Trwa jesienna zbiórka
na działalność Kultury Liberalnej.
Weź udział!

Czego potrzebujemy?

Jesteśmy niezależni od polityków
i reklamodawców. Dlatego potrzebujemy
comiesięcznych wpłat od Darczyńców.
Aktualnie otrzymujemy od Czytelników
około 15 tys. zł miesięcznie, czyli
25 procent miesięcznego budżetu
tygodnika. Chcemy, aby do końca 2020
roku ta kwota była dwa razy większa
.

Co dostajesz w zamian?

52 numery tygodnika rocznie, publiczne
wydarzenia, najważniejsze książki
o wolności i demokracji.
Silny, wrażliwy, demokratyczny głos
w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
NOWOŚĆ! Comiesięczną informację
o naszej działalności, dodatkowe
materiały i zdjęcia.
NOWOŚĆ! Jeśli Twoja darowizna wyniesie
co najmniej 200zł miesięcznie, otrzymasz
w prezencie książki i specjalne wejściówki
na wydarzenia.
Dziękujemy za wsparcie! Jako Darczyńca wciąż możesz włączyć się w naszą kampanię:
  • Jeśli popierasz naszą działalność, poleć nas kolejnej osobie.
  • Chcemy się rozwijać. Planujemy zatrudnić więcej osób, odświeżyć naszą
    stronę internetową, rozwinąć dział audio/video. Jeśli chciałbyś / chciałabyś
    zmienić kwotę, którą przeznaczasz na wsparcie dla Kultury Liberalnej, napisz
    do nas na [email protected], a my powiem Ci, jak to zrobić.
  • Dziękujemy Ci za to, że jesteś z nami i życzymy dobrej lektury!

Kultura Liberalna jest tygodnikiem wydawanym społecznie, to znaczy ukazuje
się dzięki wsparciu osób takich jak Ty. Bronimy wartości demokratycznych
i wolnościowych. Tworzymy idee dla Polski na przyszłość. Jesteśmy niezależni
od polityków i reklamodawców. Prosimy o to, abyś tworzył lub tworzyła
Kulturę Liberalną wspólnie z nami. Dołącz do grona naszych
comiesięcznych Darczyńców
.

Kultura Liberalna potrzebuje
Twojego comiesięcznego wsparcia.
Weź udział w jesiennej zbiórce
Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Temat tygodnia > Huawei nie jest...

Huawei nie jest kontrolowany przez chiński rząd

Z Ryszardem Hordyńskim rozmawia Łukasz Pawłowski

„Naszej firmie zależy na wzroście, rozwoju, na zarabianiu pieniędzy. Gdybyśmy naprawdę przekazywali dane chińskim władzom, sądzę, że zostałoby to już dawno udowodnione i mocno nadszarpnęłoby naszą wiarygodność. Nie ma takich sytuacji”, twierdzi dyrektor ds. strategii i komunikacji Huawei Polska.

Łukasz Pawłowski: W czasie swojej ostatniej wizyty w Polsce amerykański wiceprezydent Mike Pence podpisał wspólnie z premierem Morawieckim deklarację w sprawie rozwoju sieci 5G. Moim zdaniem jednoznacznie wymierzoną w Huawei. Martwi to pana?

Ryszard Hordyński: Nie, nie martwi. Rozumiem, że jest to kolejny pomysł na budowę ekosystemu związanego z poprawą poziomu cyberbezpieczeństwa. Jako Huawei od dawna popieramy wszelkie tego rodzaju inicjatywy.

Ta deklaracja zawiera warunki współpracy Polski z dostawcami sprzętu do sieci 5G wyrażone w trzech punktach. Warunek pierwszy brzmi: „czy dostawca jest kontrolowany przez obcy rząd bez możliwości odwołania się do niezawisłego sądu”.

Ale co to znaczy?

To znaczy, że istnieje niezależny system sądownictwa, który mógłby rozsądzić ewentualny spór firmy z rządem w jej kraju. Czyli taki, który chroniłby firmę przed nieograniczonym wpływem władz.

My w Polsce działamy jako firma zarejestrowana w Krajowym Rejestrze Sądowym. Umowy podpisujemy jako firma polska i obie strony umowy mogą się odwołać do niezawisłego polskiego sądu.

Przecież ten zapis nie dotyczy Polski.

Jeśli nie dotyczy Polski, to trudno mi się na ten temat wypowiadać. Jeśli zapisy mówią o możliwości odwołania się do niezależnego sądu, to musi być to zdefiniowane na poziomie kontraktu. A kontrakty w Polsce zawiera Huawei Polska, polska spółka. Zupełnie szczerze uważam, że to załatwia ten problem.

Ale Huawei Polska nie jest niezależne od firmy Huawei, która jest firmą chińską. I to właśnie o chińską firmę chodziło autorom tej deklaracji.

Tego nie definiuje ta deklaracja, więc nie chciałbym spekulować. Natomiast warto w tym kontekście zwrócić uwagę na to, co się wydarzyło, kiedy prezydent Stanów Zjednoczonych nakazał jednej z największych prywatnych firm na świecie, Google, wstrzymać dostawy swojego oprogramowania dla Huawei. Zgodzili się. Są niezależni od rządu czy nie?

Prezydent USA może wywierać jakiś wpływ na firmy, ale kluczowa jest druga część wspomnianego warunku, czyli możliwość odwołania się do sądu. Google może to zrobić, twierdząc, że prezydent przekroczył swoje uprawnienia. Sąd z kolei może nakazać cofnięcie decyzji, tak jak to robił w wielu innych kwestiach, na przykład kiedy prezydent chciał zakazać wjazdu do USA mieszkańcom kilku wybranych krajów. I Donald Trump musiał usłuchać.

Bardzo szanuję amerykański ustrój. Ale w przypadku Huawei kto miałby się do kogo odwoływać?

Huawei jest firmą chińską. W Chinach sądy nie są niezależne od władz. A zatem władze mają możliwość bezpośredniego wpływania na firmę.

Nie mam szczegółowej wiedzy na temat chińskiego systemu sądowniczego. Mogę natomiast dorzucić do pańskich rozważań kolejny element, a mianowicie fakt, że bardzo wiele firm, także naszych konkurentów, posiada swoje zakłady produkcyjne w Chinach oraz lokalne spółki zarejestrowane w tym kraju. Wówczas podlegają pod to samo prawo chińskie. W Polsce natomiast działamy i podpisujemy umowy na gruncie polskiego prawa.

W porozumieniu podpisanym z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych nie jest wymieniona żadna firma. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że spełniamy zawarte w nim warunki.

Ryszard Hordyński

Zapytam inaczej. Deklarację podpisali polski premier i wiceprezydent Stanów Zjednoczonych. Powszechnie wiadomo, jaki jest stosunek amerykańskiej administracji do firmy Huawei – prezydent Trump nazywa ją „zagrożeniem dla bezpieczeństwa narodowego”. Nie można abstrahować od tego kontekstu. Ta deklaracja jest wymierzona w pana firmę.

Deklarację podpisały dwie strony i trudno mi komentować to, co robi amerykańska administracja. Wiem jednak, że Polska wysłała niedawno do Unii Europejskiej swoje rekomendacje dotyczące cyberbezpieczeństwa. Nie zostały one upublicznione, ale na podstawie wypowiedzi przedstawicieli ministerstwa można sądzić, że w tych dokumentach nie ma zapisów dyskryminacyjnych wobec żadnego producenta ani dotyczących kraju, w którym produkuje on swoje urządzenia.

To mówiła nam wprost wiceminister cyfryzacji Wanda Buk.

Bardzo się cieszę. Co więcej, niedawno Polskę odwiedził minister spraw zagranicznych Chin. Spotkał się z ministrem Czaputowiczem i prezydentem Dudą. Z publicznych źródeł wiemy, że od obu uzyskał zapewnienie, że firma Huawei nie będzie dyskryminowana w Polsce.

Także w porozumieniu podpisanym z wiceprezydentem Stanów Zjednoczonych nie jest wymieniona żadna firma. I z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że spełniamy zawarte w nim warunki.

Omówiliśmy dopiero jeden warunek. Drugi mówi, że dostawca ma mieć „przejrzystą strukturę własności”.

Jesteśmy firmą, której akcje posiadają pracownicy.

W rozmowie z sinologiem, profesorem Bogdanem Góralczykiem, powiedziałem to samo, że „oficjalnie firma Huawei nie jest kontrolowana przez chińskie władze, ale przez związki zawodowe”. Roześmiał się i odpowiedział tak: „Jeśli chiński rząd oceni, że dane przedsiębiorstwo ma interesy w kraju czy regionie, które dotyczą żywotnych interesów Pekinu, to ta firma przestaje być prywatna”.

Ale do czego pan zmierza?


W tym sensie struktura własności przestaje być przejrzysta.

Nie chciałbym spekulować. W tej chwili struktura własności wygląda tak, jak opisałem. I firma Huawei udostępnia na ten temat wszystkie możliwe informacje.

Zarzut jest taki, że przejrzystość jest pozorna, bo wpływ na decyzje mają nie pracownicy, ale chińskie władze.

Znów wchodzimy w gdybanie. Jeśli intencją było wykluczenie spółek bezpośrednio kontrolowanych przez rząd, to my taką spółką na pewno nie jesteśmy.

Tak pan twierdzi? Że Huawei nie jest spółką kontrolowaną przez chińskie władze?

Jasne że tak. Jest spółką, która należy do pracowników i w związku z tym nie jest spółką kontrolowaną przez chiński rząd.

Ostatni warunek zawarty w deklaracji dotyczy tego, czy „dostawca, w swojej historii, wykazywał się etycznym postępowaniem korporacyjnym oraz, czy podlega on porządkowi prawnemu, w który zapewnia przejrzystość działalności firm”.

Nie jestem prawnikiem, więc odpowiem nieco inaczej. Pracowałem w różnych firmach z różnych krajów – amerykańskich, południowokoreańskich, francuskich, w polskiej spółce skarbu państwa. Jako pracownik nigdy w życiu nie miałem do podpisania tylu regulacji związanych z etyką prowadzenia biznesu, zachowaniem korporacyjnym i zachowaniem poufności informacji, jak w Huawei.

Jakieś przykłady?

Podpisałem oświadczenie, w którym zobowiązuję się zachować poufność danych firmy, to oczywiste. Ale podpisałem też oświadczenie do zachowania poufności danych konkurencji, gdyby do mnie w jakiś sposób dotarły. Także danych byłych pracodawców.

Czyli gdyby ktoś zdradził panu jakiś sekret konkurencyjnej firmy to…?

To nie mogę tego użyć w swojej pracy, a jeśli użyję, muszę się liczyć z tym, że zostanę zwolniony. Czy to nie są wysokie standardy?

Być może, ale mówimy o różnych rzeczach. Można być bardzo restrykcyjnym jeśli chodzi o ujawnianie informacji z byłego miejsca pracy i to, oczywiście, godne pochwały. Ale jednocześnie przekazywać informacje o swoich klientach na przykład władzom w Pekinie. To dwie odrębne sprawy.

Ale to jest nieporozumienie. My nie przetwarzamy danych klientów. Dostarczamy urządzenia, które są montowane i używane w sieciach operatorów. Zresztą w zakresie danych klientów także wszyscy pracownicy podpisują stosowne oświadczenia. Spójrzmy na to z innej strony: czemu miałoby służyć to, co pan sugeruje? Huawei istnieje od 30 lat, firma globalnie ma dziś przychody większe od budżetu Polski.

130 miliardów dolarów.

To plan na ten rok. W ubiegłym było to 107 miliardów. Działamy w 170 krajach, rośniemy, przeskoczyliśmy o kilkanaście miejsc w rankingu największych firm świata Fortune Global 500 i jesteśmy obecnie na 61. miejscu. Naszej firmie zależy na wzroście, rozwoju, na zarabianiu pieniędzy. Gdybyśmy naprawdę przekazywali dane chińskim władzom, sądzę, że zostałoby to już dawno udowodnione i mocno nadszarpnęłoby naszą wiarygodność. Nie ma takich sytuacji.

Być może Amerykanie boją się tego, co może stać się w przyszłości? Często przywołuje się w tym kontekście chińską ustawę dotyczącą działań wywiadowczych z 2017 roku. Specjalista do spraw Chin profesor Robert D. Williams z Uniwersytetu Yale powiedział mi, że „ustawa o prawie wywiadowczym zawiera przepis, który zasadniczo wymaga od chińskich firm współpracy z rządem chińskim w zakresie tak zwanej «pracy wywiadowczej»”. Czyli wracamy do wpływu władz w Pekinie na Huawei.

Każde państwo ma swój wywiad i sposób pozyskiwania informacji. I są to sprawy indywidualne.

To znaczy?

Nie znam tej specyfiki, ale domyślam się, że może się zdarzyć tak, że pracownik jakiejś firmy równolegle pracuje w jakiś sposób dla swojego państwa. Dowolnej firmy i dowolnego państwa.

Fot. Max Pixel

Ale w tym wypadku zarzut dotyczy współpracy instytucjonalnej. Czyli nie tego, że jakiś pracownik Huawei pracuje dla wywiadu, ale że cała firma pomaga w pozyskiwaniu informacji.

Nie wiem, o jaki konkretnie zarzut chodzi. Huawei jako firma nie ma z tymi sprawami nic wspólnego. Zresztą, jak rozumiem, jedno państwo twierdzi, że widzi jakieś zagrożenie, ale cała reszta już go tak nie postrzega. W zakresie 5G Huawei jest absolutnym liderem. W tej chwili mamy podpisanych 50 kontraktów na część radiową 5G, z czego 30 w Europie. Czy te wszystkie państwa się mylą?

Gdyby zarzuty o szpiegostwo stawiało Huawei na przykład Monako albo Polska, być może nikt by się tym nie zainteresował. Kiedy jednak robią to Stany Zjednoczone i to otwarcie, to sprawa jest innej wagi.

Absolutnie nie bagatelizuję tej sprawy. Jednak należy pamiętać, że nas na rynku amerykańskim nie ma, ze względu na tamtejsze zakazy. Skąd więc wiedza, jak działamy, jakie są nasze produkty i jaka jest ich jakość? Ten jeden kraj, w którym Huawei nie ma, wie lepiej, jak funkcjonujemy, niż te, w których jesteśmy obecni? Niech mi pan powie, czy naprawdę uważa pan, że władze 170 krajów na świecie mogą się mylić?

To nie do końca tak. Są kraje poza Stanami Zjednoczonymi, które nie chcą infrastruktury 5G od Huawei – Japonia, Nowa Zelandia, Australia.

To wciąż jest kilka krajów, a w jednym z nich sytuacja jest niejasna. Ale to nie zmienia mojego pytania: czy 170 innych krajów się myli?

Nie wiem, czy się myli. Ale zarzuty są inne…

To nie są zarzuty, bo zarzuty można na czymś oprzeć. To są spekulacje.

Powiedzmy, że „wątpliwości”. Dotyczą one tego, że kiedy już raz pozwoli się Huawei na stworzenie infrastruktury dla sieci 5G, to wówczas możliwości oddziaływania firmy na dane państwo, w tym jego tak zwaną „infrastrukturę krytyczną” – czyli na przykład sieć energetyczną – byłyby ogromne i nieodwracalne.

Nareszcie wchodzimy w obszar, na którym znam się najlepiej. Nasza firma sprzedaje operatorom komunikacyjnym sprzęt. Tak jak fabryka samochodów sprzedaje użytkownikom towar i później nie ma już wpływu na to, jak ktoś tymi samochodami jeździ. My sprzedajemy swoje anteny, klienci umieszczają je w swojej sieci i to oni nimi administrują. Natomiast nasze anteny 5G są na pewno najlepsze i myślę, że stąd całe zamieszanie.

Mówiąc inaczej, wy dostarczacie na rynek noże, a czy ktoś wykorzysta je do smarowania masła czy zrobienia czegoś złego, to już nie jest wina Huawei, tak?

To nie jest dobre porównanie, bo antena służy tylko do odbierania sygnału radiowego. I mimo że to bardzo zaawansowany sprzęt, jest w gruncie rzeczy jak rura, przez którą może płynie woda, ale może też płynąć mleko. Na to, co płynie przez rurę, producent tej rury nie ma żadnego wpływu.

I tu jest tak samo – antena przesyła dane. Te dane faktycznie mogą być potem rozszyfrowywane, czytane i przeglądane w tak zwanej sieci szkieletowej i w odpowiednich systemach IT. Każdy szanujący się operator komórkowy stara się mieć kilku dostawców sprzętu sieciowego, a w szczególności jednego dostawcę anten i innego dostawcę sieci szkieletowej. Bo ten szkielet to „mózg” sieci. My jesteśmy liderem w szeregu obszarów, ale niekwestionowanym w części radiowej sieci 4G oraz 5G.

Nasza firma sprzedaje operatorom komunikacyjnym sprzęt. Tak jak fabryka samochodów sprzedaje użytkownikom towar i później nie ma już wpływu na to, jak ktoś tymi samochodami jeździ.

Ryszard Hordyński

Jak pan zatem interpretuje te wszystkie negatywne komentarze płynące z amerykańskiej administracji?

To sprawa czysto biznesowa.

To znaczy?

Myślę, że Stany Zjednoczone znakomicie chronią swój interes biznesowy, a akurat na rynku potencjalnych dostawców anten w sieci 5G nie ma w tym momencie żadnej firmy amerykańskiej.

Nie ma. Jest Huawei, Ericsson i Nokia.

No i wszystko w tym temacie.

Czyli pana zdaniem te wszystkie ostrzeżenia przed firmą Huawei, oficjalne wezwania najważniejszych amerykańskich polityków, by zrezygnować z jej usług, zabiegi dyplomatyczne – to wszystko ma służyć wyłącznie obronie interesów amerykańskich firm? Mimo że one nawet nie produkują tych anten?

Nie mam dostępu do danych i przesłanek, którymi kieruje się amerykańska administracja. Huawei w ciągu 30 lat od założenia dotarło na 61. miejsce listy Fortune Global 500. Mało która firma weszła tam tak szybko. Po drugie, Huawei jest liderem nie tylko w technologii 5G. Nasze telefony komórkowe 10 lat temu były nieznane. A dzisiaj?

W Polsce pod względem sprzedaży smartfonów Huawei jest na drugim miejscu po Samsungu. Ale w drugim kwartale tego roku zanotował solidny spadek. W pierwszym kwartale mieliście ponad 30 procent udziału w rynku i byliście na pierwszym miejscu. W drugim kwartale ten udział spadł do 24,5 procent, a Samsung wystrzelił do 41,9 procent.

No cóż, chyba obaj wiemy, że nie jakość produktów miała na to wpływ.

Ja nie wiem.

Bardzo dobrze pan wie.

Czyli działania amerykańskiego prezydenta przekładają się na sprzedaż także w Polsce?

Dziś ryzyko korzystania z telefonu bez aplikacji Google’a może rodzić obawy użytkowników. Jeśli prezydent USA wezwał Google’a do tego, żeby przestał z nami współpracować, to w pewnym sensie burzy naszą dotychczasową harmonijną współpracę. Mimo tego obecni użytkownicy produktów Huawei mają od nas gwarancję aktualizacji bezpieczeństwa i wsparcia serwisowego.

Był pan niedawno na Forum Ekonomicznym w Krynicy. Miał pan okazję porozmawiać z przedstawicielami rządu?

Miałem, choć nie były to żadne oficjalne rozmowy.

I jaki jest przekaz?

Polski rząd czeka na rekomendacje Unii Europejskiej. Od wszystkich przedstawicieli rządu usłyszałem też, że nie ma intencji, by kogokolwiek dyskryminować.

Naprawdę? Minister cyfryzacji Marek Zagórski udzielił ostatnio „Rzeczpospolitej” wywiadu, w którym na pytanie: „Czy obecność firmy Huawei w budowie infrastruktury 5G i bezpieczeństwo to dwie rzeczy, które się wykluczają?”, odpowiedział jednoznacznie: „Na ten moment wydaje się, że się wykluczają. […] Nie są to sygnały tylko od nas”.

Stwierdzenie „na ten moment” rozumiem w ten sposób, że minister Zagórski ma informacje, zgodnie z którymi coś w ramach struktury działania Huawei wymaga zmiany. Czekamy na informacje, co mamy zrobić, a następnie to zrobimy.

Prezydent Duda na spotkaniu z Mike’em Pence’em też przyznał, że „polskie służby kontrwywiadowcze wykryły pewne działania, które mogły mieć charakter szpiegowski”.

Nie wiem, o jakich działaniach wspomniał prezydent Duda, ale jak rozumiem, cofamy się do incydentu ze stycznia.

Kiedy pod zarzutem szpiegostwa aresztowano pracownika Huawei Weijinga W.

Jak rozumiem, obowiązuje zasada domniemania niewinności, dlatego trudno cokolwiek komentować do czasu orzeczenia sądu. Poza tym ten człowiek nie jest już pracownikiem naszej firmy i my jako Huawei nie mamy na ten temat nic do powiedzenia, bo sprawa nas nie dotyczy.

Wiceminister cyfryzacji i pełnomocnik rządu do spraw cyberbezpieczeństwa Karol Okoński w lutym tak mówił Onetowi: „Nie dostaliśmy żadnego ultimatum ze strony USA. Amerykanie jednak jasno wyrażają swoje oczekiwania w stosunku do wykorzystania sprzętu Huawei w budowie naszej sieci 5G. W domyśle znajduje się kwestia ulokowania amerykańskich wojsk w Polsce”. Spotykał się pan później z ministrem Okońskim. I co?

Pytałem, w jaki sposób Huawei może być bardziej obecne w Polsce. Przed styczniem tego roku firma złożyła propozycje inwestycyjne, ale niestety do tej pory nikt się do nich nie odniósł.

Konkretne propozycje?

Bardzo konkretne.

Teraz pan premier cieszy się, że to Ericsson zainwestuje w swoją polską fabrykę.

Ja jako Polak też się bardzo cieszę. Ale schodząc na poziom technologiczny, chciałbym się dowiedzieć, jaki będzie poziom faktycznych inwestycji i w co.

Mowa jest o 5 miliardach dolarów…

Inwestycja to jest coś trwałego, co zostanie w Polsce. Nie chciałbym komentować działań szanowanej przez nas konkurencji, ale moim zdaniem zwiększenie produkcji w zakładzie, który już w Polsce istnieje, to nie poziom inwestycji, o jakim myśli Huawei.

Gdybyśmy naprawdę przekazywali dane chińskim władzom, sądzę, że zostałoby to już dawno udowodnione i mocno nadszarpnęłoby naszą wiarygodność.

Ryszard Hordyński

Chciałbym porozmawiać jeszcze trochę o panu. Kiedy przyszedł pan do Huawei, w „Dzienniku Gazecie Prawnej” ukazał się artykuł Bartka Godusławskiego, w którym napisano, że jest pan tu po to, żeby poprawić relacje firmy z rządem, po tym styczniowym aresztowaniu. To prawda?

Z racji tego, co robiłem wcześniej, czyli pracy na rynku telekomunikacyjnym, plus dobrego zorientowania w sferach rządowych, to jest moje oczywiste zadanie. Jestem dyrektorem do spraw strategii i komunikacji na rynku polskim. A jaka może być strategia na rynku polskim? Tylko wzrostu. Ale także wspierania tego rynku, edukacji, dostarczania know how.

Był pan pracownikiem Ministerstwa Finansów w czasie, gdy ministrem finansów i ministrem rozwoju był Mateusz Morawiecki. Odpowiadał pan za oprogramowanie mające pomóc w uszczelnianiu systemu podatkowego. Jak się pan tam znalazł?

[uśmiech] Widzi pan, są tacy ludzie, którzy uważają, że mam smykałkę do rozwiązywania trudnych problemów. Zostałem poproszony o pomoc w uszczelnianiu systemu poboru podatku VAT. Spółka Aplikacje Krytyczne, której byłem wiceprezesem, miała w tym kluczowy udział. Jestem dumny z tego, co udało mi się zrobić dla kraju.

Potem trafia pan do Ministerstwa Cyfryzacji…

Przez chwilę tam byłem – chciałem, żeby moje kompetencje wsparły najpierw minister Streżyńską, a potem ministra Zagórskiego.

A później trafił pan do BGK Nieruchomości, czyli firmy odpowiedzialnej za realizację programu Mieszkanie Plus.

Obecnie to PFR Nieruchomości i owszem, byłem tam dyrektorem zarządzającym.

Dziwna zmiana branży.

Jestem doświadczonym menadżerem, a taki menadżer powinien radzić sobie niezależnie od tego, czy pracuje – przepraszam za kolokwializm – w fabryce butów czy cegieł.

Godusławski stawia tezę, że jest pan „bliskim znajomym” premiera Morawieckiego.

Pana premiera poznałem i spotkałem pierwszy raz w życiu podczas rekrutacji do MF. Od kiedy nie pracuję w firmie PFR Nieruchomości, nie miałem żadnego kontaktu z panem premierem.

W Aplikacjach Krytycznych pracował pan z Krzysztofem Dykim. W „Dzienniku. Gazecie Prawnej” czytamy, że „to również ekspert od rozwiązań informatycznych”, ale „w przeszłości poruszał się także w obszarach związanych ze służbami specjalnymi. – Tajemnicą poliszynela w resorcie finansów było to, że to człowiek bliski ministrowi koordynatorowi służb specjalnych Mariuszowi Kamińskiemu”.

Bardzo się cieszę, że mogłem Krzysztofa poznać, gdyż dużo się od niego nauczyłem. Nie wiem, komu jest bliski, ale uważam, że jest wybitnym ekspertem w różnych dziedzinach.

I bliskim człowiekiem Mariusza Kamińskiego?

Tego nie wiem.

Chciałbym też zapytać o artykuły zamieszczane w tygodniku „Sieci” oraz na portalu wgospodarce.pl, który należy do tego samego wydawcy. Były bardzo korzystne dla Huawei, ale nie zostały opisane ani jako reklama, ani jako artykuły sponsorowane. Jednocześnie nie były też podpisane przez żadnego dziennikarza „Sieci”. Skąd one się tam wzięły?

Nie wiem. Po pierwsze, współpracujemy z wieloma mediami, kierowanymi do rozmaitych grup odbiorców. Po drugie, robimy to za pośrednictwem zewnętrznych agencji, które nas obsługują. Po trzecie, to na wydawcy spoczywa obowiązek zaznaczenia, że artykuł powstał we współpracy z partnerem.

A to są teksty robione z partnerem?

Nie wiem. Jeśli dużo i pozytywnie pisał na nasz temat, to zapewne tak.

Wie pan, Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumenta wymierzał już za takie działania kary.

Ale komu?

Wydawcy oczywiście.

To czemu mnie pan o to pyta? My nie jesteśmy wydawcą. Ale ja też mam do pana pytanie. Kiedy premier poleciał ostatnim razem do Szwecji, oficjalnym powodem wizyty – tak można przeczytać na stronie KPRM – było stulecie nawiązania relacji dyplomatycznych między oboma krajami. A tymczasem w licznych mediach pojawiła się informacja, że premier spotka się z wiceprezesem Ericssona. Co pan o tym myśli?

Nie rozumiem.

Ani słowa nie było tam o spotkaniu premiera Morawieckiego z premierem Szwecji.

Zgoda, a dodatkowo na przykład w „Rzeczpospolitej” zamieszczono też wywiad z wiceprezesem Ericssona.

Premier Polski spotkał się z premierem Szwecji, a niektóre media piszą tylko i wyłącznie o jednym spotkaniu, które nota bene na pewno było ważne w kontekście zapowiadanych inwestycji. A wszystko w bardzo pozytywnym dla tej firmy kontekście.

No i?

No to właśnie ja odwracam do pana pytanie. Czy to nie powinien być artykuł oznaczony jako przygotowany „z partnerem”? Skoro chcemy być transparentni, to ta konstrukcja jest dla mnie jako Polaka znacznie bardziej ciekawa niż to, o co pan pyta. Choć oczywiście bardzo się cieszę, że ktoś dobrze pisze o Huawei.

 

...czy możemy zatrzymać Cię na chwilę? Trwa jesienna zbiórka na działalność Kultury Liberalnej.

Czego potrzebujemy?

Co dostajesz w zamian?

  • 52 numery tygodnika rocznie, publiczne wydarzenia, najważniejsze książki o wolności i demokracji.
  • Silny, wrażliwy, demokratyczny głos w sferze publicznej, nowe idee dla Polski.
  • NOWOŚĆ: Comiesięczna informacja o naszej działalności, dodatkowe materiały i zdjęcia.
  • NOWOŚĆ: Jeśli Twoja darowizna wyniesie co najmniej 200 PLN miesięcznie, otrzymasz w prezencie książki i specjalne wejściówki na wydarzenia.
SKOMENTUJ

Nr 559

(39/2019)
24 września 2019

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj