Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Krótko mówiąc > SERZYSKO: Raj utracony...

SERZYSKO: Raj utracony [Komentarz do Tematu Tygodnia: „Solidarność… po Smoleńsku"]

Ewa Serzysko

Raj utracony

Pytania o Solidarność nie ustają. „Czym chcieliśmy być?”, pyta w swoim tekście Zbigniew Bujak. „Czym dla was jest Solidarność?”, pytała w sierpniu ubiegłego roku „Gazeta Wyborcza” czworo równolatków ruchu (http://wyborcza.pl/1,76842,8305082,30_lat_po_Sierpniu.html). O pamięć o Solidarności pytano rok temu wybraną grupę działaczy w badaniu organizowanym przez m.in. Europejskie Centrum Solidarności.

Właściwie za każdy razem, zadając to samo pytanie, pytano o co innego: o środowisko, o dziedzictwo, o związek zawodowy i ruch społeczny. O doświadczenie lub o wyobrażenie. Wspólna dla wszystkich Polaków pamięć o Solidarności nie istnieje. Mówią o tym badania socjologiczne, mówią ankiety takie jak te „Kultury Liberalnej” czy „Gazety Wyborczej. „S” jest jak worek, do którego przed 30 laty wrzucono mnóstwo (na pewno więcej niż legendarne 21) postulatów z różnych środowisk opozycyjnych, zakładów pracy. Przy różnych okazjach wyciąga się z owego worka to, co dla pytanych jest ważne: obronę praw pracowniczych, rewolucję moralną, pluralizm, wolność, dialog, walkę o niepodległość. Co innego wyciąga intelektualista, co innego robotnik. Co innego polityk partii rządzącej, a co innego opozycyjnej.

Ale jak wykształcić wspólne wspomnienie o Solidarności, kiedy na kolejnych stopniach edukacji, na lekcjach historii – wskutek złej organizacji pracy – często nie sposób dojść nawet do śmierci Stalina? Sama pamiętam, że na ostatniej lekcji przed maturą udało mi się dowiedzieć, kto kryje się za pseudonimem „Wiesław”. Ale na nim chyba historia się nie kończy? Nie kończy się też na Solidarności, raczej mówi się, że od niej wszystko się zaczęło. Konkretnie – polska demokracja. Czyli co? I znowu zaczyna się wyliczanie: instytucje, wybory, wartości, wolności, spory, swary. Tak naprawdę można w nieskończoność. Tego właśnie powinna była nas nauczyć Solidarność, która nie odpowiadała jedynie na zapotrzebowanie Polaków na Berlinowską wolność negatywną. Dość ucisku, kontroli, ingerencji w życie prywatne, propagandy, planów pięcioletnich.

Solidarność – inaczej niż opozycja lat wcześniejszych, która była przede wszystkim domaganiem się wolności i myśleniem o niej – stała się pierwszym doświadczeniem demokracji, okazją do sprawdzenia jej w działaniu. I to jest w niej najświetniejsze – że była polskim pomysłem, niewyczytanym w książkach i niezupełnie zaplanowanym. Stąd postulaty pracownicze, później związane z „demokratyzacją” systemu, historie o samoograniczającej się rewolucji, w końcu wolność i niepodległość. Wiadomo było, że wolna i niepodległa Polska miała być demokratyczna, ale w całej spontaniczności ruchu nikt nie pomyślał, jaka ta demokracja ma być. Przez szesnaście miesięcy wszyscy cieszyli się wolnością „do”: do zgromadzeń, dyskusji, wyrażania sprzeciwu, zgadzania się nawet z tymi, z którymi nie powinno się ani zgadzać, ani rozmawiać, czyli z władzą.

„Z kontrrewolucją się nie rozmawia, do kontrrewolucji się strzela” – w sierpniu 1980 roku nikt nie strzelał, za to już w roku 1988 część środowisk opozycyjnych głośno powiedziała, że „z władzą się nie rozmawia”. Wyszedł ze wspomnianego wcześniej worka postulat „antypolityczności” ruchu, który objawił się w wyjątkowym na skalę zachodniej myśli politycznej rozumieniem „społeczeństwa obywatelskiego”, zgodnie z którym: „kształtowało się [ono] w całkowitej opozycji do państwa, nie widząc w nim ani partnera, jak to jest w myśli liberalnej, ani dopełnienia, zgodnie z Heglowskim opisem, ale wroga. Przeciwko państwu i porządkowi politycznemu występowały wspólnota narodowa, porządek społeczny, życie prywatne” (1).

Hasło przywoływane przez Zbigniewa Bujaka „róbmy swoje”, jeśli rozumiane w jak najgorszym „liberalnym” sensie, w PRL miało jeszcze jakiś sens. W wolnej Polsce okazuje się jednak zgubne i z porządnym liberalizmem nie ma wiele wspólnego. Ani z odpowiedzialnością, ani z solidarnością. Jak w takich warunkach budować demokrację, kiedy władzy – nawet jeśli zmieniła się na z pozoru „swoją”, bo solidarnościową – jakby z przyzwyczajenia trzeba nie ufać, nie darzyć sympatią, najlepiej się nią nie dzielić i do niej nie dążyć. Bo „prawdziwa” Solidarność nigdy do władzy nie dążyła. Więc do czego dążyła i co osiągnęła, że mogła się rozpaść na kilkanaście frakcji w wyborach 1991 roku (nie żeby wcześniej wszyscy byli jednomyślni)? Co takiego się stało? Pewnie stała się wolność słowa i pluralizm. Zabrakło solidarności i „demokratycznej awantury” (2), czyli debaty, sporu, ale i tolerancji i kompromisu. Podsumowaniem niech będą słowa Ireneusza Krzemińskiego:

Wskazywałem powody, dzięki którym było to możliwe w zróżnicowanym, wielomilionowym ruchu […]. Problem polega na tym, że taki sposób organizacji ustrojowej bardzo trudno sobie wyobrazić, a w każdym razie nie można tamtego doświadczenia łatwo przenieść na poziom organizacji państwowej polityki i ogólnospołecznego systemu politycznego. Trzeba też powiedzieć, że wcale w Polsce nie podjęto specjalnych wysiłków ani teoretycznych, naukowych, ani praktycznych, politycznych, aby rozwiązań z pierwszej Solidarności użyć jako budulca demokratycznego ładu (3).

Przypisy:

(1) Elżbieta Ciżewska, „Filozofia publiczna Solidarności”, Narodowe Centrum Kultury, Warszawa 2010, s. 54.
(2) Adam Mielczarek, „Śpiący rycerze”, Stowarzyszenie Wolnego Słowa, Warszawa 2006, s.13.
(3) Ireneusz Krzemiński, „Solidarność – doświadczenie i pamięć”, Gdańsk 2010, s. 208.

* Ewa Serzysko, magistrantka w Instytucie Socjologii UW, przygotowuje pracę o Solidarności. Stale współpracuje z redakcją Kultury Liberalnej.

„Kultura Liberalna” nr 118 (15/2011) z 12 kwietnia 2011 r.

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 118

(14/2011)
12 kwietnia 2011

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj