Kultura Liberalna solidarnie z Ukrainą

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Nieżyciowe pojęcia, niepojęte...

Nieżyciowe pojęcia, niepojęte życia. O książce „Symboliczne konstruowanie wspólnoty” Anthony’ego P. Cohena

Paweł Majewski

Cóż prostszego, cóż bardziej jednoznacznego od pojęcia wspólnoty. A jednak, gdy ludzie uczeni zabrali się do jej badania i wyjaśniania, wspólnota okazała się czymś najzupełniej nieuchwytnym. Podobnego figla spłatały nowoczesnej humanistyce również słowa „naród”, „historia”, „tożsamość”, czujące się o wiele lepiej w zgiełku życia niż w ciszy myślenia.

Większość ludzi chciałaby, aby przeżywane przez nich sytuacje były jednoznaczne, zarówno w myśleniu, jak i w życiu samym. Niestety, jednoznaczność to zjawisko rzadkie w przyrodzie. Jak wygląda ta sprawa w realiach, nie trzeba nikomu tłumaczyć. Co zaś do teorii, to niejedną półkę, niejeden regał, ba, niejedną bibliotekę zapełniono tekstami, których autorzy mieli na celu naukowe wyjaśnienie, określenie i ustalenie różnych pojęć, na pozór całkowicie oczywistych i intuicyjnie zrozumiałych – czyli jednoznacznych – jednak przy bliższym albo wnikliwszym oglądzie nader zagadkowych.

Jednym z takich osobliwych słów jest „wspólnota”. Cóż prostszego, zdać by się mogło, cóż bardziej jednoznacznego od jej ujrzenia wokół siebie, odczucia, doświadczenia, świadomego przeżycia, wreszcie zaś – spraktykowania skutków przynależności do niej. A jednak, gdy ludzie uczeni zabrali się do jej badania i wyjaśniania, wspólnota okazała się czymś najzupełniej nieuchwytnym i taka pozostaje do dziś, udowadniając mądralom, że lepiej by zrobili, gdyby zostawili ją w spokoju albo chociaż w niepokoju dziejącej się realności. Podobnego figla spłatały nowoczesnej humanistyce również „naród”, „historia”, „tożsamość” i kilka innych słów, czujących się o wiele lepiej w zgiełku życia niż w ciszy myślenia, żywych na sztandarach i na transparentach, zmartwiałych w salach seminaryjnych czy na biurkach profesorów.

Ci ostatni doszli po długich deliberacjach do wniosku, że niestety, kryteriów konstytuujących wspólnotę może być sporo i są one od siebie niezależne, a w dodatku żadne z nich nie jest absolutne ani nawet decydujące. Należą do nich na przykład zamieszkiwanie tego samego terytorium oraz występowanie więzi pokrewieństwa. Te dwa kryteria można od biedy nazwać obiektywnymi, ponieważ ich istnienie nie zależy od przekonań żywionych przez poszczególnych ludzi ani od stanów ich świadomości. Lecz wcale nie zawsze ani nie wszędzie działają one jako realne czynniki wspólnotowości. Sąsiedzi i krewni bywają dla siebie śmiertelnymi wrogami. Można też wskazać szereg kryteriów subiektywnych, istniejących tylko w ludzkich umysłach. Są nimi przekonania dotyczące wspólnej tożsamości (w wielkiej mnogości jej odmian), wyznawanej religii, doświadczeń dziejowych, a wreszcie natury rzeczywistości (to kryterium konstytuuje głównie wspólnoty intelektualne). Podzielanie tych samych przekonań na jakiś temat i uświadomione wyrażanie ich jako spoiwa wspólnoty decydowało w historii ludzkości o tym, jak owe wspólnoty jawiły się zarówno ich uczestnikom, jak i osobom pozostającym na zewnątrz. Działo się tak zwłaszcza wtedy, kiedy osoby żywiące pewne przekonania były zarazem przekonane co do tego, że ich przekonania są realne, że to nie oni projektują je ze swoich głów na zewnątrz, lecz rzeczywistość projektuje siebie na ich umysły. Stąd brało się i nadal bierze zdumienie (przechodzące często w oburzenie i agresję), gdy osoby te odkrywają, że świat niekoniecznie jest taki, jakim one go widzą, i że istnieją ludzie, którzy widzą go inaczej. To zawsze jest bolesnym odkryciem, a ból nie zawsze daje się uleczyć.

Wszystkie kryteria wspólnotowości zostały w ciągu ostatnich stu z okładem lat gruntownie przebadane przez uczonych, zarówno teoretycznie, jak i w terenie. Jednak za każdym razem okazywało się, że więzi wspólnotowe, niezależnie od tego, co o nich decyduje, nie są stabilne, że ich postać zmienia się w czasie, że ludzkie poczucie przynależności grupowej nader często bywa kruche i podatne nawet na drobne wpływy. Próbowano łączyć „wspólnotę” ze „strukturą społeczną”, ale szybko wyszło na jaw, że żadna z nich nie tłumaczy tej drugiej. Pod koniec XX wieku zaczęło docierać do teoretyków i praktyków badań na tym polu, że czymkolwiek jest „wspólnota”, nie jest ona bytem samodzielnym ontologicznie, nie jest niewidzialnym płaszczem, który okrywa gromady ludzkie i nadaje im znamię „bycia tym samym”. Jest raczej płaszczem, który ludzie sami dla siebie tkają, wciąż od nowa, wciąż go cerując, łatając, przerabiając.

Ważnym etapem rozmontowywania esencjalnego rozumienia „wspólnoty” była publikacja w 1985 roku pracy Anthony’ego P. Cohena „Symboliczne konstruowanie wspólnoty”. Autor ten, opierając się na własnych szeroko zakrojonych badaniach wyspiarskich wspólnot lokalnych na Szetlandach i na Nowej Fundlandii, wypracował koncepcję antropologiczno-fenomenologiczną, w której zamiast kreowania siatek abstrakcyjnych pojęć mających opisać rzeczywistość ludzkiego życia (w czym celowali socjologowie spod znaku struktury) prowadzi się badanie możliwie ściśle „przylegające” do tej rzeczywistości w takiej postaci, w jakiej jest ona doświadczana i przeżywana przez poszczególnych ludzi.

Prace Cohena i innych badaczy terenowych doprowadziły do wytworzenia w naukach społecznych obrazu „wspólnoty” jako istności wyłaniającej się w płynnym procesie współbytowania uznających ją świadomie ludzi. Błędne koło w rozumowaniu jest tutaj pozorne, ponieważ jedną z cech szczególnych rzeczywistości przeżywanej przez świadome podmioty jest występowanie sprzężenia zwrotnego między realnością ich przeżyć a realnością zewnętrzną. Istotną rolę pełni tutaj czynnik zbiorowego doświadczenia. Jeśli jeden człowiek uważa za realne coś, czego nikt poza nim tak nie postrzega – społeczeństwo uznaje go za chorego na umyśle. Jeśli przeświadczenie o realności tego czegoś jest podzielane i manifestowane przez milion ludzi – mamy do czynienia z silną wspólnotą. Natychmiast jednak pojawia się problem jej negatywnego znaczenia – daje ono o sobie znać, kiedy jej członkowie poczuwają się do niej w imię sprzeciwu lub wrogości wobec innych ludzi i ich wspólnot. Aspekt ten jest raczej rzadko dostrzegany przez teoretyków (wyjątkiem jest tu teoria konfliktu, ważna we współczesnej socjologii), niemniej ma kardynalne znaczenie w dziejach ludzkich cywilizacji.

Dla Cohena we wzmiankowanej książce kluczowe dla konstytuowania wspólnot było zbiorowe uznawanie treści symbolicznych i stosowanie ich znaczeń w praktycznym życiu grup ludzkich. Pod koniec ubiegłego wieku wydawało się, że ten proces stanowi dobry fundament dla budowy nowego ładu po upadku dwubiegunowego podziału świata. Niestety, po czterech dekadach od opublikowania tej pracy zarówno uczeni, jak i pozostali ludzie mierzą się z nowymi poważnymi trudnościami przy tworzeniu i przeżywaniu swoich wspólnot. Czy „wspólnota” wyłania się obecnie w świecie, czy raczej w necie? Czy jej czynniki sprawcze powstają wciąż w umysłach poszczególnych ludzi, czy może już przeważnie w centrach sterowania mediami cyfrowymi? Czy wspólnoty „negatywne” („jesteśmy przeciwko…”) zaczynają dominować nad „pozytywnymi” („jesteśmy razem…”)? Przede wszystkim zaś – czy w pierwszej połowie XXI pierwszego wieku wspólnota istnieje jako konsens, czy jako afekt? Problem bowiem polega na tym, że konsens i afekt zazwyczaj wykluczają się nawzajem.

 

Książka:

Anthony P. Cohen, „Symboliczne konstruowanie wspólnoty”, przełożył Konrad Siekierski, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2023, seria Myśl o Kulturze.

Na kogo warto zagłosować ...

... w najbliższych wyborach do europarlamentu? Żyjemy w dobie baniek medialnych i polaryzacji debaty publicznej. Zbliżające się wybory do parlamentu europejskiego są kluczowe dla przyszłości Polski i Europy, a prowadzona przez przeciwne strony polityczne kampania często odbiega od kluczowych dla wyborców tematów związanych z bezpieczeństwem, infrastrukturą krytyczną, solidarnością społeczną i zmianami klimatycznymi.

Każdy i każda z nas ma prawo do obiektywnych mediów i rzetelnych informacji, pozwalających podjąć odpowiedzialną decyzję wyborczą. Rzeczowe analizy pomagające nam wszystkim decydować o swoich prawach i obowiązkach warto wesprzeć nawet drobną kwotą. Choć nie pobieramy opłat za teksty, nasza praca ma swoją wartość. Nawet 50 złotych miesięcznie pozwala nam stale docierać do nowych osób poszukujących refleksyjnego, niezależnego dziennikarstwa. Wspólnie z naszymi Darczyńcami i Patronami zapewniamy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 752

(23/2023)
6 czerwca 2023

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj