Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Ocalić dwa światy,...

Ocalić dwa światy, nim skończą się kanapki. Recenzja książki „Gdy wybije północ” [KL dzieciom]

Karolina Stępień

Benjamin Read i Laura Trinder to zdolni artyści i specjaliści od marketingu. Wygląda na to, że próbują stworzyć markę totalną – zaczepną, uroczą i konsekwentną. Kuszą przyjemną literaturą, nienachalną interaktywnością, baśniowymi nawiązaniami i… rozkosznym jeżem.

Powieść, wydana niedawno w Polsce przez Zieloną Sowę w tłumaczeniu Michała Zacharzewskiego, to póki co flagowy produkt brytyjskiego duetu funkcjonującego pod nazwą Trindles & Read. Nie bez przyczyny.

„The Guardian” nazwał ich „storytellingowymi partnerami” [1]. Benjamin Read jest pisarzem, twórcą komiksów, powieści i scenariuszy filmowych, Laura Trinder – ilustratorką, ale też pomysłodawczynią niektórych, spisywanych potem przez Reada, fabularnych rozwiązań, jak w przypadku książki „Gdy wybije północ”. We współpracy z mężem Trinder zarządzają wydawnictwem Improper Books, poświęconym głównie mrocznym komiksom i powieściom graficznym o tematyce baśniowej, fantastycznej i nadprzyrodzonej. Prowadzą też sympatyczną stronę internetową, na której prezentują wspólne książki (na razie trzy), a w ramach ich promowania oferują także wiele innych atrakcji – kolorowanki Trinder do pobrania (między innymi z rozkosznym jeżem), zdjęcia napływające od formującej się społeczności fanów (niektóre z pluszowymi jeżami), krótkie „kursy” rysunku (w tym instrukcja narysowania jeża), a przede wszystkim „Bookish Musings”, a więc nostalgiczne literackie impresje. Pomimo że to oczywista pułapka zastawiona na wszystkich zakochanych w baśniach i literaturze fantasy, trudno oprzeć się ich przeglądaniu i – w przypadku niektórych – szerowaniu [2].

To jest chyba klucz do sukcesu Reada i Trinder – przedstawiają nam się w pierwszej kolejności jako czytelnicy, a dopiero potem twórcy. Nie musimy otwierać powieści „Gdy wybije północ”, żeby wiedzieć, że tak jak my, jej autorzy także czekali na list z Hogwartu, szukali drzwi do Narni, marzyli o podkurku w towarzystwie któregoś z Bagginsów, a w snach prześladowała ich druga matka Koraliny. I że w swoim podejściu do literackiej tradycji łączą romantyczną melancholię z postmodernistycznym dystansem. Miłość do baśni, fantasy i klasyków literatury dziecięcej widać też już w pierwszym rozdziale powieści; początek „Gdy wybije północ” przywodzi na myśl między innymi opowieści Maurice’a Sendaka i J.K. Rowling. A chociaż w samej książce nie ma ilustracji, tradycyjną baśniową mapę, szkic niektórych postaci i rysunki kilku magicznych przedmiotów z opowieści można znaleźć na stronie twórców.

Główna bohaterka, „koszmarnie wścibska” i „pyskata” Emily, mieszka w Londynie z ojcem, zwolennikiem dni, „podczas których nic się nie dzieje”, i matką, „szaloną […] artystką, która bez przerwy hałasuje”. Kurtka taty pachnie szklarnią i ogniskiem, bomberka mamy – lakierami i farbami w sprayu. Po tym, jak tajemniczy osobnik z czarnym parasolem zostawia w skrzynce dziwny list ze staromodnymi znaczkami, wtulenie się w okrycia wierzchnie zastępuje Emily realną obecność rodziców – oboje znikają bowiem w dziwnych okolicznościach, a dziewczynka zostaje sama, zmuszona do konfrontacji z ludźmi stukającymi nerwowo do drzwi jej domu i mówiącymi z dziwnym akcentem. W końcu postanawia wziąć sprawy w swoje ręce; pakuje prowiant, sznuruje swoje największe, najbardziej znoszone buty i wyrusza na ratunek. Jeszcze nie wie, że towarzyszyć będzie jej mały jeżyk, reprezentant ulubionego gatunku mamy, któremu Emily zazdrości „talentu do przemiany w kolczastą kulkę”. Ani że jej wyprawa będzie wiązać się z instytucją Nocnej Poczty, a także podróżą do najbardziej magicznej, i zarazem upiornej odsłony Londynu – tej z wiktoriańskich czasów.

Twórcy powieści zgrabnie balansują między patosem fantastycznej narracji a jego dekonstrukcją, co skrótowo oddaje pytanie wieńczące blurb z tylnej okładki: „czy Emily zdoła ocalić […] [dwa] światy, zanim skończą się jej kanapki”? Cóż, miejmy nadzieję, że tak, chociaż nie będzie to łatwe zadanie, nawet dla rezolutnej bohaterki; w końcu i jej zdarza się czasem zalać łzami pluszowego krokodyla, z którym oficjalnie od dawna już przecież nie śpi. A mama powtarzała: „nigdy świadomie nie bądź niedokanapkowana”!

Tymczasem w zatrzymanym w czasie i pogrążonym w wiecznej nocy wiktoriańskim Londynie czekają na Emily monstra z baśni, mitów i dziecięcych koszmarów. A jedyne instrukcje, jakimi dziewczynka dysponuje na starcie, są bardziej niepokojące niż przydatne: „unikaj ciemnych alejek, Nocnej Straży oraz Głodnotrupów. Nie zawieraj umów ze Starszyzną Mocy i nigdy nie ufaj Pookom”. Ostatecznie Emily będzie musiała skonfrontować się nie tylko z potworami, ale także ze swoim stosunkiem do literatury oraz wyobrażeniami na temat rodziców. Dla czytelnika, głównie tego młodszego, to zapowiedź wielu zabawnych sytuacji i kilku wypełnionych grozą. Ciekawe, że ich przedstawieniu bliżej klimatem do publikacji z przełomu XX i XXI wieku niż do fantastyki młodzieżowej z ostatnich lat.

Jeśli są powody, dla których powieść wciąż nie dorównuje bestsellerom pokroju serii o Harrym Potterze, to jest to skupienie narracji wokół głównego, questowego wątku, co utrudnia przedstawienie złożonych portretów psychologicznych bohaterów i nieco spłyca klimat baśniowej opowieści. Trudniej przez to umościć się w wykreowanym przez twórców świecie, jeszcze nie do końca pełnowymiarowym.

Niemniej jednak wszystko u Reada i Trinder zdaje się przemyślane i na swoim miejscu: „Gdy wybije północ”, ich pierwsza wspólna powieść, a wraz z nią przebojowa kobieca postać oraz magiczna, wesoła i zarazem mroczna narracja; przyjemna strona internetowa i wszechobecny jeż; nawet nazwa ich własnego wydawnictwa: Improper Books – przecież tak bardzo chcemy dziś kupować dzieciom „nieodpowiednie” książki! Trudno oprzeć się wrażeniu, że to spójna oferta bardzo świadomie skrojona pod konkretną grupę współczesnych konsumentów – nostalgicznego, poszukującego magii w szarej codzienności i wypatrującego nowego „Harry’ego Pottera” (niedorosłego) dorosłego oraz jego chłonącego dużo, szybko i na raz dziecka. A jednak nie sposób też zaprzeczyć, że zarówno powieść, jak i wszystko, co ją marketingowo otacza, to po prostu bardzo fajny produkt – czasem mniej, a czasem bardziej oryginalny, ale naprawdę fajny. Druga część „północnej” serii, „The Midnight Howl”, miała premierę w Wielkiej Brytanii w maju, a tymczasem już szykuje się ekranizacja tomu pierwszego. A niech was, Lauro i Benjaminie!

 

Przypisy:

[1] Imogen Russell Williams, „Children’s and teens roundup: the best new picture books and novels”, „The Guardian”, 23 lutego 2019.
[2] Strona internetowa Trindles & Read.

 

Książka:

Benjamin Read, Laura Trinder, „Gdy wybije północ”, przeł. Michał Zacharzewski, wyd. Zielona Sowa, Warszawa 2020.

 

Rubrykę redaguje Paulina Zaborek.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 595

(25/2020)
2 czerwca 2020

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj