży włos na głowie.

Przytaczane zbrodnie dokonywane w majestacie stalinowskiego prawa – Jaworzno, mordy w Zawadce Morochowskiej czy Terce – ukazywane są w „Syropie z piołunu” przez pryzmat samych ofiar, a nie suchej matematyki. Nie są też zestawiane z okropnościami na Wołyniu. W ten sposób reportażysta naświetla całą złożoność dramatu związanego z deportacjami. Ta perspektywa daje silne argumenty przeciwko obrońcom akcji wysiedleńczej. Relatywizowanie zbrodniczości stalinizmu motywowane „polską racją stanu” nie wytrzymuje zderzenia ze skalą wyrządzonego zła. Jego aberracyjny charakter podkreśla zresztą fakt, że zastosowane represje były odwrotnie proporcjonalne do rzeczywistego zagrożenia. „Przewaga Wojska Polskiego w trakcie akcji «Wisła» była tak wyraźna, iż samo pojawienie się polskich oddziałów sparaliżowało działalność ukraińskiego podziemia”, pisał krakowski historyk Grzegorz Motyka [4]. Opisywana przez Smoleńskiego atmosfera terroru zaskakuje więc jeszcze bardziej.

Współczucie i naiwność

„Syrop z piołunu” przedstawia także drugą stronę sporu. Nie stara się jej jednak usprawiedliwić, a jedynie w jakimś stopniu zrozumieć. Autor przypomina los polskich milicjantów i żołnierzy, którym – bez żadnego wojskowego doświadczenia – przyszło dosłownie wyrzucać ludzi z domów. Zindoktrynowani egzotyczną mieszaniną Sienkiewicza i komunizmu, młodzi wojskowi po prostu „chcieli się wykazać” w walce z „faszystowskimi bandami”. Chęć odwetu, obiegowe przekonanie o ukraińskich „czarnych gardłach” oraz sztucznie wykreowany mit generała Świerczewskiego (który Smoleński zresztą zgrabnie obala) pozwoliły na zagłuszenie wyrzutów sumienia. Co, oczywiście, niczego nie usprawiedliwia.

Chęć zrozumienia każdej ze stron nie ustrzegła autora od błędów faktograficznych, co w swojej recenzji wykazał Damian Markowski [5]. Nie stanowi to jednak największej wady „Syropu z piołunu”. Nikt przecież nie traktuje tej książki jako materiału źródłowego. Niemniej, niektóre z fragmentów trącą dydaktyzmem oraz niepotrzebnym efekciarstwem. Przywołanie wspomnień pokonanych, złachmanionych upowców i zestawienie ich z powstańcami warszawskimi ostatnich dni zrywu może wyłącznie zrazić bardziej wyczulonego czytelnika.

Smoleński przywołuje także – jakżeby inaczej – postać Jana Pawła II i przypomina papieski wkład w polsko-ukraińskie porozumienie. Czy naprawdę nie mamy żadnych innych godnych przypomnienia orędowników tej sprawy? Powoływanie się na papieża w kontekście relacji z Ukraińcami wydaje się już wyeksploatowane do cna. W następnym rozdziale autor wylicza antyukraińskie incydenty na terenie Polski w tonie co najmniej alarmistycznym. Jednocześnie autorowi umyka odpowiedź na pytanie, co stanowi powód obecnej zmiany podejścia Polaków wobec Ukraińców. Gdzieś w tle zdaje się pobrzmiewać uzasadnienie opierające się na standardowej krytyce obecnej władzy i nacjonalistycznym „wzmożeniu” społecznym. Takie postawienie sprawy nie wyczerpuje jednak tematu – choć to kwestia na odrębną książkę.

Wypowiedzieć przemilczane

Te potknięcia nie przekreślają tego, za co Smoleńskiemu należy się szacunek. „Syrop z piołunu” upamiętnia ofiary poprzez oddanie im głosu w być może ostatnim możliwym momencie. Dramatycznie brzmią cytowane listy, w których byli więźniowie Jaworzna – już po upadku komunizmu – proszą „wolną Polskę” o rekompensatę finansową za bezprawne uwięzienie. Najpewniej treść tej korespondencji nigdy nie ujrzałaby światła dziennego, gdyby nie praca autora.

Czy oddanie głosu ofiarom może coś zmienić w postrzeganiu akcji „Wisła”? Chciałoby się jeszcze wierzyć w wytarty slogan, według którego prawda zwycięża. Jednak biorąc pod uwagę pamięć zbiorową Polaków – a więc przestrzeń wypełnioną mitami – możemy mieć wątpliwości, czy tak się stanie. Tym bardziej, że istota akcji „Wisła” niesie ze sobą ładunek emocjonalny, którym można szachować sąsiada i blokować możliwość porozumienia. Poza tym w obszarze wschodniej polityki – gdzie logiki często nie ma za grosz – prawda może okazać się po prostu za słabym argumentem.

„Syrop z piołunu” na pewno podejmuje próbę zmiany tego stanu rzeczy – książka przywraca mniejszości ukraińskiej należną jej przestrzeń wśród polskich obywateli. Nie będzie chyba przesadą stwierdzenie, że nowy reportaż Smoleńskiego to głośne memento dla Polaków. Bez szczerego rozliczenia się z własnym grzechem – mówi do nas autor – niemożliwy będzie wzajemny dialog, a atmosfera napięcia będzie rosła. Pozostaje żywić nadzieję, że lektura „Syropu z piołunu” przynajmniej w pewnym stopniu je rozładuje.

 

Przypisy:

[1] C. Partacz, „Akcja «Wisła» – banderowcy mordowali, Polacy wysiedlali” [1973], „Przegląd” nr 17–18/2017 [dostępny na stronie: https://www.tygodnikprzeglad.pl/akcja-wisla-banderowcy-mordowali-polacy-wysiedlali/; dostęp: 26.12.2017].
[2] G. Motyka, „Od rzezi wołyńskiej do akcji «Wisła». Konflikt polsko-ukraiński 1943–1947”, Wydawnictwo Literackie, Kraków 2011, s. 460.
[3] Zob. P. Smoleński, „Pochówek dla rezuna”, Wydawnictwo Czarne, Wołowiec 2001.
[4] G. Motyka, Tamże, s. 433.
[5] Zob. D. Markowski, „Gorzki smak piołunu”, [w:] „Nowa Europa Wschodnia”, nr 6/2017, s. 165–166.

Książka:

Paweł Smoleński, „Syrop z piołunu. Wygnani w akcji «Wisła»”, wyd. Czarne, Wołowiec 2017.

SKOMENTUJ

Nr 470

(2/2018)
9 stycznia 2018

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj