Z centrum widać najwięcej
  

KULTURA LIBERALNA > Komentarz nadzwyczajny > Literatura dla kobiet...

Literatura dla kobiet [Zapis debaty z cyklu „Odcienie kobiecej polityki”]

Redakcja „Kultury Liberalnej”

Czym jest literatura kobieca? Czy kategoria ta jest nadal aktualna i czy niesie w sobie potencjał emancypacyjny? Czy kobiety-pisarki padają ofiarami dyskryminacji płciowej?

Czy literaturę da się podzielić na „kobiecą” i „męską”? Jakie są konsekwencje takich dystynkcji? Czy wnoszą one jakąś istotną wartość do dyskusji nad kondycją współczesnej literatury, która rozwinęła się w Polsce po transformacji ustrojowej? Na ile, posługując się takimi kalkami myślowymi, dokonujemy uproszczeń, a nawet wpadamy w koleiny seksizmu à rebours? Być może podział ten jest istotny już tylko z perspektywy historycznej i należałoby go przekroczyć, akcentując na przykład wątek emancypacji i równości, które dotyczą przecież wszystkich, niezależnie od płci?

Debatę na ten temat „Kultura Liberalna” zorganizowała wraz z Fundacją im. Róży Luksemburg 11 grudnia 2014 r. w warszawskiej galerii, księgarni i kawiarni MiTo art.café.books przy ul. Ludwika Waryńskiego 28. „Artystki: sztuka kobiet w Polsce po 1989 roku – literatura” to piąte i ostatnie z serii spotkań „Odcienie kobiecej polityki”. Poprzednie dotyczyły: przemocy wobec kobiet, sztuk wizualnych, szklanego sufitu, teatru i performansu.

Tym razem do dyskusji zaprosiliśmy kulturoznawczynię Justynę Jaworską, pisarkę Kaję Malanowską, poetkę i filozofkę Bożenę Keff oraz dziennikarza i pisarza Tomasza Piątka. Debatę poprowadziła filozofka z „Kultury Liberalnej” Katarzyna Kasia.

 


 

Katarzyna Kasia: Czym jest literatura kobieca? Czy kategoria ta jest nadal aktualna?

Bożena Keff: Trudno jest podać jedną definicję, czym jest literatura kobieca. W naszej dyskusji skupiamy się na literaturze pisanej przez kobiety. Po 1989 r. nastąpił straszny zalew tego rodzaju książek. Wśród kobiet znaleźć można wiele dobrych pisarek, które w gruncie rzeczy tworzą bardzo dobrą literaturę popularną. Nie mam nic przeciwko niej, ale muszę zaznaczyć, że nie jestem odbiorczynią tego rodzaju twórczości. W zeszłym roku ukazała się nagrodzona Nagrodą Nike książka Joanny Bator „Ciemno, prawie noc”, która z pewnością stanowi przykład dobrej jakościowo literatury popularnej. Podobnie z Olgą Tokarczuk czy Ingą Iwasiów.

Kobiety-pisarki mają bardzo dużo do powiedzenia, ich genderowy punkt widzenia przynosi wiele ważnych treści. Dodam, że źle się czuję w literaturze, w której istnieje silny, tradycyjny podział na to, co jest kobiece i na to, co jest męskie. Za tym zawsze kryją się stereotypy.

Jeżeli ktoś w Polsce czyta, to częściej są to kobiety. Kobiety czytają głównie dla przyjemności, a mężczyźni, żeby się dokształcić.

Katarzyna Kasia

Tomasz Piątek: Literatura nie istniałaby bez kobiet. Wiele tekstów, które intuicyjnie przyporządkowuje się mężczyznom, powstało dzięki kobietom – z ich inspiracji, dzięki ich wysiłkowi. Przytoczę tylko kilka przykładów: Ewangelia według świętego Łukasza jest napisana według relacji kobiet. Nowoczesną powieść wymyśliła Jane Austen. Genialna pisarka stworzyła coś, co jest dla mnie kwintesencją literatury – intrygujący stosunek między narratorką, a bohaterką. Kiedy narrator opisuje postać, z którą się identyfikuje, opiera się na perspektywie starszej siostry, tudzież bohaterki starszej o kilka lat. Austin jako pierwsza zdołała stworzyć owe empatyczno-przełamane spojrzenie na bohatera, ogląd kogoś kto rozumie opisywaną postać, ale jednocześnie już przekroczył jej punkt widzenia, jest krok dalej (bo Fielding nabija się raczej ze swojego Toma jak wredny sąsiad z głupiego syna sąsiada). Awangardową powieść psychologiczną stworzyła ponad tysiąc lat temu japońska pisarka Shikibu, znana jako Dama Murasaki Shikibu. Równocześnie z nią tworzyła druga wybitna pisarka Sei Shonagon. A tysiąc lat później powieść awangardową wymyśliła na nowo Virginia Woolf. Znacznie lepiej niż mężczyźni – choćby James Joyce – potrafiła znaleźć sposób na przedstawienie świata pełnego sprzeczności, rozpadającego się na jej oczach.

Przykładów takich można byłoby mnożyć długo. Mimo to fakt, że literatura światowa jest w dużym stopniu kobieca, został wypchnięty z pamięci społecznej. Zapominanie o tym, to odmawianie literaturze całościowego wglądu w człowieka.

Katarzyna Kasia: Jeżeli mówimy o podziale na to, co kobiece i męskie, to pojawia się tutaj też pojęcie dyskryminacji płciowej. Czy kobiety-pisarki są jej ofiarami?

Kaja Malanowska: Odpowiadając, muszę, najpierw stwierdzić, że wśród trzydziestu paru procent ludzi, którzy w ogóle czytają w Polsce, większość stanowią kobiety. Po drugie, warto pamiętać, że kobiety czytają zarówno tak zwaną literaturę kobiecą, jak i tak zwaną literaturę męską.

A jeśli chodzi o dalszą część dyskusji, to proponowałabym żebyśmy porzucili obciążone negatywnie określenie „literatura kobieca” i skupili się raczej na literaturze pisanej przez kobiety, bo ona jest o wiele ciekawsza. Co do dyskryminacji kobiet: Żyjemy w świecie zdominowanym przez mężczyzn. Choć wiele zmieniło się na lepsze, nadal istnieją zawody, co do których pokutuje przekonanie, że z jakiś tajemniczych i niewytłumaczalnych przyczyn mężczyźni wykonują je lepiej. I pisarstwo do tych zawodów należy. Nie tylko mężczyźni podtrzymują w nieszczęsny stereotyp – robi to też wiele kobiet. Moja bliska koleżanka pisarka powiedziała kiedyś publicznie, że największym komplementem, jaki usłyszała było to, że ktoś pisze „jak mężczyzna”. A dlaczego mężczyźni piszą lepiej: bo tak jest po prostu świat zbudowany.

Ostatnio brałam udział w panelu dyskusyjnym poświęconym literaturze kobiecej. Jeden z uczestników tłumaczył nam długo, że jeśli książka jest dobrze napisana, to zawsze sprzeda się dobrze – niezależnie, czy jej autorem jest mężczyzna, czy kobieta. Jego zdaniem, problem z literatura pisaną przez kobiety wiąże się z tym, że kobiety – w przeciwieństwie do mężczyzn – nie piszą na tematy uniwersalne. Ten pan nie jest niestety w swojej opinii odosobniony, podobnie myśli spora cześć polskiego społeczeństwa. Pod koniec panelu usłyszałyśmy jeszcze: „Jak panie napiszą książkę kucharską, to ja ją kupię i przeczytam”. Może to skrajny przykład, ale takie wypowiedzi – też wśród krytyków i samych literatów – zdarzają się dosyć często.

Katarzyna Kasia: Czyli nie literatura kobieca, ale też nie literatura pisana przez kobiety… Może trochę więcej światła na przedmiot naszej dyskusji rzucą wyniki badań zrealizowanych przez Bibliotekę Narodową. Wynika z nich, że jeżeli ktoś czyta, to częściej są to kobiety. Do tego: kobiety czytają głównie dla przyjemności, a mężczyźni, żeby się dokształcić. Jak zatem zachęcić ludzi do czytania? Czy ludzie już wszystko wiedzą, już wszystko przeczytali? Czy czytanie przestało być potrzebne?

Dostęp do miliarda różnych informacji powoduje, że nie koncentrujemy się na tym, co czytamy. Przeszkadza też migoczący ekran, coraz częściej nadchodzące komunikaty od innych ludzi. Pogłębiony odbiór emocjonalny większych struktur narracyjnych staje się po prostu niemożliwy.

Tomasz Piątek

Justyna Jaworska: Studenci przestali czytać, ale są na zajęciach non stop podłączeni do Internetu. Kiedy w trakcie wykładu pomylę się, sprawdzają to na bieżąco i poprawiają mnie. Kiedyś mnie to stresowało, teraz to bardzo cenię. Tylko że ciągle siedzą na Facebooku, mają iPady albo otworzone laptopy niby po to, żeby robić notatki. Wolę nie dociekać.

Z pewnością Internet zwiększa alfabetyzację. Nigdy wcześniej tyle nie pisaliśmy – chodzi mi o smsy i maile. Rewolucja cyfrowa wiele jednak zmieniła, jeśli chodzi o książki. Nie wiem, czy chodzi o strukturę czasu, czy o to, że teraz, szukając informacji, w pierwszej chwili sięgamy po inne medium – w każdym razie, kiedy zadaję lekturę, studenci wpadają w popłoch. Bo nie ma jej bryków w Internecie i trzeba naprawdę przeczytać książkę.

Katarzyna Kasia: Panie Tomaszu, a pana zdaniem te zmiany należy zrzucić na karb rewolucji cyfrowej czy transformacji ustrojowej?

Tomasz Piątek: Zanim odpowiem na to pytanie, chciałem tylko dodać, że jestem sceptycznie nastawiony do opisywania tego, czym jest literatura kobieca, w oparciu o dane czytelnictwa w Polsce. Dane statystyczne mogą tworzyć pewną iluzję rzeczywistości. Przykładowo: pozorny wzrost czytelnictwa między 2011 a 2013 r. wiązał się ze zmianą w technice prowadzenia badań i poszerzeniem zakresu znaczeniowego pojęcia „literatura”.

Co do rewolucji cyfrowej – przypadła ona w Polsce na okres transformacji ustrojowych, kulturowych, społecznych. Podczas ostatniego ćwierćwiecza zmieniło się wiele nawyków – nie tylko czytelnicze. Analizowanie tych procesów w oderwaniu od siebie jest trudne. Podobna sytuacja miała z resztą miejsce wcześniej – rewolucję cyfrową poprzedziła rewolucja audiowizualna – czyli popularyzacja radia i kina, a potem telewizji. I jak to powiedział Walter Ong: „weszliśmy poprzez audiowizualność w nową oralność”, czyli ponownie zbliżyliśmy się w stronę kultury mówionej, nie pisanej. A w kulturze mówionej ludzie nie wnioskują na poziomie logicznego rozumowania, tylko na podstawie doświadczenia i odruchu. Co prawda wiele piszemy – ale bardzo źle piszemy, bo zbyt mało czytamy – a przynajmniej mało czytamy tekstów napisanych w sposób poprawny. Dostęp do miliarda różnych informacji powoduje, że nie koncentrujemy się na tym, co czytamy. Przeszkadza też migoczący ekran, coraz częściej nadchodzące komunikaty od innych ludzi. Zresztą mobilny Internet robi się coraz bardziej audiowizualny. To wszystko jeszcze bardziej utrudnia nam jakiekolwiek wnioskowanie, a pogłębiony odbiór emocjonalny większych struktur narracyjnych staje się po prostu niemożliwy.

Absolutnie nie wierzę w to, że uczeń „podłączony” do Wikipedii jest lepszym uczniem. Wspomnę wyniki doświadczenia, które nieco przypadkiem wykonała pewna amerykańska socjolożka: otóż, kiedy nie mogła utrzymać kontaktu z czworgiem swoich dzieci, bo każde z nich miało telewizor, laptop, tablet, smartfona, to po prostu odłączyła im prąd, pozabierała wszystkie gadżety i powiedziała, że jeśli chcą się czegoś dowiedzieć, to muszą iść do biblioteki. Dzieciom nie pozostawiono wyboru – musiały nauczyć się korzystać z książek w tradycyjny sposób. Minęło kilka miesięcy i stały się najlepszymi uczniami w szkole.

Każde nowe medium wywołuje szok w społeczeństwie. Upowszechnienie radia, a potem kina przez wielu uznawane było za początek końca literatury. Ta jednak potrafiła wytworzyć swego rodzaju przeciwciała. Cały czas powstawało wiele wartościowych dzieł, a ludzie nie zgłupieli jakoś dramatycznie. Chociaż teraz jesteśmy poddawani niezwykle intensywnemu bombardowaniu przez nowe techniki. Niedawno czytałem, że w Hongkongu buduje się specjalne ścieżki smartfonowe, po których ludzie mogą bezpiecznie chodzić, gapiąc się w telefony. Trasy okrzyknięto już mianem „ścieżek zombie”. O tempora, o mores, o zombie!

Bożena Umińska-Keff: Faktycznie bardzo mało ludzi w Polsce czyta. Nie ma snobizmu na czytanie, na samodzielność intelektualną. Dlaczego? Wydaje mi się, że bardzo wiele przyczyn znajduje się w sposobie uczenia – uczenia czytania, czy raczej uczenia nie czytania literatury. W moim pokoleniu czytało i studiowało się to, co nas interesowało, nie patrząc na to co się potem będzie robiło. A teraz studenci myślą o wszystkim przez pryzmat praktycznego zastosowania. Studiują po to, żeby mieć pracę, a nie po to, żeby dowiedzieć się czegokolwiek.

Katarzyna Kasia: A ja mam akurat bardzo dobrych studentów, zawsze mi piszą maile, jeśli nie wyślę im lektury. W poprzednich debatach z cyklu „Odcienie kobiecej polityki”, kiedy mówiliśmy o sztuce tworzonej przez kobiety, pojawił się wątek dodatkowy, dla mnie bardzo interesujący, mianowicie kwestia bezpieczeństwa socjalnego kobiety-artystki. W jakim stopniu problem ten dotyczy kobiet-pisarek?

Kaja Malanowska: Wydaje mi się, że problem zarobków pisarzy nie ma w tej chwili płci. Wszystkim jest ciężko: i kobietom, i mężczyznom. W Polsce na 5 tys. pisarzy koło 30 jest w stanie utrzymać się z pisarstwa. Ale każdy problem ma też swoją historię. Nie więcej niż 100–150 lat temu większość pisarzy stanowili mężczyźni, a powodem tej sytuacji był brak niezależności finansowej kobiet i ograniczony dostęp do edukacji. Z czasem, kobiety zdobyły niezależność zawodowo-finansową, ale wychowywanie dzieci, gotowanie, utrzymanie domu nadal w większości przypadków pozostaje na ich głowie. Na szczęście sytuacja kobiet w polskim społeczeństwie zmienia się ciągle na lepsze, ale daleko nam od całkowitej równości. Nawet gdybyśmy miały pełną swobodę wyboru, należy jeszcze wziąć pod uwagę, że status samotnej kobiety – pisarki, artystki, która sama się utrzymuje, wcale nie jest taki przyjemny. Mężczyzna, który coś tworzy, odbierany jest jako wielki myśliciel – a kobieta, która mieszka sama i pisze, to wariatka z pięcioma kotami.

W literaturze – zarówno pięknej, jak i popularnej – może znajdować się zarazem potencjał wyzwalający, jak i stabilizujący. To nie jest takie proste, że wyzwala nas awangarda czy świetna literatura, a literatura „dla kucharek” utwierdza w odwiecznych poglądach i uprzedzeniach.

Justyna Jaworska

Katarzyna Kasia: Erica Jong napisała, że kobieta-pisarka zawsze czuje, że okrada – na przykład własne dzieci, ponieważ nie poświęca im czasu, bo nie dość, że jeszcze musi pracować zarobkowo, to zamiast zająć się dziećmi, zajmuje się pisaniem. Wydaję mi się, że jest w tym coś ważnego. I zastanawiam się jak sytuacja ta zmieniała się podczas minionego ćwierćwiecza?

Bożena Keff: Sądzę, że sytuacja nie jest wcale inna. Problem polega na tym, skąd są te kobiety. Od wielu lat wykładam gender studies na Uniwersytecie Warszawskim i zazwyczaj spotykam ludzi z dobrze zarabiającej klasy średniej, wykształcone mieszkanki Warszawy – czyli określoną grupę społeczną. Wnioski z rozmów z nimi trudno jest mi zatem generalizować. Jestem jak najdalsza od tego, żeby powiedzieć, że w Polsce nie ma dyskryminacji. W Polsce istnieje głęboka dyskryminacja. Natomiast rzeczywiście środowiskowo można tego nie czuć i nie umieć sobie powiedzieć, że „miejsce, z którego patrzę, jest bardzo uprzywilejowane kulturowo”.

Jeśli chodzi o zarabianie i bezpieczeństwo – to nie jestem odpowiednią osobą, żeby się o tym wypowiadać. Całe życie funkcjonuję w dwóch postaciach: jako poetka czy pisarka i osoba, która zajmuje się pracą akademicką – która utrzymuje tę poetkę i pisarkę. I prawdopodobnie będę to robiła do śmierci, bo nie mam innego wyjścia. Sądzę, że bardzo wiele osób znajduje się w podobnej sytuacji. Model taki wykształcił się chyba w latach 60. i 70. w Stanach Zjednoczonych. Pisarz czy poeta jest zatrudniony na uniwersytecie, i jak mu się już uda wygospodarować trochę czasu, to wtedy zaczyna pisać.

Co do wspomnianej liczby 30 osób, które są w stanie utrzymywać się z pisarstwa – sądzę, że w większości żyją oni z przychodów związanych z przekładami ich książek. Nie sądzę, żeby polski rynek czytelniczy mógł kogokolwiek utrzymać.

W każdym razie w kulturze ludzi wykształconych, którzy przynajmniej nominalnie pochodzą z klasy średniej, stereotypy płciowe się zacierają. Odchodzą w przeszłość. Samotna, tworząca kobieta znajduje w tych kręgach już swoje miejsce. W szerszym kontekście społecznym pewnie nie, ale w takiej genderowo-feministycznej świadomości postać ta może być nawet pożądana.

Im bardziej kobiety się wyemancypują – a raczej: im bardziej mężczyźni się wyzwolą od swojego wzorca tradycyjnego – tym bardziej te dwa spojrzenia staną się sobie bliskie. Nie interesuje mnie ta literatura męska, w której potwierdza się męskość spojrzenia narratora.

Bożena Keff

Katarzyna Kasia: Z tego, co państwo mówicie, wynika, że genderowa świadomość trafia w głównie w środowiska „genderowo świadome”, co tworzy pewien obieg zamknięty.

Bożena Keff: Ja mam takie właśnie doświadczenie. Kiedyś prowadziłam „genderowo ustawione” zajęcia na polonistyce i pamiętam, że kilka studentek powiedziało mi wówczas, że treści przekazywane podczas naszych spotkań były dla nich absolutnie rewolucyjne, nowe. Jedna z nich stwierdziła, że zawsze chciała pracować w szkole muzycznej i teraz to zrobi – chociaż właśnie urodziła małe dziecko – ponieważ dostrzegła, że to jej się należy.

Katarzyna Kasia: To bardzo ważne, żeby tego rodzaju zajęcia wprowadzać. Mam na myśli taką „pop-wersję” gender, która miałaby szansę trafić pod strzechy. Czy może jest jakiś potencjał w Internecie, może artystki mogłyby pisać, publikować w ten sposób?

Justyna Jaworska: Problem w tym, że literatura popularna może mieć potencjał emancypacyjny, ale przecież nie musi. Podam przykład: nie tak dawno wróciłam po latach do książek Małgorzaty Musierowicz. Całą ją pochłonęłam jako dziewczynka, a teraz dopiero zauważyłam, jak strasznie te książki są konserwatywne, w jakim stopniu pielęgnują one zachowawczy model rodziny.

W końcu o treści popularnych czytadeł nie stanowią jedynie narracje o bohaterkach, które sobie dzielnie dały radę, ale też o kobietach, które „odnalazły swoje miejsce”. I to odnalezienie swojego miejsca bywa mniej lub bardziej zakamuflowanym kompromisem. Nie chcę rzecz jasna generalizować. Chodzi mi o to, że w literaturze – zarówno pięknej, jak i popularnej – może znajdować się zarazem potencjał wyzwalający, jak i stabilizujący. To nie jest takie proste, że wyzwala nas awangarda czy świetna literatura, a literatura „dla kucharek” utwierdza w odwiecznych poglądach i uprzedzeniach.

Katarzyna Kasia: Co zatem wyróżnia literaturę kobiecą, jeśli nie ów potencjał emancypacyjny?

Justyna Jaworska: Wydaje mi się, że – jako kobiety – mamy lepszy kontakt z rzeczywistością, mniej uwikłany w rozmaite ideologie. Może faktycznie kobiety tworzą mniej mitów – pułapek, czyli narracji politycznych, historycznych czy spiskowych, w które tak często popadają autorzy męscy. Proszę zobaczyć, że w przypadku autorek dużo mniej czytelna jest zwykle orientacja polityczna. Męscy autorzy pod tym względem o wiele silniej się polaryzują, łatwo jest przyporządkować ich ideologicznie. Nie chcę przez to powiedzieć, że myślenie kobiet nie jest polityczne. Ono jest także polityczne, tylko nie wpada tak wyraźnie w gotowe narracje. I może dlatego ma lepszy kontakt z rzeczywistością.

Bożena Keff: Zgadzam się. Choć ja chyba jednak jestem zwolenniczką powstania politycznego ruchu kobiet. Kobiety faktycznie robią politykę inaczej, nie wpadają w taką sztampę. Może kobiety mają nie tyle „lepszy” kontakt z rzeczywistością, co po prostu „inny”? Jeśli patrzę prywatnym okiem i wchodzę w przestrzeń publiczną, to bardzo ciekawe rzeczy mogą z tego wyjść.

Pytanie z sali: Jakie jest państwa zdanie o festiwalach i konkursach promujących literaturę kobiecą?

Bożena Keff: To ważne inicjatywy. Wspomnę choćby Nagrodę Literacką dla Autorki Gryfia. Dotychczas nagrodzone prace były rzeczywiście dobre. Z drugiej strony, można powiedzieć, że im bardziej kobiety się wyemancypują – a raczej im bardziej mężczyźni się wyzwolą od swojego wzorca tradycyjnego – tym bardziej te dwa spojrzenia staną się sobie bliskie. Nie interesuje mnie ta literatura męska, w której potwierdza się męskość spojrzenia narratora. To często ujmuje, a nie dodaje.

Kaja Malanowska: Popieram wszelkie akcje wyrównujące szanse grup dyskryminowanych. A więc również nagrody pisarskie dla kobiet. Taka nagroda jak Gryfia, pomijając kwestie prestiżu, jest po prostu bardzo konkretnym wsparciem finansowym, które kobietom w tym kraju jest bardzo potrzebne.

 

UCZESTNICY DYSKUSJI:

Bożena Keff

poetka, eseistka, badaczka literatury w Żydowskim Instytucie Historycznym im. Emanuela Ringelbluma, wykładowczyni filozofii i etyki, krytyczka filmowa, tłumaczka, publicystka, działaczka społeczna.

Kaja Malanowska

z wykształcenia biolożka, autorka powieści: „Drobne szaleństwa dnia codziennego” (2010) (nominacja do Gwarancji Kultury), „Imigracje” (2011), „Patrz na mnie, Klaro!” (2012) (nominacja do Paszportu „Polityki” oraz Nike 2012).

Justyna Jaworska

adiunktka w Instytucie Kultury Polskiej na Wydziale Polonistyki Uniwersytetu Warszawskiego i redaktorka „Dialogu”, interesuje się dziejami prasy ilustrowanej, obyczaju, kultury popularnej i konsumeryzmu.

Tomasz Piątek

absolwent lingwistyki na Università degli Studi di Milano, pisarz, dziennikarz współpracujący m.in. z „Polityką”, „La Stampą”, „Filmem”, „Krytyką Polityczną”. Obecnie stały felietonista „Gazety Wyborczej”.

Katarzyna Kasia

dr filozofii, stała współpracowniczka „Kultury Liberalnej”

 

Transkrypcja: Emilia Kaczmarek; redakcja: Błażej Popławski.

 

Kultura_Liberalna

rozaluksemburg

...czy możemy prosić Cię o chwilę uwagi? Rzetelne dziennikarstwo wykonywane z pasją potrzebuje dziś wsparcia.

Dzięki pomocy Darczyńców możemy:

  • pracować nad tygodnikiem i codziennymi komentarzami, nie rezygnując z ich jakości,
  • wypełniać misję naszej Fundacji i wprowadzać do debaty publicznej nowe sposoby rozumienia świata,
  • planować naszą pracę w perspektywie kilkudziesięciu miesięcy.

Dlatego prosimy Cię serdecznie:

SKOMENTUJ

Nr 310

(50/2014)
19 grudnia 2014

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z TEGO NUMERU

PRZECZYTAJ INNE Z DZIAŁU

KOMENTARZE

PODOBNE



WAŻNE TEMATY:

TEMATY TYGODNIA

drukuj