Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Czytając > Dziewczęta płaczące perłami....

Dziewczęta płaczące perłami. Kurdyjskie „Opowieści dengbeżów” w tłumaczeniu Joanny Bocheńskiej [KL dzieciom]

Anna Chełminiak

Po raz pierwszy wydane po polsku kurdyjskie „Opowieści dengbeżów”, okazują się zaskakująco bliskie Europejczykowi oczytanemu w baśniowym kanonie. Są jak most między Wschodem a Zachodem – brzmią jak egzotyczna melodia, w której niespodziewanie rozbrzmiewa ton znany od dzieciństwa.

Przeciętny Polak nie wie o Kurdach zbyt wiele.

Nie słyszał o nich właściwie nic, a jeśli nawet coś słyszał, to kojarzy ich mgliście z powstaniami w Turcji i Iraku albo z użyciem broni chemicznej przeciw Kurdom przez Saddama Husajna w latach 80. XX w. – i uważa za jedno z plemion mieszkających gdzieś w Azji. Bardzo nielicznym mogło się obić o uszy, że Kurdem był Salah ad-Din, Europejczykom znany jako Saladyn, który odebrał Jerozolimę z rąk krzyżowców w XII wieku.

opowiesci_okladka

Tymczasem Kurdowie to jeden z największych narodów pozbawionych własnej państwowości. Zamieszkują krainę zwaną Kurdystanem – podzieloną między Turcję, Syrię, Iran i Irak – oraz tworzą liczną diasporę rozsianą po świecie, od wieków starającą się o utworzenie samodzielnego państwa. Są czwartym co do wielkości narodem Bliskiego Wschodu, liczącym około 35-40 milionów osób. Niezwykłość tego ludu polega również na tym, że wciąż jeszcze nie wytworzyli jednolitego języka narodowego: 70 proc. posługuje się dialektem kurmandżi, a 15 proc. – sorani, dopiero emigranci w Europie Zachodniej zajęli się tworzeniem z różnych dialektów języka ogólnonarodowego (sormandżi). Poza tym, oprócz różnych języków, Kurdowie posługują się także kilkoma alfabetami (łacińskim w Turcji, cyrylicą na Zakaukaziu i arabskim w pozostałych państwach Kurdystanu).

Częściowo właśnie trudnymi losami narodu kurdyjskiego i niełatwym dostępem do języka i kultury tłumaczyć należy, że „Opowieści dengbeżów” – przetłumaczone i opracowane przez Joannę Bocheńską, a wydane właśnie przez wydawnictwo Namas – są pierwszym w Polsce i jednym z nielicznych na świecie wydaniem książkowym literatury kurdyjskiej w tłumaczeniu na język obcy.

Tytułowi „dengbeżowie” to zawodowi opowiadacze baśni (i opowiadaczki, ponieważ w tradycji kurdyjskiej mogły nimi być także kobiety), wędrujący od wsi do wsi, przez miasteczka i osady, by w zamian za gościnę opowiadać wymyślone historie. Stworzyli oni bogatą tradycję ustnej opowieści sięgającej korzeniami głębokiej przeszłości, korzystając przy tym z własnych tradycji, ale także z tradycji sąsiednich ludów, takich jak Ormianie, Turcy, Arabowie, Asyryjczycy czy Persowie. Dengbeżowie to ludzie obdarzeni nie tylko żywą wyobraźnią i świetną pamięcią (opowieści snute przez nich przeciągać się mogły nawet na kilka wieczorów), ale także talentem aktorskim i dobrym głosem, bowiem w opowiadaniach poza treścią znaczenie miały także mimika i gestykulacja opowiadającego, nierzadko przeplatającego opowieść ze śpiewem i poezją.

opowiesci_2

Ustna tradycja ludowa ma szczególne znaczenie jako źródło kultury, bo właśnie w legendach, przypowieściach i bajkach ludzie przekazywali – i przekazują – swe marzenia, ból, radość, nadzieję na lepsze jutro czy wiarę w triumfującą sprawiedliwość. W niepamięć odeszły czasy potężnych książąt, okrutnych bejów, hojnych lub wręcz przeciwnie: chciwych i małostkowych padyszachów, olbrzymów i dewów chodzących po ziemi, jak zwyczajni ludzie – ale wciąż żyją oni w baśniach ludowych, które pozwalają współczesnym na spojrzenie w głąb dawno minionych czasów, przypominają imiona nieustraszonych bohaterów, przybliżają pragnienia i obawy ludzi sprzed wielu lat.

Ponieważ prezentowane w „Opowieściach dengbeżów” baśnie pochodzą od opowiadaczy z Armenii, znanych i wymienianych z nazwiska, i zapisywane były ze słuchu przez kurdyjskich badaczy, rodzinę Calîl – wybitnych znawców i kolekcjonerów folkloru, zdarzają się w nich charakterystyczne dla opowieści ustnej potknięcia i przeoczenia w rodzaju spóźnionego nadawania imion bohaterom, a także liczne zwroty bezpośrednio do słuchaczy. Te opowieści nie mają gładkiej, wręcz wypolerowanej, dopracowanej do najdrobniejszego szczegółu postaci znanej nam z „Baśni braci Grimm” czy nawet z „Baśni z 1001 nocy”.

Ale chyba także dzięki temu te baśnie – ogromnie malownicze, urokliwe i wyraziste, częściowo egzotyczne – jednak okazują się zaskakująco bliskie i zaskakująco dobrze znane oczytanemu w baśniowym kanonie czytelnikowi europejskiemu. Operują często rozpoznawalnymi motywami i schematami, które zyskują uniwersalny wymiar i przenikają do wielu historii. Są jak most między Wschodem a Zachodem, brzmią jak egzotyczna melodia, w której niespodziewanie rozbrzmiewa ton znany od dzieciństwa. Nagle wśród wschodnich wątków trafiamy na bajki o ludziach, którzy osiągają swój cel, ponieważ posiedli mowę zwierząt – jak w baśni o myśliwym Ahmedzie, który dochodzi do dostatku za sprawą daru rozumienia mowy zwierząt, uzyskanego od Króla Żmij jako nagroda za ocalenie od śmierci jego córki, Białej Żmii. Albo o dziewczętach śmiejących się różami i płaczących perłami, jak Gulbarin, z której ust sypią się róże, gdy się śmieje, niebo płacze deszczem, gdy ona płacze, a podczas czesania z jej włosów sypie się złoto i srebro. Nawiasem mówiąc, dar ten Gulbarin otrzymała również dzięki temu, że jej matka usłyszała i zrozumiała rozmowę dwóch gołębi („Jeśli nie śpi, to niech nas słucha, a jeśli śpi, to niech to wszystko jej się przyśni”). Lub też znany z baśni północnych wątek pięknej dziewczyny, na co dzień przyjmującej postać zwierzęcia, a gdy mąż pragnący zatrzymać ukochaną niszczy zwierzęcą skórę, dziewczyna odchodzi, a odzyskanie jej wymaga wielu trudów. Różnica polega na tym, że bohaterka baśni kurdyjskiej, Chatun Majmun, nie nosi skóry foki, jak w baśni szkockiej, ani łabędziej, jak w baśni norweskiej, ale skórę małpy, którą niszczy teściowa, pragnąca jak największego szczęścia dla swego, gorąco kochającego małżonkę, syna.

I tak co chwila w tym świecie pachnącym egzotycznymi przyprawami i mieniącym się barwami Wschodu, w świecie latających dywanów, dewów-gigantów, padyszachów i obco brzmiących imion, natknąć się można na swojską i znaną od dzieciństwa historię, jak na dźwięk słowa w ojczystym języku.

opowiesci_3

Fascynujące swym kolorytem baśnie od początku domagały się pięknej oprawy plastycznej i wydania adresowanego do szerszej, nie tylko naukowej, publiczności – w tym przede wszystkim do dzieci. I jeśli nie można mieć przyjemności wysłuchania ich od prawdziwych dengbeżów, to powinno się je czytać w takiej właśnie książce. Apetycznie grubej, pachnącej, pięknie wydanej, z ilustracjami doskonale oddającymi ich nastrój, utrzymanymi w pastelowych odcieniach i mnie osobiście kojarzącymi się ze wschodnimi mozaikami i ręcznie tkanymi kobiercami.

Możliwość pokazania dzieciom kulturowych odmienności i tkwiącego w nich bogactwa jest niezwykle cenna. „Opowieści dengbeżów” są przykładem, jak bardzo czytanie pozwala zrozumieć i zachwycić się innym – i jak bardzo to inne może okazać się znane i bliskie.

A zatem „Snuj się, bajko, dzieciom, a pokój niech spłynie na rodziców słuchaczy”.

 Rubrykę redaguje Katarzyna Sarek.

 

Książka:

„Opowieści Dengbeżów. Baśnie i bajki kurdyjskie”, wybór i tłum. Joanna Bocheńska, ilustr. Paulina Krajewska, Wydawnictwo Namas, Poznań 2014.

Skoro tu jesteś...

...mamy do Ciebie małą prośbę. Żyjemy w dobie poważnych zagrożeń dla pluralizmu polskich mediów. W Kulturze Liberalnej jesteśmy przekonani, że każdy zasługuje na bezpłatny dostęp do najwyższej jakości dziennikarstwa

Każdy i każda z nas ma prawo do dobrych mediów. Warto na nie wydać nawet drobną kwotę. Nawet jeśli przeznaczysz na naszą działalność 10 złotych miesięcznie, to jeśli podobnie zrobią inni, wspólnie zapewnimy działanie portalowi, który broni wolności, praworządności i różnorodności.

Prosimy Cię, abyś tworzył lub tworzyła Kulturę Liberalną z nami. Dołącz do grona naszych Darczyńców!

SKOMENTUJ

Nr 297

(37/2014)
16 września 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj